Numer 4(298)    kwiecień 2010Numer 4(298)    kwiecień 2010
fot.
Rosła z dnia na dzień
Anna Radziukiewicz

W Bielsku w szesnastym wieku było pięć cerkwi. Po 1596 roku wydzierała unia bielszczanom jedną cerkiew po drugiej, oddając je we władanie Rzymowi. Targi i walki o świątynie były tu tak ostre, że opierały się aż o autorytet samego króla. Najtrudniej było oderwać od prawosławia monaster św. Mikołaja wraz z monasterską cerkwią. W wieku osiemnastym, w którym spodziewano się, że prawosławie wyda w Rzeczypospolitej ostatnie tchnienie, bielszczanie, na przekór wszystkiemu, wznieśli u siebie w latach 1758-1763 jeszcze jedną cerkiew – przymonasterską Uspieńską.

Gdzie ona jest? Stoi w Augustowie koło Bielska. Gdy w roku 1864 modlitwa mnichów w monasterze św. Mikołaja ustała, w Uspieńskiej cerkwi służono tylko sporadycznie. Niebawem, w połowie lat 70. XIX wieku, mieszkańcy mieszczańskiej wsi Augustowo rozebrali świątynię i przenieśli ją do siebie. Dziś to cerkiew św. Jana Teologa.
Z pewnością do tej tradycji chciał nawiązać metropolita Cerkwi w Polsce Bazyli, który ustanowił dekretem, że nowa cerkiew w Bielsku Podlaskim będzie oddana pod opiekę Bogarodzicy – Zaśnięcia Przenajświętszej Marii Panny.
Bielsk w latach 60. i 70. minionego wieku szybko się rozwijał. Wsysał, zwłaszcza młodych, z okolicy. Pustoszały wsie i wiejskie cerkwie. W bielskich trzech cerkwiach – Michajłowskiej, Preczystienskiej i Woskresienskiej – stawało się coraz ciaśniej. Za ciasno. Na początku lat dziewięćdziesiątych Eugenia Kołos, parafianka ostatniej cerkwi, pojechała do Poczajowa. Chodziła z radością i lekkością od cerkwi do cerkwi, z nabożeństwa na nabożeństwo i wiedziała, że się modli – w ciszy, skupieniu, przez nikogo nie potrącana, bez ścisku. Wracała i myślała: Nigdy chyba nie doczekam, żeby w Bielsku tak się modlić.
I tu 26 listopada 1993 roku metropolita Bazyli wydaje dekret o budowie w Bielsku dwóch nowych cerkwi na raz! Postanowiono, że jedna wyrośnie w południowej części miasta, druga w północno-wschodniej, przy Mickiewicza, niemal za płotem domu Eugenii i Aleksego Kołosów. Taka radość nieoczekiwana. Choć dzieci skorzystają – myśleli Kołosowie – bo my na pewno nowej świątyni nie doczekamy.
Ulicę Mickiewicza nazywano niegdyś Litewską. W XVI wieku, za królowej Bony, przy Litewskiej, wtedy na obrzeżach miasta, stała parafialna cerkiew Świętej Trójcy. Jej parafianami, oprócz osiedlonych tam członków rodu Kolejkowiczów, zostali prawdopodobnie wierni ze wsi Proniewicze i Woronie. Tędy biegł trakt królewski, łączący dwie stolice, Kraków i Wilno. Przy cerkwi znajdował się szpital dla ubogich. W XIX wieku cerkiew rozebrano i przeniesiono na cmentarz miejski, gdzie do dziś stoi. A miejsce po starej cerkwi? – Już było bliskie zadeptania. W okresie międzywojennym targowisko tu kwitło. Po wojnie szkołę wybudowano. Ale istniał obelisk z krzyżem, który w 1866 roku mieszkańcy Proniewicz na miejscu cerkwi postawili. W 1994 roku odnowiono go i ogrodzono.
Nowa cerkiew przy Mickiewicza miała więc spajać tradycje obu tych bielskich świątyń. Nie rosła na ziemi jałowej. Cieszyła się ziemia. I niebo się cieszyło. Trzynastego sierpnia 1995 roku wyszła procesja z cerkwi Narodzenia Bogarodzicy. Ulicami miasta, w kierunku Mickiewicza, szło kilka tysięcy ludzi. Szły dzieci i młodzież, niosąc krzyż, kwiaty i wieńce. Szli, by poświęcić plac pod budowę nowej cerkwi i wznieść krzyż. Molebien służył bielski dziekan o. Jerzy Tokarewski, a z nim razem proboszcz parafii Narodzenia Bogarodzicy, o. Włodzimierz Bliźniuk i jej wikariusz o. Jan Barszczewski, obrany na przewodniczącego komitetu budowlanego nowej cerkwi. Wtedy zobaczyli ludzi dziwne zjawisko. Na bezchmurne niebo przypłynęło kilka chmurek, które ułożyły się nad modlącymi na kształt krzyża.
