Numer 4(298)    kwiecień 2010Numer 4(298)    kwiecień 2010
fot.
O otwartości
Natalia Klimuk

Kim jestem? Czym jestem? Jaki jest sens mojego życia? Każdy człowiek wierzący czy niewierzący, chrześcijanin czy niechrześcijanin, doświadcza głębokiej tęsknoty za odkrywaniem tego, kim jest naprawdę – mówił 24 lutego, w Centrum Kultury Prawosławnej w Białymstoku, podczas wykładu „Człowiek jako osoba otwarta”, zorganizowanego przez Bractwo Studenckie i Katedrę Teologii Prawosławnej Uniwersytetu w Białymstoku, prof. Krzysztof Leśniewski, kierownik Katedry Teologii Prawosławnej Instytutu Ekumenicznego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.

Niestety, współcześnie wielu myślicieli stara się zapomnieć, iż pojęcie osoba jest wyłącznie tworem myśli patrystycznej, jest dziełem świętych Ojców Kościoła. Obecnie wielu ludzi zmaga się z zagrożeniami, które stały się powszechne wraz z Oświeceniem. Najdotkliwiej doświadczane są ateizm, racjonalizm i pragmatyzm. Wielu ludzi nie potrafi poradzić sobie z problemami dotyczącymi ich życia społecznego, psychicznego i duchowego.
Brakuje im filozoficznych i teologicznych podstaw do pogłębionej refleksji antropologicznej, socjologicznej i psychologicznej. Aby zrozumieć to, co się dzieje we współczesnym świecie, trzeba się cofnąć w przeszłość aż do połowy osiemnastego wieku. Wtedy to uwolniono się od religii w każdym aspekcie życia.
Metafizyczna rebelia przeciwko Bogu zaowocowała nowożytnym materializmem historycznym, zarówno w formie marksistowskiej, jak i kapitalistycznej. Zanegowano wówczas chrześcijańskie rozumienie osoby ludzkiej, którą ograniczono jedynie do psychofizycznej całości. Człowiek został odarty z ducha, który w chrześcijańskiej terminologii antropologicznej określano jako umysł. Cywilizacja Oświecenia zakwestionowała istnienie umysłu, nazywanego też w Piśmie Świętym sercem. Umysł dla chrześcijan to punkt kontaktu z rzeczywistościami duchowymi – osobowym dobrem, czyli Bogiem i dobrymi aniołami oraz osobowym złem: Szatanem i demonami. Od Oświecenia nadmiernie akcentuje się znaczenie rozumu i woli. Naraziło to człowieka na wielkie duchowe zagrożenia, cierpienia i oddaliło, a nawet oderwało, od Boga. W cywilizacji, gdzie najważniejsze jest posiadanie coraz to nowych rzeczy, łatwo popaść we frustrację. Gdy nie jesteśmy w stanie zdobywać kolejnych dóbr, wpadamy w gniew, przeradzający się w smutek, który z kolei doprowadza do bezsilności, nazywanej przez współczesną naukę depresją, a przez Ojców acedią.
Chrześcijanie wierzą w jednego Boga, będącego zarazem wspólnotą Trzech Osób. Każda z Nich ma swoją tożsamość w relacji do pozostałych Osób. Tak samo też jest z człowiekiem. Osobowa tożsamość człowieka zależy od pozostawania w relacji z innym.
W chrześcijaństwie nie jest prawdziwe twierdzenie: „myślę, więc jestem”, lecz „miłuję, więc jestem”. Staję się coraz bardziej świadom swej tożsamości, jeśli kieruję swe oblicze ku innym. Mikołaj Bierdiajew pisał, że nie można zbawiać się w pojedynkę. W oderwaniu od innych nie jesteśmy w stanie być nie tylko chrześcijanami, ale nawet ludźmi. W pojedynkę jesteśmy zbyt słabi, by ukształtować swoją tożsamość i cieszyć się pełnią szczęścia w ziemskim życiu.
Spotkanie z drugim człowiekiem dokonuje się przede wszystkim na poziomie duchowym, za pośrednictwem umysłu. Tylko tu jesteśmy w stanie w pełni zaakceptować inność drugiego człowieka. Zazwyczaj we współczesnej cywilizacji inny jest źródłem zagrożenia. Może nas zdominować, wykorzystać, zawładnąć nami. Świat niejako nam nakazuje postawić mury dystansu, aby jak najlepiej bronić twierdzy naszego ego, czyli dokładnie określić punkty spotkania z innym i poziom jego akceptacji. Tymczasem Chrystus na Krzyżu uczy nas miłości bezwarunkowej, która dla świata wydaje się nam szaleństwem.
Bycie człowiekiem otwartym oznacza uświadomienie sobie, że jestem stworzony na obraz i podobieństwo Boże, na obraz Boga, który jest Wspólnotą trzech miłujących się Osób. Bycie osobą otwartą znaczy na serio uznanie faktu, iż odwieczny Logos stał się człowiekiem tylko po to, by przywrócić człowiekowi Boską światłość, która będzie rozjaśniała jego umysł. Człowiek z jaśniejącym Bożą światłością umysłem przestaje myśleć, że jego życie nie ma sensu. Po Wcieleniu nie ma miejsca na rozpacz.
Współczesny świat niesie wiele zagrożeń. Na ile możemy sobie pozwolić na otwartość? – padło pytanie z sali. - Poziom naszej otwartości na drugiego człowieka zależy od naszej otwartości na Chrystusa. Na ile jesteśmy otwarci na Chrystusa, na tyle odpowiedzialnie możemy się otworzyć na drugiego człowieka. Bo im mniej nasz umysł jest skupiony na Bogu i na jego dobroci, tym więcej potrzebujemy elementów asekurujących nas przed ewentualnym zagrożeniem.
Wykład wzbudził zainteresowanie słuchaczy. Wspólna inicjatywa bractwa i katedry teologii okazała się bardzo cenna nie tylko merytorycznie, ale i duchowo.

fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token