Numer 6(360)    czerwiec 2015Numer 6(360)    czerwiec 2015
fot.Jan Makal
Ormianie pamiętają
Eugeniusz Czykwin

W historii każdego narodu są szczególne daty. Wiążą się one z ważnymi, przełomowymi dla danej wspólnoty wydarzeniami. Dla współczesnych Polaków jest nią 11 listopada, upamiętniająca odzyskanie niepodległości, dla Rosjan 9 maja, dzień zwycięstwa w Wojnie Ojczyźnianej. Dla wszystkich Ormian taką datą jest 24 kwietnia, Dzień Pamięci Ludobójstwa Ormian, dokonanego przez Turcję w 1915 roku. W tym roku, w setną rocznicę tej tragedii, w sposób szczególny obchodzono ten dzień zarówno w Armenii, jak i na wszystkich kontynentach, gdzie zamieszkuje liczna ormiańska diaspora. Kulminacyjnym punktem uroczystości, w których miałem zaszczyt uczestniczyć, był dokonany przez Ormiański Apostolski Kościół akt kanonizacji ofiar ludobójstwa.

Już w czasie pierwszego po przybyciu do Erewania spotkania mój ormiański przyjaciel Arogac Achojan wpina mi w klapę marynarki mały znaczek – kwiatek niezapominajki. Ten znaczek, symbol ludobójstwa Ormian, nosić będą wszyscy uczestnicy uroczystości. Nazwa kwiatka – niezapominajka czy też niezabudka – w różnych językach ma ten sam sens – „Pamiętaj”. I chyba wszyscy Ormianie, i ci żyjący w swej ojczyźnie, i rozproszeni po całym świecie – pięć płatków niezabudki symbolizuje pięć kontynentów – 24 kwietnia każdego roku, pełni zadumy i smutku, stają w modlitwie i wspominają niewinne ofiary wielkiej, dokonanej na ich narodzie, zbrodni.

Armenia była pierwszym państwem, którego władca, król Tidrat III, na przełomie III i IV wieku przyjął chrzest i uznał chrześcijaństwo za religię państwową. O zamieszkiwane przez Ormian terytoria przez wieki rywalizowały Bizancjum, Persja i Turcja, a w XIX wieku także Rosja. W połowie XVI wieku zachodnią część Armenii zagarnęło Imperium Osmańskie, a wschodnią Persja. Tę część po zwycięskiej dla Rosji wojnie z Persją (1826-1828) włączono do Imperium Rosyjskiego.

Na przełomie XIX i XX wieku w Imperium Osmańskim na terenach Armenii Zachodniej mieszkało około dwóch milionów Ormian. Turcy nie uważali ich za naród we współczesnym pojęciu, tylko za chrześcijańską wspólnotę religijną. Chrześcijanie pozbawieni byli wielu praw obywatelskich. Pozbawieni praw politycznych Ormianie korzystali z autonomii w sferze kultury i edukacji. Duża grupa Ormian – głównie inteligencja – mieszkała w Konstantynopolu (nazwa Stambuł upowszechniła się dopiero w latach 30. XX wieku). W ówczesnym państwie tureckim z przyczyn religijnych niektóre zawody przeznaczone były dla „niewiernych” – tak było na przykład z bankowością, którą przejęli Żydzi i Ormianie, którzy wespół z Grekami zajmowali także znaczące pozycje w sferze handlu zagranicznego. I to od wymordowania ormiańskiej inteligencji – 24 kwietnia 1915 roku policja turecka aresztowała i zgładziła w Stambule ponad dwa tysiące Ormian, głównie duchownych, nauczycieli, lekarzy, prawników – władze tureckie rozpoczęły „ostateczne rozwiązanie kwestii ormiańskiej”. Z pewnością zachętą do ludobójstwa był brak reakcji państw europejskich na masakry ludności ormiańskiej, inspirowane przez sułtana Abd-ul-Hamida II (1842-1918) w końcu XIX wieku, w których zginęło około dwustu tysięcy Ormian. Cywilizowana Europa nie reagowała także na dokonywane przez Turków zbrodnie na ludności greckiej (tekst na str. 22-23).

Przystąpienie Turcji po stronie Niemiec i Austro-Węgier do I wojny światowej stanowiło okoliczność sprzyjającą przeprowadzeniu operacji zagłady całego narodu. Jak wskazuje Grzegorz Kucharczyk w wydanej w 2004 roku książce „Pierwszy Holocaust XX wieku”, ludobójcza akcja została perfekcyjnie przygotowana przez młodoturecki rząd na długo przed wybuchem wojny.

