Numer 6(348)    czerwiec 2014Numer 6(348)    czerwiec 2014
fot.
Moi przodkowie byli bieżeńcami
Helena Matejczuk
W dzieciństwie opiekowała się mną babcia Anastasija. Kiedy zapadał zmrok – babcia mówiła, że to „szaraja hadzina”, oszczędzała naftę, nie zapalała lampy, siedziała ze mną na sofce, modliła się, a potem opowiadała mi historie swojego życia. Dla mnie były jak bajka, chociaż nieraz straszna, a to było prawdziwe życie babci.
Rodzice mojej mamy Anny, Iwan Bura (ur. 1882 r.) i Anastasija Bura z domu Bura (ur. 1888 r.) urodzili się we wsi Podozierany w gminie Gródek. Pochodzili z biednych domów. Małe gospodarstwa nie pozwalały na wyżywienie rodzin. Na przykład moja babcia pierwsze prawdziwe buty otrzymała dopiero od swego męża.
Po zawarciu małżeństwa dziadkowie wyjechali z rodzinnej wsi, w poszukiwaniu chleba. Zamieszkali w Michałowie. Dziadek pracował w fabryce włókienniczej, a po pracy pomagał budować michałowską przepiękną cerkiew. Potem Anastasija i Iwan przenieśli się do wsi-osady Rabinówka, położonej niedaleko kolonii Mieleszki (Sety), dzisiaj już nieistniejącej. W Rabinówce była niewielka fabryka włókiennicza (folusz), w której pracował dziadek. Robotnicy mieszkali w barakach. Każda rodzina miała jedną izbę i kuchnię, przydomowe ogrody i mogła korzystać z okolicznych pól. Dziadkowie mieli krowę, kury, świnki. Żyli spokojnie i jak na owe czasy dostatnio. We wsi był też pałac, który właścicielka (barynia) przegrała w karty.
Przyszedł rok 1914. Do wsi przyjechali kozacy. Namawiali, straszyli prawosławnych, nakłaniali do wyjazdu na wschód, do Rosji. Twierdzili, że Niemcy palą ludzi w żelaznych piecach. Wówczas tego nie robili, ale w czasie drugiej wojny światowej jak najbardziej.
Dziadek sprzedał część dobytku, kupił konia, zbudował budę na wzór cygańskiej, zabrał żonę i dzieci (Iwana ur. 1907, Annę ur. 28 kwietnia 1912 i Mikołaja ur. 25 sierpnia 1914 roku) i wyjechali na wschód. Zbliżała się zima, chłód, koniowi brakowało jedzenia. Rodzina przesiadła się do pociągu, do towarowych wagonów, i jechała dalej. W Moskwie władze carskie oświadczyły, że dziadek ma iść do wojska albo budować kolej w okolicach Murmańska. Dziadek wybrał kolej, a babcię wraz z dziećmi zawieźli aż pod Ural, do wsi Lewaszowo (może inaczej nazywała się wieś, ale taką nazwę zapamiętałam). Mieszkańcy wsi bardzo serdecznie i gościnnie przyjęli bieżeńców. Babcia z dziećmi mieszkała u jednej z rodzin, miała dach nad głową i za drobne usługi wyżywienie.
Przyszedł rok 1917, rewolucja, wojna domowa. Wojsko rekwirowało żywność, nastał głód i choroby. Babcia i siostra mojej mamy, Maria (nie wiem, kiedy i gdzie się urodziła) zachorowały na tyfus. Babcia wyzdrowiała, Maria zmarła.
Mimo wojennej zawieruchy, jaka zapanował w Rosji, dziadkowi za pomocą Czerwonego Krzyża udało się odnaleźć rodzinę i przesłać odpowiednie dokumenty, na podstawie których babcia z dziećmi mogła udać się w podróż do miejscowości Koło niedaleko Murmańska, gdzie mieszkał i pracował dziadek. Podróż trwała ponad dwa miesiące, pociągi stały nieraz po kilka dni, było zimno, głodno, jednak dzięki dobrym ludziom i punktom Czerwonego Krzyża, działającym na stacjach, udało się babci dojechać do celu. Dziadkowi powodziło się dość dobrze, bo oprócz pracy na kolei szył ubrania ze skór reniferów dla tubylców. Szycia dziadek nauczył się od swego ojca, który w Podozieranach szył kożuchy i dlatego rodzina dziadka nazywana była we wsi Kraucy. Wreszcie po kilku latach rodzina się połączyła. W 1919 roku moja mama rozpoczęła naukę w szkole rosyjskiej, udało się jej ukończyć dwie klasy i to była jej jedyna w życiu szkoła.
W 1921 roku, na podstawie umowy zawartej między Polską a Rosją Radziecką, bieżeńcy mogli wracać do swoich rodzinnych stron. Mimo namowy władz rosyjskich, by pozostali w Rosji, dziadek postanowił wrócić do Rabinówki. Podróż trwała ponad miesiąc, w czasie której babcia urodziła najmłodszego syna Aleksandra.
Wrócili do Rabinówki. Z całego dobytku pozostały jedynie nożyczki. Przed wojną w Rabinówce babcia siała len, przędła, tkała z niego materiał, a potem ręcznie szyła dla całej rodziny ubrania. Przed bieżeństwem siedziała pod drzewem i szyła. Nożyczki pozawiesiła
na gałązce. I kiedy po siedmiu latach wróciła po nożyczki, trzeba było się po nie wspinać wysoko na drzewo.W Rabinówce brakowało pracy, panował głód, babcia z najstarszym synem Wańkaj chodziła po wsiach żebrać jedzenie.
Po ciężkiej zimie rodzina wyjechała do Gródka i zamieszkała w wynajętym mieszkaniu, w pokoju z kuchnią, u rodziny Szyszków przy ulicy Koszarowej (nie ma już tej rodziny i jej domu). Dziadek, syn Iwan, a potem córka Anna pracowali w fabryce włókienniczej pana Łuńskiego (w 1939 roku został aresztowany przez władze radzieckie i ślad po nim zaginął). Kiedy pan Łuński przez krótki czas siedział w białostockim więzieniu, dziadek woził mu paczki żywnościowe. Z biegiem lat rodzina, ciężko pracując, dorobiła się własnego domku. Obecnie, po rozbudowie, mieszkają w nim wnuk i prawnuczka z rodzinami. Dziadek pod koniec swojego życia pracował jako stróż w odbudowanej po drugiej wojnie fabryce. Zmarł 1 stycznia 1957 roku w wieku 75 lat w Gródku, babcia Anastasija zmarła 25 lipca 1969 roku w wieku 81 lat, po wieloletniej ciężkiej chorobie reumatycznej (artretyzm).
Dzieci Iwana i Anastasiji już nie żyją: Iwana w 1942 w wieku 35 lat zamordowali Niemcy w Supraślu, gdzie od lat mieszkał z żoną i córką (po wojnie wyjechały na Białoruś), pracował w fabryce włókienniczej, najpewniej leży w zbiorowej mogile (cztery tysiące osób) w Białymstoku. Mikołaj zmarł 24 marca 1941 roku, Aleksander ciężko chorował na serce i zmarł 26 sierpnia 1965 roku w wieku 44 lat, pozostawił troje dzieci. Anna Matejczuk z domu Bura zmarła 6 listopada 1998 roku, miała dwóch synów i córkę.
Dzieci Iwana i Anastasiji nie żyją, ale żyją na Białostocczyźnie ich wnuki, prawnuki i praprawnuki, wykształceni, większość posiada wyższe wykształcenie, ale to już inna historia.

