Numer 6(408)    Czerwiec 2019Numer 6(408)    Czerwiec 2019
fot.Anna Radziukiewicz
Czekając na plac
o. Mariusz Kiślak
Wałbrzych, ulica Mickiewicza 32 – to adres cerkwi, aktualny od 1997 roku. Cerkiew znajduje się na parterze kamienicy, położonej w centrum miasta. Zajmuje jeden pokój. Jest on na tyle wąski, że nie pozwala na zamontowanie w ikonostasie drzwi diakońskich. Są jedynie carskie. Proboszcz parafii, jednocześnie kierownik prawosławnego domu opieki w Cieplicach, o. Mariusz Kiślak, chciałby ten adres zmienić. Chcą tego i wałbrzyscy parafianie. Chcą mieć wreszcie swoją cerkiew, taką w oddzielnym budynku, z placem dookoła, domem parafialnym, może i stałym duchownym.
Piotr Czyż jest znanym w Wałbrzychu prawnikiem, ma tu swoją kancelarię. Siedzimy w kawiarni przy wałbrzyskim rynku. Przed chwilą pożegnaliśmy się z jego żoną i ośmiomiesięcznym Aleksiejem. Aleksiej pierwszy w rodzinie stał się prawosławny. Jego brat Antek chodzi do V klasy w szkole im. Jana Pawła II, przysługuje w cerkwi i uczy się prawosławnej religii, razem z Kubą i Michałem też prysłużnikami, też jeszcze rzymskimi katolikami. Dla nich w tym roku po raz pierwszy zostanie utworzony punkt katechetyczny. Piotr Czyż śpiewa w cerkiewnym chórze i uważa, że wałbrzyska wspólnota dojrzała do samodzielnej cerkwi. Szuka razem z o. Mariuszem placu pod jej budowę. Ma mieć około dwóch tysięcy metrów kwadratowych, z dobrym dojazdem, dostępem do publicznej komunikacji, najlepiej blisko centrum, bo ponad stutysięczny Wałbrzych jest miastem szeroko rozrzuconym wśród zieleni po kotlinach, lokalizacja więc cerkwi w oddalonej dzielnicy nie miałaby sensu. Piotr Czyż wie, że gmina Wałbrzych, chcąc napełnić kasę, sprzedała mnóstwo placów, dziś znajdujących się w prywatnych rękach, przeważnie niezabudowanych. Ale po nie parafia nie będzie sięgać. Są drogie, nie na kieszeń małej wspólnoty. Parafia chce kupić od gminy plac za przysłowiową złotówkę. A gmina, zgodnie z prawem, może taki na potrzeby kultowe sprzedać. I takiego szuka. Piotr Czyż z proboszczem dostarczyli już urzędnikom kilkanaście propozycji. Wszystkie zostały odrzucone. Teraz przedstawili na piśmie kolejnych pięć. Nie szukają po omacku, urzędnicy udostępnili im wejście na swoją stronę internetową z nieruchomościami. Czekają, aż porozumieją się dwa wydziały – urbanistyki i nieruchomości.
– Na razie jest pat decyzyjny – mówi pan Piotr. – Urzędników zapewne zabija polityczna poprawność. Niesłusznie, ponieważ Wałbrzych jest wielokulturowym miastem, tworzonym po drugiej wojnie przez ludzi napływających zza Buga, z centralnej Polski, Greków i nikt tu nie jest ani lepszym obywatelem, ani gorszym. Wałbrzych nie ma nawet swego własnego, lokalnego folkloru, ani gwary, ani strojów ludowych, bo wszyscy przyjezdni.
– Czuje się wyraźne wyczekiwanie na budowę cerkwi w Wałbrzychu – mówi o. Mariusz. – Czeka na to władyka Jeremiasz, wierni i rosnące grono sympatyków naszej parafii. Oczywiście cerkwi własnymi siłami nie zbudujemy. Będziemy liczyć na pomoc wiernych z całej Polski. Na zachodnich ziemiach Polski zdarzają się bowiem cuda. A takimi są tu nowe cerkwie. Ostatnia, wyświęcona w maju 2014 roku, stanęła w Kędzierzynie Koźlu. W 2014 roku rozpoczęto budowę nowej w Zgorzelcu nad Odrą, budowę nowej cerkwi zakończono w Samborzu koło Wrocławia. Chcemy dołączyć do tych cudów.