Młodoturcy, którzy po przewrocie w 1908 roku przejęli władzę, dążąc do modernizacji imperium, opierali się na szowinistycznej ideologii panturanizmu. Według tej ideologii odpowiednio zmodernizowana i uzbrojona Turcja, przede wszystkim dzięki współpracy z Niemcami, miała jednoczyć i panować na obszarach „od Bosforu po Mongolię”. Imperium miało być jednorodne etnicznie, a jego gospodarka oparta na tureckich elitach finansowych. W tej tureckiej „przestrzeni życiowej” nie było więc miejsca dla chrześcijańskich Ormian, Greków, Asyryjczyków.

Sposobność, jaką dla realizacji planów „oczyszczania” państwa z niepoddających się religijnej i narodowej asymilacji narodów stworzyła wojna, Turcy wykorzystali z żelazną konsekwencją. Głównym wykonawcą ludobójstwa miała być utworzona w sierpniu 1914 roku tak zwana Organizacja Specjalna, dla której pierwszym testem był udział w brutalnej eksterminacji 200 tys. Greków z tureckiej Azji Mniejszej w pierwszych miesiącach po przystąpieniu Turcji do wojny. Rozpoczęte w kwietniu 1915 roku ludobójstwo Ormian realizowano według precyzyjnie opracowanego planu. Najpierw rozbrajano, internowano i likwidowano mogących stawić opór, służących w armii tureckiej, ormiańskich żołnierzy. Następnym krokiem było wymordowanie przywódców duchowych, politycznych i inteligencji, a więc tych, którzy mogliby pokierować oporem. Dopiero po tych działaniach przystąpiono do deportacji pozostałej przy życiu ludności, głównie kobiet, starców i dzieci. Deportacje trwały od maja 1915 do lata 1916 roku. Z wypędzanych z domów setek tysięcy ludzi tworzono kolumny i pędzono na pustynie. Marsze te nazwano „karawanami śmierci”, gdyż większość deportowanych umierała w drodze z głodu, pragnienia i wycieńczenia. Na wycieńczone, bezbronne ofiary napadali też miejscowi Kurdowie. O rozmiarach ludobójstwa podczas deportacji świadczą przykłady. Z około 18 tys. Ormian, deportowanych z prowincji Harput i Sivas, na Pustynię Syryjską dotarło 185 kobiet i dzieci. Natomiast z 19 tys. Ormian, którzy do Syrii wyruszyli z Erzurum, przeżyło jedenastu. Gdy w styczniu 1916 roku do Erzurum weszły wojska rosyjskie, z 25-tysięcznej społeczności ormiańskiej wciąż żyły 22 osoby.

Ludobójstwo z lat 1915-1917 pochłonęło około 1,5 mln ofiar. Nie był to jednak koniec tragedii narodu ormiańskiego. Po zajęciu przez wojska tureckie, wiosną 1918 roku, rosyjskiej części Armenii i ofensywy na Zakaukazie, wymordowano kolejne dziesiątki tysięcy Ormian. Jedną z masakr – zamordowanie przez Turków około 25 tys. Ormian w Baku – opisał Stefan Żeromski w „Przedwiośniu”.

Z największym okrucieństwem sprawcy mordowali ormiańskich duchownych, niszcząc świątynie i wszelkie ślady materialnej kultury ormiańskiej. W odnoszącej się do tragedii ludobójstwa Ormian literaturze pojawia się pytanie, czy ofiary mogły i za jaką cenę ocalić swoje życie. Odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. Władze tureckie nie skrywały przed nimi, że jedyną szansą ocalenia jest wyrzeczenie się chrześcijaństwa i przejście na islam. Na taki wybór decydowali się nieliczni. Większość Ormian, także Greków i Asyryjczyków, zachowując wierność wierze przodków, wybrała śmierć.

I właśnie dlatego Ormiański Kościół Apostolski 23 kwietnia 2015 roku w świętym dla Ormian mieście Eczmiadzynie dokonał aktu zaliczenia w poczet świętych tych, którzy – jak czytamy w encyklice Katolikosa Wszystkich Ormian Garegina II – „odrzuciwszy wyrzeczenie się wiary i odstępstwo od swego narodu, przyjęli śmierć”. Zwracając się do uczestniczących w akcie kanonizacji, mówiąc o duchowym heroizmie ofiar ludobójstwa, katolikos stwierdził: – Oni donośnie zaświadczyli o swojej niewzruszonej wierze i za świętym apostołem Pawłem powtórzyli, że „któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz?

