Numer 4(298)    kwiecień 2010Numer 4(298)    kwiecień 2010
fot.
Kościoły są sumieniem narodów
Eugeniusz Czykwin

Z ihumenem Filipem rozmawia Eugeniusz Czykwin

E. Czykwin: – Jaki jest cel wizyty przedstawicieli Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej w Warszawie?
Ihumen Filip:
– Naszym celem jest rozmowa z przedstawicielami Kościoła katolickiego, prawosławnego, innych Kościołów chrześcijańskich w Polsce i zastanawianie się nad tym, co wspólnie możemy uczynić, by polepszyć relacje między naszymi narodami. W ostatnich latach byliśmy świadkami wielu napięć i konfliktów w sferze politycznej między Polską a Rosją. Nie bez problemów układają się również stosunki Polski z Białorusią i Ukrainą. Naszej Cerkwi, która jest Cerkwią zdecydowanej większości nie tylko Rosjan, ale także Białorusinów i Ukraińców, nie są, nie mogą być obojętne problemy i trudności ważne dla tych narodów. Można oczywiście nic nie robić. Ale istnieje niebezpieczeństwo przejścia we wzajemnych relacjach ze stanu niechęci, który mamy obecnie, do wrogości, co obserwowaliśmy w przeszłości, a co przyniosło naszym narodom nieszczęcia i cierpienia. To nie może się powtórzyć. Dlatego Kościoły, które są sumieniem narodów, powinne o tym głośno powiedzieć.
– Sfera stosunków międzynarodowych to domena polityków. Czy konieczość zabrania głosu w tych sprawach przez Kościoły oznacza, że politycy nie są w stanie kształtować stosunków, korzystnych zarówno dla Polski, jak i Rosji?
– Tu nie chodzi o konkurencję, wykazanie słabości polityków i siły Kościołów. Odwrotnie. Historia uczy, że Cerkiew nie powinna zabiegać o pierwszeństwo, ale powinna odnajdywać sposoby współpracy z państwem. Te relacje dobrze oddaje greckie słowo synergia. Kościoły powinny zrobić to, co uważają za potrzebne, nie pretendując jednakże do roli „zmuszających” czy „nakazujących” politykom, co mają robić. Wiemy o dużej roli, jaką w życiu narodu polskiego odgrywa Kościół katolicki. Także pozycja Kościoła prawosławnego w życiu narodów rosyjskiego, białoruskiego czy ukraińskiego jest znacząca. Ale, by głos Kościołów został usłyszany i uznany za swego rodzaju znaki orientacyjne, musimy w sposób jasny, z dobrą argumentacją przedstawić społeczeństwom nasze myśli. Wiele będzie zależeć od tego, czy w przesłaniu będą uwzględnione zarówno obawy i odczuwany przez ludzi ból, jak ich nadzieje i oczekiwania. Wierzę, że Kościoły mogą temu zadaniu sprostać.
– Dla wielu Polaków warunkiem normalizacji, nie mówiąc już o polsko-rosyjskim pojednaniu, jest przyznanie, przeproszenie i zadośćuczynienie przez Rosję krzywd wyrządzonych Polakom przez Związek Radziecki, wcześniej carską Rosję.
– Uważamy, że ewentualny wspólny dokument Kościołów powinien odnosić się do przeszłości, współczesności i przyszłości naszych narodów. Historia będzie więc zajmować w nim określone miejsce. Przez wieki nagromadziło się wiele wzajemnych krzywd. Odnosząc się do historii musimy starać się zrozumieć drugą stronę. Polacy odczuwają krzywdy związane z dominacją ZSRR, a wcześniej z polityką carskiej Rosji. Było jednak i tak, że to Polska, gdy tylko przewyższała siłą moskiewskie państwo, podbijała je, a Polacy starali się nie tylko spolonizować swoich wschodniosłowiańskich sąsiadów, ale także narzucić im swoją katolicką wiarę. To Polacy, stosując przemoc, nie pozostawiając prawosławnym wyboru, poprzez unię brzeską podporządkowywali ich Watykanowi. W świadomości prawosławnych te gwałty pozostawiły ranę. W XX wieku, po odzyskaniu niepodległości, państwo polskie realizowało politykę polonizacji wchodzących w jego skład białoruskich i ukraińskich ziem. W końcu lat 30. w Polsce na masową skalę burzono świątynie prawosławne. Pamięć o tych wydarzeniach jest elemetem historycznej pamięci prawosławnych. Dla wierzących trudno jest zrozumieć, jak mogło się zdarzyć, że w tym samym czasie po jednej stronie granicy walczący z wiarą swego narodu bezbożny reżim burzył prawosławne cerkwie, a po drugiej stronie wydawać by się mogło chrześcijańskie, katolickie, władze państwa polskiego także burzyły prawosławne świątynie. Rodzi się pytanie, co łączyło te dwa reżimy, dlaczego ich postępowanie wobec prawosławia przynosiło identyczne rezultaty? Rozumiemy ból polskich obywateli, których bliscy zginęli po wkroczeniu w 1939 roku wojsk radzieckich na terytorium Rzeczypospolitej. Musimy jednak próbować i to bolesne dziedzictwo przezwyciężyć.
