Numer 8(362)    sierpień 2015Numer 8(362)    sierpień 2015
fot.Anna Radziukiewicz
Rana niezagojona
Eugeniusz Czykwin
O Cyprze na łamach Przeglądu pisaliśmy wielokrotnie. Tytuły naszych publikacji: „Rozdarta wyspa”, „Wyspa tragiczna”, „Pamięć, gdzie tylko jej dotkniesz, boli” mówią o tragicznej historii i współczesności tego pod wieloma względami wyjątkowego kraju. Na początku lipca wraz z posłanką Ewą Wolek (PO), która przewodniczy polsko-cypryjskiej grupie bilateralnej, i posłem Sławomirem Zawiślakiem (PiS) odwiedziłem Cypr. Była to rewizyta cypryjskich parlamentarzystów gościliśmy w Sejmie w 2009 roku. Nasz dwudniowy pobyt od świtu do nocy wypełniony był spotkaniami z cypryjskimi politykami i choć głównym tematem naszych rozmów była polsko-cypryjska współpraca, każdy z naszych rozmówców mówił też o tragedii podziału, o okupacji części wyspy przez tureckie wojska, o systematycznie niszczonym przez okupantów kulturowym, historycznym dziedzictwie części wyspy. Tot o tom gaworit czto u niego bolit – mówi rosyjskie przysłowie. Bólem, niezagojoną raną cypryjskich Greków jest okupacja i barbarzyńskie niszczenie części ich ojczyzny.

Cypr, na którym „od zawsze” mieszkali Grecy, ma długą, niezwykle bogatą, ale i tragiczną historię. Już około 5500 lat przed naszą erą istniały tam osady, w których mieszkało po 1500 osób. W IV tysiącleciu p.n.e. potrafiono wyrabiać przedmioty z miedzi. W 30 roku p.n.e. wyspa przechodzi ostatecznie pod władzę Rzymu, by po czterystu latach, w wyniku podziału cesarstwa, przejść pod panowanie Bizancjum.

W XII wieku Cypr podbijają krzyżowcy. Ryszard Lwie Serce utworzył Królestwo Cypru. Cypryjczyków zmuszano do uznania zwierzchnictwa papieża Rzymu. Konfiskowano mienie monasterów. Mnichów wypędzano. Ich miejsce zajmowali katoliccy zakonnicy, przybywający z odległych stron. Liczbę prawosławnych eparchii zmniejszono z czternastu do czterech. Władyków wypędzano do małych wsi, a ich katedry zajmowali biskupi katoliccy.
Papież Aleksander IV wydał w 1260 roku bullę, zmuszającą Cypryjczyków do przyjęcia unii. Mimo to mieszkańcy wyspy trzymali się prawosławia. I choć do bizantyńskiej sztuki przenikały w czasie panowania krzyżowców zachodnie wpływy, ludność niezmiennie chroniła dogmaty prawosławnej wiary.

W 1489 roku wyspa staje się posiadłością wenecką, a w 1570 roku zdobywają ją Turcy. W ciągu kilkudziesięciu lat na Cypr przybywa ponad 50 tysięcy tureckich osadników. Przez blisko trzysta lat panowania Turcy doprowadzili Cypr do upadku i częściowego wyludnienia  około 15 proc. ludności udało się też zislamizować.

Gdy prześladowania prawosławnych Greków stają się nie do zniesienia, w 1821 roku wybucha powstanie. Turcja w ramach odwetu nakazała powiesić patriarchę Konstantynopola na bramie jego siedziby, a arcybiskupa Cypru na drzewie na rynku w Nikozji. Stracono też trzech cypryjskich biskupów i blisko czterystu, w większości prawosławnych, duchownych, znaczących greckich postaci.

Gdy wybuchła zwycięska dla Rosji wojna turecko-rosyjska (1876-1878), Wielka Brytania podpisała z sułtanem tajną konwencję, w myśl której Cypr przeszedł pod administrację brytyjską. Wielka Brytania w 1914 roku oficjalnie anektowała Cypr, który w 1925 roku stał się jej oficjalną kolonią. Brytyjczycy stosują politykę dziel i rządź. Dzielą dwie największe zamieszkujące tu społeczności cypryjskich Greków i Turków. Wspierają rozwój narodowej świadomości drugich. Popierają masową budowę meczetów, choć wtedy muzułmanie na Cyprze nie słynęli z religijności. Wkładają wiele wysiłku w rozwój nauki języka tureckiego i jego upowszechnianie w życiu publicznym. Kopią sztuczny rów między obiema społecznościami. Podsycają między nimi klimat nienawiści, zakazują jakiejkolwiek współpracy. Koloniści uznali, że lepsza jest nienawiść między dwiema grupami, niż zjednoczenie ich sił i potencjalna wspólna walka z brytyjskimi panami.

