Numer 4(298)    kwiecień 2010Numer 4(298)    kwiecień 2010
fot.
Orli zagraża cetyniec
Michał Bołtryk
W gminie Orla ma być (ale czy będzie?) budowana fabryka Ikei. Na 46 hektarach gruntów powstałaby jedna z największych inwestycji na Podlasiu. To życiowa szansa dla gminy.
Choć to politycznie niepoprawne, wypada jednak nie zapominać, że w czasach PRL w Orli istniały kaflarnia, cementownia, cegielnia, zakłady mięsne, zatrudniające nawet po kilkaset osób. Zakłady nie istnieją, tak jak PRL.
Szwedzki koncern zamierzał zainwestować w gminie Orla 340 mln euro. W samym zakładzie pracę mogłoby znaleźć około dwa tysiące osób. Drugie tyle w firmach z nim kooperujących.
Tymczasem, jak wynika z publikacji Gazety Wyborczej w Białymstoku (13-14 marca 2010), przyszłej inwestycji i dalej Orli może zaszkodzić cetyniec (Tomicus piniperda), rodzaj chrząszcza, którego larwy żerują pod korą. Cetyniec preferuje sosnę. A właśnie z tejże materiał był przerabiany w szwedzkiej fabryce.
Cetyńca odkrył, trzeba trafu w pobliżu Orli, prezes firmy TCL Polska, która jest od kilku miesięcy właścicielem sąsiadujących z Ikeą 32 arów ziemi. Według wójta Orli panowie z TCL Polska liczyli na to, że zarobią, odsprzedając ziemię Ikei. Ale ten kawałek to ziemia rolna i nic tam nie można budować.
Prezes, dowiedziawszy się o tym, postawił na ekologię. W tym celu wynalazł cetyńca, który, jak wyznał „Gazecie Wyborczej”: „…rozprzestrzenia się nawet do czterdziestu kilometrów. A jest to ważne, bo w linii prostej do Puszczy Białowieskiej jest niespełna siedemnaście kilometrów…”.
W dalszej kolejności mogą być skargi i sądy. A – nie ukrywa prezes tego – „sąd nakłoni inwestora do zastosowania badań, które stwierdzą, jaka jest populacja cetyńca i przyznania się, że ta larwa pojawi się w Orli…”.
Nie lekceważyłbym cetyńca czy innego owada, albo roślinki czy też zwierzęcia.
Parę lat temu miodokwiat krzyżowy zatrzymał rozpoczętą budowę obwodnicy pod Augustowem. Media żyły kilka miesięcy akcją ekologów. Adam Wajrak z „Gazety Wyborczej” pisał na swoim blogu: „Jadę nad Rospudę, bo lada chwila może się zacząć rzeź drzew. Jak będzie potrzeba, to się przypnę nad Rospudą”. W 2007 roku Wajrak został laureatem nagrody im. Andrzeja Wojciechowskiego (twórcy radia Zet) za materiał, który najbardziej wpłynął na życie Polaków – 40 tys. złotych za cykl materiałów „Rospuda”.
W 2008 roku nie mogła dojść do skutku inwestycja Łukoilu w gminie Narewka, też na Podlasiu. Osada Leśna koło Narewki, zdawało się, jest już blisko szczęścia. Do Leśnej dochodzą szerokie tory ze wschodu. Teraz bezużyteczne. W Łukoilu wykombinowali, że można nimi przywozić do Polski bez przeładunku paliwa, a dalej rozwozić cysternami. Paliwo byłoby magazynowane pod ziemią. W tym celu wykupiono w gminie Narewka 25 hektarów ziemi.
Ewa Sokólska i Adam Wajrak w „Gazecie Wyborczej” w tekście „Rosyjski koncern naftowy ma chrapkę na Narewkę” ostrzegali: „Baza paliwowa z wkopanymi w ziemię co najmniej dwudziestoma zbiornikami na benzynę, gaz, olej, ma powstać w Puszczy Białowieskiej. Tiry dowożące tam paliwo będą rozjeżdżać drogi w strefie krajobrazu chronionego puszczy…”.
Stacja paliw miałaby powstać nie w Puszczy Białowieskiej i nie w europejskiej sieci ochrony przyrody Natura 2000.
– Nie szkodzi – argumentował jeden z uczonych z Białowieży – unijna dyrektywa chroni żubra. A ten akurat polubił lasy i rozległe łąki wokół Leśnej. Po tym wszystkim wójt musiał zażądać ekspertyz od inwestora, z pomocą wójtowi przyszli marszałek województwa i inspektor sanitarny… W Łukoilu uznano, że szkoda sił i zdrowia na przepychanki z żubrem i zrezygnowano z inwestycji. Biedna gmina Narewka straciła potencjalny milion złotych rocznie z podatków od Łukoilu. Pracę na stacji miałoby pięćdziesiąt osób. Ale nie ma.
Rok 2009 minął dla puszczańskich gmin pod znakiem agitacji na rzecz zgody na powiększenie Parku Narodowego kosztem gospodarczej części Puszczy Białowieskiej.
Mieszkańcy gmin bronili się, argumentując że wielu ludzi straci pracę, w tym leśnicy i robotnicy leśni, a tubylcy przestrzeń życiową.
„Gazeta Wyborcza” zachwalała dobroczynne skutki powiększenia Parku. W zachwycie pomnożono sumę oferowaną samorządom przez ministra środowiska. Ze stu milionów uczyniono dwieście.
W owym czasie w „Gazecie Wyborczej” ukazały się ważkie teksty pióra Adama Wajraka: „Dać szansę Białowieży” i „Zapraszam na żubra”. Redaktor gorąco przekonywał do idei rozszerzenia Parku Narodowego i chwalił poczynania urzędującego ministra. Nie było w nich głosu leśników ani samorządowców i tubylców, pośród których od 1997 roku redaktor mieszka.
I oto co najciekawsze. Miesięcznik „Press” (03/2010) odkrył, że teksty… były sponsorowane przez ministerstwo środowiska.
Po ujawnieniu sprawy przez „Press” Agora, wydawca „Gazety Wyborczej”, zerwała umowę ze sponsorem i odesłała 61,22 tysiąca złotych ministerstwu.
A wracając do zbliżającego się do Orli cetyńca, o którym informuje Ewa Sokólska w „Gazecie Wyborczej”. Może być gorzej niż sądzi nowy właściciel 32 arów ziemi. Cetyńcowi większemu – bo chyba o tego tu chodzi – często towarzyszy, jak piszą w encyklopediach, cetyniec mniejszy (Tomicus minor).
„Dwa więcej mogą, niż jeden” – notuje Samuel Adalberg w „Księdze przysłów polskich”.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token