Numer 5(347)    maj 2014Numer 5(347)    maj 2014
fot.Gali Tibbon
Politykę oddzielam od kultury
Anna Radziukiewicz

Z MICHAŁEM KAMIŃSKIM

posłem do Parlamentu Europejskiego

rozmawia Anna Radziukiewicz

Anna Radziukiewicz: – Minęła czwarta rocznica katastrofy pod Smoleńskiem samolotu prezydenckiego. Wśród ofiar tragedii był arcybiskup generał Miron (Chodakowski). W nekrologu władyki Mirona napisał Pan: „Kościół prawosławny stracił władykę, armia generała, a ja przyjaciela”. Czas zatarł intensywność tamtej przyjaźni?
Michał Kamiński: – Bynajmniej. Im dalej jestem od tragedii, tym bardziej widzę jego dobro. Ofiarnie służył Polsce i społeczności, której był wiernym synem. Dla mnie jest to rana, która nie może zostać zagojona. Brakuje mi jego ciepła, rady, modlitwy, możliwości rozmawiania o sprawach, które są dla mnie ważne. Władyka Miron zawsze miał dla mnie czas i serce. Niedawno obejrzałem film Romana Wasiluka „Droga arcybiskupa Mirona”, piękny. Usłyszałem głos władyki i miałem wrażenie, że za moment znów go ujrzę. Spotkanie z władyką Mironem było z całą pewnością jednym z najważniejszych wydarzeń w moim życiu. Tragicznego wymiaru nabiera fakt, że po raz pierwszy spotkaliśmy się w Katyniu 17 września 2007 roku.
Wtedy zaczęliście rozmawiać?
– Najpierw arcybiskup zwrócił na siebie moją uwagę niezwykle poruszającym przemówieniem. Nad grobami pomordowanych oficerów Wojska Polskiego różnych wyznań i narodowości nabrało ono szczególnego znaczenia. Po uroczystościach pojechaliśmy do Smoleńska, gdzie razem modliliśmy się przed Smoleńską Cudotwórczą Ikoną Bogarodzicy. Od tego czasu zaczęła się nasza przyjaźń.
Był Pan wtedy sekretarzem stanu w kancelarii prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
– I to właśnie wtedy arcybiskup Miron towarzyszył mi w wielu oficjalnych wyjazdach, zwłaszcza na Wschód, gdzie był dobrym przykładem otwartej i tolerancyjnej Polski.
– Sądzi Pan, że tylko w Pana pamięci, jako polityku szczebla ogólnopolskiego, pozostawił władyka Miron tak głęboki ślad?
– Znam wiele osób nieprawosławnych, które bardzo dobrze wspominają arcybiskupa, szczególnie ci związani z siłami zbrojnymi.
Postrzegaliśmy władykę Mirona jako osobę świetnie zorganizowaną, od początku jego posługi w Cerkwi.
– Miał w tym względzie specjalny charyzmat, dany mu przez Pana Boga.
Kiedy patrzyło się na arcybiskupa z dystansu, mógł wyglądać na osobę surową, z bliska okazywał się być ciepły i zainteresowany drugim człowiekiem.
– Miałem takie same wrażenie. Władykę poznałem od czysto ludzkiej strony, w trudnych dla mnie chwilach. Ofiarowywał mi swój czas, uspokajał. Miał tę bardzo ważną dla kapłana cechę – poszukiwał dobra w drugim człowieku. Chciał wydobyć z bliźniego to co w nim najlepsze, a nie potępiać za to, co w nim najgorsze.
Odwrotnie niż politycy?
– Dokładnie.
Czego Pan, jako polityk, mógł się od arcybiskupa nauczyć?

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token