Numer 5(347)    maj 2014Numer 5(347)    maj 2014
fot.Gali Tibbon
To ważne kogo wybieramy
Eugeniusz Czykwin
25 maja wybierzemy 51 europosłów, którzy reprezentować będą Polskę w Parlamencie Europejskim. Z okręgu, tworzonego przez województwa podlaskie i warmińsko-mazurskie, wybranych zostanie dwóch, może trzech deputowanych. Poproszony, choć nie była to łatwa decyzja, także zgodziłem się kandydować. Będę „trójką” – trzeci na liście SLD-UP. Liderem listy będzie profesor Tadeusz Iwiński.
Majowe wybory są pierwsze z całego cyklu – jesienią bieżącego roku wybierać będziemy samorządy, a jesienią przyszłego roku kończy się kadencja Sejmu, Senatu i prezydenta RP. Czeka więc nas nieustająca kampania, której towarzyszyć będzie, już tego doświadczamy, partyjna bijatyka.
Jak na razie największym poparciem w sondażach cieszą się rządząca, kierowana przez Donalda Tuska, Platforma Obywatelska i walcząca o powrót do władzy partia Jarosława Kaczyńskiego, Prawo i Sprawiedliwość.
Inne prawicowe partie, w tym wspierany przez Aleksandra Kwaśniewskiego Twój Ruch Janusza Palikota, także PSL, balansują na pięcioprocentowym progu poparcia i walczą o przetrwanie. Poparcie SLD rosło do wybuchu ukraińskiego kryzysu. Straszenie Putinem i wojną, w czym prześcigają się politycy PO i PiS, wzrost ten zahamował. Jeśli do 25 maja nic szczególnego się nie wydarzy, to swoich przedstawicieli w Parlamencie Europejskim mogą mieć tylko trzy (PO, PiS i SLD) partie. Jeśli tak się stanie, to również po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych te trzy partie decydować będą o kształcie rządu. Ponieważ koalicja PiS-SLD nie wchodzi w grę, jedyną alternatywą będzie rząd PO-SLD, chyba że – co mało prawdopodobne – poparcie dla PSL podskoczy do poziomu 15-18 procent.
Tak więc w najbliższych eurowyborach gra toczyć się będzie nie tylko o to, która z partii zdobędzie jeden-dwa mandaty więcej. Od ich wyniku w dużym stopniu zależeć będzie kto i jak długo będzie sprawował rządy w Polsce. I właśnie dlatego zdecydowałem się kandydować w tych wyborach i przekonuję tych, którym nie jest wszystko jedno kto rządzi, do wzięcia w nich udziału.
Startując w wyborach do Sejmu zawsze miałem jasno określony cel. Było nim zapewnienie zamieszkującym nasz kraj mniejszościom, w pierwszej kolejności prawosławnym, prawnych gwarancji zachowania i rozwoju ich wiary, kultury, języka. Cel ten – po szczęśliwym przeprowadzeniu ustaw o Cerkwi prawosławnej, a następnie o mniejszościach narodowych i etnicznych, kilku innych, mniej ważnych, aktów prawnych – został osiągnięty.
Gorzej było z inicjatywami, mającymi na celu zahamowanie wyludniania się obszarów zamieszkałych przez mniejszość białoruską i powstrzymania szybkiej polonizacji tej społeczności. Od lat bezskutecznie zabiegam także o choćby symboliczne zadośćuczynienie rodzinom ofiar polskiego podziemia – rodzinom sprawców tych zbrodni polskie państwo odszkodowania wypłaciło.
Innym, ważnym dla mieszkańców naszego regionu, problemem jest stan stosunków z naszymi wscho-dnimi sąsiadami. W ubiegłym roku obywatele przedstawianej przez polskie media jako biednej i zacofanej Białorusi zakupili w sklepach województwa podlaskiego towary za ponad miliard złotych. Jeszcze większe profity czerpią handlowcy województwa warmińsko-mazurskiego i Trójmiasta – Gdańsk, Gdynia i Sopot zostały włączone do strefy bezwizowego ruchu – z przyjeżdżających z obszaru kaliningradzkiego obywateli Rosji. Korzyści z przygranicznego położenia województwo podlaskie mogłyby być znacznie większe, gdyby Białoruś zgodziła się – Polska to już uczyniła – na wprowadzenie w strefie przygranicznej bezwizowego ruchu.
W czasie spotkania poselskiego Zespołu do spraw Współpracy z Republiką Białoruś, którym kieruję, zapytałem ambasadora RB Wiktora Gajsionka, od czego Białoruś uzależnia swoje stanowisko. – Będą – odpowiedział – normalne stosunki między naszymi krajami, będzie bezwizowy ruch.
