Numer 5(347)    maj 2014Numer 5(347)    maj 2014
fot.Gali Tibbon
PASCHA - NOWE DOŚWIADCZENIE CZASU
o. Aleksander Schmemann

W centrum cerkiewnego roku, w centrum czasu u chrześcijan zawsze znajduje się święto Paschy. Święto to na długo przed narodzeniem Jezusa Chrystusa świętowano jako wiosenne odnowienie przyrody, a następnie w Starym Testamencie jako wyzwolenie z niewoli i zapowiedź przyszłego triumfu Królestwa Bożego. Chrześcijaństwo i Cerkiew przyjęły te dwa wymiary, łącząc je z głównym wydarzeniem całej chrześcijańskiej wiary – ze zmartwychwstaniem Chrystusa.

Zgodnie z Ewangelią Chrystus zmartwychwstał w pierwszym dniu tygodnia. Według ówczesnego odmierzania czasu ostatnim dniem tygodnia, jego ukoronowaniem, była sobota – dzień siódmy. Był to jednocześnie zarówno dzień spokoju (odpoczynku), jak i dzień uroczystego, radosnego wychwalania Boga w Jego stworzeniu.
Siódmy dzień i sama liczba siedem przyjęły w starożytnej religijnej symbolice znaczenie pełni, zakończenia, doskonałości. Cyfra siedem – a trzeba pamiętać, że dla całego starożytnego świata cyfry miały głębokie religijno-symboliczne znaczenie – stała się symbolem tego świata jako kosmosu, o którym Bóg, jego Stwórca powiedział: „A było to bardzo dobre” (por. Rdz 1,31). Dlatego i czas świata odlicza się cyfrą siedem – tygodniem składającym się z siedmiu dni.
Dla naszego współczesnego, czyli powszedniego, pozbawionego radości rozumienia świata i czasu, wszystkie te symbole wydają się jakimiś dziecinnymi wymysłami. Ale chodzi nie o to, żebyśmy znowu tym symbolom nadawali wielką rangę, lecz o to, żebyśmy zrozumieli wyrażone w nich odczuwanie świata. Przecież w dalszym ciągu żyjemy w tym odmierzanym przez siedem dni czasie i wszystkie próby, najbardziej racjonalne, najbardziej wydawałoby się słuszne, zamiany tej siedmiodniowej rachuby, nigdy się z jakiegoś powodu nie udawały. Czyż nie oznacza to, że w starożytnym sposobie odliczania czasu jest jakiś sens, którego nie rozumiemy tylko dlatego, że w swojej racjonalnej dumie nie chcemy uznać, że starożytne rozumienie świata jest poważne i głębokie?
A to rozumienie świata w najprostszej jego formie sprowadza się do dwóch odwiecznych i niezniszczalnych pomiarów, czyli aspektów ludzkiego przeżywania i przyjmowania czasu. Z jednej strony czas, z uwagi na jego cykliczność, zamknięty w nim wieczny obieg, wieczny powrót, jest jakby obrazem świata w jego doskonałości i pełni.
Życie jest zamknięte w czasie i w nim wyraża siebie w sposób pełny i doskonały. Wiosna i lato, jesień i zima, ranek i południe, wieczór i noc – wszystko to są etapy samego życia, niezbędne do jego spełnienia. Jest to pozytywny albo – używając języka religijnego – kosmiczny sens tego czasu, którego symbolem dla starożytnego człowieka była cyfra siedem. Ale z drugiej strony czas jest najbardziej oczywistym, najbardziej nieuchronnym obrazem niewoli i śmiertelności zarówno człowieka, jak i wszystkiego na tym świecie.
Z czasu nie ma dokąd wyjść, on miarowo odlicza swoje terminy, prowadzi wszystko to co istnieje do nieuniknionej śmierci i właśnie to wyraził Włodzimierz Sołowjow, łącząc w swym słynnym zdaniu pojęcie czasu z pojęciem śmierci: „Śmierć i czas królują na ziemi”. Tam gdzie jest czas, tam też jest zawsze śmierć. Ale czas jest wszędzie, a więc i śmierć przetyka sobą całą jego tkaninę. Czas to obraz życia i czas – to także obraz śmierci i droga do śmierci. Wszystko to jest zawarte w tym starożytnym doświadczeniu świata, które wyraziło swoje rozumienie czasu cyfrą siedem, gdzie jest ona światem w jego doskonałości i jednocześnie w jego ograniczoności i śmiertelności, radością życia i narastającym w nim smutkiem śmierci.