– Babcia, mama i ja byliśmy w Wałbrzychu pierwszymi parafianami – mówi ponad osiemdziesięcioletni pan Michał. – Do Wałbrzycha przyjechaliśmy z Poznania w 1946 roku. W Poznaniu chodziliśmy do drewnianej wojskowej cerkwi, która służyła prawosławnym żołnierzom z dwóch pułków ułanów. Gdy szliśmy na Paschę w nocy na służbę, wokół cerkwi stały ustawione w kozły karabiny. Cerkiew była nabita. Na służby przychodziło dużo Rosjan, którzy mieszkali w Poznaniu i mieli tu swoje kulturalne towarzystwa. Ale przyszedł rok 1945, wyzwolenie przez Armię Czerwoną miasta i trzyminutowe sądy nad Rosjanami. Wyroki brzmiały podobnie – 25 lat zsyłki na Syberię za izmienu rodiny. Po śmierci Stalina wyroki łagodzono. Tata, urodzony w 1893 roku, wrócił z Syberii po dziesięciu latach jako inwalida. Na sowiecko-polskiej granicy tacy jak on dostawali komplet ubrania, po tysiąc złotych oraz bilet do dowolnej stacji w Polsce, także nakaz, by nic nie mówili o tym, jak było na Syberii. Tata dotarł do Wałbrzycha i powiększył grono wtedy już prężnej parafii.
A jej początki były takie: Przyszedł do nas – nie wiem skąd miał adres – o. Stefan Biegun, batiuszka z Jeleniej Góry. Był bardzo energiczny. Mówił, że spotkał się już z pastorem ewangelickim i ten pozwolił mu służyć nabożeństwa w salce katechetycznej, istniejącej przy ewangelickiej parafii. To był rok 1947 albo 1948. Przychodziło coraz więcej ludzi. O. Stefan wystarał się o możliwość służenia w poewangelickim kościele. Pamiętam, jak na Paschę przyjechał do nas władyka Bazyli (Doroszkiewicz), wtedy zarządzający diecezją wrocławsko-szczecińską. Mnóstwo narodu się zebrało. Mam zdjęcie z tamtego spotkania. Potem ludzie zaczęli się wykruszać – jedni odchodzili z tego świata, inni rozpływali się w innowierczym morzu. W tamtym czasie psałomszczykiem był Piotr Brucki, absolwent prawosławnego seminarium duchownego. Żeby utrzymać rodzinę, pracował w kopalni. Dla wałbrzyskiej wspólnoty stał się liderem, bo nie było tu stałego kapłana. Po jego śmierci parafianie zaczęli się rozpiechrzać.
Pan Michał trwał ciągle przy parafii. Skończył studia w krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Pracował w wałbrzyskiej kopalni, przechodząc szlak od majstra do głównego inżyniera.
Dodaje: – W wałbrzyskiej parafii mieliśmy już ośmiu batiuszków. Było tak, że dojeżdżał do nas nawet o. Eugeniusz Lachocki z Krakowa. Teraz mamy bardzo dobrego batiuszkę, o. Mariusza. Namnożyło się przy nim ludzi.
O. Mariusz wie, że jest to parafia z trudną historią. Najtrudniejsza była wtedy, gdy służono na Podgórzu, przy Reymonta 4a. Stamtąd po prostu prawosławnych wygnano. Z Podgórza wyjechali ewangelicy i zostawili duży kościół w kiepskim stanie. Służyli w nim prawosławni. Zakrystia im wystarczała, tylko na duże święta przenosili się do nawy głównej. Wtedy powstała koncepcja, by w kościele zbudować cerkiewkę, niczym kuwuklię w cerkwi Zmartwychwstania Pańskiego w Jerozolimie. Architekt Jerzy Uścinowicz przygotował projekt. Ale znaleźli się na osiedlu ludzie, którym nie podobała się obecność „Ruskich”. W którąś niedzielę 1994 roku, po południu, podpalili wieżę kościoła. W ścianie wybili dziurę. Weszli do środka. Przewrócili ołtarz, szaty liturgiczne sprofanowali tak, że trzeba było je spalić. Władze ukarały parafię – za dewastację świątyni – pięcioma tysiącami złotych. Biedna parafia nie miała skąd wziąć takiej sumy. Wtedy komornik zabrał o. Bójko, proboszczowi parafii, telewizor. Wreszcie należność uregulował władyka Jeremiasz. Zdecydowano, że obiektu będzie strzegło dwóch stróży. Tak było przez czternaście lat. Dla parafii był to ogromny wydatek. Tamten akt wandalizmu jednych parafian wystraszył, innych zawstydził, że chodzą do takiej ruiny. Poczuli się jak stygmatyzowani. Zostali nieustraszeni, tacy jak Raisa Podhorodecka, Jan Pac, pani Lidia, pan Michał.
