Numer 6(360)    czerwiec 2015Numer 6(360)    czerwiec 2015
fot.Jan Makal
Planeta jest zmęczona
Anna Radziukiewicz

Z profesorem SOUHEILEM FARAHEM z Libanu rozmawia Anna Radziukiewicz.

– Wspominał Pan o swojej bardzo mądrej babci.

– Tak. Była prawie niepiśmienna, ale jej mądrość zadziwiała. Mówiła mi: – Mój drogi Souheilu, próbuj zawsze szukać tego co dobre w każdym człowieku, w każdej kulturze i w każdej religii.

– Babci nastawienie przełożyło się na wszystko, co Pan w życiu robi?

– Staram się, by tak było.

– Chrześcijaństwo jednak tkwi w podziale ponad tysiąc lat i każda ze stron woli widzieć belkę w oku sąsiada.

– Ale mamy jedno duchowe źródło. I wspólne wyzwania. Wynikają one z globalizacji i styku z innymi religiami.

– Islamem głównie.

– To bardzo bolesny problem. Groźny jest islam polityczny, który wyszedł od Bractwa Muzułmańskiego, wahabizmu i innych fanatycznych ugrupowań, groźnych nie tylko dla chrześcijan, ale i umiarkowanych muzułmanów.

– Co więc mają robić chrześcijanie?

– Jednoczyć się, wyzwalać ze stereotypów, egocentrycznych poglądów. To kolosalna praca dla odpowiedzialnych katolików i prawosławnych.

– Takich ludzi jest mało.

– Są jednak i ludzie, i centra, które nad tym pracują. Istnieje międzyreligijna rada przy rosyjskiej Cerkwi prawosławnej, która inicjuje prowadzenie międzyreligijnych rozmów, usiłuje budować pokój między religiami i kulturami. Przy Watykanie istnieje komitet do spraw dialogu religii i specjalna komórka do spraw dialogu między katolikami i prawosławnymi. W różnych krajach, w których żyją wspólnoty prawosławne i katolickie, powołano specjalne komitety do spraw dialogu między tymi wyznaniami. Na przykład w Monachium działa instytut prawosławnego dialogu z katolikami i protestantami przy Uniwersytecie Ludwika Maksymiliana. Wykładałem tam. Instytut prowadzi prawosławny Grek. Głównym zadaniem instytutu jest podnoszenie zaufania między konfesjami. Te intelektualne i duchowe siły można jednoczyć. Jeszcze raz podkreślam – trzeba rozwijać wzajemne zaufanie.

– Prawosławni, przynajmniej w naszej części świata, boją się prozelityzmu nawet przy dialogu. W Rzeczypospolitej prawosławna Cerkiew przez wieki cierpiała z powodu prozelityzmu ze strony Kościoła rzymskokatolickiego, zwłaszcza podczas funkcjonowania na naszych ziemiach przez kilka stuleci unickiej Cerkwi.

– Rozumiem wasze obawy, zwłaszcza że, jako prawosławni w Polsce, jesteście mniejszością. Ale są i odwrotne sytuacje, kiedy katolicy w jakimś kraju są mniejszością i też mają związane z tym problemy. Usilnie powtarzam – trzeba rozwijać kulturę zaufania. Niech stanie się ona przedmiotem codziennego wychowania w każdej rodzinie, cerkwi, instytucjach religijnych, szkole. Bo przed chrześcijanami stoją ogromne wyzwania. Jeśli nie pojednają się, zaleje ich fala skrajnego sekularyzmu oraz agresywność fanatyzmu islamskiego, także żydowskiego, buddyjskiego. Modlę się do Boga, by zesłał na prawosławnych i katolików ducha jednomyślności. Jestem głęboko przekonany, że w chrześcijaństwie najbliżej siebie pozostają prawosławni i katolicy. Protestanci odeszli dalej, choć i z nimi trzeba szukać wspólnego języka.

– Tak wiele nagromadziła historia między chrześcijańskimi konfesjami różnic i stereotypów.

