o. Aleksander Makal archimandryta o. Andrzej
Numer 5(347)    maj 2014Numer 5(347)    maj 2014
fot.Gali Tibbon
I tym, którzy zginęli i tym, którzy żyją
Anna Radziukiewicz

13 kwietnia 2014 roku, dzień Wjazdu Pańskiego do Jerozolimy, pamiętny, historyczny dla Łaźni i okolicznych wsi – Podłaźni, Surażkowa, Sokołdy, Podsokołdy, Woronicz, Międzyrzecza, Pieczonki. W Łaźniach władyka supraski Grzegorz poświęcił kamień węgielny pod budowę cerkwi. W uroczystej modlitwie wziął udział archimandryta supraskiej ławry o. Andrzej wraz z braćmi i o. Aleksander Makal, nestor duchownych w Polsce. Na uroczystość przybyło kilkaset osób – pielgrzymów i wiernych supraskiej przymonasterskiej parafii, bo to ona zrodziła świątynię w Łaźniach, oddalanych od Supraśla o dziesięć kilometrów.

Nie ma większego szczęścia na ziemi jak być w domu Bożym – mówił władyka Grzegorz. Błagotat’, jaka znajduje się na miejscu chramu Bożego, uświęca i oświeca nie tylko człowieka, ale i powietrze, całą przyrodę, cały świat. I dlatego pozostawanie w cerkwi jest dla nas tak ważne, tak przepiękne.
Władyka odniósł się do mordu, dokonanego przez hitlerowców w październiku 1943 roku na mieszkańcach Łaźni i okolicznych wsi, kiedy zginęło 55 osób, w tym dzieci i kobiety (więcej o tragedii napiszemy w jednym z kolejnych wydań PP).
– Ta ziemia została zroszona krwią niewinnych ludzi. W nowej świątyni będzie dokonywała się bezkrwawa ofiara. Będą w niej wspominani zabici, zmarli i oczywiście żyjący.
– Wybraliśmy patrona cerkwi, niebiańskiego opiekuna. Jest nim arcybiskup Łukasz (Wojno-Jasieniecki). Jest on nam bliski w czasie, ponieważ większość jego życia upłynęła w XX wieku. Był biskupem i chirurgiem, ispowiednikiem. Pokazał, jak należy twardo stać przy prawosławiu. Jego ojciec pochodził z Polski. Nie ma cerkwi w Polsce poświęconej jego imieniu. W Łaźniach będzie pierwsza.
Święty Łukasz służył Bogu całym jestestwem. Na początku wszystko wskazywało na to, że będzie malarzem, on jednak zastanawiał się, w jaki sposób ma pomagać innym, nieść miłość bliźniemu? Dlatego wybrał drogę lekarza, stał się chirurgiem. Operował ludzi w czasie wojny. Jego wielki intelekt współbrzmiał z wielkim sercem. Był swiatitielem i lekarzem, tak jak Łukasz apostoł. Dla nas jego osobowość jest niepowtarzalna. Jesteśmy bardzo radzi, że św. Łukasz pozostanie patronem cerkwi – kończył władyka z nadzieją, że w Łaźniach będzie teraz częściej sprawowana Liturgia.
Wcześniej bowiem mieszkańcy Łaźni i okolicznych wsi gromadzili się na modlitwie w domu opieki w Łaźniach. Spieszyli do nich suprascy mnisi. Ale kiedy dom zmienił swą funkcję, zabrakło miejsca na modlicerkiewki, opowiadał archimandryta o. Andrzej.
– Kilka lat temu spotkaliśmy się z mieszkańcami tej ziemi przy krzyżu, by się pomodlić. „Jak dobrze byłoby, gdybyśmy mogli zbierać się tu na modlitwę w cerkiewce” – ktoś głośno sformułował myśl. Niektórzy z was wskazali na ten plac. Wszyscy jednogłośnie zdecydowali, że należy zwrócić się do burmistrza gminy Supraśl, wtedy Wiktora Grygiencza, by rada miejska za tak zwaną symboliczną złotówkę przekazała plac pod budowę czasowni. We wsiach zbieraliśmy podpisy, popierające tę myśl. Zgromadziliśmy ich prawie sto. Zleciliśmy architektowi Aleksandrowi Bielskiemu wykonanie projektu cerkwi, która będzie jednocześnie pomnikiem ofiar, które niewinnie zginęły w czasie II wojny.
