Posadzka z V wieku. Najstarsza warstwa Byblos.  kościół zbudowany przez Krzyżowców Twierdza Krzyżowców w Trypolisie  Meczet w Bejrucie  odbudowana po wojnie bejrucka starówka.
Numer 4(298)    kwiecień 2010Numer 4(298)    kwiecień 2010
fot.
Po zamęcie
Anna Radziukiewicz
Może najlepiej stanąć w Byblos, libańskim mieście, żeby poczuć intensywny puls historii Śródziemnomorza. Byblos (Dżubajl) jest jednym z najstarszych miast świata, nieprzerwanie zamieszkiwanym, o historii długiej i skomplikowanej.
Z murów potężnej, kamiennej twierdzy, którą pozostawili po sobie w XII wieku Krzyżowcy, ogarniam widok rozległy. Na zachodzie horyzont rozmywa się w Morzu Śródziemnym, na wschodzie przechodzi w wyraziste, ostre formy portu. W trzecim tysiącleciu przed naszą erą był to największy port w regionie. Stąd do Egiptu płynęło statkami drewno cedrowe, doskonałe do budowy statków, i oliwa. Z gór Libanu posyłano kamień do wznoszenia egipskich świątyń i grobowców. Z Egiptu sprowadzano złoto, alabaster, zwoje papirusów i len.
Byblos, którego historia rozpoczęła się siedem tysięcy lat przed Chrystusem, był w trzecim tysiącleciu miastem bogatym, miastem pałaców i świątyń. Chętnie wchłaniał luksusowe towary.
Pod moimi nogami ściele się więc dziewięć tysięcy lat historii. Między morzem a twierdzą rozpościera się gęsta siatka kamiennych fundamentów, „przerwana” w jednym tylko miejscu. Ktoś wybudował, może w XIX, może w minionym wieku, dom na fundamentach sprzed 9000 lat. To najstarsza warstwa Byblos, które swe imię wzięła od greckiej nazwy papirusu, czyli byblos. Biblion to zbiór papirusowych kartek.
Nasz przewodnik mówi, że Byblos uważa się za miasto święte, ponieważ tu został stworzony alfabet, który stał się podstawą alfabetu greckiego. Tu stworzono cały system lingwistyczny, który – przekazany światu – pozwolił ludzkości na pisemny zapis historii.
Przewodnik dodaje: Gdyby nie fenickie pismo tu uformowane, grecka kultura nie miałaby takiego piśmiennictwa, jakie ma dziś. W muzeum, mieszczącym się w twierdzy, pokazano etapy formowania się pisma.
Kultura fenicka należy do najstarszych cywilizacji świata. Fenickie korzenie do dziś wprawiają Libańczyków w poczucie dumy. Fenicki oznacza potężny, dobrze urodzony, wielkoduszny. Fenicka cywilizacja zostawiła swą pieczęć na nauce, kulturze, handlu, prawie, religii nie tylko Śródziemnomorza, ale i całego świata. Arystoteles, podziwiając głęboki umysł, rozwój handlu, siłę mitologii Wschodniego Śródziemnomorza, dziwił się jednocześnie tępocie europejskich narodów tamtego czasu – pisze Libańczyk, profesor filozofii Souheil Farah.
Cóż jeszcze, oprócz alfabetu, zawdzięczamy Fenicjanom? Nowatorstwo w dziedzinie handlu i budowy statków, rozwój astronomii oraz prawa, literatury, filozofii, co zostawiło wyraźny ślad w greckiej myśli i dalej – w wielkiej hellenistycznej cywilizacji. Co ważne, przypomina prof. Farah – Fenicjanie stworzyli taki typ religijności, który pomógł sformułować początki wiary w jednego Boga.
Pod koniec epoki brązu (IV-I tysiąclecie przed Chrystusem) świat poznał geniusz Fenicjan i w innej dziedzinie – wytopu metali, produkcji szkła, wypalaniu gliny, obróbce złota, srebra i kości słoniowej, tkactwie i produkcji barwników, wyrobie instrumentów muzycznych. Patrząc na srebrną tacę, podziwiał sztukę Fenicjan Homer. W świecie nigdzie nie znajdziesz tak wspaniałej i misternej pracy – miał powiedzieć.