– Parafia jest bosko-ludzkim organizmem, dlatego nie da się przewidzieć jej przyszłości – mówi o. Mariusz. – Był czas, gdy pytano: zamknąć parafię? Dobę jechał bowiem wtedy o. Anatol Kozicki, w podeszłym wieku i schorowany, z dalekiego Piotrkowa, by służyć w Wałbrzychu Liturgię. Pytał: Czy ktoś przyjdzie na służbę? Bywało, że nie przychodził nikt. Wracał wyczerpany.
A teraz jest nawet chór. Śpiewa w nim Robert Bywalec, geriatra, ordynator oddziału w szpitalu w Świebodzicach. Śpiewa Piotr Czyż i jego żona, matuszka Barbara Kiślak i inni. Rober Bywalec przyjął prawosławie. Za rok skończy czteroletnie kursy śpiewu i czytania w języku cerkiewnosłowiańskim, prowadzone w Cieplicach. To dzięki niemu, jako przyjacielowi, Piotr Czyż zainteresował się prawosławiem.
– Zmiana wyznania to nie zmiana koszuli – mówi pan Piotr. – To proces. Przede mną wiele rozmów, lektur i przemyśleń.
Jak inni reagują na odkrywanie prawosławia? – pytam.
– Moje środowisko dziwi się raczej, że angażuję się w jakikolwiek ruch religijny. Większość znajomych to ludzie religijnie obojętni. Oni pytają – chcesz tracić tyle czasu, tyle energii dla Cerkwi? – odpowiada pan Piotr. – I odnoszą się do mojej drogi albo życzliwie, albo obojętnie. Dla mnie największy problem stwarzają rodzice. Dla ojca spod Lwowa, urodzonego w czasie II wojny, prawosławie silnie wiąże się ze wszystkim co rosyjskie i ukraińskie, czyli tymi samymi krzywdami, których doświadczyła jego rodzina z tamtej strony. Nie umie oddzielić prawosławia od polityki, od tego co działo się choćby na Wołyniu. Mama zaś pochodzi z Podkarpacia, czyli regionu o silnych tradycjach katolickich.
Piotr Czyż i Robert Bywalec tak układają kalendarz swoich sądowych rozpraw czy dyżurów w szpitalu, by w czasie prawosławnych świąt, wypadających w tygodniu, być w cerkwi.
O. Mariusz postanowił, że w Wałbrzychu będzie jak w normalnej parafii. Zaczął dwa lata temu od wsienoszcznej i Liturgii na Paschę. Najpierw poprosił mieszkańców kamienicy o wybaczenie zakłócania im nocnej ciszy. Córeczka o. Mariusza, Ola, miała wtedy kilka miesięcy. Domagała się jeść. Matuszka poradziła sobie z nią. Przyszły też dzieci. Ze śpiworkami. Jedno nawet z nocną lampką. Śpiworki się przydały. Po Liturgii stół, przy którym o. Mariusz uczy religii, wystawiono na środek cerkwi, pokrojono poświęconą paschę i wszyscy parafianie siedli do wielkanocnego śniadania. Wszystko wydało się być tak uroczyste, niezwykłe i niepowtarzalne, że na drugą Paschę, poprzedzoną też nabożeństwami w Wielki Czwartek i Wielki Piątek, oczekiwano z utęsknieniem.
– W Wałbrzychu trzeba dużo cichej, pokornej pracy i modlitwy – sumuje o. Mariusz Kiślak – i wyjmuje z torby plastikowe kubeczki, talerze, soki. Zostawia w nawie cerkwi. Po Liturgii w niedzielę znów rozłożą stół.

Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Cztery lata później…

Aleksy i Olga są już przedszkolakami. Do nich dołączyły kolejne dzieci w różnym wieku. Pan Michał odszedł już na spoczynek.
Parafia, korzystając ze wsparcia Fundacji św. Stefana, wynajmuje od miasta pomieszczenie naprzeciw kaplicy, gdzie urządzono salę parafialną. Tu spotykają się przy herbacie po każdej Liturgii, rozmawiają, integrują, uczą, poznają. Prowadzą tu kurs języka polskiego dla osób z Ukrainy. Z oferty parafii, przy aprobacie władz miasta i współpracy z lokalnymi organizacjami oraz wsparciu Wałbrzyskiej Strefy Ekonomicznej,  korzysta kilkadziesiąt osób. Nauka jest bezpłatna. Korzystają z niej osoby różnych wyznań. Prawosławni dowiadują się o cerkwi. Część w niej zostaje. To nowi parafianie. Uczestniczą w życiu liturgicznym, zawierają związki małżeńskie, chrzczą dzieci. Parafia ma zamiar zorganizować również punkt pomocy prawnej i społecznej dla cudzoziemców. Organizuje Wałbrzyskie Spotkania z Muzyką Cerkiewną, na które przychodzi około trzystu osób.