Archimandryta dziękował władyce Grzegorzowi, o. Aleksandrowi Makalowi, braciom świętej obitieli supraskiej, staroście cerkiewnemu, radzie parafialnej, mieszkańcom wsi, cerkiewnemu chórowi.
Szczególnie dziękował ktitorom – pani Joannie z Białegostoku i panu Andrzejowi z Warszawy (chcieli pozostać w cieniu), dzięki pomocy których cerkiew zaczęto budować, architektowi cerkwi, który projekt świątyni wykonał w darze, Janowi Skiepko z Narewki, budowniczemu świątyni, radnemu gminy Gródek, Mirosławowi Nosowi za cenne rady, Grzegorz Jasiukiewiczowi, Anatolowi Czabanowi, Januszowi Tałuciowi za wykonanie tuby ze stali nierdzewnej, w której umieszczono akt erekcyjny, Sławomirowi Nazarukowi za organizację pielgrzymki z Białegostoku, radnym gminy Supraśl – Danielowi Sadowskiemu i Grzegorzowi Hołubowiczowi oraz tym wszystkim, którzy pozostają jak pod telefonem alarmowym, stawiając się do wszystkich prac i zadań, o jakie archimandryta prosi, by dzieło rosło wo sławu Bożyju.
Już przy agapie architekt Aleksander Bielski zauważył:
– To był pomysł archimandryty o. Andrzeja, by stawiać maleńkie cerkiewki w większych wsiach, by to cerkiew przyszła do ludzi, zwykle starszych, którzy nie mają sił dotrzeć do swej odległej parafialnej świątyni. Ta cerkiewka mogłaby pełnić rolę prototypowej, bardzo małej. Takie świątynie mogłyby powstawać w miejscowościach wschodniej Polski. Wiem, że taką są już zainteresowani mieszkańcy nadgranicznej, puszczańskiej wsi Masiewo.
Cerkiew jest zaprojektowana na planie krzyża z centralną kopułą. Podobna, choć większa, stoi w skicie w Odrynkach. Została wykonana według projektu tego samego architekta.
– Bardzo rzadko architekt jest do końca zadowolony ze swego projektu – mówił Aleksander Bielski, pracujący w zawodzie 32 lata. – Tymczasem z tego projektu, który powstawał błyskawicznie, jestem bardzo zadowolony, choć mały obiekt, a takim jest ta cerkiewka, gdzie każdy centymetr jest ważny i każdy detal musi być przemyślany, trudniej jest projektować niż obiekt duży.
Na uroczystości dużo było szczęśliwych ludzi, wśród nich o. Aleksander Makal, który odwiedzał z modlitwą w latach siedemdziesiątych mieszkańców Łaźni i innych puszczańskich wsi w okolicach. Jeździł do nich święcić paschę.
– Cerkiew będzie służyła i tym pięćdziesięciu pięciu ludziom, którzy w tej wsi zginęli w czasie drugiej wojny – mówił i opowiadał: – Niemcy zabrali Kraśnickiemu z Sokołdy żonę i małe dziecko. Kraśnicki wziął butelkę z mlekiem i niósł ją, by napoić dziecko. Spotkali go Niemcy. Zapytali o nazwisko. Okazało się, że znajdował się na liście osób przeznaczonych do rozstrzelania. Zginął natychmiast. Przy ekshumacji znaleziono przy nim butelkę z mlekiem. Zmarli potrzebują modlitwy. Ta świątynia będzie dla nich najlepszym pomnikiem.
Szczęśliwa była Barbara Łaszewicz. – Mój tata, Włodzimierz Karpowicz, urodził się 1920 roku w Łaźniach, niemal w sąsiedztwie placu, na którym stanie cerkiew – mówi pani Barbara. Uczył się w szkole podstawowej w Supraślu, potem w innych szkołach.
Włodzimierz Karpowicz był znanym lekarzem.
Szczęśliwy jest i Wiesław Wróblewski, urodzony w sąsiednich Pieczonkach. Przyjechał na uroczystości z żoną Haliną. Ich córka wybrała drogę mniszki.
Szczęśliwi są wszyscy mieszkańcy Łaźni i innych wsi, szczęśliwi, że mają takich dobrych braci ze sławnego supraskiego monasteru.


Anna Radziukiewicz


fot. Jarosław Charkiewicz i autorka


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token