Nałożone na Białoruś przez Unię Europejską za łamanie swobód demokratycznych sankcje nie ułatwiają rozmów z władzami Białorusi. Również wprowadzone w związku z sytuacją na Ukrainie, o co Polska zabiegała, sankcje wobec Rosji będą negatywnie wpływać na gospodarczą i handlową współpracę z tym krajem. Dostrzegając to zagrożenie liderzy SLD Leszek Miller i PSL Janusz Piechociński dystansują się od wręcz wojennej retoryki liderów PO i PiS. Politycy PSL podkreślają, że ich nie było na Majdanie i w odróżnieniu od polityków PO i PiS „przede wszystkim bronić będą polskich interesów”. Bronić jest czego, bo już dziś na zakazie importu mięsa wieprzowego do Rosji i na Ukrainę tracimy 10 milionów złotych dziennie. Ostatnio Rosja wstrzymała import produktów mlecznych z podlaskiej Mlekovity, podobny los może spotkać polskie jabłka i warzywa, nie można także wykluczyć, że również bezwizowy ruch z obwodem kaliningradzkim zostanie ograniczony lub wręcz wstrzymany.
Dotychczas rząd w ograniczonym zakresie podejmuje środki zaradcze wobec polskich producentów żywności. Jeśli jednak na naszej wschodniej granicy wyrastać będzie nowy „mur berliński”, straty odnotują – i to w pierwszej kolejności – regiony przygraniczne. W tym miejscu zasadne staje się pytanie, czy my, zwykli obywatele, możemy mieć jakikolwiek wpływ na rozwój sytuacji. Duża część społeczeństwa uważa, że nawet na to co dzieje się w kraju, nie ma żadnego wpływu i w związku z tym w żadnych wyborach udziału nie bierze – frekwencja w ostatnich, w 2011 roku, wyborach do Sejmu w naszym województwie wyniosła 46,5 proc a w wyborach do europarlamentu w 2009 roku 21,6 proc., w powiecie hajnowskim w wyborach tych uczestniczyło zaledwie 15 procent uprawnionych.
Wszystkim moim, także tym, którzy nie uczestniczą w wyborach, znajomym zależy na dobrych stosunkach z naszymi sąsiadami zza wschodniej granicy. Chcieliby, by granice, choćby dla drobnego handlu, były łatwe do przekraczania. Również z tego powodu powinno im zależeć, by reprezentantem w europarlamencie była osoba otwarta na współpracę z „ruskimi”, choć trochę orientująca się w historii, kulturze, zwyczajach naszych wschodniosłowiańskich sąsiadów. W poprzednich, w 2009 roku, wyborach o mandaty europosłów w naszym okręgu rywalizowali specjalizujący się w problematyce międzynarodowej, doskonale znający Rosję i byłe republiki radzieckie, władający kilkoma obcymi językami, prof. Tadeusz Iwiński (SLD) i Jacek Kurski (PiS), który publicznie prezydenta Rosji Władimira Putina nazywa „małym Hitlerem”. Europosłem wybrany został Jacek Kurski.
Trudno przewidzieć rozwój sytuacji na Ukrainie, której z całego serca prawosławni w Polsce życzą jak najszybszego, pokojowego rozwiązania zaistniałych problemów i napięć. W poszukiwaniu pokojowych rozwiązań problemów nękających Ukrainę, z pewnością bardziej przydatni mogą być tacy politycy jak profesor Tadeusz Iwiński, a nie jastrzębie pokroju Jacka Kurskiego. To, że nawet jeden, wspierany przez małe środowisko człowiek może w relacjach między narodami i państwami uczynić wiele dobrego, świadczy przykład ś.p. Kazimierza Morawskiego. Budowanie przez wiele lat, w czym czynnie uczestniczyłem, dobrych relacji z Rosyjską Cerkwia Prawosławną znacząco przyczyniło się do podpisania przez patriarchę Moskwy i całej Rusi Cyryla oraz przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski arcybiskupa Józefa Michalika historycznego aktu – wezwania o pojednanie narodów Polski i Rosji.
Do budowania dobrosąsiedzkich stosunków z Białorusią, Rosją, Ukrainą, także innymi państwami z obszaru byłego ZSRR, potrzebni są politycy otwarci na dialog i porozumienie. Nie brakuje takich wśród kandydujących w zbliżających się eurowyborach. Od nas także zależy, kto zostanie wybrany. Jeśli ktoś z Państwa, szanowni Czytelnicy, zechce oddać swój głos na mnie, to zapewniam, że jeśli zostanę wybrany, będę starał się wszystkich mieszkańców naszego województwa godnie reprezentować. Deklaruję także, że jeśli zostanę wybrany, połowę należnego europarlamentarzystom wynagrodzenia przeznaczać będę na społecznie użyteczne inicjatywy prawosławnej społeczności.
Państwu i Państwa rodzinom, życzę Paschalnej radości.

Christos Woskresie!

Eugeniusz Czykwin



Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token