Numer 5(359)    maj 2015Numer 5(359)    maj 2015
fot.Siergiej Prokudin-Gorskij
W tym domu mieszka miłość
Anna Radziukiewicz

Wiaczesław Bobkow, pisarz i kompozytor, mińszczanin, cały jakby rozjaśniony świetlistym szczęściem, pracuje z dziećmi i młodzieżą. Dziewięć lat temu jego pracę pobłogosławił synod białoruskiej Cerkwi.

Wiaczesław Bobkow pisze wiersze i komponuje do nich muzykę. Pisze o mamie, tacie, babci, o tym, jak odnoszą się do siebie, jak rodzice proszą dzieci o wybaczenia swoich grzechów, a dzieci rodziców. Chce, by dziecko po koncercie takich pieśni wróciło do domu i zapytało mamę czy dziadka: – Jak się czujesz radości moja? W czym mogę ci pomóc? Wybacz mi.

– Nie czekajmy na Niedzielę Wybaczenia Win, która przychodzi raz w roku – mówi. – Spieszmy do ludzi ze słowem „wybacz” w każdym dniu, wykażmy swoje współczucie wobec nich i troskę. W pieśniach śpiewamy o tym, że w naszych sercach żyją Boży błogodietieli: radość, szczęście, miłość, wzajemne zrozumienie, szacunek, miłosierdzie, współczucie.

Z tymi pieśniami zespół dzieci i młodzieży, prowadzony przez Wiaczesława Bobkowa, jeździ po siołach i wsiach, po miastach i miasteczkach. Ma na swoim koncie ponad tysiąc koncertów.
Dziecięcy zespół zakorzenił się przy Centrum Duchowego Oświecenia i Służby Socjalnej przy cerkwi Wszystkich Strapionych Radość przy ulicy Prytyckiego w Mińsku.

Pieśni Bobkowa wyszły już daleko poza granice Białorusi. Ich autor był zdumiony, kiedy na festiwalu „Pieśni regionów Rosji” w Jarosławiu usłyszał, jak jego utwory śpiewają sieroty z przytułku przy monasterze Nikoła-Sorskim!

– Gdy brzmią moje pieśni, czuję radość – mówi pan Wiaczesław – bo one żyją już swoim życiem. Potem dowiaduję się, że śpiewają je i w Moskwie, i w Orenburgu, i Orle, i tam, i tam. I zapisują je na dyskach.

I to chyba wtedy zrodziła się myśl, że nie wszędzie należy jechać na koncerty z mińskimi dziećmi, co jest kosztowne i dzieci wybija nieraz z rytmu nauki. Czasem wystarczy, że pojedzie sam poeta i kompozytor, bywa że na odległość kilku tysięcy kilometrów, by tam razem z dziećmi, które już znają jego kompozycje, przejść kilka prób i wystąpić na koncercie.

– Przyjeżdżam gdzieś do syberyjskiego miasta, a wokół mnie na scenie dwieście dzieci! – mówi. – Tak było ostatnio w syberyjskim Uśćkucie, 14 tysięcy kilometrów od Mińska.

Pieśni Bobkowa śpiewają także dzieci katolickie i protestanckie, bo muzyka jest świecka a ich tematyka duchowa.

– Pracowałem kiedyś w show-biznesie, w kraju i za granicą – mówi o sobie artysta. – Potem znalazłem swoją niszę przy Cerkwi. I nie chcę już jej opuszczać. Show-biznes to dla mnie zamknięta karta.

Bobkow pokazuje mi wystawę dziecięcych prac „Pokój rodziny”. Pod takim właśnie hasłem Centrum przy parafii Wszystkich Strapionych Radość ogłosiło międzynarodowy konkurs plastyczny. Spłynęły prace na temat rodziny z czterdziestu krajów świata. Na wystawie pokazano może sto-dwieście. Około tysiąca spoczywa w magazynach. Prace pokazują „prawdziwą miłość”, „cud życia”, „sens życia”. Z tą wystawą – kolorową, radosną, uczącą – jeździ zespół, prowadzony przez Bobkowa, na koncerty, proponując danemu regionowi święto, podczas którego spotykają się dzieci, rodzice i dziadkowie, słuchają, oglądają, a dzieci mogą uczestniczyć w warsztatach nauki śpiewu czy malowania. „W tym domu mieszka miłość”, często pod takim hasłem odbywają się te spotkania.

Miński artysta pokazuje mi i drugą wystawę – „4383 dni dzieciństwa”, bo tyle dni mija do dwunastego roku życia. To wystawa fotograficzna, pokazująca dzieci „jak aniołów, których duszy nie dotknęło jeszcze zwątpienie”. Pomaga ludziom, którzy przytłoczeni życiowymi problemami chcą dokonać aborcji. Te zdjęcia wstrzymują niektórych przed tym krokiem, podpowiadają, w twoim domu też może brzmieć śmiech dziecka.

Wiaczesław Bobkow wraz ze swoim zespołem jest gotów przyjechać także do Polski, na zaproszenie naszych centrów prawosławnej kultury, czy szkoły Cyryla i Metodego (kontakt w redakcji PP).

Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token