Wśród modlących się był i Jan Miniuk, sąsiad cerkwi, która miała rosnąć za płotem przedsiębiorstwa drogowo-mostowego Maksbud, którego jest dyrektorem.
– Najlepiej żyj z sąsiadem – przypominała, jako dziecku, Janowi Miniukowi jego babcia Natalia. – Z sąsiadem musisz mieć bardzo dobre kontakty, lepsze nawet niż z bratem, siostrą czy szwagrem.
Czyż mógł się spodziewać aż takiego sąsiada?
Do budowy przygotowywano się krótko. Już w końcu 1995 roku i na początku kolejnego na placu budowy zgromadzono cegły, których wystarczyło niemal na wzniesienie całej cerkwi.
Materiały szybko drożały, więc o. Jan Barszczewski uznał, że zapas jedynie oszczędności uczyni. Zgromadzono też stal zbrojeniową, żerdzie na rusztowania, doprowadzono energię elektryczną.
A parafianie już wtedy podziwiali zmysł organizacyjny o. Jana. I jego pracowitość. Od siódmej był na budowie, najpierw ze swoją piłą motorową i ciągnikiem w Puszczy Białowieskiej przy ścinaniu drzew na rusztowania. Pracował z przekonaniem, oddaniem, ciężko. A parafianie, nieraz całymi rodzinami, szli za nim. Był jak lokomotywa, która ciągnie od razu wiele wagonów, a w każdym inne zadanie – przygotowanie placu, gromadzenie pieniędzy, prace projektowe, uzyskiwanie pozwoleń najróżniejszych z urzędów geodezji, gospodarki komunalnej, planowania przestrzennego, dobieranie firm, rzemieślników i artystów, niekończące się zakupy materiałów i szukanie takich sprzedawców, którzy dla cerkwi „zejdą z ceny”, gromadzenie ikon i utensylii cerkiewnych i najważniejsze – Boża służba.
Parafianie wiedzieli, gdzie szukać o. Jana od rana do nocy – na placu budowy.
Jan Miniuk widział ogromny trud o. Jana. – To wielki kapłan i budowniczy – mógł podsumować po latach. – To wzór dobrego gospodarza, człowiek odważny. Nie bał się niebywałego tempa i rozmachu inwestycji, ale i pracy na wysokościach. Gdy ustawiano kopuły na cerkwi, on też je mocował. Nawet teraz, gdy piękna cerkiew góruje nad Bielskiem, on ze swoimi pomocnikami kosi trawę wokół świątyni, pielęgnuje drzewka i krzewy, sprząta. Ale przede wszystkim imponuje dyscypliną liturgiczną, która do cerkwi Zaśnięcia przyciąga ludzi i z innych parafii, a która bierze swój początek w punktualnym rozpoczynaniu się wszystkich nabożeństw.
O. Jan zadbał nawet o jak najwyższy poziom śpiewu cerkiewnego. To w Uspieńskiej cerkwi znalazł miejsce profesjonalny muzyk, syn duchownego, Ireneusz Ławreszuk, który parafialny chór wprowadził na poziom zdawałoby się nieosiągalny dla niewielkiego miasta. Pieśni przezeń wykonywane wiele razy nagrywało Polskie Radio i TVP. Ukazały się dwie płyty i kilka kaset z cerkiewnymi śpiewami. Chór dwukrotnie w 2004 i 2006 roku był laureatem pierwszego miejsca w swej kategorii na hajnowskim festiwalu cerkiewnego śpiewania, zaś w roku 2006 otrzymał Grand Prix XI Międzynarodowego Festiwalu Kolęd Wschodniosłowiańskich w Terespolu.
Projekt cerkwi – na planie krzyża o siedmiu kopułach i 750 metrach kwadratowych powierzchni – wykonał architekt Michał Bałasz. Nad jej konstrukcyjnymi rozwiązaniami pracował dr inż. Jerzy Tokajuk. I już na początku problem. Powszechnie budowano wtedy cerkwie dwupoziomowe. I w Bielsku taka koncepcja miała swoich zwolenników. Ale i przeciwników. Wśród ostatnich był Aleksy Kołos, skarbnik parafialnej rady.