– Dlatego potrzebna jest intelektualna i duchowa energia, by otwierać lepszą stronę naszych wzajemnych relacji. Jeśli każdy będzie walczyć o swoje, jak znajdziemy z naszymi braćmi wspólny język? Różnice to nie powód do sporów i konfliktów. Na odwrót, to element bogactwa. Każdy bowiem ma swoje historyczne doświadczenie. Dlatego powinniśmy się zbierać.

– Zajmuje się Pan dialogiem religii i cywilizacji.

– Tak, stoję na czele otwartego uniwersytetu dialogu cywilizacji. Jego centrum znajduje się w Moskwie, filie zaś w Niemczech, Włoszech, Brazylii. Ma także powstać filia w Chinach. Jako otwarty uniwersytet chcemy prowadzić seminaria i nadawać tytuły magistrów w zakresie dialogu cywilizacji, opierając się na strukturach różnych uniwersytetów i instytutów Rosyjskiej Federacji.

– Ogromna praca.

– Tak. Niestety, mamy na nią skromne środki materialne. Mianowano mnie szefem, ale czuję się trochę jak król bez królestwa.

– Prowadzicie działalność wydawniczą?

– Wydaliśmy wiele książek. Stworzyliśmy dość pokaźną bibliotekę na temat dialogu cywilizacji. Wydaliśmy też siedem podręczników na ten temat.

– Ostatni jest szczególny.

– To „Dialog i partnerstwo cywilizacji”. Słowo wstępne napisał minister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergiej Ławrow.

– Podręcznik zyskał wielką popularność.

– Jego prezentacja miała miejsce dwukrotnie w UNESCO, był promowany w Wiedniu, Astanie, Kazaniu, Stawropolu, na fakultecie globalnych procesów Moskiewskiego Państwowego Uniwersytetu. Teraz jadę z nim do Paryża.

– Jest Pan jego autorem.

– Współautorem.

– Skąd jego popularność?

– Podręcznik proponuje nowe integralne podejście do nauki o kulturze, filozofii, historii, geopolityki. Proponuje też inne podejście do kultury i cywilizacji. Nasza szkoła w tej dziedzinie stała się nie tylko liderem w Rosji, ale także, według ekspertów, za granicą. Świat naukowy w Niemczech, Brazylii, Chinach i świat euroazjatycki ceni naszą pracę.

– Na czym więc polega nowość waszego podejścia?

– Uważamy, że współczesna cywilizacja przeżywa niezwykle głęboki kryzys ekologiczny, geopolityczny, ekonomiczny, socjokulturowy, religijny. Kryzys dotyczy całej planety. Problemy są wszędzie. Według nas to proces oznaczający przełom w pewnym historycznym okresie współczesnej cywilizacji. Uważamy, że świat przeżywa trzęsienie dziewiątego stopnia w skali Beauforta. Wokół wyrastają kolosalne problemy – wojny, konflikty na Bliskim Wschodzie, w Egipcie, na Ukrainie. Cierpi polityczna elita świata. Ona nie ma strategicznej wizji. Jest władza pieniądza i siły. Wszyscy bronią swoich interesów na całej planecie, burzą przy okazji pokój i tworzą chaos, nie tylko na Bliskim Wschodzie.

Proszę zobaczyć, co czyni agresywna strona amerykańska. Osobiście do amerykańskiej kultury i nauki podchodzę z ogromnym szacunkiem. Ale proszę zobaczyć, co powoduje polityka USA? Niszczy już całe kraje. Depcze całe kultury. Dla niej nie ma znaczenia kultura, religia. Najważniejsi są konsumenci, kupujący amerykańskie towary, usługi i kulturę. Najważniejsze jest szerzenie na planecie języka angielskiego. Panuje zasada dziel i rządź. Planeta jest już tym zmęczona. A do tego dochodzą problemy między człowiekiem a wodą, powietrzem, światem roślin, zwierząt. O tym wszystkim piszę w moich książkach.

– Co robić?