Gdy w 1950 roku arcybiskupem Cypru został Makarios III, ożyły nadzieje Greków cypryjskich na połączenie się z Grecją. Walczący o wyzwolenie Grecy utworzyli podziemną armię EOKA (Organizacja Narodowa Bojowników Cypryjskich), na czele której stanął Georgios Grivas. Walki z Anglikami i służącą im Organizacją Bojową Turków Cypryjskich (TMT) trwały z przerwami do 1960 roku, kiedy to Cypr stał się suwerennym państwem.

Skonstruowana przez Brytyjczyków konstytucja, gwarantująca mniejszości tureckiej prawo weta praktycznie w każdej ważnej dla kraju sprawie, wywoływała stałe napięcia. Podjęta przez pełniącego funkcję prezydenta arcybiskupa Makariosa próba unowocześnienia państwa spotkała się ze sprzeciwem Turcji. Do akcji powróciły formacje zbrojne.

Gdy w 1974 roku cieszący się poparciem rządzących Grecją pułkowników oficerowie Cypryjskiej Gwardii Narodowej podjęli nieudaną próbę zamachu stanu, Turcja postanowiła wykorzystać okazję. Tureckie wojska zaatakowały Cypr 20 lipca 1974 roku. Jako uzasadnienie „pokojowej operacji” tak do dziś rząd turecki określa inwazję podano „konieczność przywrócenia porządku konstytucyjnego”.

Osamotnieni, choć dzielnie walczący, cypryjscy Grecy nie mieli szans w starciu z o wiele silniejszą turecką armią, która zajęła północną część wyspy. W czasie walk dokonano wiele krwawych zbrodni na ludności cywilnej. Z zajętej części wyspy wypędzono 180 tysięcy Greków. Na ich miejsce sprowadzono około 115 tysięcy osadników z Turcji. Rozpoczęto trwające do dziś systemowe niszczenie greckiego, w pierwszej kolejności prawosławnego, dziedzictwa kulturowego.

Zarówno sama agresja, jak i kolonizacja części suwerennego państwa, jakim od 1960 roku jest Cypr, była wielokrotnie potępiana przez międzynarodową opinię publiczną, jednak Turcja była i pozostaje do dziś głównym partnerem USA w tej części świata. Dla krajów zachodnich, także dla Rosji, jest też ważnym partnerem gospodarczym. Może więc pozwolić sobie na całkowite ignorowanie deklaracji i rezolucji międzynarodowych organizacji.

Na okupowanej części wznieśli Turcy po 1974 roku tylko nieliczne meczety. Ich budowę wspierały kraje arabskie. Turcy zamieniali w meczety niemal wszystkie główne cerkwie w miastach i wsiach.

W cerkwiach zamalowywali freski, na białych już ścianach umieszczając inskrypcje z Koranu. Ikonostasy przykrywali prześcieradłami, wcześniej pozbawiając je ikon. Z cerkwi znikały święte relikwie oraz wszystkie utensylia i meble, które mogły kojarzyć się z chrześcijańskim kultem. Do cerkwi dobudowywano minarety. I tak 85 cerkwi w północnej części Cypru zamieniono na meczety.

Dla kontrastu, Republika Cypru nie tylko szanuje muzułmańskie miejsca kultu na swoim terytorium, ale tworzy specjalny fundusz, który wspiera restaurację meczetów. Nie czyni wyznawcom islamu żadnych przeszkód.

Mozaiki, freski, manuskrypty, ikony, pochodzące z cypryjskich cerkwi, rozeszły się po całym świecie. Są w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Szwajcarii, Holandii, Austrii, Włoszech, Turcji, Japonii, Stanach Zjednoczonych. Stały się obiektem nielegalnego międzynarodowego handlu i źródłem ogromnych profitów dla biorących udział w procederze. – Żaden inny europejski kraj w ciagu ostatnich dekad nie stracił tak wiele i tak znaczących dzieł sztuki na skutek nielegalnego handlu i aktów wandalizmu – stwierdza w swojej książce dyrektor muzeum ludowej sztuki cypryjskiej Charalampos Chotzakoglou.

