Numer 4(322)    kwiecień 2012Numer 4(322)    kwiecień 2012
fot.Anna Radziukiewicz
Jozafat Kuncewicz
Michał Bołtryk
Watykańska dyplomacja chciałaby przeniesienia z Rzymu na Białoruś szczątków Jozafata Kuncewicza, unickiego biskupa Połocka na początku XVII wieku.
Nie chce tego, co zrozumiałe i słuszne, Rosyjska Cerkiew Prawosławna. Nie chcą tego prawosławni Białorusini.
„Rzeczpospolita” stawia sprawę jasno: „Mińsk neguje zachodnie wartości”. I wszystko jasne, bo „zachodnie wartości”, cokolwiek to znaczy, to cymes. Za negowanie tych wartości mogą być surowe kary, łącznie z bombardowaniem. Wystarczy wspomnieć, co zrobiono z Jugosławią.
Na Białorusi, miejmy nadzieję, nie zanosi się na to. Ale… kropla drąży kamień.
O sprawie donosi Andrzej Pisalnik z Grodna, ten sam, który alarmował czytelników „Rzeczpospolitej”o zamiarach kanonizacji przez Cerkiew prawosławną władyki Józefa Siemaszki. „Kat unitów na ołtarze” – oceniła redakcja.
Starania Watykanu są poważne, skoro goszczący na Białorusi metropolita wołokołamski Hilarion w wywiadzie dla rządowego dziennika białoruskiego „Zwiazda” skrytykował pomysł przeniesienia szczątków z Rzymu na Białoruś. „Rzeczpospolita” cytuje: „Otwarcie powiedziałem w rozmowie z sekretarzem stanu Watykanu kardynałem Bertone oraz przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan kardynałem Kochem, że taki krok nie będzie sprzyjał konsolidacji białoruskiej ludności i nie wzbudzi sympatii do katolików”. Hierarcha miał dodać, że „pochowanie szczątków św. Jozafata Kuncewicza w ziemi białoruskiej może otworzyć stare rany, zadane w czasach, kiedy prawosławni i katolicy na tych ziemiach odnosili się do siebie wrogo”.
Wypowiedź władyki Hilariona została natychmiast skrytykowana przez białoruskie media opozycyjne. Powszechnie wiadomo, że media te są zdominowane przez katolików, upowszechniają „zachodnie wartości”, bo są też na zachodniej diecie.
„Narodnaja Wola” przypomniała o dokonaniach arcybiskupa Kuncewicza, który „wsławił się w okresie Wielkiego Księstwa Litewskiego popularyzacją na ziemiach białoruskich wiary greckokatolickiej i poniósł męczeńską śmierć z rąk prawosławnych”. O jego zasługach świadczy to, przypomniała „NW”, że chwalił św. Jozafata Kuncewicza sam papież Jan Paweł II, nazywając go „apostołem pojednania”.
Taka rekomendacja, a tu nic. Jak tak można?
Apologeci Jozafata Kuncewicza od dawna piszą o nim: „niósł cywilizację zachodnią daleko na wschód, nie zważając na pomówienia i groźby”, „jest patronem w kroczeniu z nadzieją po trudnej drodze ekumenicznego pojednania pomiędzy katolikami i prawosławnymi”, „z wielką gorliwością umartwiał ciało: pościł, biczował się, nosił włosiennicę”, „świętość Kuncewicza dostrzegały swym instynktem nawet zwierzęta”. A „prawosławna ruska dzicz” tego nie dostrzegła – bo i takich określeń nie brak.
Skoro był taki dobry, to dlaczego nie chciano go na Białej Rusi za życia, nie chcą i teraz?
Iwan Kuncycz, bo tak nazywał się późniejszy św. Jozafat, urodził się w 1580 roku w pobożnej, prawosławnej mieszczańskiej rodzinie we Włodzimierzu Wołyńskim. Jego ojciec Hawryło parał się handlem zbożem. Myślał, że i syn tym się zajmie. Stało się inaczej.
