Uliczka starego Bari Bazylika św. Mikołaja w Bari Aleksander Denisow zoLiturgia przy relikwiach św. Mikołaja Cudotwórcy w bazylice w Bari Część ołtarzowa bazyliki z sarkofagiem królowej Bony Cudotwórcza ikona z 1327 roku, podarowana przez serbskiego cara Stefana Urosza Deczańskiego
Numer 5(347)    maj 2014Numer 5(347)    maj 2014
fot.Gali Tibbon
U Świętego Mikołaja
Anna Radziukiewicz

Bari, po Ziemi Świętej i Górze Atos, jest teraz miejscem najczęściej odwiedzanym za granicą przez ruskich pielgrzymów. Leży w południowych Włoszech. Jest największym miastem nad Adriatykiem, jego aglomeracja liczy 1,5 miliona mieszkańców. Jeśli płynie się prosto na wschód, trafi do portu Bar – nazwę wziął od Bari – w Czarnogórze. Na Bałkany stąd blisko. A na Ruś? Trzeba przebyć kilka tysięcy kilometrów. W ruskich kronikach zapisano, że w 1459 roku mnich Warłaam udał się z Rostowa Wielkiego do Bari. Po cudach, jakie miały miejsce przy ikonie świętego cudotwórcy Mikołaja, nabytej w Bari, założył koło Uglicza – kilkaset kilometrów na północ od Moskwy – monaster.

W 1844 roku dwie rosyjskie chłopki spod Permu, nie znając europejskich języków, wybrały się własnym powozem do relikwii św. Mikołaja w Bari. W nagrodę, w drodze powrotnej, car przyjął je w Petersburgu.

Śladem chłopek udał się do Bari osiem lat później wielki książę Konstanty, brat cara, i podarował miejscowemu arcybiskupowi pierścień z brylantem. A w 1892 roku moszczom niebiańskiego opiekuna pokłonił się Mikołaj Aleksandrowicz, następca rosyjskiego tronu, niebawem car Mikołaj II, męczennik, który też przybył z darami. Wizyty przedstawicieli wielkoksiążcego rosyjskiego domu wydadzą niebawem w Bari plon w postaci rosyjskiego podwor’ja.

