Numer 6(360)    czerwiec 2015Numer 6(360)    czerwiec 2015
fot.Jan Makal
Cesarz i dogmat, czyli o oddalaniu się Zachodu od Wschodu
Anna Radziukiewicz

O. archimandryta Warsonofiusz (Doroszkiewicz) w swojej najnowszej książce „Cesarz i dogmat” prowadzi nas jak wytrawny przewodnik przez wieki ósmy, dziewiąty i dziesiąty. Pozwala nam się przyglądać groźnemu procesowi pękania do tej pory jednolitego lądu chrześcijaństwa. Pokazuje, jak szczelina się pogłębia. Wreszcie już nawet rzymscy papieże nie mogą jej zasypać. Ląd pęka na dwie części i każda z nich dryfuje w odmiennym kierunku. Do dziś.

O. archimandryta Warsonofiusz dotarł do korespondencji między Frankami i papieżami, także do oryginalnych dokumentów najważniejszego dla podejmowanego tematu, synodu z lat 879-880, znanego jako antyfocjańskim. Dzięki naszemu badaczowi ujrzała po raz pierwszy po polsku światło dzienne część korespondencji między Frankami i papiestwem. Autor, znawca języków starożytnych – łaciny i greki, także wielu współczesnych, może swobodnie poruszać się po temacie, docierając do zjawisk takich, jakimi one były, dla Zachodu niewygodnych.

Praca, choć stosunkowo niewielka (224 stron), jest fundamentalna dla zrozumienia podziału w chrześcijaństwie, przez świat zachodni nazywanego schizmą wschodnią. Sama nazwa już konotuje odpowiedzialność Wschodu za podział. Poza tym Zachód wyznaczył rok podziału – 1054. Tymczasem tą datą nasz badacz w ogóle się nie zajmuje. Podział bowiem nastąpił dużo wcześniej. Rok 1054 przyniósł jedynie jakiś teatralny gest ze strony legata papieskiego, odegrany w Konstantynopolu.

Wszystko działo się wcześniej. A poszło o kwestię zasadniczą – dogmat o Świętej Trójcy, fundamentalny dla wiary chrześcijańskiej. Na nim bowiem jest zbudowana cała nauka dogmatyczna naszej Cerkwi, opierająca się na ogromnym trudzie Ojców Kapadockich, na czele z Bazylim Wielkim i ustaleniach wszystkich soborów powszechnych.

Podział, który dziś postrzegamy jako Wschód i Zachód, gdzie w centrum świata zachodniego stoi Stolica Apostolska, jeszcze niemal do końca dziesiątego wieku był inny. Stolica Apostolska stała po stronie uniwersalnego chrześcijaństwa, określanego przez ojca archimandrytę jako prawosławnego. Spór w zachodniej części Europy toczył się między Frankami a zachodnimi Rzymianami. Frankowie, naród określany jako barbarzyński, wchodził stopniowo, poczynając od piątego wieku na dziejową scenę. W wieku ósmym i na początku dziewiątego, przy Pepinie i Karolu Wielkim to wchodzenie nabrało niebywałej siły. Niemal cała zachodnia Europa, bez wysp, Półwyspu Pirenejskiego i Skandynawii, znalazła się pod rządami frankońskiego władcy. Wyrosło pierwsze, po upadku cesarstwa rzymskiego w 467 roku, imperium europejskie. Frankowie potrzebowali dla niego idei. Bez idei wspólnoty nie da się zbudować.

Fundamentem idei stała się opozycja. Wobec kogo? Wschodnich Rzymian, nazwanych później Bizantyńczykami, wtedy wspólnoty, która blaskiem swojej cywilizacji przyćmiewała wszystkich. Król Franków, Karol Wielki, najwybitniejszy przywódca tego narodu, zmarły w 814 roku, potępił wschodnich Rzymian. Nazwał heretykami. I nazywał ich wyłącznie „Grekami”, czyli zepchnął w ten sposób do roli drugorzędnego narodu, kojarzącego się z pogańską antyczną kulturą, gorszego od Franków (w Bizancjum Grekami nazywano pogan, natomiast obywateli wszystkich warstw określano jako Rzymian lub po prostu chrześcijan).

Frankowie – jak pisze o. Warsonofiusz – doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że nigdy nie byli rdzennymi rzymskimi Łacinnikami, ale ledwie zlatynizowanymi potomkami germańsko-frankońskich barbarzyńców.

