Numer 7(361)    lipiec 2015Numer 7(361)    lipiec 2015
fot.Anna Radziukiewicz
Bracka Dobrowoda
Jan Smyk

Jeszcze nie wystygły ostatnie, wyjęte z pieca korowaje, jak we wsi pojawili się goście z Polski. Pierwsi przyjechali z Krakowa. Niedługo po nich zjechali bratczycy z Sanoka i Przemyśla. Oni mieli bardzo daleko, więc żeby zdążyć na czas, postanowili przyjechać w przeddzień. Okazją było doroczne spotkanie członków Bractwa św.św. Cyryla i Metodego, połączone z walnym zgromadzeniem tej organizacji, które w tym roku postanowiono odbyć w Dobrowodzie.

Dobrowoda to podmiejska wieś królewskiego miasta Kleszczele. Miejscowość, której mieszkańcy chlubią się tym, że nigdy nie byli chłopami pańszczyźnianymi, lecz wolnym, prawosławnym ludem. Niegdyś należeli do miejskiej parafii i tam mieli swoją cerkiew św. Jerzego. To może za sprawą tego świętego zachowały się tu słowa i melodia prastarej pieśni wiosennej, zwanej rohulką Światyj Jure Ryhore. Dziś miejscowy zespół śpiewaczy, każdy swój występ zaczyna od tej pieśni. Jej słowa:

Światyj Jure Ryhore
Pójdy do Boha po kluczi
Oj, odomkny zymlycu
Oj, wypusty, wypusty trawycu
Prykryj zymlycu trawoju
A derewa listoczkom
Nas mołodeńkych wynoczkom…

brzmią szczególnie wyraziście w okresie paschalnym. Pierwszy zapis w dokumentach o Dobrowodzie sięga początku XVI wieku, ale wiele wskazuje, że wieś funkcjonowała wcześniej.

Tradycyjnie już w drugim dniu Świętej Trójcy po Liturgii lud bierze z cerkwi chorągwie i uroczystym krestnym chodom z biciem dzwonów idzie do źródła Dobrowódki. Tu modli się i prosi Boga, żeby jeszcze raz błogosławił wodę ku pokrzepieniu spragnionych i uzdrawianiu tych, którzy ją spożywają.

Trzeba powiedzieć, że chyba skutecznie, bo ścieżka do źródlanej studni trawą nie zarasta, a i wody w niej nie ubywa. Dbają dobrowodzianie o swoje cudowne źródło, dbają też i o swoje miejsce modlitwy.

Cerkiew św. Paraskiewy Serbskiej jest nowym budynkiem. Tego samego dnia, kiedy na Grabarce święcono odbudowaną po pożarze cerkiew, do wsi przybył metropolita Sawa, żeby poświęcić kamień węgielny pod jej budowę. Wszystko to działo się w dzień św. Apostoła Jakuba Zebedeusza, a że we wsi wielu mężczyzn nosiło to imię, o. Mikołaj Kiełbaszewski wyprosił u biskupa drugie święto w tej cerkwi.

Prepodobna Mati Paraskiewa patronuje Dobrowodzie od niepamiętnych czasów. Obecna cerkiew jest trzecim z kolei budynkiem. Najstarszą pamiątką są krzyże nad rzeką, w środku wsi, przy których modlili się zgromadzeni. Później pobudowano drewnianą kapliczkę, trwającą do dziś. Na początku lat pięćdziesiątych, choć władze nie pozwalały, wzniesiono niedużą cerkiewkę. Dziś modlą się w niej mieszkańcy i pielgrzymi przybywający do Kostomłotów. Postawiona cudem na błotnym trzęsawisku murowana współczesna cerkiew to dar modlitw o. Mikołaja i trudu jego parafian.

Tak jak dziadowie i ojcowie, nie szczędzą swej Cerkwi trudu i córki, i synowie. Niedawno ogrodzili cerkiew, dbają o otoczenie cerkwi i porządek w niej. Służba odbywa się w co drugą niedzielę. Chór nieco rozrasta się, słychać w nim nowe młode głosy, a śluby i chrzciny też tu bywają.

Dziwić się też trudno, że kiedy zawiązywano kolejne koło Bractwa w Kleszczelach, propozycję odbycia tutaj walnego zebrania Bractwa dziekan o. Mikołaj Kiełbaszewski przyjął z serdecznym uśmiechem i błogosławieństwem. W latach rozkwitającej unii, na początku XVII wieku, na Ziemi Kleszczelowskiej pojawiło się Bractwo Cerkiewne, które podjęło skuteczny bój o swoją prawosławną cerkiew. Król Władysław IV w 1633 roku świątynię polecił oddać Kościołowi prawosławnemu. Przewodnicząca kleszczelowskiego koła, najmłodszego dziecka Bractwa, Halina Artysiewicz, rodem z Dobrowody za mężem kleszczelowianinem Dymitrem, oraz cały zarząd koła, pomni historycznej misji, postanowili zmierzyć się z wyzwaniem. Nie byle jakim.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Jan Smyk,
fot. autor

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token