– Należy zrewidować nasze zaufanie do nauki, która oprócz dobrego przynosi także naruszenie równowagi między człowiekiem i przyrodą, a to powoduje ogromne problemy ekologiczne. Proszę spojrzeć, czy my dziś normalnie jemy, oddychamy? Trzeba mieć świadomość, że w każdym zjawisku jest i siła niszcząca, w nauce, którą reprezentuję, także. Sami sobie nawarzyliśmy kaszy i próbujemy z tym żyć. Tymczasem trzeba, kolektywnie i mądrze, znaleźć wyjście z takiej sytuacji.

– Jak, jeśli każda cywilizacja, religia, nawet osoba, jest coraz bardziej zamknięta w sobie i dba o to, by tylko na jej wyspie rosła zielona trawa.

– Teraz nie mamy już wyjścia. Doszliśmy do planetarnego kryzysu. A on pochłonie i zielone wyspy, jeśli razem nie zaradzimy kryzysowi. Każda więc cywilizacja powinna wyzbyć się egoizmu, odnowić siebie od wewnątrz, spojrzeć na siebie krytycznie, wyzwolić się ze stereotypów. Jest to niezbędne do rzetelnego dialogu. Mamy na świecie dwanaście bloków cywilizacyjnych, m.in. świat anglofoński, frankofoński, indyjski, chiński, euroazjatycki, araboislamski. Każdy z nich musi wyjść ze skorupy własnych stereotypów. By ocalić ludzkość, potrzebna jest kolosalna pozytywna energia. Te słowa powtarzam na wielu międzynarodowych konferencjach, na które jestem zapraszany.

– Jakie więc Pana zdaniem scenariusze czekają ludzkość?

– Tylko Bóg je zna. Osobiście jestem głęboko przekonany o istnieniu dwóch scenariuszy. Czeka nas albo krach, koniec, albo wejdziemy w drugą fazę rozwoju. Kiedy dwa lata temu byłem w Rio de Janeiro na konferencji dotyczącej zielonej ekonomiki, spotkałem tam wielu zwolenników nowej fazy zharmonizowanego rozwoju. Tyle że to grono intelektualistów potrzebuje poparcia.

– Pieniądze i broń decydują teraz o losach świata. One są w innych rękach.

– Wiem, kto tworzy wojny i kampanie śmierci. O losach świata decyduje grono bankierów i przedstawicieli międzynarodowych korporacji, które raz w miesiącu gromadzi się w Nowym Jorku. Co z tego wynika? Wszystkie problemy, które widzimy. Wojny, krew. Żyjemy w świecie uformowanego na Zachodzie społecznego darwinizmu, czyli walki o byt, w świecie pragmatyzmu, który rozprzestrzenił się na całym globie.

– W tym systemie wychowywane są kolejne pokolenia.

– I kolejne pokolenia uczą się agresywności, władzy nad drugim. Wszystko jest nastawione na rozpalanie konfliktów, wojen, na panowanie i eksploatację. W jakim świecie my żyjemy!

– Żyjemy w stresie.

– Informacje, jakie otrzymujemy – o wojnach i konfliktach – niszczą mózg. Trują całego człowieka. Nie przepuszczają światła.

– Kto decyduje o takiej propagandzie?

– Ten kto ma w swoim ręku pieniądze i zarazem środki masowego przekazu. Dlatego na dziennikarzach spoczywa duża odpowiedzialność. Jeszcze raz powtarzam: różnice zdań między prawosławnymi i katolikami są drobiazgiem w porównaniu z konfliktami globalnymi.

– Dlaczego polubił Pan ruski świat?

– Jestem prawosławny, a największym w świecie krajem o prawosławnej tradycji jest Rosja. Próba szukania czegoś pozytywnego w Rosji jest więc dla mnie naturalna. Poza tym uwielbiam Puszkina i Dostojewskiego. W Rosji obroniłem swoje doktoraty. Polubiłem Rosjan. Żyłem w Rosji i poznałem też problemy tego kraju. A są one... ooo! Sam cierpiałem z tego powodu. Ale moja dusza jest ruska. Może to tkwi gdzieś w genach. Uwielbiam całą ruską sztukę. Kiedyś wszystkie studenckie pieniądze wydawałam na bilety do Teatru Bolszoj, do muzeów, na wystawy. Potem postawiłem sobie zadanie – poznać Rosję od środka. Stąd moje książki „Rosyjska cywilizacja – sens i los” oraz „Rosyjska cywilizacja. Problemy tożsamości i inne”.