Od pierwszego tysiąclecia przed Chrystusem pomyślne wiatry odwróciły się od Byblos. Wiele razy najeżdżali miasto Persowie, Aleksander Wielki, Rzymianie, Bizantyńczycy, Arabowie, Krzyżowcy. Dziś zeszło do roli niewielkiego miasteczka, żyjącego z turystyki i rybołówstwa. To Bejrut stał się najważniejszym miastem tej części wybrzeża Morza Śródziemnego, obecnie tworzącego Liban.
Schodzimy. U podnóża twierdzy stoi kościół, wzniesiony przez Krzyżowców w XII wieku z kamiennych bloków. Przewodnik informuje, że zbudowano go na miejscu świątyni, pochodzącej z piątego wieku. Kościół bardzo ucierpiał w XIX wieku podczas bombardowań nabrzeża przez angielską flotę. Świątynię, w złym stanie, wykupili maronici, wschodni katolicy, odremontowali ją i służą w niej. Obok, jakby na sąsiedniej posesji, oglądamy posadzki. Pochodzą z piątego wieku i pozostają pod gołym niebem! Przy naszym braku śladów tak głębokiej historii, byłyby chronione w muzealnych szklanych, opancerzonych gablotach. Na mozaice wyobrażenia krzyża. Potem zabroniono przedstawiania takich wyobrażeń na posadzkach. Tu stała w piątym wieku cerkiew.

Okres od czwartego dziesięciolecia IV wieku, czyli od wydania edyktu tolerancyjnego do końca trzeciej dekady wieku VII, czyli wejścia islamu na arenę dziejów, historycy cywilizacji nazywają „wiekiem wiary”.
Tym wiekiem wiary była przesiąknięta cała libańsko-syryjska przestrzeń. Formułowały się wtedy fundamentalne zasady chrześcijaństwa, a na straży ich czystości stała Cerkiew antiocheńska. Spoiwem przestrzeni, aż do średniowiecza, był język aramejsko-syryjski, do czasu, kiedy islam nobilitował arabski. Aramejski był językiem Chrystusa i przez tysiące lat językiem dyplomacji.
W wieku wiary otwierano monastery, budowano cerkwie, wspaniale rozwijała się ikonografia.
Jak reagowali chrześcijanie na islam? Bardzo wielu wybrało nową wiarę, wszak te tereny przed pojawieniem się islamu były w całości zamieszkane przez chrześcijan. Inni wybrali model braterskiego współżycia. I ten był bliski wschodnim chrześcijanom, co było zwłaszcza widoczne po rozłamie w roku 1054. Ale była też i droga ostrej konfrontacji. Ją wyznaczyli zachodni chrześcijanie, wplątując się w wojny trwające dwa wieki, inspirowane przez papieży, zwane krucjatami.
Pytam prof. Faraha, czy dziś krucjaty stanowią jeszcze cierń w duszach muzułmanów?
– Doskonale wiecie, że pierwsze krucjaty były skierowane przeciw wschodnim chrześcijanom – mówi profesor. – Krzyżowcy chcieli wyleczyć tą drogą swoje wewnętrzne problemy. Ale jednocześnie wyprawy mocno raniły świat arabski. Do dziś te pochody pozostają w głębokiej świadomości muzułmanów. Wzdrygają się na ich wspomnienie.
– A chrześcijanie?
– W Libanie rzymscy katolicy albo wschodni katolicy, czyli unici, uważają Krzyżowców za przyjaciół, zaś prawosławni i muzułmanie za wrogów. Kiedy sułtan Salah Din, znany w Europie jako Saladyn, wybitny, oświecony wódz, wyzwolił, przy współudziale prawosławnych, z rąk Krzyżowców Jerozolimę, klucze do świątyni Zmartwychwstania Pańskiego wręczył prawosławnym. Monaster Balamand, znajdujący się w sąsiedztwie Trypolisu, też pozostawał w rękach Krzyżowców. Wyzwolił go ten sam sułtan i oddał prawosławnym. Między muzułmanami a wiernymi antiocheńskiego prawosławnego patriarchatu nigdy nie było poważnych konfliktów, a między katolikami i muzułmanami były ostre.