Halina Matejczuk, Gródek
Halina Matejczuk jest emerytką. Pracowała jako konsul RP m.in. w Lyonie, Marsylii, Kopenhadze, Moskwie.

Opinie

[1] 2016-02-14 09:38:00 Tomasz
Dzien dobry,bardzo ciekawy artykol otorz moi dziadkowie mieszkali w setach i opowiadali o rabinowce i palacu ktory juz nie istnieje.Chcialbym poprosic o pomoc skad moglbym sie dowiedziec ile lat moze miec dom po dziadkach mieleszki kol.2 mam trudnosci ze znalezieniem tych danych nie wiem gdzie siegnac po zrodla ,dziekuje slicznie pozdrawiam Tomasz
[2] 2019-02-10 22:07:00 Ewa
Dzień dobry! Pan tekst przykol moja uwagę nie tylko ze względu na ciekawa historie, ale tez na wzmiankę o przegraniu w grę w karty majątku właścicielki fabryki w Rabinowce. Otóż moi pradziadkowie mieszkali w tamtym rejonie w początkach XX wieku i posiadali (ponoć) znaczny majątek, ponad sto hektarów ziemi, który to pradziadek wygrał w karty (!) z jakimś hrabia/hrabina. Taka historia jest mi znana se niestety nie miałam nigdy sposobności jej zweryfikować lub tez potwierdzić. Pradziadek nazywał się Paweł Niegierysz, prababcia Aleksandra, z domu Sienkiewicz. Pradziadek ponoc, pochodził z Odessy lub Saratowa, zaś prababcia z Grodna. Czy przypadkiem miała Pani sposobność wśród historii opowiadanych przez bliskich słyszeć może te imiona i nazwiska? Próbuje dosciec kim byli, skąd przyszli i w jaki sposób weszli w posiadanie tych ziemi pradziadkowie i byłabym wdzięczna za każdy szczegół, wskazówkę czy radę.
Serdecznie pozdrawiam
Ewa Domagala

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token