– Co Pan znalazł w Rosji?

– Wiele dobrego, ale i czarne dziury. Ostatnich nie da się nie zauważyć. Ale ja, w przeciwieństwie do innych, lubię Rosję nie tylko sercem, ale i rozumem. Podsumowując – moja miłość to Rosja.

– Mówi Pan o tym tylko ruskim ludziom?

– Także Amerykanom, Niemcom, Francuzom, Japończykom, Arabom, Żydom. Tej miłości nie skrywam. Uważam, że pozytywny duch Rosji daje nam powód do tego, by powiedzieć: Rosja to dusza planety.

– Pierwszy Pana kontakt z Rosją?

– W 1974 roku, kiedy studiowałem w tym kraju dziennikarstwo.

– Co może zbawić chrześcijaństwo na Bliskim Wschodzie?

– Chrystus.

– A sami chrześcijanie?

– Powinni być rozumniejsi, czerpać z doświadczeń chrześcijańskiego świata. Powinni pracować nad swoją duchową odnową. Przedstawiać siebie jako prawdziwy obraz miłości i pokoju. Wszak podstawą chrześcijaństwa jest miłość. Jako mniejszość na Bliskim Wschodzie potrzebujemy wsparcia ze strony chrześcijan z innych części świata. Chcę powiedzieć, że jedynym krajem, który godnie i rzetelnie troszczy się o chrześcijan w świecie, jest Rosja. Obrona chrześcijan na Bliskim Wschodzie stanowi część oficjalnej polityki prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina. Troskę o tych chrześcijan wykazuje też patriarcha Moskwy i całej Rusi Kirył. Obrona bliskowschodnich chrześcijan stała się jednym z elementów zewnętrznej geopolityki Rosji.

Rosja ma pełną świadomość, w jak niebezpiecznym położeniu znaleźli się chrześcijanie na Bliskim Wschodzie. W Iraku jest ich bardzo mało, w Iranie dawno znikli, mało jest w Turcji, w świecie arabskim – w Palestynie, Jordanii, Libanie, Syrii, Iraku ich położenie jest zatrważające. Ich liczba katastrofalnie zmniejsza się w całym regionie. Czują się zagubieni i odrzuceni, choć próbują otwierać światu oczy.

Myślę, że za ten stan ponoszą odpowiedzialność chrześcijanie całego świata. Nie można przecież dopuścić do złamania kręgosłupa chrześcijaństwa tam, gdzie są jego korzenie. Jeśli zabraknie nas na Bliskim Wschodzie, jak w ogóle będzie funkcjonować chrześcijaństwo w świecie?

– A na Zachodzie, kogo niepokoi ten problem?

– Watykan oraz naszych prawosławnych braci z innych krajów świata. Natomiast dla krajów Europy zachodniej najważniejsze jest to, by produkcja ich towarów dawała zysk.

– Ma Pan podwójne obywatelstwo.

– Rosyjskie i libańskie. To wyróżnienie. Traktuję to jako wyraz zaufania. Często bywam w Rosji. Rosja uhonorowała mnie państwową nagrodą im. Aleksandra Puszkina. Wręczono mi ją w 2011 roku za wkład w rozwój teorii dialogu cywilizacji, za zbliżanie świata prawosławnego i islamskiego. Otrzymałem też złoty order od Rady Muftich Federacji Rosyjskiej za nowe podejście w rozwoju dialogu między muzułmanami i chrześcijanami.

– Ma Pan wiele nagród i orderów.

– Ale wyżej wspomniane cenię najbardziej. I to, że w Rosji traktuje się mnie jak przyjaciela. To zobowiązuje. Niech Bóg da energię, by służyć zbliżeniu ludzi.

– Dziękuję bardzo za rozmowę.

fot. Anna Radziukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token