575 cerkwi w okupowanej strefie zostało złupionych, zdemolowanych albo zamienionych na meczety lub inne miejsca, nie licujące w żaden sposób z obiektami kultu.

W przygotowanej przez Charalamposa Chotzakoglou publikacji każda strona przygnębia smutkiem świata burzonego i deptanego na naszych oczach. Na wpół zrujnowane ściany albo tylko ich nieśmiałe fragmenty, próbujące światu przypomnieć, że tu stała jeszcze kilkanaście lat temu chrześcijańska świątynia, dachy otwarte ku niebu, trawa i krzaki wewnątrz cerkwi, kikuty kolumn, ikonostasy z wydartymi ikonami, mozaiki bez twarzy świętych.

Albo inna kategoria – cerkwie, którym zmieniono funkcję. Są teraz meczetami, bazami wojskowymi, kurnikami, owczarniami, magazynami pasz, nawozów, pracowniami artystów. W innych poustawiano zdarte opony, skrzynie z ziemniakami. W byłym monasterze św. Anastasia w Lapithos urządzono hotel. W jego centrum basen pływacki i bar. W ołtarzu cerkwi w Morfou założono kostnicę. W kościele św. Franciszka w Famaguście jest teraz restauracja i nocny klub. Cmentarze zamieniono w rumowiska krzyży i nagrobków.

Odnosi się wrażenie, że wszędzie, gdzie stanęła turecka stopa, pozostał po niej jakiś bałagan, niechlujstwo, pogarda dla świata, dla ludzkiego ducha i nieraz geniuszu budowniczych i artystów.

Każdego roku Cypr odwiedzają setki tysięcy turystów. Zdecydowana większość pochodzi z bogatych chrześcijańskich krajów Europy Zachodniej, a w ostatnich latach także z prawosławnej Rosji. Niewielu interesuje ból cypryjskich Greków. Łaknąc komfortu i taniej obsługi, coraz więcej z nich spędza wakacje w północnej, okupowanej, części wyspy.

Okupacja części, będącego członkiem Unii Europejskiej, państwa trwa już 41 lat. Przez ten czas różnorakie, poczynając od Zgromadzenia Ogólnego ONZ na Parlamencie Europejskim kończąc, organizacje i instytucje międzynarodowe podjęły dziesiątki rezolucji, stanowisk i uchwał potępiających, ostrzegających i wzywających Turcję do przestrzegania norm prawa międzynarodowego. Wszystkie one przez Turcję są ignorowane.

Gdy w rozmowach z naszymi cypryjskimi partnerami wypływa temat Ukrainy i konieczność, co polscy politycy podkreślają szczególnie, europejskiej solidarności w stosowanych wobec Rosji sankcjach, słyszymy zawsze pytanie: a jakie sankcje Polska i inne kraje zamierzają zastosować wobec Turcji. – Część naszego państwa jest okupowana, a nikt nie myśli o jakichkolwiek sankcjach. Więcej – stwierdzają cypryjscy politycy – to na nas bez ustanku wywierana jest presja, byśmy wyrazili zgodę na otwarcie kolejnych rozdziałów negocjacji, mających umożliwić wstąpienie Turcji do Unii Europejskiej. Żaden z nas, przedstawicieli polskiego Sejmu, nawet nie próbuje na takie pytanie odpowiedzieć.

Mimo ogromnych trudności, Cypryjczycy nie porzucają nadziei na zjednoczenie swego państwa. Światełko w tunelu pojawiło się po wyborach w północnej części wyspy, w których zwyciężył Mustafa Akinci. Nowy przywódca cypryjskich Turków urodził się w południowej części wyspy i po wojnie 1974 roku musiał opuścić swój dom. Podobny los spotkał pochodzącego z północy obecnego prezydenta Cypru Nikosa Anastasiadesa.

Wznowione 15 maja 2015 roku rozmowy zjednoczeniowe, wzajemne gesty dobrej woli, wspólnota losu wypędzonych z rodzinnych domów polityków rodzi, choć nikłą, ale jednak nadzieję na rozwiązanie „nierozwiązywalnego” cypryjskiego problemu.

Eugeniusz Czykwin
fot. www.ucm.org.cy

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token