– Batiuszka Jan zabierał po kilka osób i jeździł po dwupoziomowych cerkwiach – do Czyż, Hajnówki. Widział tam efekty podmakania cerkwi i przemarzania. Jednym słowem, uczyliśmy się na cudzych błędach, biorąc pod uwagę i to, że teren w Bielsku był niski. Ostateczna decyzja brzmiała – cerkiew na jednym poziomie o dwóch ołtarzach i piękna. Bo zebranych pieniędzy nie musieliśmy dzielić między dwa poziomy.
W kwietniu 1996 roku uzyskano pozwolenie na budowę. Plac przygotowało, jak zawsze za darmo, przedsiębiorstwo Maksbud.
W niedzielę, 19 maja 1996 roku, świętował cały prawosławny Bielsk. Przybył metropolita Bazyli. W Preczystienskiej cerkwi odsłużył Liturgię świętą, po czym dwudziestu duchownych z relikwiami Dzieci Betlejemskich i sześć tysięcy ludzi poszło z krestnym chodam ulicami miasta na Mickiewicza 179 – to adres nowej parafii.
Na ten dzień meteorolodzy zapowiadali nieprzerwane deszcze z burzami. Bielszczan 19 maja obudziło posępne niebo. Chmury przykryły całe miasto. Deszcz padał nieustanny – do ósmej. A gdy wyruszyła procesja, zajaśniało nad miastem niebo bezchmurne i wszystko osuszyło słońce.
Metropolita Bazyli mówił: – Niełatwa będzie wasza droga, bo zły duch zawsze będzie ustawiał przeszkody na szlaku tworzenia wszystkiego, co sławi Boga.
Na Uspienije tego samego roku, choć jeszcze tylko fundamenty wyrastały, o. Jan Barszczewski służył już na cerkiewnym placu akatyst z molebnem.
Cerkiew budowali Sergiusz Koleda, Dymitr Korzun, Jan Bobik, a ich kierownikiem był Aleksander Szpilewski. Codziennie pomagali parafianie – zbijali szalunki, dowozili cegły, rozładowywali deski, robili rusztowania i porządki.
Planowano, że ściany cerkwi wysokość sześciu metrów osiągną w końcu 1997 roku, osiągnęły już w sierpniu i na Zaśnięcie Bogarodzicy w murach świątyni, pod dachem nieba arcybiskup łódzko-poznański Szymon z siedemnastoma duchownymi odsłużyli pierwszą Liturgię św. A dwa lata temu było tu puste pole!
Eugenia Kołos, która przyjęła na siebie trud prowadzenia parafialnej kroniki, zamieniając kolejne jej tomy w dzieła sztuki słownej i graficznej, co dzień szła na plac budowy i widziała, jak cerkiew rośnie w oczach. Jeszcze tego samego roku zalano strop, zużywając 202 m3 betonu i 72 m3 desek. Jesienią wykonano dach. Zdjęto szalunki i stemple.
Metropolita Sawa erygował 10 marca 1998 roku samodzielną parafię, a na jej proboszcza wyznaczył o. Jana Barszczewskiego. Nie budowano tymczasowej cerkwi. Za tańsze rozwiązanie uznano wygrodzenie części nawy głównej do liturgicznych potrzeb. W niej szybko położono tynki, instalację elektryczną i posadzki.
Cały plac równa firma Maksbud, zalewa asfaltem drogę do bramy. Na Piotra i Pawła 1998 roku służy Liturgię władyka bielski Grzegorz. Za zasługi nagradza orderem Równej Apostołom Marii Magdaleny Jana Miniuka i przedstawicieli władz miasta – burmistrza Andrzeja Stepaniuka i Eugeniusza Berezowca.
Trzy miesiące później odbywa się uroczyste poświęcenie dzwonów, wykonanych w Przemyślu. Największy waży 700 kilogramów. Funduje go cała parafia. Ale mniejsze znajdują indywidualnych sponsorów, między innym wśród dyrektorów firmy HOOP, katolików, też sąsiadów cerkwi, zawsze otwartych na potrzebz nowej parafii, czy dyrektora firmy Anatol.
Tempo tej imponującej budowy wciągało wszystkich – parafian, sąsiadów, osoby innego wyznania. Otwierało ich serca i hojność. Z ludzi niegdyś obcych czyniło przyjaciół, jak choćby z małżeństwa Siecińskich, katolików, każdego roku szczodrze wspierających budowę cerkwi.
Jeszcze w 1998 roku stanęły na cerkwi, na dachu pokrytym miedzianą blachą, wszystkie kopuły. Najlepszymi dekarzami w okolicy okazują się bracia z Sokółki – Wacław, Jan i Jerzy Staworkowie i oni kryją bielską świątynię. Krzyże wyświęcają 22 listopada metropolita Sawa i biskup Grzegorz.