Gdy wschodni Rzymianie zostali już przez Franków ucharakteryzowani na „Greków”, wtedy Karol Wielki zaczął szukać pretekstu do wszczęcia polemiki, która miała wyrazić wyższość rasy frankońskiej nad „grecką”. Pretekst znalazł. Zaczął kombinować przy dogmacie Świętej Trójcy, wprowadzając do niego dodatek „i od Syna”, czyli słynne filioque. Przeciwni temu byli wschodni Rzymianie i papiestwo. Frankowie odwołali się do teologii św. Augustyna, zachodniego teologa, odbiegającej w swojej teorii o Trójcy Świętej od nauczania Ojców Kościoła i ustaleń wszystkich siedmiu soborów, w konsekwencji doprowadzając do ruiny jedność narodu rzymskiego, kościelną i narodową. Oddzielili raz na zawsze zachodnich łacińskich Rzymian, znajdujących się pod barbarzyńskimi rządami Franków, od wschodnich Rzymian pozostających w łączności z Konstantynopolem.

Zaczęły się kształtować dwie chrześcijańskie cywilizacje – stwierdza autor – wschodnia, wierna starożytnej eucharystycznej eklezjologii oraz idei soborowości Kościoła oraz zachodnia, oparta na teologiczno-filozoficznej myśli św. Augustyna, prowadzącej do centralizacji Kościoła wokół osoby biskupa Rzymu.

O. Warsonofiusz za podział w chrześcijaństwie wini Franków. Pisze, że wtargnęli oni do Kościoła rzymskiego na Zachodzie. Rzymskich papieży odsunęli od możliwości odpowiedzialnego kierowania wspólnotą. Podstępnie wykorzystali Kościół zachodni do stłumienia, upokorzenia i wynarodowienia narodu rzymskiego.

Zaczęli wprowadzać papieży pochodzenia frankońskiego, odsuwając kandydatów rzymskich. Posługa papieży przybierała nie tylko charakter eklezjalny ale także polityczny. Szczyt tego procesu nastąpił przy Innocentym III (…....) jednym z najwybitniejszych i najpotężniejszych papieży pod względem władzy politycznej. Uważał on siebie za namiestnika i wikariusza Chrystusa na ziemi, następcę Piotra, pomazańca Bożego, zastępcę Chrystusa, postawionego między niebem a ziemią, któremu wszyscy ludzie, a głównie władza świecka, winny okazywać bezgraniczną uległość i posłuszeństwo. Władza świecka miała być tylko odbiciem i odblaskiem władzy papieskiej nad światem.

Teoretyczne podstawy umocnienia roli papieża stworzył Tomasz z Akwinu. Potem w XVI wieku krytyka tej przerośniętej roli papiestwa stała się przyczyną największego wstrząsu w katolicyzmie. Zapoczątkowała ona reformację Marcina Lutra.

Papieże przeciw filioque

Wiedza, którą wydobywa o. Warsonofiusz, jest głęboko skrywana, choćby ta o sprzeciwie papieży wobec wprowadzenia do Credo nicejsko-konstantynopolitańskiego, czyli Symbolu Wiary, dodatku „i od Syna”, określającego pochodzenie Ducha Świętego. Stolica Apostolska na początku z godnością opierała się szantażom Franków. Nie akceptowała filioque. Niestety to wtedy powstały tzw. Księgi Karolińskie. Zawierały one filiokwistyczną teologię i były skierowane przeciw ustaleniom siódmego soboru powszechnego (787). Karol Wielki posłał je do papieża Leona III. Leon III w obawie o własne życie, zaakceptował filioque, ale kategorycznie zabronił go wprowadzać do Credo nicejsko-konstantynopolitańskiego. Polecił nawet wypisać Credo bez filioque na srebrnych tablicach i powiesić je wewnątrz bazyliki św. Jana. Papież Hadrian II, pochodzący ze starej arystokratycznej rzymskiej rodziny, który dał „zielone światło” dla głoszenia Ewangelii wśród naszych przodków Słowian, uczynił to samo. Jego następca, Jan VIII był świadom niebezpieczeństwa dla Kościoła powszechnego, jakie niosło za sobą wtrącenie przez Franków filioque do Credo. Jan VIII tak bardzo nienawidził Franków, że nazywał ich gwałcicielami, fałszerzami nauki Chrystusa, szaleńcami i Judaszami, sprawcami schizmy.