Jak to jest napisane:

Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź.

Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas miłował.

I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani potęgi, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,35-39).

Obok religijnego upamiętnienia, setnej rocznicy ludobójstwa Ormian poświęcone było Globalne Forum Przeciwko Zbrodni Ludobójstwa i uroczystości przy Mauzoleum Pamięci ofiar Ludobójstwa Ormian. Uczestniczący w forum politycy, naukowcy, przedstawiciele świata kultury dyskutowali o problemach związanych ze stanowieniem i egzekwowaniem norm prawa międzynarodowego, mających zapobiegać zbrodniom ludobójstwa, a gdy już zaistnieją – jak karać ich sprawców. Gdyby społeczność międzynarodowa – i w tym wszyscy zabierający głos byli zgodni – potrafiła po pierwsze jednomyślnie potępić takie zbrodnie, a następnie pociągnąć do odpowiedzialności sprawców i przymusić ich do choćby częściowej naprawy wyrządzonych krzywd, przynajmniej części ludobójczych praktyk udałoby się zapobiec. W tym kontekście przywoływano skierowane do niemieckich generałów i dowódców słowa Adolfa Hitlera, który przed atakiem na Polskę powiedział o polskich Żydach: „Zabijajcie bez litości kobiety, starców i dzieci, liczy się szybkość i okrucieństwo. Kto dziś pamięta o rzezi Ormian?”.

Rzeczywiście, o rzezi Ormian, oprócz nich samych, przez wiele lat mało kto pamiętał. Główna przyczyna to polityczne i wojskowe sojusze. Ormianie to mały liczebnie, bez większego politycznego i wojskowego znaczenia, naród. Turcja – jak napisał ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski to „niezatapialny lotniskowiec”, w okresie zimnej wojny wschodnia flanka NATO, a w czasie walk w Afganistanie i Iraku ważna baza wojsk amerykańskich i ich sojuszników.

Choć rząd turecki zaprzecza ludobójstwu, utrzymując że Ormianie zginęli w wojnie domowej, to coraz więcej, w sumie ponad dwadzieścia państw, potępia ludobójstwo Ormian. Polski Sejm w przyjętej jednogłośnie uchwale uczynił to w 2005 roku. Spośród państw Europy Zachodniej jednoznaczne stanowisko w tej sprawie zajmuje Francja – prezydent François Hollande wraz z prezydentem Władimirem Putinem i prezydentami Serbii i Cypru wziął udział w uroczystościach przed pomnikiem mauzoleum w Erewaniu. Francuzi za uznanie przez ich parlament zbrodni na Ormianach zapłacili wysoką cenę ekonomiczną. Wobec innych państw Turcja stosuje dyplomatyczne naciski, których celem jest powstrzymanie uznania przez parlamenty i rządy ludobójstwa Ormian. Przeciwko ustawieniu przez społeczność ormiańską w Polsce upamiętniającego te zbrodnie chaczkara – kamiennego ormiańskiego krzyża – protestował ambasador Turcji w Polsce, a ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Jan Truszczyński wzywał do bojkotu uroczystości. W reakcji na udział Władimira Putina w upamiętnieniu setnej rocznicy i użycie przez prezydenta Rosji określenia „ludobójstwa”, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan oświadczył, że nie wyklucza odwołania ambasadora tureckiego z Moskwy.

Pamięć ludobójstwa stanowi ważną składową tożsamości Ormian, mieszkających poza ojczyzną. Jak stwierdził w wywiadzie dla Gazety Wyborczej ormiański historyk Surehn Mannkjan, dla Ormian „mieszkających za granicą pamięć o ludobójstwie decyduje o ich tożsamości. Bo przecież diasporę stworzyli ludzie, którzy cudem zdołali przeżyć”.

Pamięć o doznanych krzywdach, choć potrzebna, może też stanowić przeszkodę na drodze do pojednania ze sprawcą, jeśli sprawca uzna swą winę i podejmie próbę zadośćuczynienia – w odniesieniu do Turcji nic takiego nie zaistniało. Czy w tej sytuacji Ormianie mogą porozumieć się z Turkami i próbować normalizować stosunki ze swoim potężnym sąsiadem? Zaliczenie ofiar ludobójstwa do grona świętych, a więc orędowników przed tronem Najwyższego za nas żyjących, nieszczęście i ból może przerodzić w nadzieję.

Eugeniusz Czykwin, fot. autor
i z tomiku „Chaczkar” Bogdana Stanisława Kasprowicza

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token