Numer 6(360)    czerwiec 2015Numer 6(360)    czerwiec 2015
fot.Jan Makal
Święto słowiańskiego piśmiennictwa
Anna Radziukiewicz

Miasta o małych tradycjach kulturalnych organizują święta truskawki, ziemniaka, ogórka, wyścigi ślimaków. Miasta o dużych tradycjach i potencjale kulturalnym – a takim z pewnością jest Bielsk Podlaski – proponują święta o znaczącym potencjale edukacyjnym. W Bielsku 23 i 24 maja zorganizowano dni słowiańskiego piśmiennictwa. Data nie przypadkowa. 24 maja wspominamy świętych Braci Cyryla i Metodego, którzy zyskali tytuł Równych Apostołom, nazywanych oświecicielami Słowian.

Bracia stworzyli alfabet języka słowiańskiego, a język słowiański podnieśli do poziomu liturgicznego. W nim Słowianie mogli sławić Trójjedynego Boga – mówił po Liturgii w bielskiej Pokrowskiej cerkwi biskup siemiatycki Jerzy. – Ich przekłady Pisma Świętego i ksiąg liturgicznych na słowiański do dzisiaj są skarbem. Poziomu tego przekładu w żadnym wieku ani żadne pokolenie nie mogło prześcignąć. Tak rozległej pracy i na tak wysokim poziomie nie mógłby dokonać żaden zwykły człowiek, opierając się tylko na ludzkich siłach. Mogli to uczynić jedynie święci mężowie, oświeceni Bożą mądrością.

Władyka zwrócił uwagę na dwa aspekty. Na to, że wciąż niemożliwy jest dobry przekład tekstów cerkiewnosłowiańskich na współczesny język polski. Nad takimi przekładami trudzi się niejedna cerkiewna komisja, wciąż ponosząc fiasko. Pojemność polskiego słownictwa w kwestiach wyrażenia treści duchowych jest bowiem tak uboga, że jedno słowo, jeden termin cerkiewnosłowiański trzeba nieraz tłumaczyć, używając kilku słów albo i całego zdania, by przekazać jego sens i to też w sposób niedoskonały. Takie „opisowe” tłumaczenie, użyte do tekstów liturgicznych, „rozsadza” tekst, zaburza rytm frazy czy zdania. A przecież w liturgicznych tekstach wszystko jest ważne.

Władyka przestrzegał, byśmy nie godzili się z opinią, że cerkiewnosłowiański jest martwy, ponieważ nie jest używany w codziennej komunikacji. On jest żywy – mówił. Używamy go codziennie w najważniejszej komunikacji, czyli między człowiekiem i Bogiem, w modlitwie.

Władyka wyraził zadowolenie, że w Polsce, zwłaszcza od jubileuszu 1150-lecia misji świętych Cyryla i Metodego, pogłębia się świadomość ogromnego dzieła, jakiego dokonali Święci Bracia. Właśnie bielszczanie wiele uczynili na tej niwie.

Głównym organizatorem dni słowiańskiego piśmiennictwa jest Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach, kierowane przez Doroteusza Fionika. Organizatorzy wyszli z książką na plac przy ratuszu. Zaprosili ze swoimi pozycjami wydawców, między innymi „Bratczyka” z Hajnówki, „Sąsiadów” z Białegostoku, „Pogranicze” z Sejn, białoruskie stowarzyszenie literackie „Białowieża”, radę programową „Niwy”, Orthdruk, Fundację Ostrogskiego.

Przybyli i literaci. Poetę Wiktora Szweda uhonorowano z okazji jego 90 urodzin. Swoje książki podpisywali Jan Czykwin, Halina Twaranowicz, Mira Łuksza.

Pokaz dawnej sztuki drukarskiej zaproponowało Muzeum Sztuki Drukarskiej i Papiernictwa w Supraślu.

Sztukę słowa połączono ze sztuką muzyczną. Głównym bohaterem tej drugiej stał się męski chór kameralny im. Bogdana Onisimowicza. Pod kierunkiem Marcina Abijskiego śpiewał on 23 maja w Pokrowskiej cerkwi podczas całonocnego czuwania, wykonując bizantyńskie napiewy, następnego dnia podczas Liturgii napiewy zapisane w Irmologionie Supraskim. Śpiew według starej, żywej na naszych ziemiach przed wiekami tradycji, uczynił Liturgię niezwykle uroczystą i podniosłą. W dodatku był wykonywany w cerkwi, której architektura nawiązuje do tradycji staroruskiej, nowogrodzkiej. W cerkwi przeżywaliśmy prawdziwe święto słowiańskiej kultury.

W ramach bielskich „Dni” zorganizowano muzykologiczne seminarium. Mówiono o dawnej muzyce cerkiewnej oraz tradycyjnym śpiewie Poleszuków. Seminarium prowadzili Marcin Abijski i Doroteusz Fionik.

Święto miało swój ciąg dalszy na placu przy ratuszu. Zaproponowano słowo w postaci mnóstwa publikacji, obraz, przedstawiając wystawę przygotowaną przez Fundację Ostrogskiego „Bieżeństwo”, i śpiew. A śpiewały między innymi grupy Histrion i Hamanina z Mińska, siostry Łukianowicz z poleskich Leśnik, Czabatuchi spod Pińska, Chocisławianie i Tabała spod Małoryty, bielska Małanka i studziwodzka Żemerwa.

W czasach PRL-u – a wtedy czytelnictwo osiągnęło w Polsce apogeum swego rozwoju – organizowano majowe dni oświaty, książki i prasy. Dobrze, że są ludzie i ośrodki – bardzo nieliczne – które i dziś ceniąc wagę słowa i tradycji organizują święto słowa.

Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token