Numer 5(359)    maj 2015Numer 5(359)    maj 2015
fot.Siergiej Prokudin-Gorskij
Ku pełnemu uduchowieniu
o. Aleksander Schmemann

Mało jest świąt tak radosnych jak Wozniesienije. Już w samym tym słowie pobrzmiewa radość, wyzwanie rzucone tak zwanym prawom natury, zawsze ciągnącym w dół, zniewalającym prawem ciężkości, przyciągania. A tu przeciwnie – lekkość, wzlot, nieskończony ruch w górę.

Wozniesienije Pańskie obchodzone jest we czwartek w szóstym tygodniu niedzieli po Zmartwychwstaniu Chrystusa, czyli czterdzieści dni po Passze. W przeddzień, we środę, dokonuje się, zgodnie z cerkiewnym ustawem, Oddanie Paschy, jakby pożegnanie z nią. Tego dnia początek i koniec nabożeństwa jest taki sam jak na Paschę. Rozlegają się stichosy Da woskresniet Bog i rastoczatsia wrazi Jego (Niech powstanie Bóg i rozproszą się wrogowie Jego), Jako isczezajet dym, da isczeznut, (Jak dym się rozwiewa, tak niech się rozwieją), Jako tajet wosk ot lica ognia (Jak wosk się rozpływa przy ogniu), Siej dień, jegoże sotwori Gospod’, wozradujemsia i wozwiesielimsia woń (Oto dzień, który uczynił Pan, radujmy się w nim i weselmy). Wygłaszając je duchowny kadzi całą cerkiew z paschalnym trójświecznikiem w rękach i w odpowiedzi na każdy wers niesie się radosne Christos woskresie iz miertwych. Żegnamy się z Paschą, „oddajemy” ją do następnego roku. I powinno być smutno na duszy, jednak zamiast smutku posłana jest nam nowa radość – przeżywanie Wozniesienija Gospodnia.

O samym tym wydarzeniu w Ewangelii Łukasza powiedziane jest tak: przekazawszy uczniom swoje ostatnie pouczenia, Pan wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Oni zaś oddali mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy (Łk 24,50-52). Powtórzmy raz jeszcze: z wielką radością! I zapytajmy siebie: z czego wynika ta wielka radość, która trwa do naszych dni i takim zaskakującym światłem wybucha w święto Wozniesienija? Przecież Chrystus jakby odszedł, jakby nas pozostawił, przecież jest to jakby dzień rozłąki. Przed nami długa, długa droga nauczania, prześladowań, mąk, herezji, których pełna jest historia chrześcijaństwa i Cerkwi… Dobiegła kresu jakby radość codziennego ziemskiego kontaktu z Chrystusem, została jakby nam zabrana opieka Jego mocy i Boskości.

Ale nie przypadkiem pewien kaznodzieja zatytułował swoje kazanie na święto Wozniesienija „Radość rozłąki”, Oczywiście, to nie odejście Chrystusa świętuje Cerkiew. Chrystus powiedział: Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,20). I cała radość chrześcijańskiej wiary wynika z uświadomienia sobie Jego obecności, z Jego słów: Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam Ja jestem pośród nich (Mt 18,20). Nie odejście Chrystusa świętujemy, lecz Jego wstąpienie na niebo. Wozniesienije to święto nieba otwartego przed człowiekiem, nieba jako nowego i wiecznego domu, wiecznej obitieli, nieba jako naszej prawdziwej Ojczyzny.

Grzech oddzielił ziemię od nieba, sprawił, że jesteśmy zwróceni ku ziemi. Grzech to zapomnienie o niebie, o tym co wyższe, duchowe i czyste, wyrzeczenie się prawdziwej natury człowieka, sprzeniewierzenie się niebu w duszy. Właśnie w dzień Wozniesienija nie możemy nie dziwić się i nie przerażać tym wyrzeczeniem, którym przeniknięty jest cały świat. Człowiek dumnie objawia, że jest jedynie materią i że oprócz materii nic nie ma. I nawet jakby cieszy się z tego, z litością i pogardą, jak o durniach i nieukach, mówi o tych, którzy jeszcze wierzą w jakieś tam „niebo”. „No, co wy! Niebo to materia i niczego więcej nie ma, nie było i nie będzie. Umrzemy, zgnijemy, a na razie zacznijmy budować raj na ziemi, zapomniawszy o tym wymyśle popów i eksploatatorów”. Tak pokrótce przedstawia się ostatnie słowo naszej „nauki”.