– Polska opinia społeczna stalinowskie zbrodnie, w szczególności mord w Katyniu, uważa za najważniejszy, wciąż oczekujący na rozwiązanie problem stosunków polsko-rosyjskich.
– Mówiąc o zbrodniach stalinowskich musimy pamiętać o tym, jak w Rosji ustanowiono władzę radziecką. Bolszewicy przejęli władzę w wyniku zbrojnego zamachu i stosując krwawy terror wprowadzili ją w całym kraju. Po zwycięstwie władze rozpoczęły nie mające analogii w historii prześladowania Cerkwi. Ich celem było zdławienie, likwidacja ludzi, którzy nie godzili się z nowym porządkiem. Milony ludzi zabito, zamęczono, zesłano do łagrów.
– Rozmiary stalinowskich represji są znane. Mimo to społeczeństwo rosyjskie jest podzielone w ocenie tego okresu.
– Po śmierci Stalina ówcześni liderzy sami doszli do wniosku, że był to antyludzki reżim i że jego kontynuacja nie jest możliwa. Komuniści sami dokonali, uczynił to Nikita Chruszczow na XX Zjeździe KPZR, zmiany oceny stalinizmu. Dziś w Rosji o tym fakcie wielu stara się nie pamiętać. W latach 90. rozpowszechniano pogląd, że zmiana oceny przeszłości dokona się samoistnie. Należy tylko poczekać aż odejdzie pokolenie pamiętające tamte czasy. Tak się nie dzieje. Pojawiły się tendencje heroizacji radzieckiej przeszłości nie w całości, ale konkretnie stalinowskiego reżimu. Wobec takich prób Cerkiew nie może milczeć.
– Jakie są przyczyny tego zjawiska?
– Powodem jest realizowanie przez Zachód prób reinterpretacji niezwykle ważnych dla świadomości Rosjan przyczyn i przebiegu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Drugą wojnę światową przedstawia się jako zderzenie dwóch autorytarnych reżimów, przy czym każda ze stron w tej wojnie była w równym stopniu winna. Próbuje się zrównać działania Hitlera i Niemiec z rolą, jaką w tej wojnie odegrali Stalin i Związek Radziecki. Zgodnie z tą interpretacją Rosjanie nie mają prawa z odniesionego zwycięstwa być dumni i choć jeszcze tego nie mówią nam wprost, powinniśmy się wstydzić. To budzi sprzeciw nie tylko Rosjan, Białorusinów czy Ukraińców – narodów, które za zwycięstwo nad faszyzmem zapłaciły największą cenę. Taka interpretacja nie może być zaakceptowana, gdyż – krótko mówiąc – jest ona niesprawiedliwa. W Rosji, w całym ówczesnym ZSRR, każda rodzina straciła bliskie osoby. Ludzie pamiętają zbrodnie nazistów, którzy przyszli, by podbić nasz kraj, pozbawić go samodzielności, podzielić i panować. To co Niemcy zrobili z Polską, chcieli powtórzyć z Rosją. Scenariusz zamienienia Słowian w robocze bydło miał być realizowany na znacznie większym niż Polska obszarze. Nasi żołnierze, broniąc swojej ojczyzny, bronili też innych narodów. I dlatego ówczesny zwierzchnik naszej Cerkwi, metropolita Sergiusz (Stragorodski), wezwał prawosławnych chrześcijan do obrony ojczyzny. Jego postępowanie mogło wydać się dziwne, nawet Stalin był zdumiony. Cerkiew, w sensie instytucjonalnym, przez stalinowski reżim była praktycznie zniszczona. I mimo to, nie zważając na wyrządzone jej okrucieństwa i krzywdy, wezwała ludzi do obrony kraju. Nawet dziś stawiane są pytania, dlaczego metropolita Sergiusz to zrobił. Wiadomo, że nie uczynił tego ze strachu. Mógł milczeć i czekać, aż przyjdą