Bielsk potrzebuje nowego cmentarza. Wydzielono na niego, jako parafii Uspienskiej, ziemię w pobliżu wsi Biała. Znów duże wydatki. W znacznym stopniu pomaga w jego zagospodarowaniu firma Maksbud. Swymi darami wspomagają też przedsiębiorstwa, takie jak Anatol, Ekoinsbud, Wygoda, Urząd Telekomunikacyjny.
Od połowy 1999 roku cerkwi nie oplatają już rusztowania. Potrzeba było zaledwie trzech lat od wbicia pierwszego szpadla w ziemię do uformowania bryły cerkwi. Pozostały prace wykończeniowe. Ikonostas zaprojektował Aleksander Łoś z Mińska i napisał wszystkie do niego ikony. Każda znalazła swego ofiarodawcę, także wśród wiernych innych parafii.
Ze sprowadzonego z Włoch marmuru i granitu wykonano piękną, jak kamienny dywan, posadzkę w całej cerkwi.
W 2001 roku Jarosław Wiszenko, ikonopisiec z Mielnika, zaczyna pokrywać ściany świątyni polichromią, najpierw w obu ołtarzach. Gdy przechodzi do nawy głównej, pomaga mu małżeństwo ikonopisców – Joanna i Jarosław Jakimczukowie. Wierna kanonowi polichromia budzi zachwyt rozmachem, dobrą kompozycją, odważnym nasyceniem barw.
W tym samym roku wokół cerkwi ułożono kostkę brukową, wyrównano plac i zasiano trawę. I znów firma Maksbud wspomaga parafię, tym razem w zagospodarowaniu placu wokół cerkwi. Jeszcze jesienią tego samego roku powstają wykopy pod fundamenty parafialnego domu.
W następnym roku jest montowany pozłacany ikonostas, rzeźbiony w Poczajowie, oraz boazeria wokół nawy cerkwi, wykonana przez stolarza z Hajnówki, Romana Korsaka. A od samego początku budowy ofiarodawcy dają pieniądze na komplety naczyń liturgicznych, Ewangelie, darochranitielnice, ikony, całun Chrystusa i Bogarodzicy, żyrandole, podświeczniki, chorągwie. Jakaś niewyczerpalna ofiarność ludzi się otworzyła. A o. Jan tylko dziękował, na każdej Liturgii. Prosił rzadko. Dziękował często.
I kolędnikom dziękował. Bo to oni, nieraz w kilkunastu grupach, objeżdżających niemal wszystkie wsie i miasteczka w okolicy, sławili Nowonarodzonego i prosili o wsparcie na ich cerkiew. Pustą na początku roku kasę napełniali nawet 90 tysiącami złotych.
Zaledwie po siedmiu latach budowy, 12 lipca 2003 roku, metropolita Sawa wraz z władykami hajnowskim Mironem i bielskim Grzegorzem mogą już wyświęcić cerkiew. Uroczystość gromadzi wielu duchownych, wiernych, miejscowe władze, sponsorów, budowniczych.
Ale to nie koniec. Trwa budowa plebani, fundamenty cerkwi są obkładane piaskowcem, a schody granitem i jest grodzony cerkiewny duży plac. To kosztowne roboty. W święto parafialne Zaśnięcia Bogarodzicy w 2008 roku metropolita Sawa dokonuje wyświęcenia domu parafialnego. Dzisiaj pozostało do wykończenia jedno z trzech mieszkań.
Tę cerkiew i parafię, choć jedną z najmłodszych w Polsce, wyróżnił metropolita Sawa. W niej, 25 listopada 2004 roku, zechciał podziękować Bogu Najwyższemu za 25 lat służby dla Cerkwi w Polsce jako jej biskup. I to miejsce pokazał patriarchom aleksandryjskiemu Piotrowi VII i serbskiemu Pavle w 2001 roku, albańskiemu Anastasiosowi i konstantynopolitańskiemu Bartolomeuszowi w 2003 roku, gruzińskiemu Eliaszowi w 2005 roku.
I w tej cerkwi za dar modlitwy, odwagi i pracowitości, za trzydzieści lat kapłańskiej służby, 21 marca dziękował Bogu razem z parafialnymi duchownymi i wiernymi proboszcz parafii o. Jan Barszczewski. Dziękowali za dar takiego proboszcza i ci, którzy trudzili się z nim najwięcej – starosta cerkiewny Włodzimierz Mironczuk oraz pozostali członkowie komitetów budowlanego i cerkiewnego.

fot. Eugenia Kołos

__________________________
Tekst powstał na podstawie materiałów zebranych i opracowanych przez Eugenię Kołos, kronikarkę parafii Zaśnięcia Bogarodzicy w Bielsku Podlaskim

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token