Na Bliskim Wschodzie to libańscy chrześcijanie najdłużej bronili się przed islamizacją.
Do XIII-XIV wieku w większości zachowywali chrześcijańską kulturę, choć w sąsiednich krajach – Syrii czy Iraku – podboje islamskie były zdecydowane. Prześladowani chrześcijanie chronili się w wysokich górach Libanu, tworząc w nich swoje społeczności.
I choć po XIV wieku, czyli od czasu dogasania Cesarstwa Bizantyńskiego, następuje arabizacja Libanu, to przez kolejnych sześćset lat Libańczycy utrzymywali bliskie kontakty z zachodnimi chrześcijanami i bronili swej wiary. Tworzyli przez to jeszcze do pierwszej wojny swoistą chrześcijańską wyspę na islamskim morzu. Po wojnie zaczęły się masowe emigracje chrześcijan. Miliony chrześcijan opuszczały kraj.
Teraz w Libanie jest mniej więcej pół na pół muzułmanów i chrześcijan. W ostatniej grupie przeważają maronici – wschodni katolicy. Prawosławni stanowią piętnaście procent ludności tego czteromilionowego kraju i są skupieni głównie w jego północnej części.
Regiony zamieszkałe przez chrześcijan są bogatsze, niż zamieszkałe przez muzułmanów. Czas gra na korzyść muzułmanów, jeśli chodzi o demografię. Ich rodziny są wielodzietne. Chrześcijańskie rodziny, podobnie jak europejskie, wydają na świat po jednym-dwoje dzieci, islamskie po sześcioro-siedmioro, chociaż muzułmańska inteligencja zaczyna podążać śladami chrześcijan.
I nadal miliony chrześcijan z Bliskiego Wschodu emigrują do krajów Europy Zachodniej, Kanady, USA, Brazylii, Australii.
Liban jest rozpostarty wzdłuż Morza Śródziemnego. Od południa ma gorącą granicę z Izraelem, od wschodu z Syrią, za plecami której rozpościera się najbardziej roponośny w tej części świata kraj – Irak.
Wędrując po Libanie niemal przez cały czas będziemy jechać między morzem a wysokimi górami. Nadmorski pas jest nieprzerwanie zbudowany, tyle że co pewien czas narasta gęstwina domów, która oznacza miasto.

Trypolis to drugie co do wielkości miasto Libanu, zamieszkałe przez 420 tysięcy ludzi i w dzień pęczniejące o około sto kolejnych tysięcy, dojeżdżających do pracy. To miasto banków, handlu, drobnego biznesu i pewnego kryzysu, jeśli chodzi o miejsca pracy. Chrześcijanie, zwłaszcza młodzi, nawykli do ustabilizowanego życia, dużo częściej niż muzułmanie wybierają emigrację.
Wędrujemy krętymi, wąskimi, czasem wręcz na szerokość rozpostartych ramion, uliczkami starego Trypolisu. Labirynt uliczek-korytarzy przechodzi gdzieś w bazar, wiedzie do łaźni, albo do niekończących się „kieszeni” podwórzy. Gdzieś kończy się starą mydlarnią, która wabi zapachem czterystu gatunków mydeł, tu na miejscu ręcznie wyrabianych. Wszak Trypolis to siedziba sławnych producentów naturalnego mydła Khan-al-Saban.
A nad całym Trypolisem góruje potężna, największa w Libanie, twierdza Krzyżowców, zbudowana w dwunastym wieku. To kamienna budowla pozostająca w stanie dobrze zachowanej ruiny. Jej mury, choć dawno bez dachów, wydzielają jeszcze rozległe komnaty i niewielkie pokoje, otwarte, wewnętrzne dziedzińce i więzienie, wyrysowują kościół i kamienną studnię o przekroju cysterny. Na czas oblężenia twierdza mogła pomieścić chyba całe miasto.

I Bejrut, stolica Libanu, przygarniająca połowę mieszkańców kraju. Żywy świadek najnowszej historii. Niełaskawej.