„I cóż proponujecie?” – zapytają nas. „A przede wszystkim, co to za niebo, na które jakoby wzniósł się człowiek? Przecież tam, na górze, nie ma niczego, o czym mówicie”. Na to pytanie niech odpowie chrześcijański kaznodzieja Jan Złotousty, żyjący szesnaście wieków temu. Mówiąc o niebie i o tym co niebiańskie, woła: „Cóż mi po niebie, jeśli sam staję się niebem?”. Niech na to pytanie odpowiedzą nasi przodkowie, którzy Cerkiew nazwali „niebem na ziemi”. Te odpowiedzi sprowadzają się w istocie do tego, w czym zamyka się chrześcijańska wiara, chrześcijańska miłość, chrześcijańska nadzieja. Do tego, że „niebo” to imię naszego powołania i ostatecznej prawdy o ziemi. Nie, nie o jakiejś pozaplanetarnej przestrzeni, nie o jakimś niewidzialnym „kosmosie” tu mowa, a o niebie, które zatraciliśmy w swoim grzechu i pysze, w swoich ziemskich – tylko ziemskich! – naukach i ideologach i które ponownie otworzył, darował nam Chrystus. Niebo to Królestwo wiecznego życia, Królestwo prawdy, dobra i piękna. Niebo to pełne uduchowienie człowieka. Niebo to Królestwo Boże, to zwycięstwo nad śmiercią, to triumf miłości i prawdziwego widzenia, to to, czego absolutnie pragniemy, o czym powiedziano: Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy go miłują (1 Kor 2,9).

Wszystko to ujawnił, wszystko to daruje nam Chrystus i dlatego niebem przenika nasze życie tutaj i teraz samą ziemię czyni odbiciem, odblaskiem niebiańskiego piękna. Kto zszedł z nieba na ziemię, żeby przywrócić nam niebo? Bóg. Kto z ziemi wznosi się na niebo? Człowiek Jezus. „Bóg – mówi św. Atanazy Wielki – stał się człowiekiem, żeby człowiek stał się Bogiem”. Bóg zszedł na ziemię, żebyśmy się wznieśli na niebo – o tym jest święto Wozniesienija, w tym jego światło, jego niewysłowiona radość. Jeśli Chrystus jest w Niebie i jeśli w Niego wierzymy, kochamy Go, to i my z Nim tam jesteśmy, w Jego Królestwie. Jeśli w Nim człowiek się wznosi, a nie pada, to w Nim także przede mną otwiera się Wozniesienije i do niego jestem powołany, i w nim otwiera się przede mną cel, sens i ostateczna radość mego życia.

Wszystko co nas otacza ciągnie nas w dół, ale ja patrzę na Boże Ciało wznoszące się na niebo, na Chrystusa wstępującego przy dźwięku trąby (por. Ps 46,6) i mówię: tutaj jest prawda o świecie i człowieku, tutaj jest to, do czego odwiecznie powołuje nas Bóg. I o tym jest święto Wozniesienija. W tym jego światło i niewymowna radość, która rozbrzmiewa w kondaku: Jeże o nas ispołniw smotrienije, i jaże na ziemli sojediniw niebiesnym, wozniesłsia jesi wo sławie, Christie Boże nasz, nikakoże otłuczajasia, no prebywaja nieotstupnyj, i wopija lubiaszczym Tia: Az jesm’ s wami, i niktoże na wy (Spełniwszy o nas Opatrzność i zjednoczywszy ziemskie z niebieskim, wstąpiłeś w chwale Chryste Boże nasz, nie rozłączając się w żadnym wypadku lecz pozostając nierozłącznym i wołając do miłujących Ciebie: Ja jestem z wami i nikt was nie zwycięży).

O. Aleksander Schmemann
tłum. Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token