Numer 7(277)    lipiec 2008Numer 7(277)    lipiec 2008
fot.
Groby jeszcze są widoczne
Natalia Klimuk
Wereszynie była cerkiew Czestnaho Kresta. Z boku stała kapliczka, pośrodku której leżał duży krzyż. Otwierano ją w dniu parafialnego święta. Obok parkanu pięła się dzwonnica.
   W tej wsi w 1936 roku urodziła się Nina Klimczuk. O wydarzeniach 1938 roku ojciec opowiedział jej, kiedy miała siedem lat.
   – Wszystkie nasze wsie były zamieszkałe przez prawosławnych. W okolicy było tylko kilka kościołów w większych miejscowościach. Cerkwi było dużo więcej. We wsiach mieszkały po dwie, trzy rodziny katolickie. Wszyscy żyliśmy w zgodzie. W Wereszynie było więcej niż dwieście gospodarstw. We wsi stała duża drewniana cerkiew, wokół niej był duży cmentarz.
   Gdzieś w grudniu 1937 roku przyszło zawiadomienie od polskiej władzy, że trzeba zamknąć cerkiew. Ludzie wzburzyli się, ale przyjechali przedstawiciele władz i zaplombowali drzwi. Potem zaczęły krążyć słuchy, że cerkiew będą rozbierać. Ludzie zaczęli stróżować. W wiosce był głuchoniemy dzwonnik, który alarmował, gdy podchodzili policjanci chcący rujnować cerkiew. Zawsze jak zadzwonił dzwon, wszyscy biegli i odganiali tych co przyjechali. Po pewnym czasie dzwonnik zachorował. Wtedy kobiety ze wsi postanowiły, że to one będą broniły cerkwi. Wyłamały drzwi, wcześniej zaryglowane i opieczętowane przez władze. Wniosły słomę i spały przy wejściu, opatulone w kożuchy i ciepłe chustki. Mniej więcej po siedem, osiem spały przez całą zimę. Gdy zrobiło się cieplej, kobiety nadal stróżowały, ale już po dwie, trzy, bo zaczęły się roboty polowe i w nocy ludzie byli zmęczeni. 7 lipca 1938, na Iwana Kupała, o drugiej godzinie, gdy świtało, przyjechała polska policja z robotnikami. Wygnali kobiety. Policja okrążyła cerkiew. Choć jeszcze była noc, ludzie zaczęli się zbiegać, ale nie było żadnej możliwości, by obronić naszą cerkiew. Robotnicy mieli piły i wielkie drabiny. Zarzucili liny na górę. Zdjęli kopułę. Powynosili wszystko z cerkwi – ikony i chorągwie, poskładali to obok ogrodzenia. Potem rozcinali ściany. Pozabierali też ikony i chorągwie i gdzieś wywieźli, drewno ze ścian też zabrali. Ludzie płakali.
   Tak to rozgrabiali i zburzyli naszą cerkiew.
   Pamięć pani Niny przechowuje też wspomnienie o świętach wielkanocnych i święceniu jajek już w nowej, dużej, drewnianej wereszyńskiej cerkwi, zbudowanej gdzieś na początku lat 40. w tym samym miejscu co ta zburzona przed wojną.
   Jednak najważniejsze miejsce w pamięci pani Niny zajmują wydarzenia z 12 lutego 1944 roku:
   – To wydarzenie przeszło do historii wsi jako „krwawe wesele”.
   Koło Wereszyna, na kolonii pod lasem, za którym była wieś Smołygów, miało się odbyć wesele.
   Kuzynka mojego ojca Siemiona Górskiego, wydawała córkę za mąż za ukraińskiego policjanta z Poturzyna. Mój dziadek, ojciec mamy, prosił, byśmy nie jechali, bo już od końca zeszłego roku bandy wychodziły z lasów i paliły nasze wsie. Taka banda ukrywała się w lesie koło Smołygowa.
   Kiedy młody przyjechał po młodą, z lasu wyszła banda i okrążyła weselników. Bandyci zaczęli strzelać. Nadal słyszę świst tych kul. Tato mnie zasłonił sobą i zaczęliśmy uciekać z domu na podwórko do sań. Mama upadła na progu. Tato ze mną na rękach schował się za pobliskim budynkiem.
   Nam i niektórym gościom weselnym udało się uciec do wsi. Tato wiedział, że mama zginęła. Mimo że ludzie go ostrzegali, zaprzągł konia swego brata i pojechał. Na śniegu było mnóstwo krwi. Zginęło około trzydziestu osób.
   Pogrzeb odbył się szybko. Batiuszki nie było na cmentarzu, bo się bał.
   Później pani Nina zamieszkała u ciotki w Hrubieszowie.
   Ojciec jeździł na wieś, gdzie miał gospodarstwo. 21 września 1944 roku był w Hrubieszowie, gdy spalono Wereszyn.
   Pani Klimczuk regularnie przyjeżdża do Polski na cmentarz do Wereszyna.
   Dba o groby matki i babci. One jeszcze są widoczne.
   
   Natalia Klimuk
   fot. autorka
   

Opinie

[1] 2011-11-11 17:49:00 Karina
Serdecznie dziękuję p.Klimczuk za tę lekcę histori. Wereszyn to piękna Polska wieś , która zawiera w sobie nieprawdopodone historie, jednak prawdziwe.
[2] 2015-02-24 21:32:00 justyna
piekna lekcja historii,dziekuje.
[3] 2017-02-24 14:57:00 Dominika
moja babcia ur. w 1918 r. wychowała się w Wereszynie. Po wojnie osiedliła się 40 km. od Szczecina. Mam nadzieję, że kiedyś odwiedzę Wereszyn i zobaczę miejsca gdzie żyła moja kochana babcia w młodości.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token