o. Eugeniusz z matuszką Julią i córką Haliną, Małoryta, rok 1942 O. Eugeniusz przy płaszczenicy  w krakowskiej cerkwi, 1980 rok Ślub „mieszany” w krakowskiej cerkwi, z lewej o. Bernard Alter Metropolita Sawa odprawia panichidę przy grobie  ś.p. o. mitrata Eugeniusza Lachockiego i matuszki Julii Lachockiej, przy cerkwi w Telatyczach
Numer 4(298)    kwiecień 2010Numer 4(298)    kwiecień 2010
fot.
Non omnis moriar
matuszka Eudokia (Lachocka)

5 kwietnia 2010 roku minie ćwierć wieku od śmierci o. mitrata Eugeniusza Lachockiego. Urodził się w Brześciu nad Bugiem, w pobożnej rodzinie Katarzyny i Józefa. Ukończył tam rosyjskie gimnazjum, a następnie studiował teologię prawosławną w Instytucie św. Sergiusza w Paryżu. W roku 1933 powrócił na Polesie. Poślubił Julię Maksymowicz, córkę protoijereja Michaiła, absolwentkę Państwowego Żeńskiego Duchownego Gimnazjum w Dermaniu, przy monasterze wzniesionym przez książąt Ostrogskich. W ostatnim dniu maja upłynie dziewiąta rocznica jej śmierci.

