Numer 4(274)    kwiecień 2008Numer 4(274)    kwiecień 2008
fot.Eugeniusz Czykwin
Świadek Bożej miłości
Dorota Wysocka
Żył na ziemi człowiek, mąż gigantycznej siły ducha. Długo modlił się z niepowstrzymanym płaczem: „Zmiłuj się nade mną”, ale Bóg go nie słuchał.
   Upłynęło wiele miesięcy takiej modlitwy i siły jego duszy się wyczerpały. Wpadł w rozpacz i zawołał: „Jesteś nieubłagany!”. I gdy wraz z tymi słowami coś jeszcze pękło w jego wyczerpanej z rozpaczy duszy, nagle ujrzał przez mgnienie oka żywego Chrystusa. Serce jego i ciało wypełnił ogień z taką siłą, że umarłby, gdyby ta wizja trwała choćby chwilę dłużej. Potem już nigdy nie mógł zapomnieć niewypowiedzianie łagodnego, bezgranicznie miłującego, radosnego, pełnego niepojętego spokoju spojrzenia Chrystusa. Przez następne długie lata swojego życia nieustannie świadczył, że Bóg jest miłością – bezmierną i niepojętą.

   
   Tak o św. Sylwanie pisze jego uczeń i duchowy przyjaciel, archimandryta Sofroniusz. Nazywa go świadkiem Bożej miłości.
   Pisze w książce, która – w przekładzie o. dr Piotra Nikolskiego – niedawno opuściła drukarnię Orthdruk. Praca autorów w istocie ma dwóch, bo blisko połowę stanowią oryginalne pisma o. Sylwana.
   Dwóch rosyjskich mnichów ze Świętej Góry Atos z pozoru dzieliło wszystko. Archimandryta Sofroniusz to starannie wykształcony moskiewski inteligent, artysta plastyk. Nim znalazł się na Atosie, miał za sobą głęboki kryzys wiary i fascynację medytacją transcedentalną. Po latach uznał, że obrana droga prowadzi w zimną pustkę. Św. Sylwan wywodził się z chłopskiej rodziny zamieszkałej w okolicach Tambowa. Ukończył jedynie wiejską szkołę. Jego wiara była prosta, prosty był język, którym pisał. Nie kryło się w tym jednak prostactwo. Umysł miał błyskotliwy, otwarty, sposób pojmowania bezpośredni.
   Obaj mnisi, pokutując, dotarli na krawędź rozpaczy. Rozumieli, czym jest duchowa walka, dążenie do pełnego zjednoczenia się z Bogiem i bolesna za Nim tęsknota. Połączyła ich wspólnota mistycznych doświadczeń.
   Św. Sylwan, jako zwykły mnich, spędził w monasterze św. Pantelejmona czterdzieści sześć lat, w tym czternaście z archimandrytą Sofroniuszem. W ciągu ostatnich ośmiu, aż do śmierci św. Sylwana w 1938 roku, byli najbliższymi sobie ludźmi. Sofroniuszowi zostawił św. Sylwan swe zapiski i to on na prośbę braci, zafascynowanych Starcem, przygotował je do druku.
   Pisma Starca – zapisał archimandryta we wprowadzeniu – są słowem o tym, co było mu dane oglądać. Często jego słowo jakby wzoruje się na psalmach, co jest rzeczą naturalną, gdyż wywodzi się z nieustannej modlitwy. Rytm jego pism jest bardzo powolny, charakterystyczny dla głębokiej modlitwy. Starzec powraca ciągle do tych samych tematów: Boga i wszystko co niebiańskie można poznać tylko przez Ducha Świętego; Pan bezmiernie miłuje człowieka, ową miłość zaś poznaje się w Duchu Świętym; Duch Święty jest duchem wstrzemięźliwości, czystości, łagodności i pokory; Duch Święty jest Duchem pokoju, współcierpienia i miłości do nieprzyjaciół. Dusza Starca i jego umysł były zajęte kilkoma myślami. Ale są to myśli najgłębsze, dotykające naszego bytu, będące miarą wszechrzeczy. Kto w głębi swej istoty żyje tymi myślami, ten jak przez tajemniczy duchowy pryzmat ogląda przez nie cały świat.
   W innym miejscu rasowy intelektualista zauważał, że to właśnie jasność wywodów Starca czyni je mniej zrozumiałymi dla współczesnych, wykształconych czytelników. Starał się więc je nieco „zagmatwać”, byśmy lepiej rozumieli drogi świętości.
   Archimandryta uprzedzał, że książka kierowana jest do wąskiego kręgu ludzi zainteresowanych chrześcijańską ascezą i dlatego głównym jej celem nie jest troska o literackie piękno, lecz jak najdokładniejszy duchowy portret Starca. Jej prostota jest pozorna, życie św. Sylwana było bowiem wyjątkowo wzniosłym i wielkim czynem miłości do Boga.
   Z całą pewnością ma rację, bez przygotowania nie wejdzie się w główny nurt rozważań, niezwykle, jak uważają znawcy, istotnych z dogmatycznego i ascetycznego punktu widzenia, nie pojmie sensu nieustannych nawoływań i napomnień, nie odczuje ani bólu, ani szalonej radości modlitwy. Czyż nie warto jednak stanąć na brzegu i choć stopy w nim zamoczyć. Lektura przenosi w inny wymiar – wysiłków, zmagań, cierpień, ale i ukojenia, otwarcia na innych, ułatwia objęcie ludzi miłością w całej ich niedoskonałości.
   Św. Sylwan jeszcze za życia cieszył się szacunkiem i poważaniem współbraci, dawał też niejednokrotnie dowody niesamowitej intuicji i przenikliwości. Archimandryta Sofroniusz zwraca jednak uwagę, że to nie ta „zwykła świętość” była w jego życiu najbardziej godna podziwu. Sam Starzec tak o tym mówił:
   Ach, duch mój jest niemocny. Gaśnie jak świeczka na słabym wietrze, a duch świętych płonął gorąco, jak krzak cierniowy, i nie bał się wiatru. Kto mi da taki żar, abym z powodu Bożej miłości nie zaznał spokoju ani we dnie, ani nocy?
   Gorąca jest miłość Boża.
   Dla niej święci znosili wszelkie udręki i dostępowali mocy czynienia cudów. Uzdrawiali chorych, wskrzeszali zmarłych, chodzili po wodzie, unosili się w powietrzu podczas modlitwy, przez modlitwę sprowadzali z nieba deszcz, a ja pragnąłbym nauczyć się jedynie pokory i miłości Chrystusowej, ażeby nikogo nie skrzywdzić, ale modlić się za wszystkich jak za siebie samego
.
   Niezwykła praca, niezwykłe myśli ściągająca na zwykłych czytelników.
   W Wielkim Poście uwagi świętego Sylwana o pokorze i miłości.
   
   Dorota Wysocka
   
   _________________________
   Archimandryta Sofroniusz (Sacharow), Święty Sylwan z Góry Atos, przełożył ks. Piotr Nikolski, Orthdruk, Białystok 2007
   

Opinie

[1] 2019-03-20 09:11:00 Joanna
Panie Jezu Chryste, proszę Cię, za wstawiennictwem św. Sylwana, o Twoją Miłość i Pokorę!

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token