Numer 7(361)    lipiec 2015Numer 7(361)    lipiec 2015
fot.Anna Radziukiewicz
Poetka nam bliska
Ałła Matreńczyk

I, mozet, byt’, k mojej mogile nieizwiestnoj biedniak il drug so wzdochom podojdiot – pisała w wierszu „Niet, nikogda” nieznana bliżej rosyjska XIX-wieczna poetka Julia Żadowska. I pewnie nie przypuszczała, że sto trzydzieści lat po jej śmierci na tak odległym od jej rodzimej jarosław¬skiej guberni Podlasiu wszyscy prawosławni będą znać słowa dwóch jej utworów. Że „Mira zastupnice” i „Zastupnice usierdnaja” będą śpiewać co najmniej kilka razy do roku, na pielgrzymkach, w cerkwi i w domu, zwłaszcza podczas trudnych doświadczeń. A tych ciężkich doświadczeń w jej życiu nie brakowało.

Urodziła się 29 lipca 1824 roku w rodzinie urzędnika do zadań specjalnych przy gubernatorze Ja-rosławia. Jej rodzice, Walerian Nikandrowicz Żadowski i Aleksandra Iwanowna z domu Gotowcewa mieli krańcowo różne charaktery. Ojciec, były oficer marynarki, samolubny, porywczy pyszałek, często wpadał w niekontrolowany gniew. Mama, obdarzona zdolnościami literackimi, plastycznymi i muzycznymi, absol¬wentka Instytutu w Smolnym, dbała o ciepłą i miłą atmosferę.

Ojcu musiało brakować armii, bo w domu zaprowadził żołnierski dryl. Na dźwięk gongu, o dwudziestej, wszy¬scy domownicy, bez wyjątku, musieli zbierać się na wieczorną herbatę w salonie, trzy godziny później w całym domu gaszono światło. Nawet dostęp do instrumentów muzycznych był re¬glamentowany. Na swoim ulubionym klawikordzie Aleksandra Iwanowna mogła grać jedynie pół godziny dzien¬nie. Klucz do pokoju z instrumentem mąż stale nosił przy sobie.

Walerian Nikandrowicz tęsknił za morzem tak bardzo, że schody w domu polecił przerobić na okrętową modłę. Były tak kręte, że na nieszczęście nie trzeba było długo czekać. W zasadzie na całą serię nieszczęść. Najpierw upadł służący, który niósł na górę samowar z wrzątkiem, mocno się po-parzył i mimo dobrej opieki zmarł. Potem pokojówka złamała nogę, a nieco później w tym samym miejscu upadła Aleksandra Iwanowna. Była w trzecim miesiącu ciąży. Julia, która pół roku później przyszła na świat, urodziła się z niepełnosprawnością. Całe życie cierpiała na potworne bóle głowy, drażniło ją światło dzienne. Nie miała jednej ręki, a na drugiej, bardzo słabej, wykształciły się zaledwie trzy palce.

Aleksandra Iwanowna bardzo ko¬chała swoją córkę, męża irytowało jej kalectwo. Ojcowskie uczucia skupił na młodszym synu Pawle. Nawet śmierć żony tego nie zmieniła.

W wieku czterech lat Julia została bez mamy. Zaopiekowała się nią babcia Gotowcewa, zabrała małą do swego majątku w Panfiłowie w kostromskiej guberni. Dziewczynka była bardzo zdolna, wcześnie zaczęła czytać, tylko przy pisaniu czy rysowa¬niu chętniej posługiwała się nóżkami. Babcia zaczęła uczyć ją pisać rączką. Najpierw na piasku albo na zaparowa¬nym szkle, bo trzy paluszki nie były w stanie utrzymać ołówka.

Czytanie bardzo szybko stało się wielką pasją Julii.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Na podstawie „Gogol i Julia Żadowska” D. Slewiakinej
i „Julia Żadowska. Biografia” Swietłany Makarenko
oprac. Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token