Numer 4(298)    kwiecień 2010Numer 4(298)    kwiecień 2010
fot.
Są granice...
Eugeniusz Czykwin
Minęło dwa i pół roku rządów Donalda Tuska. Podsumowując w Sejmie ten okres, premier podkreślał sukcesy. Polska gospodarka rzeczywiście radzi sobie całkiem dobrze. Z pewnością poprawiła się atmosfera w kraju. Mniej jest zacietrzewienia, podejrzliwości, polowania na wszechobecny w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości układ. Rząd podjął próbę poprawienia bardzo złych relacji z Rosją i Białorusią, chociaż z tą ostatnią pozytywne zmiany przerwały wydarzenia wokół Związku Polaków. Dobrego samopoczucia rządzących nie psuje fakt zwiększającego się bezrobocia i rosnącego zadłużenia państwa. Dziś na każdego, ujmując dzieci, Polaka przypada około 70 tysięcy długu publicznego.
Innym ważnym problemem, którego obecny rząd nawet nie próbuje rozwiązać, jest zróżnicowanie rozwoju, a co za tym idzie poprawa życia w różnych regionach kraju. Polityków Platformy Obywatelskiej, współrządzący PSL nie zabiera w tej sprawie głosu, najwyraźniej nie interesuje wyrównywanie dysproporcji rozwojowych między najbiedniejszymi – wschodnią częścią kraju – a stosunkowo bogatszymi zachodnimi województwami. Że tak jest w istocie, potwierdzają decyzje rządu, dotyczące inwestycji w infrastrukturę komunikacyjną województwa podlaskiego.
Autorzy najróżniejszych opracowań i analiz dotyczących naszego województwa w jednym są zgodni. Warunkiem rozwoju, postępu w jakiejkolwiek sferze gospodarki jest poprawa jego skomunikowania z centrum, w praktyce z Warszawą.
Problem ten mogłaby rozwiązać budowa łączącej Polskę z krajami nadbałtyckimi autostrady Via Baltica i modernizacja linii kolejowej Białystok – Warszawa. Kursujące z prędkością 160 km na godzinę, docelowo prędkość miałaby wzrosnąć do 200 km/h, pociągi rozwiązywałyby problem szybkiego dostępu do lotniska na Okęciu – dyskusje o lokalizacji lotniska w Białymstoku trwają już ponad dziesięć lat.
Z tych projektów, bez zbytniego rozgłosu, rząd się wycofuje. Najpierw zmieniono planowany przez Białystok przebieg Via Baltici. Ma ona biec przez Łomżę. Rząd zabrał też 1,8 miliarda złotych, które przewidziano w budżecie na inwestycje drogowe w województwie podlaskim – przebudowa drogi S8 na odcinku Białystok – granica państwa. W marcu miał odbyć się przetarg, potrzebna dokumentacja została wykonana, na remont linii kolejowej na odcinku Rembertów – Sadowne Węgrowskie. Z tego także zrezygnowano.
Posłowie opozycji wobec tych działań są bezradni. Mogą jedynie pisać interpelacje, z których nic nie wynika. Posłowie PO i PSL robią dobrą minę do złej gry. Sprzyjające im lokalne media problem zbywają ogólnikowymi informacjami. Nie słychać też głosów samorządowców. Wprawdzie radni Sejmiku Wojewódzkiego w sprawie cięć wydatków na drogi zajęli negatywne stanowisko, ale pozostało ono bez echa.

Rząd ma inne priorytety. Gdy w Polsce zapanowała euforia z powodu przyznania nam i Ukrainie organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej, Euro 2012, byłem, i nie tylko ja, przekonany, że najbiedniejsze wschodnie województwa odczują boleśnie skutki tego „prestiżowego sukcesu”. Tak też się dzieje. Zmianę stosunku rządzących do województwa podlaskiego mogłyby wymusić wspólne – posłów, samorządowców, organizacji pozarządowych – działania. Najskuteczniejszym argumentem, szczególnie w roku wyborczym, są głosy wyborców. Tego argumentu na Podlasiu jest bardzo trudno użyć. Północno-zachodnia część województwa to tradycyjny matecznik narodowo-katolickiej prawicy. Lokalni politycy PO, zdając sobie sprawę, że w tych rejonach nie mogą liczyć na wzrost poparcia, swoją uwagę kierują na zamieszkałą przez mniejszości narodowe południowo-wschodnią część województwa, zdobyciu poparcia wśród dotychczas sympatyzujących z lewicą mniejszości mają pomóc Platformie białoruscy działacze, zaangażowani w realizację projektów białoruskiej telewizji Biełsat i Radia Racja, na które z budżetu państwa rząd przeznacza blisko 30 mln złotych rocznie.

Przeznaczając tak gigantyczne sumy na „wspieranie demokracji na Białorusi” rząd, konkretnie minister kultury, nie dał ani grosza na dofinansowanie najważniejszej, nie tylko dla mieszkających w Polsce Białorusinów, ale wszystkich wschodniosłowiańskich mniejszości, imprezy kulturalnej, jaką bez wątpienia jest organizowany z błogosławieństwa metropolity Sawy festiwal Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej. Decyzja ministra, który jednocześnie dofinansował sumą 200 tys. złotych prywatą inicjatywę Mikołaja Buszki, zbulwersowała prawosławnych. Sytuację starał się łagodzić marszałek województwa, przyznając festiwalowi w Hajnówce i organizowanej przez Mikołaja Buszkę imprezie po 50 tys. zł. W poprzednim numerze Przeglądu cytowaliśmy słowa zachwytu nad festiwalem w Hajnówce, wypowiedziane w roku wyborczym przez Donalda Tuska. Dziwnym trafem politycy PO, tak hojnie wspierający imprezę pana Buszki, omijają jego festiwal. Przyciąga ich festiwal w Hajnówce. Podobnie postępowali ich poprzednicy z PiS. Jednym i drugim mogę postawić pytanie – jak by się zachowali, gdyby rozłam nastąpił w ważnej, organizowanej z udziałem Kościoła katolickiego, imprezie. Czy wówczas też, ignorując stanowisko prymasa czy episkopatu swego Kościoła, popieraliby prywatną inicjatywę osoby skonfliktowanej ze środowiskiem ludzi wierzących? Pytanie jest retoryczne. Jednak, jak głosi ludowe porzekadło Wszystkiemu są granice. Granice przyzwoitości w sprawie Festiwalu Muzyki Cerkiewnej zostały przez ministra kultury przekroczone. I to nie tylko przez samorządowców powiatu hajnowskiego musi być powiedziane.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token