Numer 8(362)    sierpień 2015Numer 8(362)    sierpień 2015
fot.Anna Radziukiewicz
Śladem Nektariusza
Dorota Wysocka
Wyświęcenie cerkwi w domu parafii św. Jana Teologa na białostockich Bacieczkach było najważniejszym akordem tegorocznego festiwalu serbskiej kultury Vidovdan. Z tą uroczystością ściśle wiązały się, poprowadzone tam dzień wcześniej, 27 czerwca, przez prof. Gorana Janićijevićia, warsztaty i wykład. Zatytułowano je „Śladem Nektariusza”, gdyż to on jest jedynym znanym z imienia serbskim ikonopiscą, który w XVI stuleciu pracował w supraskiej światyni. Powszechnie utożsamia się go z autorem tamtejszych fresków.

Jego śladem podążył po blisko pięciuset latach inny Serb, który z zespołem – pokrył malowidłami cerkiewkę na Bacieczkach. Skala tych prac jest nieporównywalna, ale już technika bliska, a prof. Janićijević uważany jest za jej mistrza i wybitnego znawcę.

Kilkadziesiąt osób poznawało zatem tajniki tworzenia fresków. Profesor opowiadał (po serbsku, ale towarzyszył mu tłumacz), jak przygotowuje się podkład pod malowidła w długim procesie gaszenia i rozcierania wapna, jak kładzie się dwie jego warstwy – jedną wcześniej bezpośrednio na murze i drugą, cieńszą i o nieco innym składzie, starannie wygładzoną, tuż przed wykonaniem malowidła – i jak wreszcie jeszcze mokre, szybko, aby nie zdążyły wyschnąć, pokrywa je farbami. Właściwie dobrane barwniki wchodzą z tynkiem w reakcję chemiczną. Cząsteczki farby zostają z nim trwale związane. Taki fresk jest odporny na wilgoć, nie szkodzą mu nawet silne deszcze. Nie poddającym się wodzie malowidłom szkodzi niestety coraz częściej obecna w powietrzu i wodzie siarka (kwaśne deszcze).

O technice tworzenia fresków (a konkretnie supraskich) szczegółowo pisaliśmy już w PP 2/2005, odsyłamy więc zainteresowanych do niego.

Profesor zwrócił uwagę, że freski, przez pewien czas uważane za technikę pracochłonną, skomplikowaną, nienowoczesną i kosztowną, w końcu XX wieku zaczęły przeżywać renesans, zwłaszcza na Bałkanach. Wrócono do nich w Serbii, Czarnogórze, Rumunii. Pełne ręce roboty mają konserwatorzy, ratujący i przywracający blask dawnym dziełom sztuki. Oczywiście przy współczesnych pracach nie przygotowuje się już ręcznie farb, rozcierając różnorodne składniki mineralne, ale istota ich wykonywania nie uległa zmianie.

Słuchacze mogli naocznie przekonać się, jak wyglądają ostatnie etapy powstawania fresku. Nad niewielkim malowidłem przy wejściu do domu parafialnego pracował w tym czasie inny ikonopisiec, Miodrag Milutinović. Pokrył płaszczyznę warstwą tynku, naniósł na nią rysunek, wypełnił kontury farbą, potem modelował postać, rozjaśniając jej fragmenty. Powstał fresk – ikona Matki Bożej Umilenije,  wzorowana na ikonie z monasteru Vysoki Decani w Kosowie.

Można też było, na specjalnie przygotowanej wystawie, niejako podejrzeć freski w przekroju. Na sztalugach stały kopie supraskich ikon, na których wyraźnie widać było ich warstwy – grubszy tynk, cieńszy podkład właściwy i cieniuteńką warstwę barwnika.

Uczestników warsztatów zainteresowały też inne techniki malarstwa ściennego. Profesor opowiadał o ikonach pisanych na suchych tynkach, gdzie warstwą wiążącą jest uzyskiwana z mleka kazeina,  o mozaikach, które stały się popularne, gdy tylko po edykcie mediolańskim ustały prześladowania chrześcijan i zaczęli oni wznosić i ozdabiać swoje świątynie, o farbach olejnych, akrylowych, a także o mającej źródła w Egipcie enkaustyce, malowaniu farbami, których spoiwem jest wosk pszczeli.

Nie można powiedzieć, przekonywał profesor, że tylko prace wykonane zgodnie ze starodawnymi,  przekazywanymi z pokolenia na pokolenie twórców, technikami, są piękne i trwałe. Współczesność wnosi do polichromii nowe walory, nie warto ich z góry negować i odrzucać.

Sztuka cerkiewna opiewać ma Bożą chwałę i zbliżać ludzi do Boga. Technika jej wykonywania nie jest w tej kwestii najważniejsza.

Dorota Wysocka, fot. autorka 


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token