Przed wtrąceniem filioque do Symbolu Wiary bronili się rzymscy papieże jeszcze prawie cały wiek dziesiąty. Ale pod koniec wieku dziesiątego odżyły w Rzymie wpływy niemieckie a wraz nimi kwestia filioque. W 1014 roku papież Benedykt VIII koronował w bazylice św. Piotra niemieckiego króla Henryka II na cesarza. Na prośbę cesarza, papież wprowadził do Credo filioque, które, jak dotąd, nie funkcjonowało w rzymskiej liturgii.

W drugiej połowie dziewiątego wieku świętym oburzeniem wybuchł genialny profesor uniwersytetu w Konstantynopolu Focjusz, późniejszy patriarcha Konstantynopola. Filoque nazywa herezją i jako pierwszy przewiduje niszczycielską konsekwencję tego dodatku dla całej zachodniej cywilizacji. Ostrzega Zachód, że wdrożenie do Liturgii filioque, doprowadzi do trialistycznego bałaganu w dogmatyce, pozbawi teologię mistyczno-eschatologicznego wymiaru i zniszczy najważniejszą dla chrześcijaństwa ideę przebóstwienia. Co potem? Chrześcijaństwo, przy źle pojętej demokracji, łatwo przeistoczy się w system wartości, który w każdym momencie może być bez przymusu, bub siłowo, zamieniony innymi wartościami religijnymi lub humanistycznymi.

Cóż za genialne widzenie Focjusza, odkryte nam przez o. Warsonofiusza! Ono się sprawdza nawet 1150 lat po wypowiedzeniu tych słów. Dziś Zachód, przy źle pojętej demokracji, gotów jest zamienić wartości chrześcijańskie każdymi innymi. I to czyni.

Wina wschodnich Rzymian

Bizantyńczycy też nie zostają bez winy w procesie podziału chrześcijańskiego świata – tak to widzi autor książki. Ich cesarze wystąpili w ósmym i na początku dziewiatego wieku przeciwko ikonom, a tym samym przeciwko własnemu rzymskiemu narodowi. Gnębili go, prześladowali, wykorzeniali z jego świadomości kult ikon, bywało że w sposób gwałtowny. Tym samym osłabili rzymskie cesarstwo. Sytuację wykorzystali barbarzyńscy wtedy Frankowie. Na Zachodzie zaczęli tworzyć swe potężne państwo. Największą siłę osiągnęło ono za cesarza Karola Wielkiego. Stolica Apostolska była wtedy osamotniona. Nie mogli jej osłonić wschodni Rzymianie, osłabieni ikonoklastycznymi walkami. Stolicę napadali Longobardowie. Była ona zmuszona prosić o pomoc Franków. Pomoc przyszła szybko. Korzyści były obopólne. Stolica zyskała bezpieczeństwo a Frankowie weszli do historii Europy zachodniej i historii zbawienia, obiecanej przez Kościół. Frankowie, dzięki Kościołowi, zjednoczyli się, zorganizowali i uporządkowali swe potężnie imperium. W tamtych czasach Kościół był jedyną uniwersalną wspólnotą i rzeczywistością, w której państwo Franków mogło funkcjonować.

Frankowie, podbijając Zachód Europy, zastali tam bardzo dobrze prosperujące prawosławne patriarchaty Galii, Mediolanu, Akwilei i Lizbony – czytamy w książce. Taka struktura chrześcijaństwa im nie odpowiadała. Frankowie parli do podkreślenia uniwersalnego charakteru kurii rzymskiej oraz prymatu papieża. Cesarz Franków nie tylko rządził imperium ale i w duchu niemalże pełnego cezaropapizmu rządził Kościołem zachodnim i ingerował w jego sprawy dogmatyczne, choćby tak zasadnicze jak filioque, które już w dziewiątym wieku wprowadził do cyklu liturgicznego na Zachodzie.

