Numer 2(392)    Luty 2018Numer 2(392)    Luty 2018
fot.Anna Radziukiewicz
Otwarte drzwi prawosławia
Eugeniusz Czykwin i Anna Radziukiewicz
Przegląd Prawosławny: – Wiemy, że Władyka jest Belgiem. Metropolita Atenagoras: – Jestem Belgiem, tak samo jak mój ojciec i matka. Byłem rzymskim katolikiem, lecz przyjąłem prawosławie. Mój ojciec, jako młody człowiek, odkrywał prawosławie. Wielokrotnie odwiedzał prawosławne kraje. Często jeździł do byłej Jugosławii, gdzie spotykał się z żywą wiarą w monasterach. W tamtych czasach w Belgii istniały tylko prawosławne parafie greckie i rosyjskie, natomiast belgijskich nie było. Zmiany nastąpiły pod koniec lat pięćdziesiątych minionego wieku. Do Cerkwi przychodzili młodzi ludzie. Wśród Belgów pojawili się młodzi prawosławni duchowni. Między nimi był i mój ojciec, prawnik z zawodu. W tamtym okresie nabożeństwa w cerkwiach sprawowano w języku greckim albo cerkiewnosłowiańskim. Istniał więc problem ze zrozumieniem Świętej Liturgii przez rodowitych Belgów. Do Brukseli przybył w tym czasie doktor medycyny i jednocześnie prawosławny duchowny, Rosjanin z pochodzenia, Pierre Struve. W jednym z miast zaczął odprawiać nabożeństwa po francusku dla bardzo małej wówczas wspólnoty. To wtedy mój ojciec podjął decyzję o przyjęciu prawosławia.
– W jaki sposób wychowywał dzieci?
– Było nas czworo. Wszyscy wyrastaliśmy w prawosławiu. Jeździliśmy do różnych cerkwi – rosyjskiej, greckiej, serbskiej, zwykle przemierzając około osiemdziesięciu kilometrów. Wtedy istotny wpływ na naszą rodzinę miał także władyka Wasilij (Kriwoszein), który został arcybiskupem brukselskim w jurysdykcji patriarchatu konstantynopolitańskiego. Był dobrze wykształconym mnichem, synem dyplomaty. Na Uniwersytecie Paryskim ukończył rozpoczęte w Moskwie i Petersburgu studia filologiczne. Władał biegle językiem francuskim i angielskim. Wcześniej przyjął postrzyżyny mnisze w monasterze św. Pantelejmona na Świętej Górze Atos. Znał osobiście o. Sofroniusza (Sacharowa), który był bardzo szanowanym i cenionym na Zachodzie starcem. Nasz ojciec otrzymał święcenia kapłańskie, czyli stał się prawosławnym duchownym. Najpierw niósł posługę duszpasterską w mieście Gandawa (niderl. Gent) w północno-zachodniej części Belgii, następnie organizował powstawanie wspólnot parafialnych w innych miejscowościach. Nabożeństwa sprawowane były w językach lokalnych, więc gromadziły ludzi różnej narodowości.
– Kiedy prawosławna Cerkiew w Belgii została oficjalnie uznana przez rząd?
– W 1985 roku.
– Co to zmieniło w jej sytuacji?
– Powstała wtedy potrzeba reprezentacji wszystkich lokalnych Cerkwi, których parafie istniały na terenie Belgii. Przedstawiciele poszczególnych jurysdykcji kanonicznych zebrali się zatem u metropolity z patriarchatu konstantynopolitańskiego i podpisali wspólny dokument. Powstała platforma porozumienia i mówienia jednym głosem na forum kraju. W uznawanych przez państwo prawosławnych strukturach cerkiewnych duchowni mogli otrzymywać od belgijskiego rządu wynagrodzenia, natomiast parafie deficytowe również subsydia. Bardzo ważne znaczenie miał również fakt, że powstała możliwość organizowania w szkołach publicznych nauki religii prawosławnej.
– Ilu uczniów pobiera tę naukę?