W tymczasowej, funkcjonującej od dwudziestu lat, kapliczce przy ul. Mickiewicza 31 robi się ciasno.  Przychodzą dzieci, młodzież, dorośli i seniorzy. Obecność wszystkich pokoleń sprawia ogromną radość. Dziś prysłużnicy to chłopcy w wieku licealnym. Według coniedzielnego porządku przygotowują czytania Apostoła.
Arcybiskup wrocławski i szczeciński Jerzy podtrzymał koncepcję władyki Jeremiasza w sprawie budowy cerkwi w Wałbrzychu. Bóg posłał dobrych ludzi. Andrzej Tokajuk, prywatnie przyjaciel jednego z wałbrzyskich parafian, zawodowo prodziekan wydziału architektury Politechniki Białostockiej i dyrygent w białostockiej parafii Hagia Sophia, nieodpłatnie projektuje cerkiew.
Po głosowaniu rady miejskiej i zatwierdzeniu miejscowego planu zagospodarowania prezydent miasta zadecydował o sprzedaży działki z 90 procentową bonifikatą. Parafii udaje się zebrać 30 tys. złotych, w czym pomagał arcybiskup Jerzy i przyjaciele. 21 marca 2019, dokładnie pięć lat i dwa tygodnie od rozpoczęcia działań, w poniedziałek po Niedzieli Triumfu Prawosławia, podpisano akt notarialny. Wałbrzyska parafia stała się właścicielem działki. Miejsce przez Boga wybrane, na obrzeżach śródmieścia, przy drodze krajowej nr 35, w granicach historycznych parkowych alejek sprzed drugiej wojny światowej. Według jednego z wałbrzyskich historyków to najstarsza część Wałbrzycha. Nie można wykluczyć, że pamięta świętych Cyryla i Metodego. Kto wie, co jeszcze Bóg chce przed nami odkryć.
W bliskim sąsiedztwie stoją kościół ewangelicki, rzymskokatolicki i żydowska kaplica cmentarna. Wszystko w okręgu, w środku cmentarz, gdzie spoczywają wierni wszystkich wyznań. Na myśl przychodzi wrocławska Fundacja „Dzielnica Wzajemnego Szacunku Czterech Wyznań”. Być  może powstanie jej wałbrzyski odpowiednik, a w ślad za nim szlak turystyczny i edukacyjny, ekumenicznie dla dobra Wałbrzycha, ale to jeszcze przyszłość. Teraz najważniejsze to rozpocząć budowę świątyni. Cel? Pełne życie liturgiczne, a w ślad za nim społeczne i kulturalne. Składać świadectwo o prawosławiu i być na miejscu. Ludzi, nowych emigrantów, przybywa. Na terenie Wałbrzycha to liczba rzędu dwóch tysięcy osób. Większość z nich prawosławni. Część z nich z całą pewnością myśli o zapuszczeniu korzeni w Wałbrzychu.
Świętej pamięci arcybiskup Jeremiasz mawiał, że parafia to przestrzeń, którą rządzi Duch Święty. Duch, który nie dopuścił do zamknięcia parafii i spowodował jej zmartwychwstanie. Dzięki staraniom arcybiskupa Jerzego i parafian prawosławna wałbrzyska wspólnota przystępuje do kolejnego etapu – budowy cerkwi z plebanią. Cel to pełnowartościowe życie liturgiczne i świadectwo o Chrystusie i prawosławiu w miejscu, gdzie prawosławia  miało nie być.
Święty Jan Złotousty o świątyni pisze: „Cerkiew jest mieszkaniem należącym tylko do Boga; tutaj zamieszkuje miłość i pokój, wiara i mądrość”. Wtóruje za nim św. Jan z Kronsztadu: „W cerkwi wszystkie nasze słodkie nadzieje, nasz pokój, radość razem z oczyszczeniem i uświęceniem. Wszystko to co najlepsze, najwznioślejsze, drogocenne, święte i mądre – wszystko to skupia się tylko w cerkwi: Cerkiew – niebo na ziemi”. Myśli świętych ojców, wiekami oddalone od siebie, współbrzmią i krystalizują się w wałbrzyskiej przestrzeni. Wałbrzyskiej parafii jest potrzebna świątynia – mieszkanie Boga.
Każdy może przynieść cegiełkę na powstanie Bożego Domu, w którym płomień modlitwy za ofiarodawców i budowniczych nie wygaśnie, dopóki świat będzie istniał. 

o. Mariusz Kiślak
fot. archiwum parafii

Akcja Wałbrzych – zbudujmy cerkiew


Parafia Wszystkich Świętych
ul. Mickiewicza 31
58-300 Wałbrzych
konto:
67 1090 2633 0000 0001 2368 0728
kontakt:
o. Mariusz Kiślak, tel. 609 453 424

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token