To cesarz Karol Wielki zwołał synod we Frankfurcie nad Menem (793), który zgromadził trzystu biskupów. Nazwał go samowolnie soborem powszechnym. Frankowie na synodzie potępili „Greków” i siódmy sobór w Konstantynopolu z 787 roku. Czuł się cesarz absolutnym panem Kościoła zachodniego. Zresztą we Frankfurcie nadano mu tytuł głowy Kościoła zachodniego. Rzymski papież był jedynie dodatkiem do frankońskiego władcy. Cesarz nalegał, by papieże zerwali z Konstantynopolem. Zalecił zredagować Libri Carolini, czyli Księgi Karolińskie, pełne wzgardy i jadowitej krytyki pod adresem chrześcijańskiego Kościoła na Wschodzie oraz prawowitego cesarza Konstantynopola. Libri Carolini zawierają aż sto dwadzieścia wątpliwości, dotyczących ustaleń dekretów siódmego soboru powszechnego. Zredagowane zostały w opryskliwym tonie (szaleństwo, stare i przeżyte pogańskie nieporozumienie, najbardziej szalone i absurdalne argumenty, błędy godne rewizji). Karol Wielki nie miał żadnego wykształcenia teologicznego. Miał za to odwagę rewidować dogmaty wiary, formułowane w ciągu pierwszego tysiąclecia przez w sumie tysiące biskupów i teologów, świętych mężów, gromadzących się na siedmiu soborach powszechnych i wykuwających zasady wiary w głębokiej modlitwie i ascezie.

Oto do jakiego dochodzi absurdu! Oto w jakich warunkach skandalu – unii władzy politycznej z kościelną, wykuwanej w IX wieku, dochodzi do naruszenia dogmatu o Świętej Trójcy i wprowadzenia do Symbolu Wiary filioque. W jak trudnej sytuacji postawiono rzymskich papieży. Kilka lat wcześniej papiescy legaci podpisali postanowienia siódmego soboru powszechnego, tymczasem we Frankfurcie, podpisując ustalenia tego synodu, sami sobie zaprzeczyli.

Karol, od razu po synodzie we Frankfurcie, nakazał w swojej kolegiacie śpiewać Credo z filioque.

Z czasem papiestwo przyjęło frankońsko-frankfurckie rozwiązanie i zapomniało o doktrynie siódmego soboru powszechnego. Pierwszym papieżem, który uległ frankońskiej pokusie, był Mikołaj I. Frankowie wepchnęli na Zachodzie Kościół w nowe piramidalno-feudalne struktury. Odsunęli papieży Rzymian od możliwości odpowiedzialnego kierowania Kościołem. Podstępnie wykorzystali Kościół zachodni do stłumienia i upokorzenia oraz wynarodowienia narodu rzymskiego na Zachodzie. Dopóki papieżami byli Rzymianie, udawało się zachować jedność Kościoła powszechnego. Przy papieżach Frankach ta jedność legła w gruzach. Autor książki tłumaczy: Frankowie, w wyniku swych manipulacji, zniszczyli na Zachodzie Kościół rzymski (nazwa pochodzi od Rzymskiego Imperium), katolicki, co znaczy powszechny i stworzyli nowy, scentralizowany Kościół rzymsko-(od miasta Rzym) katolicki wraz z nową antropocentryczną eklezjologią, definitywnie odrzuconą przez chrześcijański Wschód, a następnie reformatorów. Zachód przyjął eklezjologię obcą starożytnej wspólnocie. Tą starożytną, eucharystyczną zachowała do dziś Cerkiew prawosławna.

Frankowie przeforsowali swą filiokwistyczną ideologię za ceną jedności Kościoła, którą wschodni i zachodni Rzymianie starali się utrzymywać przez całe pierwsze tysiąclecie. Z filioque Frankowie uczynili dogmat i w sposób wyniosły i apodyktyczny głosili, że jest on niezbędny do zbawienia. Zachód uwierzył św. Augustynowi. Nie uwierzył wszystkim Ojcom Kościoła powszechnego razem wziętym. Dodanie do Credo słów dotyczących pochodzenia Świętego Ducha i od Syna, miało istotny wpływ na religijno-kulturalne ukształtowanie zachodniej Europy w drugim tysiącleciu oraz pojawienie się wielowiekowej schizmy, początek której zachodnia historiografia datuje na 1054 rok, niesprawiedliwie nazywając ją „schizmą wschodnią”. W 1054 roku zachodnia schizma stała się ostateczną – kończy rozważania o. Warsonofiusz.

Książka, choć podejmuje trudny problem teologiczny i historyczny i używa pełnego warsztatu naukowego, jest napisana w sposób prosty, jednym słowem do powszechnego czytania. A to oznacza, że autor temat ogarnął, przemyślał i jasno wyłożył, do czego były potrzebne wieloletnie studia nad problemem. Polecam.

Anna Radziukiewicz
Ks. Archimandryta Warsonofiusz Doroszkiewicz
Cesarz i dogmat
Białystok 2014

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token