O boje wychowani byli na wielokulturowym i wielowyznaniowym Polesiu w atmosferze wzajemnego poszanowania innych. Mieli powołanie do służby Bogu i ludziom. Ich pierwszymi parafiami na Polesiu były Totowicze i Tomaszgród.
W czasie wojny mój ojciec był proboszczem w Małorycie. Razem z mamą zajmowali się też religijnym wychowywaniem poleskich dzieci i młodzieży. Założyli osiemdziesięcioosobowy chór, którego kilka uczestniczek do dziś śpiewa w małoryckiej cerkwi.
Po wojnie znaleźliśmy się na Chełmszczyźnie, gdzie płonęły wsie a pogrzeby były codzienną posługą duchownego. Ojciec niestrudzenie nawoływał do zgody między prawosławnymi a rzymskimi katolikami.
Pewnego dnia, we wsi Bończa, zajechał przed plebanię furmanką leśniczy, katolik i zawołał: – Siadajcie na furę pod słomę. Szkoda księdza. Wywiozę was z tego piekła! Tak znaleźliśmy się w Chełmie, a potem w Krakowie. Był to okres Akcji Wisła.
Ojciec otrzymał misję zakładania prawosławnych parafii łemkowskich. Tułał się wiele lat po Ziemiach Zachodnich. Łemkowie kochali swego ,,jegomościa”, byli bliscy Poleszukom i wiarą, i kulturą. Całe życie mój ojciec wspominał w modlitwach prychożan Łobeza, Przemkowa, Torzymia, Wałcza.
Wówczas razem z mamą i jej małym bratem pozostawaliśmy w Krakowie. Mama została przyjęta do chóru Państwowej Filharmonii, w którym prześpiewała trzydzieści pięć lat. Równocześnie prowadziła cerkiewny chór, na wysokim poziomie muzycznym i duchowym. W 1946 roku otrzymała pochwalnuju gramotu od metropolity Dionizego.
W 1962 roku mój ojciec został proboszczem, a potem dziekanem w królewskim mieście Krakowie.
Dzięki Bożej pomocy i dobrej woli garstki parafian doprowadził do wyremontowania spękanego budynku zabytkowej synagogi przy ulicy Szpitalnej, w której mieściła się prawosławna cerkiew. Była to jedyna cerkiew prawosławna w Krakowie wśród niemal dwustu kościołów rzymskokatolickich. W czasie remontu odnowiona została piękna sala gotycka, którą ojciec wyświęcił jako kaplicę dla odprawiania nabożeństw w czasie remontu cerkwi głównej.
W sali tej zachował się ikonostas prof. Jerzego Nowosielskiego i służyła ona do spotkań ekumenicznych, wykładów i świątecznych agap, nie tylko dla prawosławnych. Przychodzili tu również katolicy, protestanci, baptyści i niewierzący. Każdego ojciec traktował z miłością, serdecznością i wielką czcią. Niestety, sala ta po śmierci mego ojca została zamieniona na biuro podróży.
Moi rodzice stali się prekursorami ekumenicznej misji krakowskiej cerkwi w środowisku chrześcijańskim Krakowa i zbliżenia do prawosławia takich postaci jak infułat Ferdynand Machay i metropolita krakowski Karol Wojtyła. Przyjazne stosunki łączyły też mego ojca Eugeniusza z ks. prałatem Bryłą na Salwatorze, a także z przeorem zakonu paulinów na Skałce w Krakowie, o. Bernardem Alterem.
O. Bernard asystował przy ślubach ,,mieszanych’’ w krakowskiej cerkwi, czytając Ewangelię w języku polskim. Jego bracia zakonni często uczestniczyli w nabożeństwach prawosławnych. Poznawali liturgię, proskomidię i prawosławny śpiew liturgiczny. Chór braci paulinów śpiewał całą liturgię św. Jana Złotoustego w krakowskiej cerkwi.
Paulin o. Bazyli Degórski, obecnie wykładowca patrystyki na jednej z akademii teologicznych w Rzymie, pięknie czytał Apostoł i śpiewał w cerkiewnym chórze. Dwaj inni, o. Nikodem i o. Atanazy, założyli prawosławny monaster Świętych Nauczycieli Słowian Cyryla i Metodego w Ujkowicach. Święci Bracia Sołuńscy stali się nam bardzo bliscy. Rodzice byli wielokrotnie zapraszani przez duchownych do bułgarskich monasterów, gdzie ojciec leczył swe mocno nadszarpnięte zdrowie.
Mój ojciec oddany był sprawie jedności chrześcijan. Nie było w nim żadnych uprzedzeń narodowościowych czy wyznaniowych. Ubolewał nad krytyczną opinią Polaków na temat prawosławia w Rosji. Zorganizował pielgrzymkę przedstawicieli różnych wyznań w Radzie Ekumenicznej Krakowa, na Świętą Ruś.
Jeszcze jako student Instytutu św. Sergiusza w Paryżu marzył, aby odwiedzić relikwie tego świętego w Rosji. Jego marzenie się spełniło.
W listopadzie 1969 roku ojciec wraz z duchownymi innych wyznań obecni już byli na nabożeństwach w Troice-Siergiewej Ławrze w ówczesnym Zagorsku. Pokłonili się relikwiom św. Sergiusza Radoneskiego. Zwiedzili Moskwę, Leningrad, Odessę, wiele monasterów, spotkali się z wiernymi i społecznościami innych nieprawosławnych wyznań. Wrócili do Polski z wdzięcznością i miłością do rosyjskiego ludu, głosząc, że Święta Ruś to nie tylko złote kopuły, ale i złote serca.
Mój ojciec oddziaływał nieustająco swym duchem nie tylko na członków Rady Ekumenicznej i nie tylko w czasie modlitw o jedność chrześcijan, ale i gdziekolwiek się pojawił – czy to na spotkaniach ze studentami w seminariach rzymskokatolickich, czy podczas rozmów z ludźmi różnych wyznań, odwiedzających nasz dom.
Żyliśmy bardzo skromnie, ale ojciec nie opuszczał nigdy biednych w potrzebie.
Wierni ciągnęli do niego po nabożeństwie na trzecie piętro małego mieszkanka, które rodzice otrzymali od władz miasta. Ojciec w nagrodę za działalność i pracę na rzecz jedności chrześcijan w wielowyznaniowym Krakowie został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski.
Ojciec dużo się modlił, obserwowałam go codziennie. Znajomi spotykali go na ulicy i widzieli, że szedł i rozmawiał z Bogiem.
Arcybiskup łódzki i poznański Sawa nagrodził mego ojca mitrą, a moją matkę Orderem Świętej Równej Apostołom Marii Magdaleny.
Mój ojciec, ś.p mitrat prot. Eugeniusz Lachocki i matka, matuszka Julia, zostali pochowani w Telatyczach przy cerkwi, w której brali ślub rodzice mego ojca, w 1906 roku. Tam, gdzie Polesie spotyka się z Podlasiem.

fot. archiwum rodzinne

Opinie

[1] 2010-04-22 13:06:00 wolodymyr
Szanowna autorko , dziekuje za piekny artykul.Prosze jednakze pamietac , ze Rosja to nie Rus.
[2] 2010-11-18 14:55:00 o. Bazyli Degórski
Przewielebna i Kochana Matuszko! Dziekuje za piekny artykul mówiacy o wielkim i wspanialym, kochamy O. Mitracie Eugeniuszu, który byl i jest mi obromnie drogi i bliski. Ilekroc odprawiam w obrzadku wschodnim Boska Liturgie u Mniszek Rosyjskich w Rzymie, zawsze wspominam Go oraz Matuszke Julie na proskomidii i czesto modle sie za nich, ufajac, ze tak wspanialego Kaplana Chrystus wzial do swojej chwaly. Sadzac z podpisu artykulu, wnioskuje, ze Matuszka jest teraz mniszka i poswiecila swe zycie calkowicie Panu Bogu. Z serca gratuluje i polecam sie skutecznym modlitwom. o. Bazyli Degórski, paulin

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token