W 1920 roku mandat nad Libanem i Syrią przyznano Francji. Sześć lat później proklamowano Republikę Libanu. A w 1941 roku władze francuskie uznały formalnie niepodległość tych dwóch państw.
W 1948 roku przy południowej granicy Libanu wyrasta Izrael. I już następuje pierwszy wstrząs. Libańską granicę przekracza sto tysięcy palestyńskich uchodźców, uciekających z Izraela. Niespełna dwadzieścia lat później, w 1967 roku, Izrael rozpoczyna łańcuch agresji na terytorium Libanu, z najpoważniejszą inwazją w 1982 roku. Zginęły wtedy tysiące ludzi, a południowa część Libanu pozostawała pod izraelską okupacją do 2000 roku. Na domiar złego, lata 1975-1990 to okres wojny domowej w Libanie, okrutnej i bezsensownej. Giną dziesiątki tysięcy ludzi. Pod koniec lat 80. nie było wprost tygodnia, by media nie informowały o starciach zbrojnych, albo porozumieniach i znów ich zerwaniu, albo o interwencjach obcych wojsk. Walczyły między sobą partie, grupy polityczne i formacje zbrojne. W konflikt uwikłało się kilka państw.
Wojna rujnuje kraj, paraliżuje działalność wszelkich instytucji państwowych i społecznych, zmienia na długie lata wizerunek Libanu w świecie. Wymazuje obraz owej Szwajcarii Bliskiego Wschodu, centrum światowej turystyki.
Piętnaście kolejnych lat – 1990-2005 – to okres dominacji Syrii i intensywnej odbudowy. Kraj dąży do odzyskania utraconej pozycji jako ośrodka kulturalnego, edukacyjnego i finansowego dla całego Bliskiego Wschodu. Powstaje nowa sieć dróg, autostrad i mostów. Odbudowany jest międzynarodowy port lotniczy, duma Libańczyków i stadion, oba obiekty zniszczone podczas izraelskich nalotów.
Spacerujemy wieczorem po starówce Bejrutu. Dominuje nad nim meczet o piaskowym kolorze ścian i błękicie minaretów i kopuły. O tej porze jest iluminowany. Ufundowała go Arabia Saudyjska. Znajdująca się w sąsiedztwie świątynia chrześcijańska jakby się skuliła przy tym saudyjskim rozmachu.
Libijczycy odbudowali starówkę po wszystkich wojnach drugiej połowy XX wieku. Pokazują je z dumą. Wybrali do odbudowy około dwustu pięćdziesięciu obiektów i przywrócili im przedwojenny wygląd, czyli z czasów francuskiego mandatu. Na początku XIX wieku ta część Bejrutu wyglądała jak dziś stare miasto Trypolisu. Turcy jednak wyburzyli w 1815 roku znaczną część starego Bejrutu, by wznieść ten kwartał według współczesnych wzorów. Planów nie zrealizowali. Dopiero Francuzi, którzy tu przyszli po pierwszej wojnie, odnaleźli stary turecki plan i go zrealizowali.
Liban to kraj, który nigdy nie był kształtowany ani przez jedną kulturę, ani przez jedną cywilizację. Tu wszystko się nawarstwiało i spotykało albo w twórczej symbiozie, albo w groźnym, mrożącym pomruku. Nawet w czasach współczesnych docierały tu ze swoimi wpływami wszystkie szkoły zachodnie – kubizm, impresjonizm, abstrakcjonizm, egzystencjalizm. I spotykały się ze szkołami arabsko-muzułmańskimi.
Liban był areną nieustannych walk i konfliktów. Panowali tu Fenicjanie, Egipcjanie, Hetyci, Asyryjczycy, Syryjczycy, Babilończycy, Persowie, Rzymianie, Arabowie, Turcy, Anglicy, Francuzi. Dziś Libańczycy, niezwykle zmęczeni wojnami i konfliktami, zdają się robić wszystko, by ich kraj nie był dalej szarpany różnymi interesami i wpływami. Pragną żyć spokojnie. Dlatego tak gwałtownie poszukują wszystkiego, co narody i kultury łączy, a nie dzieli.

fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token