Numer 12(390)    Grudzień 2017Numer 12(390)    Grudzień 2017
fot.Adam Bruczko
Mały, dumny kraj
Eugeniusz Siemieniuk
Słyszeliśmy o Macedonii – państwie rządzonym sprawnie przez Aleksandra III Macedońskiego ponad 300 lat przed Chrystusem. Tamta Macedonia znalazła się w prawie równych częściach, po jednej trzeciej, w sąsiadujących ze sobą państwach – Jugosławii, Grecji i Bułgarii. Obok wyrosła też hegemonistyczna Albania.
Tworzenie nowej państwowości idzie małej i słabej Macedonii jak po grudzie.
Przykładem jest historia nazwy państwa i flagi państwowej. Po wielu perturbacjach, protestach Grecji i Bułgarii, w międzynarodowym prawie funkcjonuje kuriozalna nazwa „Była Jugosłowiańska Republika Macedonii”. Z flagą było też sporo problemów, bo oprócz Grecji protestowała także Japonia, twierdząc że zbyt jednoznacznie nawiązuje do ich flagi państwowej. Po trzykrotnych zmianach i modyfikacjach, od 5 października 1995 roku obowiązuje flaga w obecnym kształcie.
Macedończycy właściwie ze wszystkim mają „pod górkę”. Nawet spisu powszechnego nie mogą przeprowadzić od roku 2002, bo Albańczycy, twierdzący że jest ich około 40 procent, domagający się pełnej autonomii, ba, nawet przekazania części rdzennej Macedonii, skutecznie go blokują, gdyż najbardziej optymistyczne dla nich szacunki określają ich odsetek na 25 proc.
Macedońska Cerkiew Prawosławna sama sobie przyznała autokefalię, przez co i przez Cerkiew serbską, i przez cały prawosławny świat uznawana jest za rozłamową. A prawosławie wyznaje 62 proc. obywateli kraju.
W tym małym kraju, obok Macedończyków i Albańczyków, mieszkają także Turcy, Romowie i Serbowie, a każda z tych nacji ma swoje prawa autonomiczne, języki urzędowe i partie polityczne, co sprawia, że od roku państwo przeżywa kryzys parlamentarny, nie mogąc wyłonić większościowego rządu.
Macedończycy mogą jedynie pomarzyć o sprawnym rządzie oraz o członkostwie w Unii Europejskiej i NATO. Negocjacje rozpoczęły się w roku 2008, ale sześciokrotnie były zawieszane i przekładane.
Wieloletni premier Mykoła Grujewski lansował nacjonalistyczną politykę historyczną, na którą wydano ponad miliard euro, jednocześnie drażniąc i prowokując Greków. Zatrudnił rzesze archeologów i historyków, mających udowodnić wielkość narodu i jego rodowód od... Aleksandra Macedońskiego. Imię Aleksandra Macedońskiego jest wszędzie obecne, w nazwach ulic, autostrad i lotniska, co doprowadza do sytuacji kuriozalnych, bo istnieją np. dwa odległe o kilkaset kilometrów porty lotnicze Aleksandra Macedońskiego – jeden w Macedonii, drugi w Grecji.
Macedonia to kraj mały, nieodkryty, a Polakom właściwie nieznany, a przecież łatwo dostępny, wspaniały i tani. Latem można dotrzeć tutaj w kilka godzin, między Katowicami i Ochrydą działa regularne, tanie czarterowe połączenie lotnicze (dla zorganizowanych grup turystycznych). Można dojechać samochodem lub autokarem, ale wtedy trzeba poświęcić dobę, bo do pokonania są prawie dwa tysiące kilometrów.
Po noclegu w serbskim Laskowcu ruszamy w stronę granicy z Macedonią. Wjeżdżamy na malowniczą autostradę, oczywiście imienia Aleksandra Macedońskiego, zmierzając w stronę stolicy kraju Skopje, gdzie mieszka ponad jedna czwarta obywateli Macedonii. Miasto dwóch światów – historycznego i nowoczesnego. Zaskakuje niezliczona ilość ustawionych wszędzie, okazałych pomników, często w miejscach najmniej oczekiwanych. Nawet Macedończycy nie wiedzą, ile ich jest i kogo lub co przedstawiają. To efekt ogłoszonego w roku 2010 przez Mykołę Grujewskiego programu „Skopje 2014” . Pierwotnie program miał kosztować 70 milionów euro, ale do tej pory pochłonął już 700 milionów i jest daleki od ukończenia. Stał się natomiast przedmiotem krytyki, a jego wizualne efekty nawet przez Macedończyków nazywane są „Disneylandem”.