W Bari spotykam Aleksandra Denisowa. Mieszka tu od dwudziestu sześciu lat. Urodził się w Moskwie i tam poznał żonę, Włoszkę, która przyjechała do jego miasta pogłębić znajomość rosyjskiego. Studiowała filologię rosyjską w uniwersytecie w Bari. Znajomi patrzyli na nią wtedy podejrzliwie: Sympatyzuje z komunistami? – Życie bez Boga to tylko egzystencja – sumuje Aleksander, który tu nad Adriatykiem odnalazł drogę do wiary.
Znalazł się pod opieką św. Mikołaja. Bari przesiąknięte jest kultem swego niebiańskiego opiekuna. Tylko w historycznym centrum, otoczonym murami, naliczył Aleksander 260 ikon Cudotwórcy z Myry Licejskiej i Matki Bożej, umieszczonych na zewnątrz domów. Tradycję przynieśli tu w IX wieku Bizantyńczycy, a miejscowi zachowali. Uliczki starego miasta przypominają rybacką sieć. Są gęste, splątane ze sobą, wąskie na wyciągnięcie ramion. Bezpieczne. Takie sprawiają wrażenie. Może z powodu świętego, spoglądającego z ikon niemal z każdego łuku nad bramą? Życie, jak i święte obrazy, wychodzi tu z domów na uliczki. Starszy pan w szlafroku kurzy w zaułku fajkę. Franczeskę, u której wynajmuję bed and brekfast, trzeba wyłapywać w sieci uliczek, nie w domu. Kolorowe stragany z owocami i warzywami przyciągają sąsiadów jak pszczoły kwiaty, są nie tylko miejscem zakupów, ale i spotkań.
W sieci wyszlifowanych milionami stóp kamiennych uliczek stoi bazylika świętego Mikołaja. I chociaż kościołów w tej historycznej części jest dziewięć, góruje nad wszystkimi. Wybudowana na przełomie dwunastego i trzynastego wieku, specjalnie dla relikwii świętego, należy do najważniejszych świątyń chrześcijańskiego świata.
– Ze dwadzieścia lat temu na „majowego” św. Mikołaja, obchodzonego według starego stylu, przybywało cztery-pięć osób – mówi Aleksander Denisow. – Teraz cztery-pięć tysięcy. Pielgrzymi ciągną z całego świata – Rosji, Białorusi, Polski, Ukrainy, Francji, Hiszpanii, nawet z Australii i Alaski byli rok temu. Grudniowe święto również ściąga mnóstwo pątników.
Aleksander na co dzień zajmuje się pielgrzymami. Jest przedstawicielem moskiewskiego biura pielgrzymkowego Radoneż. Opowiada, jak baryjczycy obchodzą w maju święto swego niebiańskiego opiekuna.
– Świętują trzy dni. 7 maja spotykają się w miejscu, do którego przybił niemal tysiąc lat temu statek z relikwiami świętego – to 12 kilometrów od miasta. Wieczorem dzieci i młodzież w strojach z tamtej epoki, przy muzyce, na iluminowanych ulicach, przedstawiają cuda przez św. Mikołaja dokonane. 8 maja od ponad dwóch stuleci wynoszona jest z bazyliki statua św. Mikołaja, wykonana w 1794 roku. Figurę wywożą marynarze na dużej rybackiej łodzi na otwarte wody Adriatyku.
Wcześniej arcybiskup Bari i proboszcz bazyliki św. Mikołaja święcą wody morza. Do statui, która pozostaje na wodach do godziny osiemnastej, można podpłynąć, pokłonić się cząstce relikwii świętego, zabieranej także na łódź. Potem figura, niesiona przez sześć osób w procesji na drewnianej platformie, trafia do budynków administracji publicznej, portu, szpitala, na lotnisko, do szkół, do każdej dzielnicy miasta. Do bazyliki wraca dopiero 21 maja, w przeddzień święta, obchodzonego przez prawosławnych według starego stylu. Widzicie jak długo wędruje!
– 9 maja to dzień głównych obchodów. Przybywa ogromna liczba pielgrzymów, również prawosławnych. Wtedy – a czyni to tylko raz w roku – proboszcz bazyliki otwiera otwór o promieniu 15 centymetrów, znajdujący się w marmurowej płycie ważącej 32 tony, chroniącej relikwie i przez nie jest wyczerpywane drogocenne mirro, które przez rok wytoczyły moszczy świętego. Te chwile trudno opisać. Proboszcz rosyjskiego podwor’ja w Bari, o. Władimir Kuczynow, poprosił, by w tym dniu można było przyłożyć się do świętego mirra. Zgodę uzyskał. Prawosławni połomnicy, nawykli do przykładania się do świętości, mogą wtedy doświadczyć wielkiej bliskości tak powszechnie czczonego przez nich świętego.
Mirro jest dzielone na dwie równe części. Jedną rozprowadza się w dużej ilości święconej wody. Można je nabyć w buteleczkach w sklepie obok bazyliki. Drugą, jak relikwię, przechowuje się w sejfie. Proboszcz bazyliki używa mirra w szczególnych przypadkach. Daje na przykład po kropelce ciężko chorym na raka. A jeśli nastanie taki rok, że z powodu naszej małej wiary święty Mikołaj mirra nie wytoczy? Trzeba je chronić.
– W ciągu 26 lat, od kiedy jestem w Bari, raz spodobił mnie Gospod’ swoimi oczyma zobaczyć moszczy Cudotwórcy. Było to pięć lat temu. Po wyjęciu mirra wszyscy wyszli z dolnej świątyni. Został tylko ekonom i dwóch jego pomocników. – Popatrz przez otwór – powiedzieli. Zapalili latarkę. Zobaczyłem moszczy świętego Mikołaja. Były żółtego, raczej bursztynowego koloru i całe mokre.
– Uważam, że baryjczycy ocalili relikwie św. Mikołaja Cudotwórcy. A święty Mikołaj ocala ich – kończy swą opowieść o świętym Aleksander.
Najlepiej, by prawosławni jechali do Bari we środę, mogliby wtedy we czwartek (każdego tygodnia) o 10.00 przyjść na Liturgię, sprawowaną przez prawosławnych duchownych w cerkiewnosłowiańskim, w sercu bazyliki św. Mikołaja, w jej krypcie, tam gdzie są chronione relikwie.
