Numer 7(361)    lipiec 2015Numer 7(361)    lipiec 2015
fot.Anna Radziukiewicz
O cmentarzach
Marek Cybart
Są takie cmentarze, jak Powązki czy Wola, gdzie cień drzew i liście dyskretnie otulają stare pomniki i gdzie wiosną przysłowiową cmentarną ciszę zakłócają swoimi trelami i gwizdami różne żyjące tam ptaki. Ale coraz popularniejsze są cmentarze ogołocone z zieleni, na których – jak zęby w buzi szczerbatego dziecka – sterczą większe i mniejsze pomniki. Wyasfaltowane dróżki, zimna faktura granitów i marmurów i kompletna cisza, jeśli nie liczyć warkotu przejeżdżających w pobliżu samochodów. Dla mnie taki cmentarz jest nieprzytulny, odpychający i wcale nie miałbym ochoty na nim leżeć. Ale taki jest nasz współczesny świat, takie są nasze domy i tak jest w naszych głowach. Nowoczesność. Trudno, świata nie zmienisz.

A przecież do niedawna nasze cmentarze, szczególnie te wiejskie, wyglądały zupełnie inaczej. Nie było tej całej kamiennej pustyni, rosły drzewa, śpiewały ptaki, na grobach kwitły żywe kwiaty, w powietrzu brzęczały pszczoły albo trzmiele. Było sielsko-anielsko. Ostatnio i te wiejskie nekropolie zaczęły „łysieć”. Wszelkie drzewa ochoczo są wycinane pod różnymi pretekstami. A to zagrażają upadkiem, a to że spadające gałęzie mogą zniszczyć nagrobki, a to że pa¬rafia potrzebuje na coś tam pieniędzy, więc pozyskane drewno sprzeda się i... Szeregowi wierni też są wniebowzięci – nareszcie nie będzie liści na nagrobku, na który tak się przecież wykosztowali, ptaki przestaną brudzić marmury, więc i myć nagrobków przed Wszystkimi Świętymi (ostatnio jedno z większych „prawosławnych” świąt) nie będzie potrzeby. Nowe pochówki bardzo szybko dostają kamieniarskie „ubranko” – jak nie granit to marmur, bo inaczej ludzie powiedzą, że nie kochaliśmy tatusia. A na marmurek walnie się wiąchę sztucznych kwiatów, do tego znicz wielokrotnego użytku, na specjalnej tacy, żeby broń Boże śladu na pomniku nie zostawił. Nie wiem, kto zapoczątkował ten wyścig głupoty i bezguścia, ale zatrzymać jego biegu chyba się już nie da. Tylko komu to służy? Zmarłemu? Czy też ma podnieść nasz prestiż w oczach takich samych jak my sąsiadów i znajomych?

I w tej gonitwie za własnym ogonem, w tym podążaniu do nowoczesności i europejskości, zaczynamy gubić to, co powinno być dla nas najcenniejsze – naszą prawosławną, ruską, tradycję. Przestajemy być kimś indywidualnym, stajemy się członkami jakiegoś stada, które niewidoczny pasterz pogania w kierunku... – no właśnie, w jakim? Czy już nawet boimy się nad tym zastanawiać?

Bóg stworzył człowieka jako jeden z elementów bogatego świata przyrody. Dziś staramy się tworzyć sobie nowy świat, już bez tej przyrody. A może również bez Boga?

Marek Cybart

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token