niemieckie wojska. Metropolita rozumiał jednak, że upadek stalinowskiego reżimu oznaczać będzie zniszczenie państwa. I choć to bezbożne państwo jest totalitarne i chore, ale istnieje, a to daje nadzieję na jego odrodzenie, na zmartwychwstanie. Mając taką nadzieję, metropolita wzywa do ratowania tego chorego państwa. I ludzie szli walczyć w obronie swojej ojczyzny, swoich rodzin, także swojej wiary. Dziś wiemy, że ogromna część biorących udział w wojnie to byli ludzie wierzący. Radziecka propaganda ich ofiarność i heroizm przedstawiała jako walkę „za Stalina”, za „radziecką władzę”. W rzeczywistości oni bronili swego domu, swojej ojczyzny. O tym powinniśmy pamiętać, oddając cześć tym prostym, leżącym także w polskiej ziemi, w całej Europie, żołnierzom. Tak, oni walczyli pod czerwonymi sztandarami, ale dla mego dziadka, który poległ, była to wojna sprawiedliwa. On bronił swojej ojczyzny. I gdy dziś od Rosjan oczekuje się potępienia Związku Radzieckiego na równi z hitlerowskimi Niemcami, odbierane to jest jako głęboko niesprawiedliwe i budzi sprzeciw.
– Po zakończeniu wojny nastąpił, o co także Polscy mają pretensje, czas radzieckiej dominacji.
– Decyzji o powojennym kształcie Europy nie podejmowali nasi żołnierze. O tym decydowało polityczne kierownictwo, które w oparciu o stacjonujące w krajach Europy środkowowschodniej wojska ustanowiło tam proradzieckie władze. Pamiętając o odpowiedzialności Związku Radzieckiego za instalowanie tych reżimów, nie należy zapominać o odpowiedzialności zachodnich aliantów i istniejącej w części społeczeństw tych krajów akceptacji i poparcia dla radzieckiego modelu. Dyskutując, wyrażając krytyczne oceny powojennej rzeczywistości, musimy – i to dla Rosjan jest bardzo ważne – odnajdywać właściwe, wyrażające naszą cześć dla walczących żołnierzy, słowa.
– Przeszłość, choćby najboleśniejsza, dla nowych pokoleń będzie tylko historią. Przed współczesnymi stoją aktualne wyzwania. Czy dialog Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej z Kościołem katolickim w Polsce może stworzyć płaszczyzny współpracy chrześcijan w Polsce i Rosji?
– Przeżyliśmy straszne czasy bezbożnictwa, w których prześladowano religię, niszczono świątynie, zabijano ludzi za ich wiarę. Wiemy, co znaczy żyć bez wiary w Boga, jak jest to niebezpieczne, do jakich zniszczeń w życiu społecznym może doprowadzić. Wiemy też, że pomyślność i szczęście narodu w dłuższej perspektywie zależy od tego, na ile będzie on odczuwał pełnię swego istnienia – bytia. To odczucie pełni bytia nie jest możliwe bez wiary w Boga. Dziś możemy wspólnie bronić chrześcijańskich wartości, dawać wspólne świadectwo znaczeniu religii w życiu społecznym. Wspólnie możemy świadczyć o chrześcijańskiej tożsamości Europy.
– Dziękuję za rozmowę.

* * *

O perspektywach współpracy Kościoła katolickiego i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej wypowiedział się Prymas Polski arcybiskup Henryk Muszyński. Drukujemy fragmenty tej wypowiedzi.

– Księże Prymasie, w ostatnich miesiącach uległy znacznemu ożywieniu i ociepleniu kontakty naszego Kościoła z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym. Czemu zawdzięczamy ten zwrot?