W 1596 roku chłopca zabrał do Wilna przyjaciel Hawryły, Jacenty Popowicz. Tam Iwan rozpoczął naukę w brackiej szkole prawosławnej. Jako bystry młodzieniec został wyłowiony przez jezuitów z wileńskiego kolegium. Wkrótce nowi opiekunowie zarekomendowali go włodzimierskiemu biskupowi Pociejowi (1593-1613), twórcy unii brzeskiej. Pociej przekazał Iwana w ręce Wielamina Ruckiego, późniejszego metropolity unickiego, wyjątkowego karierowicza. Rucki w czasie studiów za granicą przeszedł z kalwinizmu na katolicyzm, a w Rzymie przyjął na życzenie papieża Klemensa VIII obrządek unicki. Iwan Kuncycz za namową Ruckiego wstąpił w 1604 roku do bazylianów. Stał się Jozafatem Kuncewiczem. Zaczął robić niezwykłą karierę. W 1617 roku został unickim arcybiskupem Połocka, gdzie prawie nie było jeszcze unitów.
Za awans odpłacał swym promotorom bezwzględnymi wyczynami wobec prawosławnych na północno-wschodnich ziemiach Białorusi z Połockiem, Witebskiem, Orszą, Mohylewem. Urządzał pogromy, pieczętował cerkwie i przemocą zapędzał prawosławnych do unii.
O brutalności Jozafata informowano króla i Sejm. Bez skutku. Król Zygmunt III Waza stał po stronie unitów. Papież także propagował unię na Wschodzie, choć Jan de Tores, pisał w 1622 roku: „Trudno sobie wyobrazić, jak ruski naród nienawidzi łacinników. Z tego widać, że niewielu Rusinów przechodzi na unię. Z nimi jest więcej problemów niż z luteranami i kalwinami”.
W 1623 roku szlachta białoruska i ukraińska pisała do króla: „Biskup połocki latoś naumyślnie kazał mieszkańcom dla większego pognębienia wydobywać z mogił prawosławnych nieboszczyków niedawno pogrzebanych na cmentarzu i wyrzucić na pożarcie psom”.
Nawet kanclerz Lew Sapieha, świeżo upieczony katolik i zawzięty zwolennik unii, ostro osądził w liście działalność arcybiskupa połockiego, jego okrucieństwa i nadużycia władzy. To jeszcze bardziej rozjątrzyło Jozafata Kuncewicza.
W złości napisał do króla i papieża skargę na Sapiehę. A potem udał się do Witebska, gdzie zabrał się do pogromu prawosławnych cerkwi, kaplic, bicia prawosławnych duchownych, znęcania się nad prawosławnymi mieszczanami. Prawosławni w Witebsku, wypędzeni z świątyń, urządzili na łąkach nad Dzwiną kapliczki i tam się modlili. Ale i tam ich dosięgły ataki sług biskupa. Doprowadzony do ostateczności lud chwycił za kamienie, koły i siekiery. 12 listopada 1623 roku wdarli się do biskupiego pałacu. Jozafat Koncewicz zginął od ciosu siekiery w głowę.
Król rozprawił się z Witebskiem okrutnie. Pozbawił miasto prawa magdeburskiego, prawosławną cerkiew w centrum miasta kazał zburzyć, a na jej miejscu, na koszt mieszczan, zarządził budowę kościoła unickiego! Dwudziestu mieszczan skazano na ścięcie, ale stu udało się uciec. Od tego czasu, aż do rozbiorów, w Witebsku nie było ani jednej prawosławnej cerkwi.
Król Zygmunt III Waza wykonał gorliwie zalecenie papieża Urbana VIII, który w liście 10 lutego 1624 pisał: „Niech będzie przeklęty ten, kto powstrzyma miecz od krwi. (...)Panujący królu, nie powinieneś powstrzymywać się od miecza i ognia. Niech heretycy zrozumieją, że za złoczyństwo jest kara”.
W 1643 roku Jozafata Kuncewicza beatyfikowano. Kanonizacja nastąpiła w 1867 roku.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token