Numer 4(298)    kwiecień 2010Numer 4(298)    kwiecień 2010
fot.
Spowiednik spowiadających
o. Aleksy Petrovski

W Cerkwi prawosławnej w czasie postu gowieją nie tylko świeccy, również duchowni. Zbierając się wspólnie w cerkwi na nabożeństwo, spowiadają się u duchownika lub u jego pomocników. Zazwyczaj gowienije duchownych odbywa się w czasie Wielkiego i Bożonarodzeniowego postu. To nie znaczy, że duchowny spowiada się tylko dwa razy w roku. Każdy, w miarę potrzeby, przystępuje do spowiedzi u swojego duchownika lub duchownika dekanatu. Przez wiele lat duchownikiem białostockiego dekanatu był o. mitrat Aleksander Makal.

– Ojcze Aleksandrze, skąd tradycja gowienija duchownych dwa razy w roku?
– To stara tradycja. W naszej diecezji wcześniej gowienije duchownych odbywało się raz w roku – w czasie Wielkiego Postu. Metropolita Sawa, kiedy był jeszcze biskupem białostockim, wprowadził gowienije także w czasie Bożonarodzeniowego Postu.
– Kiedy Ojciec został duchownikiem kapłanów?
– Kontynuowałem posługę o. Michała Chomczyka. Po jego nagłym zgonie w 2001 roku, na konferencji dekanatu wybrano mnie na duchownika. Z pewnością było to związane z tym, że już pomagałem o. Michałowi w spowiadaniu batiuszków. Prawie dziesięć lat pełniłem tę posługę. Spowiadałem duchownych, także stawlenników, czyli tych, którzy mieli przyjąć święcenia diakońskie lub kapłańskie.
– Jakie są funkcje duchownika, oprócz spowiedzi?
– Zależy od praktyki dekanatu. W niektórych diecezjach duchownika zapraszano na święta, gdzie celebrował nabożeństwa. Duchownik mógł na zebraniach duchownych swoją władzą coś komuś zakazać lub nie wyrazić zgody. U nas takiego zwyczaju nie było. Kierowałem się pokorą i starałem się działać z miłością.
– A spowiedź stawlenników?
Stawlenników pytałem, czy mają jakieś wady, na przykład palenie, które jest przeszkodą do wyświęcenia. I zawsze starałem się zasugerować im, aby swe wady, nawet nie przeszkadzające w wyświęceniu, wykorzeniali ze swych zachowań.
– Powiększyła się liczba duchowych dzieci, w czasie kiedy był ojciec duchownikiem?
– Trudno powiedzieć. Była określona grupa kapłanów, którzy na każdym gowieniju starali się spowiadać tylko u mnie. Przy spowiedzi pomagali mi oo. Włodzimierz Parfien, Włodzimierz Cybuliński i Grzegorz Misijuk. Lecz byli i tacy, którzy spowiadali się to u mnie, to u wspomnianych duchownych. Lecz nigdy nie było tak, że stałem i czekałem, a ojcowie spowiadali się u innych. I ja, i inni ojcowie, swoją spowiedź kończyliśmy prawie jednocześnie.
– Z posługi duchownika białostockiego dekanatu jednak Ojciec zrezygnował?
– Zeszłej jesieni, na konferencji duchownych, poprosiłem o zwolnienie mnie z tej posługi. Mam problemy ze słuchem, niedosłuch. I chociaż noszę aparaty, zlewają mi się głosy, trudno rozpoznać w czasie św. Liturgii, gdzie się mówi, śpiewa lub czyta. Pamiętam, kiedy jeszcze byłem kapłanem w Wasilkowie, spowiadający zapytał mnie o coś, a ja nie dosłyszałem. By nie dać niepotrzebnej rady, wypadało spytać ponownie. Wcześniej nosiłem jeden aparat, który nie był tak ciężki, lecz kiedy zacząłem niedosłyszeć i na drugie ucho, nakładałem drugi aparat i wtedy spowiadanie zaczęło być prawie niemożliwie.
– Jakie są trudności i radości duchownika?
– Trudności bywają wszędzie, lecz prędko się o nich zapomina, a radości pamięta się długo. Radość była zawsze, kiedy kajający się obiecał poprawę, kiedy przychodził na spowiedź i mówił, iż z Bożą pomocą udało mu się pozbyć swoich wad. Niekiedy między duchownymi panuje jakaś skryta niechęć, a ja przypominałem o szczerym, wzajemnym pojednaniu. Pod tym względem jestem srogi dla wiernych, ale i do siebie. Pamiętam, że była taka sytuacja w monasterze w Supraślu. Przed służbą zobaczyłem w cerkwi człowieka, do którego odczuwałem niechęć, wyszedłem do niego, przeprosiłem i dopiero wtedy zacząłem służyć liturgię. W środowisku duchownych panowały dobre stosunki i nie było nigdy wrogości. Bycie duchownikiem jest uciążliwie, ale i jednocześnie radosne.
– Dziękuję za rozmowę.

fot. archiwum o. Makala

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token