Ludzie zaczynają schodzić się gdzieś o ósmej. Kupują świece i ikonki świętego. Po Liturgii przyłożą się do płyty, chroniącej relikwie, przyłożą do niej ikonki. Zbiera się dwieście-trzysta osób. Zimą – jestem w końcu lutego – prawie nie ma zorganizowanych grup, tylko tak zwani indywidualni połomnicy. Latem jest ich mnóstwo. Codziennie 800-1000 osób przybywa do bazyliki. Jadą autokarami. Wiele cudów ma tu miejsce.
Cudem jest czas. Płynie tu inaczej. Jakby się rozmywał, wymagał innej miary. Wychodząc z bazyliki kilka razy sprawdzam godzinę. Nie wierzę. Jest czternasta. Byłam tam prawie sześć godzin, choć wydawało mi się że dwie-trzy. Potem na zjawisko ulotności czasu w bazylice zwróci uwagę i mój przewodnik.
Jest tu dobrze.
W bazylice św. Mikołaja Polacy odnajdują kawałek swej historii. W części ołtarzowej głównego poziomu świątyni widzą wyrzeźbioną postać klęczącej Bony Sforzy, królowej Polski, w towarzystwie św. Stanisława, patrona Polski, i św. Mikołaja, patrona Bari. U dołu dwie alegorie, jedna z herbem Polski, druga Bari. Bona w 1516 roku wyszła za mąż za Zygmunta I i została królową polsko-litewskiego państwa. Była najbogatszą damą ówczesnej Europy. Władała ziemiami, miastami, bankami. W Krzemieńcu, w zachodniej Ukrainie, zbudowała na górze zamek. Dziś pozostały z niego tylko zarysy ścian i piękny widok na miasto oraz nazwa – Góra Bony. Do Wielkiego Księstwa Litewskiego przywozi obrusy, serwetki, noże, widelce, cytrusy, włoszczyznę, reformę agrarną. Nie mogąc dojść do porozumienia z następcą Zygmunta I, synem Zygmuntem Augustem, wraca do Bari z wozami wypełnionymi bogactwem. W Bari żyje krótko. Neapolitański król Filip przekupił jej osobistego lekarza, a ten po cichu ją otruł. Ciało Bony złożono w katedralnym soborze. Córka Bony Maria udała się do papieża, padła na kolana i błagała, by ciało matki przenieść do bazyliki św. Mikołaja. Pozwolenie uzyskała. Ciało złożono w bazylice w czarnym sarkofagu, na którym umieszczono rzeźbę klęczącej królowej.
– Bona przysłania często Polakom św. Mikołaja, który w samej tylko Europie jest patronem około tysiąca świątyń. Wchodzą do kościoła i od razu pytają: – Gdzie jest Bona?
Aleksander zachęca do podróży po południowej Italii, pełnej wielkich świętości i styku kultury Wschodu i Zachodu. Niedaleko Bari jest miasto Alghero Bello. Znajduje się ono na liście UNESCO. W nim są chronione relikwie świętych Kosmy i Damiana, duchowych opiekunów miasta.
Putini to miasto, w którym się chroni część głowy archidiakona Stefana.
Niezwykle ciekawe jest miasto Gargano. Znajduje się tam wielka świętość – Niebiańska Bazylika Archidiakona Michała, tak się nazywa. Archanioł Michał w końcu V wieku cztery razy ukazał się mieszkańcom miasta. Pierwszy raz biskupowi Laurencjuszowi. – Wybrałem tę grotę. Idź i poświęć ją. Kto będzie tam się modlił, temu zostaną wybaczone grzechy – usłyszał biskup słowa archidiakona. Słowa te zostały wyciosane na architrawie przy wejściu do świątyni. 8 września 493 roku biskupi i lud szli w procesji, by poświęcić grotę. Gdy weszli do groty, zastali na ołtarzu krzyż, obok pieczęć obecności archanioła Michała, odcisk jego stopy. W tym miejscu założono klasztor. Zarządzają nim polscy mnisi. Przybywa tu ogromna liczba pielgrzymów.
Wspaniałe jest Taranto, sześćdziesiąt kilometrów od Bari. Wydrążono tam w IX wieku trzysta pieszczernych świątyń. Drążyli je głównie bizantyńscy mnisi, którzy uciekali przed herezją ikonoklazmu. Podobne świątynie zachowały się na północy Afryki, południu Francji, na Krymie, w tureckiej dziś Kapadocji.
Na południe Italii trafiło wiele cudotwórczych bizantyńskich ikon, też głównie w okresie ikonoklazmu, jedna z nich do miasta Monopoli. Kończył się XI wiek. Biskup wzniósł ściany świątyni i nie miał pieniędzy na jej przykrycie. Zaczął się modlić i pościć. Na trzeci dzień z rana przybiła do brzegu ogromna tratwa. Na niej bizantyńska ikona. Ikona okazała się cudotwórcza. Stała się główną świętością miasta. A z drewnianej tratwy zrobił biskup dach świątyni.
– Podróż po takich miejscach zostaje w pamięci na całe życie – mówi Aleksander. – Ale trzeba się do niej wcześniej przygotować, dobrze zaplanować, przeznaczyć na nią chociaż tydzień. Niedawno przez tydzień pilotowałem dziecięcy arcybiskupi chór z Jekaterynburga. Odbyliśmy wspaniałą podróż po południowej części Italii, zahaczyliśmy także o Rzym. Dzieci uczestniczyły w sześciu Liturgiach. Usłyszały opowieści o mnóstwie cudów, ujrzały wiele świętości.
– Nasz region jest jakby stworzony do tego, by się tu modlić i odpoczywać – sumuje Aleksander Denisow. – Mamy świętości, ale i bardzo czystą wodę, piękne plaże, brzeg o długości 380 kilometrów. Z każdym rokiem przybywa coraz więcej pielgrzymów. Będzie nam przyjemnie, jeśli będą do nas przyjeżdżać z Polski prawosławni bracia w wierze.

Anna Radziukiewicz

fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token