Numer 7(361)    lipiec 2015Numer 7(361)    lipiec 2015
fot.Anna Radziukiewicz
Wielka Rewolucja na Małej Gruzińskiej
Eugeniusz Kabatc
Mała Gruzińska tuli się do Dużej Gruzińskiej w iście siostrzany sposób, tworząc w ten sposób wcale nie jakiś daleki, gruziński, lecz bardzo bliski, polsko-rosyjski węzeł niemal w samym sercu Moskwy…

A wszystko zaczęło się od tego, że kiedy spędzaliśmy pewien przyjacielski wieczór w przytulnym, przy Ambasadzie Polskiej, mieszkanku Stanisława Mikulskiego, który był wówczas dyrektorem naszego Instytutu Kultury, a widok z rezydencjalnego wysokościowca roztaczał się niemal po Kreml i Plac Czerwony, nasz gospodarz, otworzywszy ramiona jakby nad tymi ulicami wokół, rzekł po swojemu pięknie i romantycznie: – Bo to jest Polska właśnie! Choć na obczyźnie, rozjaśniając po chwili nasz stupor może nazbyt patriotyczny opowieścią o tej części miasta, w której, gdy na Dużej Gruzińskiej wzniosła się jasnymi murami nowa ambasada polska, na Małej Gruzińskiej zachował się w swojej ciemnej, ceglanej krasie kościół polski. A co ważniejsze, mieszkają i pracują tam obok znakomici tłumacze literatury polskiej, Natalia Astafjewa i Władimir Britaniszski. Wtedy włączyłem się dumnie: – A sto lat temu mieszkała tam moja matka!

Z wielkim wzruszeniem któregoś zimowego wieczoru, gdy wychodziliśmy z ich polsko-rosyjskiego domu na nocny spacer po Małej Gruzińskiej, pan Włodzimierz wskazał mi na dwa stare budynki, ledwie dwupiętrowe, które przycupnęły w osłonie nowej, wysokiej zabudowy niczym przedrewolucyjne zabytki. W jednym z takich w dalekich latach pierwszej wojny światowej mieszkała moja matka. Spotkaliśmy ją wtedy, gdy – dziesięcioletnia, opatulona szczelnie, dźwigająca obiadowe dwojaki – przedzierała się dzielnie przez zaspy w stronę kolei. W jej wieku ja też chodziłem do rosyjskiej szkoły i uczyłem się rosyjskich wierszy. Nie od razu rozpoznałem w malcu dziewczynkę, więc zagaiłem Niekrasowem: – Zdarowo, parniszka! Pochwyciła poetycką przynętę i odpaliła: – Stupaj siebie mimo! Tedy brnąłem dalej: – Uż bolno ty grozien, kak ja pogliażu! A piszcza kamużesz? – dorzuciłem od siebie. A ona wyrecytowała w podobnych duchu: – Diadie, wiestimo. On, słysz, gudit na stancji, i ja jego snabżu…

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Eugeniusz Kabatc
fot. Eugeniusz Czykwin

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token