Numer 6(360)    czerwiec 2015Numer 6(360)    czerwiec 2015
fot.Jan Makal
Krew i pamięć
Jelena Konstandis (pravoslavie.ru)
W październiku 1915 roku minister wojny tureckiego rządu Enver Paşa oznajmił: „Chciałbym rozwiązać kwestię grecką podczas wojny w taki sposób, w jaki wydaje mi się już rozwiązałem kwestię ormiańską”.

Enver Paşa (Ismail Enver) miał już do tego czasu bogate doświadczenie w tworzeniu problemów i ich rozwiązywaniu. Ideolog i praktyk panturkizmu, aktywny uczestnik młodotureckiej rewolucji 1908 roku w Osmańskim Imperium, jeden z trzech liderów młodotureckiej partii „Jedność i postęp”, z powagą informował o swoim „szczególnym losie” i „boskim przeznaczeniu”, porównując siebie z Napoleonem I Bonaparte. W styczniu 1913 roku, w wyniku przewrotu wojskowego dokonanego przez Envera, powstaje wojskowa dyktatura trzech paszów: Envera Paşy, Talâte Paşy i Kemala Paşy. Był to tajny wojskowy triumwirat, który faktycznie przejął całą władzę w Turcji. Po objęciu stanowiska ministra wojny Enver Paşa był nie tylko ideologiem panturkizmu i panislamizmu, ogłaszał, że jest saidem, potomkiem proroka Mahometa, wzywając do wytępienia całej niemuzułmańskiej ludności Osmańskiego Imperium – Ormian, Asyryjczyków, Libańczyków, Greków. Zachowując dawne dyplomatyczne kontakty z Berlinem, Enver Paşa był zwolennikiem wojskowego sojuszu z Niemcami i przystąpienia Osmańskiego Imperium do I wojny światowej.

Polityczny projekt panturkistów „Droga do Turanu” popierali rosyjscy bolszewicy, których hasło „Klęska rządu na wojnie” bardzo panturkistom odpowiadało. Ich ostateczny cel polegał na przekonaniu tureckojęzycznych narodów Kaukazu, Krymu, Powołża, Turkiestanu i Iranu, by oddzieliły się od Rosji i Iranu, tworząc nowe wielkie państwo Turan (tak na marginesie – Mapę Wielkiego Turanu od Bałkanów do Jakucji widziałam na własne oczy w urzędach w Turcji w XXI wieku). A poważną przeszkodę w realizacji podobnego projektu stanowili wszyscy chrześcijanie osmańskiego imperium. Wojenny triumwirat „trzech paszów” był głównym inicjatorem i organizatorem fizycznej zagłady Ormian, Greków i Asyryjczyków podczas I wojny światowej. Władze tureckie przekonywały, że deportacja i eksterminacja tych narodów są niezbędne z uwagi na ich nieprawomyślność, przez co rozumiano przychylność wobec Rosji. Co prawda już w końcu lat 90. XX wieku zdarzało mi się słyszeć stwierdzenia, że deportacja do pozbawionych wody pustynnych regionów (faktycznie „marsze śmierci”) była zabiegiem koniecznym do uratowania nietureckiej ludności przed rosyjską armią) jednak w latach dwudziestych XX wieku Osmańskie Imperium jeszcze nie zwracało uwagi na światową opinię publiczną i nawet nie zawracało sobie głowy tak śmiesznymi i obłudnymi wyjaśnieniami.

Masowa eksterminacja pontyjskich Greków w Osmańskim Imperium rozpoczęła się w 1914 roku wraz z przystąpieniem kraju do I wojny światowej. Znaczna część zdolnych do pracy mężczyzn w wieku od 18 do 50 lat została wysłana do tzw. obozów pracy (amele taburu), które w istocie były obozami koncentracyjnymi, gdzie ludzie pracowali w nieludzkich warunkach, bez wody, jedzenia, opieki medycznej. Formalnie nazwane obozami pracy, w istocie były obozami zagłady. Powołani do armii Grecy zostali wymordowani w marcu 1915 roku.

Według danych współpracownika brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Gorgesa Rendella, deportowano ponad pół miliona Greków, z których mało który przeżył.

Ambasador USA w Osmańskim Imperium podczas I wojny światowej, Henri Morgenthau, określający zagładę Ormian i Greków jako „kampanię rasowej eksterminacji”, pisał w swojej książce „Ambassador Morgenthau’s Story”: „Grecy byli dostarczani pod tzw. ochroną tureckich żandarmów w centralne rejony kraju w większości wypadków pieszo. Ilu ich było deportowanych w taki sposób, dokładnie nie wiadomo, ale w przybliżeniu od 200 tys. do miliona”.

Należy tutaj podkreślić, że prawniczy termin „deportacja” tylko brzmi pięknie. Jak było naprawdę? Męską ludność Pontu (wybrzeże Morza Czarnego obecnej Turcji) planowano unicestwić. Kobiety, starcy, dzieci wysiedlano do centralnej części Turcji w ciągu 24 godzin, pod konwojem, bez jedzenia i picia. Wsie na oczach wysiedlanych podpalano. Jak trafnie zauważył niemiecki konsul w Samsunie, „wysiedlenie i eksterminacja, zdaniem Turków, znaczy to samo, bo ten, kto nie został zabity, nieuchronnie umrze z głodu i chorób”.

Chrześcijanie z Pontu zaczęli tworzyć oddziały partyzanckie. Wśród pontyjskiej inteligencji, w nadziei na pomoc rosyjskiego rządu, zrodziła się idea utworzenia Pontyjskiej Republiki. Kiedy rosyjska armia zdobyła Trapezunt (obecnie Trabzon), metropolita Trapezuntu Chrisanf razem z mieszkańcami miasta witał ją kwiatami. Wtedy właśnie ogłoszono powstanie Pontyjskiej Republiki. Ale komplikująca się sytuacja na froncie nie pozwoliła rosyjskiej armii na przesunięcie się w głąb kraju. Ruch partyzancki nie był wystarczająco silny. Młodoturecki rząd oficjalnie uznał pontyjskich Greków za „zdrajców” i „wspólników Rosjan” i poinformował o ostatecznym „rozwiązaniu kwestii greckiej”.

Podane wyżej suche liczby – 200 tys. 500 tys., milion – są same przez się porażające. Ale za każdą z nich kryją się losy ludzi, których winą było jedynie to, że byli chrześcijanami.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Jelena Konstandis (pravoslavie.ru)
tłum. Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token