– Mam wrażenie, że dojrzewa wola zbliżenia i pojednania zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Zarówno Kościół katolicki, jak i prawosławny są świadome, że sytuacja w Europie stanowi dla nich wyzwanie. Pierwszym motywem jest troska o kształt jedności europejskiej, tym bardziej, że w dużym stopniu kwestionuje się jej korzenie chrześcijańskie. Drugim są różnorodne zagrożenia ze strony współczesnego świata, wobec których stoi całe chrześcijaństwo. Możemy mówić zatem o wspólnej odpowiedzialności Kościoła katolickiego i prawosławnego, wyrażającej się w trosce o duchowe oblicze świata.
– Jakie znaczenie dla Kościoła w Polsce mają relacje z prawosławiem rosyjskim? Co wymaga zmiany, przewartościowania?
– Po pierwsze, są to dwa Kościoły większościowe: Kościół katolicki w Polsce i prawosławny w Rosji. Jako takie dźwigają one w sposób szczególny odpowiedzialność za religijne i moralne oblicze obu narodów. Łączy nas bardzo wiele. Mamy przede wszystkim wspólne chrześcijańskie korzenie oraz trwały fundament w postaci apostolskiego pochodzenia sakramentów, jak i liturgii, która również sięga czasów apostolskich. Poprawy jednakże wymagają nasze wzajemne relacje na płaszczyźnie narodowej, które zostały obciążone przez bardzo skomplikowaną historię. W łonie obu naszych Kościołów stopniowo dojrzewa poczucie odpowiedzialności, by te relacje poprawić w duchu pojednania. A pojednanie zaczyna się od usunięcia tego, co nas dzieli oraz ukazania tego, co łączy.
– Kościół w Polsce ma olbrzymie zasługi w zakresie inicjowania procesu pojednania polsko-niemieckiego, a następnie polsko-ukraińskiego. Czy widzi Ksiądz Prymas potrzebę analogicznego pojednania polsko-rosyjskiego? Jaka mogłaby być w tym rola Kościoła (Kościołów)?
– Widzę nie tylko potrzebę, ale wręcz konieczność. Wynika to z Ewangelii, naszej chrześcijańskiej tradycji, jak i z obowiązku w stosunku do naszych społeczeństw. Jako chrześcijanie wierzymy, że Chrystus pojednał nas z Bogiem. Usunął tę największą przeszkodę, którą jest grzech, zawsze dzielący ludzi. Każdy kto wierzy, że żyje w świecie pojednanym przez Chrystusa, ma obowiązek jednania braci, wspólnot i narodów. Dlatego powinniśmy wyprzedzać w tym względzie wspólnoty o charakterze politycznym. (...)
Nie zapominajmy, że chrześcijan łączy o wiele więcej niż polityków. O ile wiem, w Katyniu odbywały się dotąd modlitwy katolików z udziałem prawosławnych. Mam nadzieję, że w przyszłości będą to modlitwy wspólne w duchu własnych tradycji. Ja osobiście dysponuję doświadczeniem w tym względzie. W Gnieźnie modliliśmy się już wspólnie z prawosławnymi nad grobami żołnierzy radzieckich. Modliłem się też nad grobami żołnierzy, którzy zginęli w wojnie 1920 roku z udziałem dostojników prawosławnych. Było to ogromnie budujące dla naszych wiernych.
Przy okazji winniśmy wyzbyć się zbyt uproszczonych schematów, poprzez które patrzymy na rosyjskie prawosławie. Nie ma u nas dostatecznej świadomości, że rosyjska Cerkiew ma całe rzesze męczenników, głównie z epoki komunizmu. Tymczasem zarówno wśród Polaków, jak i wśród Rosjan utwierdziły się dwa równoległe spojrzenia na historię. My pielęgnujemy naszą historię, prawosławni swoją, a żadna z nich nie jest pełna. Przecież olbrzymią cenę ofiar płacili także prawosławni, choć nie można stosować tu prostych porównań. (...) Ludzie, którzy leżą w mogiłach zapłacili najwyższą cenę, która powinna być „posiewem” nowego, lepszego życia ku przyszłości. Tam, gdzie ludzie się modlą, mniej boją się o przyszłość. Wspólna modlitwa jest tą płaszczyzną, która najbardziej zbliża. Modlitwa i dialog są najskuteczniejszymi środkami ku pojednaniu.
Rozmawiał Marcin Przecieszewski
Wiadomości KAI z 7 marca 2010

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token