Nad centralnym placem Skopje góruje monumentalny, 25-metrowy pomnik Aleksandra Wielkiego. Oczywiście Greków bardzo on zdenerwował, podjęli szeroko zakrojone protesty, ale Macedończycy postanowili przed nimi… udawać Greków i w oficjalnych dokumentach pomnik nazywali „Wojownik na koniu”. Pomnik jest imponujący i kunsztownie dopracowany w szczegółach i symbolice. Ustawiona na 10-metrowym cokole, otoczonym fontanną, postać Aleksandra, tzn. Wojownika, ma 15 metrów wysokości. Dodatkowo „Wojownika” strzegą monumentalne figury żołnierzy i lwów. Wszystko odlane w brązie, co dodatkowo potęguje majestat.
Pomników jest wiele, przeplatają się na nich bohaterowie XX-wieczni i z czasów zamierzchłych, np. pomnik rewolucjonisty Goce Dolcewa z pomnikami Cyryla i Metodego oraz cara Samuela. Uzupełnieniem są pomniki „nieadresowane”, np. okazała fontanna z postaciami kobiet, sławiąca macierzyństwo.
W centrum dominuje gmach Muzeum Architektury, w którym znajduje się narodowe archiwum i Trybunał Konstytucyjny. Okazała, stylizowana na antyczną fasada z solidną kolumnadą i dużymi przeszkleniami. Do muzeum prowadzi Most Sztuki – bogato zdobiona piesza kładka, na której ustawiono kolejnych 29 pomników macedońskich muzyków, pisarzy i twórców kultury.
Pod mostem płynie spokojna, latem wąska, rzeczka Vardar, a na niej zacumowane dwa duże okręty. Tutaj kicz jest zbyt widoczny, bo okręty są ustawione na solidnych betonowych fundamentach i podłączone do miejskiej kanalizacji.
Po przejściu rzeczki i „nowoczesnego” centrum wchodzimy do zabytkowej dzielnicy Casirija. Dzielnica na wpół muzułmańska, z gmatwaniną wąskich uliczek, gwarem, mnóstwem kawiarenek, galerii, ale i banków. W kawiarenkach pełno ludzi, bo tu podają najlepszą baklawę w Macedonii, a poza tym wypada pojawić się w kawiarni i tutaj spędzić pół dnia na dysputach politycznych i w interesach. Tu toczy się prawdziwe życie.
Latem 1963 roku miasto nawiedziło katastrofalne trzęsienie ziemi, które niemal wszystko zniszczyło. Ogłoszony przez ONZ konkurs na projekt odbudowy Skopje wygrali dwaj polscy architekci – Adolf Ciborowski i Stanisław Jankowski. Macedończycy z dumą pokazują budynek Muzeum Sztuki, dar narodu polskiego, i podkreślają, że honorowym obywatelem miasta jest Władysław Gomułka. Tragedię upamiętnia Muzeum Miejskie, znajdujące się w budynku byłego dworca kolejowego. Budynek pozostawiono w stanie takim, jak w dniu kataklizmu, nawet zegar na frontonie nadal nieprzerwanie wskazuje godzinę 5.17.
Budynek to symbol cudu, bo to tutaj trzy doby po trzęsieniu wydobyto spod gruzów osiemnaście osób, które nie miały nawet najmniejszych obrażeń.
Nad miastem góruje pozostałość po starożytnej twierdzy Kale. Historyczna twierdza została zrujnowana przez Turków i trzęsienie ziemi. Macedończycy chcą ją odbudować. Prace rozpoczęli od rekonstrukcji XIII-wiecznej chrześcijańskiej świątyni.
Natychmiast zaprotestowali Albańczycy, twierdząc że wcześniej w tym miejscu stał meczet i to on musi zostać odbudowany. Zaczęły się demonstracje, blokowanie budowy i krwawe zamieszki. Prace wstrzymano.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Eugeniusz Siemieniuk, fot. autor




Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token