– Około trzystu. To niemało, jak na dziesięciomiliomowy kraj.
– Ilu powinno być uczniów w szkole, aby rząd mógł opłacić nauczyciela prawosławnej religii?
– Wystarczy jeden uczeń. Należy zgłosić potrzebę nauczania religii do metropolity z patriarchatu konstantynopolitańskiego, który podpisał porozumienie z rządem o opłacaniu przez państwo lekcji religii, nawet gdy tego chce jeden uczeń.
– A jak jest z wyjściem Cerkwi do przestrzeni publicznej?
– Mamy możliwość nadawania audycji w publicznym belgijskim radiu oraz w telewizji. Od dziesięciu lat pięciu kapelanów, opłacanych przez rząd, niesie posługę w więzieniach.
– Czy Władyka mógłby przybliżyć dynamikę rozwoju prawosławia w Belgii?
– Kiedy mój ojciec zaczynał odkrywać prawosławie, w moim kraju było nie więcej niż dziesięć parafii. Teraz jest ich ponad sto, skupionych w różnych jurysdykcjach, z około stu tysiącami wiernych. Oczywiście żyjemy w trudnej sytuacji, bo taką stwarza diaspora. Staramy się jednak utrzymywać dobre relacje między diecezjami różnych jurysdykcji. Służy temu Zgromadzenie Prawosławnych Biskupów, któremu teraz przewodniczę. Tak jak wasi hierarchowie w Polsce spotykają się dwa razy w roku na synodzie biskupów, tak również my w Belgii zbieramy się na wspólnych posiedzeniach, jako biskupi krajów Beneluksu, czyli Belgii, Holandii i Luksemburga. Organizowane są także panprawosławne konferencje w Chambésy w Szwajcarii. Staramy się pracować razem dla dobra Cerkwi.
– Władyko, jaka była Wasza osobista droga w Cerkwi i Wasze spotkanie z prawoslawnymi z Polski?
– 28 lat służę w Cerkwi w Belgii, najpierw jako diakon, następnie duchowny, dziesięć lat jako asystent biskupa i od czterech lat jako metropolita Belgii. Gdy tylko zostałem metropolitą, przyszła do mnie niewielka grupa prawosławnych wiernych z Polski, z ojcem doktorem Andrzejem Kuźmą na czele, z prośbą o założenie dla nich parafii w Brukseli. Byłem bardzo szczęśliwy. O inicjatywie powiedziałem patriarsze ekumenicznemu Bartłomiejowi. Uważałem, że byłoby najlepiej, aby parafia podlegała jurysdykcji patriarchatu konstantynopolskiego. Na początku 2014 roku odbywało się spotkanie zwierzchników lokalnych Cerkwi. Patriarcha Bartłomiej rozmawiał o tej parafii z metropolitą Cerkwi w Polsce Sawą. Potem doszło do podpisania między nimi porozumienia, na podstawie którego władyka Sawa przysłał do Brukseli odpowiedniego dla tej wspólnoty duchownego, o. Pawła Cechę. Studiował on w Instytucie Ekumenicznym w Chambésy, zna francuski i flamandzki. Staramy się wspierać tę parafię. Na początku jej wierni gromadzili się w ekumenicznej kaplicy, potem, po podpisaniu porozumienia z rzymskokatolicką parafią w Anderlecht, zaczęli służyć w kościele. Czekamy teraz na oficjalne uznanie parafii przez państwo belgijskie. W czasie parafialnego święta Narodzenia Bogarodzicy gościliśmy w 2016 roku metropolitę Sawę. Wyglądał na bardzo zadowolonego z faktu, że w tak krótkim czasie zrobiono tak wiele, a ojciec Paweł jest rzeczywiście dobrym duchownym. Myślę, że ta parafia jest przykładem na to, jak rozwiązywać problemy duszpasterstwa w diasporze, gdzie powinniśmy budować jedność między nami prawosławnymi. Gdy jesteśmy zjednoczeni, jesteśmy mocni.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token