Współczesne ideologie, „rozwodząc” te stare wierzenia, pogardzając nimi z wysokości swej pseudonaukowej wielkości, myślą, że znalazły odpowiedź na najgłębsze pytania człowieka: na czym polega owa płynność, po co dawana jest radość, jeśli za nią w sposób nieunikniony następuje rozłąka, rozpad, zniknięcie, śmierć? W rzeczywistości te ideologie żadnej odpowiedzi nie dają i „szczęście”, które im obiecują, mimo wszystko napotyka śmierć. Ale na tym cała sprawa polega, że paschalna radość, którą u zarania naszej ery chrześcijaństwo zwyciężyło świat, była odpowiedzią na odwieczną tęsknotę człowieka, na dwoistość życia jako radości i jednoczesnego umierania.
Dopiero teraz możemy rozszyfrować na pozór drugorzędny, ale dla pierwszych chrześcijan bardzo ważny szczegół Ewangelii: Chrystus zmartwychwstał pierwszego dnia tygodnia, tzn. w dniu, który następował po sobocie i znacznie później, już za cesarza Konstantyna (w IV wieku), zastąpił jako oficjalny dzień odpoczynku sobotę, tj. dzień siódmy. Właśnie ten dzień, dzień pierwszy, zaczął być czczony jako dzień Zmartwychwstania i nawet bezbożnikom nie udało się usunąć jego nazwy (po rosyjsku woskresienije) z naszego języka.
Dzień pierwszy nowych czasów, nowego życia – tego, które zajaśniało z grobu i nad którym, zdaniem apostoła, śmierć nie ma już władzy (Rzym 6,9). Trzeba rozumieć i poczuć, że chrześcijaństwo rozpoczyna się od nowego poczucia czasu – poczucia, że czas przestaje być związany ze śmiercią. Śmierci! Gdzie twoje żądło? Piekło! Gdzie twoje zwycięstwo? (1 Kor 15,55) – to jest sedno, płomień chrześcijańskiej wiary. Śmierć została zwyciężona, śmierć przestała być beznadziejną rozłąką, w świecie rozpoczęło się Zmartwychwstanie – nastąpił nowy dzień, pierwszy dzień całego stworzenia, pokonujący ograniczoność czasu, wnoszący w niego radość wieczności i wiecznego życia. Właśnie tutaj leży chrześcijański fundament Paschy jako nowego odczuwania i nowego doświadczania czasu.
Wiara w zmartwychwstanie Chrystusa radykalnie zmienia nasz stosunek do śmierci. Śmierć napełniona jest teraz światłem, śmierć przestała być pozbawionym sensu urwaniem. W Chrystusie staje się etapem życia, krokiem ku zmartwychwstaniu wszelkiego ciała, ku temu ostatecznemu odnowieniu wszystkiego w Bogu, które chrześcijanie nazywają Królestwem Bożym.
Należy podkreślić: nie jest to wiara w jakieś tajemnicze życie pozagrobowe, wiarę taką mieli przecież ludzie także przed Chrystusem – nie, to wiara właśnie w zmartwychwstanie, tzn. w przywrócenie życia w całej jego pełni i w całej jego doskonałości. Kak budto wsio, szto było i proszło, uże poznało radost’ woskresienija – ten wers Bunina dobrze oddaje paschalne poczucie czasu w chrześcijaństwie. Oto dlaczego Pascha jest „Świętem Świąt”, to słońce, które przenika i oświeca cały czas, oto dlaczego jest ona kluczem do chrześcijaństwa.
Paschę poprzedza długi smutek Wielkiego Postu – czas oczyszczenia, zagłębienia się człowieka w swoje życie wewnętrzne. Ten smutek prowadzi zatem do Wielkiego Tygodnia – wspominania dzień po dniu, krok po kroku tego pojedynku ze śmiercią, złem i rozpadem, co stanowi najwyższy punkt ziemskiego życia Chrystusa. I w końcu wszystko rozpływa się w świetle i radości paschalnej nocy, kiedy rzeczywiście dowiadujemy się po raz kolejny, że śmierć została zniszczona i żyzń żytielstwujet.

o. Aleksander Schmemann

tłum. Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token