Numer 9(363)    Wrzesień 2015Numer 9(363)    Wrzesień 2015
fot.Anna Radziukiewicz
Piuchcica znaczy świętość
Michał Bołtryk
Piuchcica leży w Estonii, ale na jej mapie nie ma takiej miejscowości. Jednak do Piuchcicy od ponad stu lat ciągną pielgrzymi, szczególnie z Rosji. My także tam dotarliśmy. My, to znaczy uczestnicy pielgrzymki, której organizatorem był Prawosławny Dom Kultury w Bielsku Podlaskim, pilotem Irena Treszczotko, a opiekunem duchowym wyprawy o. Jerzy Charytoniuk, proboszcz parafii w Maleszach i Brańsku. Nasza trasa wiodła przez Rygę, Pustyń Ryską, Piuchcicę, Tallin i Helsinki. W Piuchcicy mieliśmy swoją „bazę” od 30 czerwca wieczorem do 4 lipca rano.

Nazwa Piuchcica pochodzi z języka estońskiego – Puhitsetud. Oznacza świętość, miejsce święte. Na wzgórzu obok wsi Kuremae (to słowo znaczy – Żurawia Góra), na północnym wschodzie kraju, między Jeziorem Czudzkim, na którym w 1242 roku św. książę Aleksander Newski, bardzo tu czczony, pokonał rycerzy z Zakonu Krzyżackiego, a Zatoką Fińską, 25 kilometrów od najbliższej stacji kolejowej Juchwe, leży prawosławny monaster.

Na górze stoi dziś sześć prawosławnych świątyń i wiele monasterskich zabudowań.W monasterze modli się i pracuje 110 mniszek, wśród nich matuszka Eufrozyna. Nadano jej imię ku czci św. Eufrozyny Połockiej. Matuszka Eufrozyna dawniej mieszkała w Kijowie, jej świecka rodzina żyje w Winnicy.

Matuszka Eufrozyna oprowadza nas po monasterze i opowiada jego dzieje.

– W XVI wieku – mówi – na górze ukazała się pastuszkom Bogarodzica w lazurowej szacie. Wróciwszy wieczorem do domu opowiadali o niezwykłym widzeniu.Następnego dnia udało się na górę więcej ludzi. Im także ukazała się niezwykła postać. Trzeciego dnia u podnóża góry zgromadziło się wielu mieszkańców okolicznych wsi. Im też dane było ujrzeć tę samą postać. Stała, gdzie teraz bije święte źródełko. Potem wstąpiła na górę, zatrzymała się przy dębie i zniknęła. Wkrótce wieśniacy znaleźli w szczelinie dębu ikonę Zaśnięcia Bogarodzicy.

Od tego czasu miejscowi ludzie nazwali górę Piuchcica, święte miejsce.Obok dębu zbudowali małą kapliczkę, tam umieścili ikonę Bogarodzicy. Tu podążali na święto Zaśnięcia Bogarodzicy okoliczni mieszkańcy. Modlili się, czytali akatysty, doznawali uzdrowień. W czasach smut i wojen ikonę przechowywano w Narwie, potem we wsi Syryniec, gdzie zbudowano prawosławną cerkiew. Na święto Zaśnięcia Bogarodzicy szła procesja ze wsi Syryniec do Kuremae, na Świętą Górę. Szli – jak odnotowuje monasterski latopis – gęsiego przez bagna i lasy, po kolana w błocie. Ikonę nieśli z wielką miłością i bojaźnią.

Tak było prawie do końca XIX wieku, do założenia w 1891 roku  żeńskiego monasteru Zaśnięcia Bogarodzicy.  

Po przekroczeniu bramy monasterskiej – Świętych Wrót – u stóp soboru Zaśnięcia Bogarodzicy, wyświęconego w 1910 roku, rzuca się w oczy napis z żywych, rosnących, kwiatów po rosyjsku: PIUCHCICA 124. Tyle lat ma ten monaster.

Obecnie znaleziona na  dębie ikona znajduje się w monasterskim soborze. Obok wielu świętości znajduje się tu także Piuchcicka Ikona Matki Bożej, na której przedstawiono widzenie Przenajświętszej Bogarodzicy w Kuremae i powstałe w tym miejscu źródełko, napisana przez mniszki  w 1884 roku. To tę ikonę siostry podarowały na urodziny o. Joannowi Kronsztadzkiemu. Towarzyszyła mu  do końca życia.

W 1946 roku, 1 lipca, ikona wróciła do Piuchcicy. Ten dzień od tego czasu jest cerkiewnym świętem Piuchcickiej Ikony Matki Bożej. Jak co roku służy tu w tym dniu metropolita estońskiej Cerkwi Korneliusz – w tym roku skończył 91 lat. Po nabożeństwie w soborze krestnyj chod idzie na pobliski cmentarz, do dębu, gdzie odnaleziono ikonę. I my uczestniczyliśmy w tym wielkim święcie.

Święty Joann Kronsztadzki (kanonizowany przez rosyjską Cerkiew w 1990 roku) jest w Piuchcicy szczególnie czczony. Ale ma też wielkie zasługi w utworzeniu i rozbudowie monasteru. Bez jego duchowej i pieniężnej pomocy monaster nie osiągnąłby takiego rozwoju. Siostry pamiętają o swoim dobrodzieju. W jednym z budynków, gdzie znajduje się Izba Pamiątek, oddzielny pokój przenaczono na Muzeum Joanna Kronsztadzkiego. Znajdują się tu jego fotografie, ikony, szaty liturgiczne, świeckie ubrania, meble, odezwa do żołnierzy na japońskim froncie, krzyże, sprzęty liturgiczne... Są tu przechowywane świętości z różnych miejsc Rosji, ale także całego świata prawosławnego.

Monaster u zarania swojego powstania miał dwoje możnych protektorów i darczyńców – gubernatora Estonii w latach 1885-1894, księcia Sergiusza  Szachowskiego, i jego małżonkę księżnę Elżbietę Szachowską, z domu hrabiankę Milutinę. Niestety, książę zmarł w 42 roku życia, księżna Elżbieta kilkadziesiąt lat później. Żyła 96 lat. Cały czas dbała o monaster i rozwój prawosławia w Estonii. Książę Szachowski, zgodnie z życzeniem,  spoczywa w Piuchcicy pod ołtarzem cerkwi św. Sergiusza Radoneskiego. Obok męża spoczywa także księżna Elżbieta. Cerkiew zbudowała księżna z własnych środków.

W Piuchcicy są budowle wzniesione współcześnie. W 1990 roku na miejscu starej dzwonnicy zbudowano nową. To dzwonnica cerkwi św. Sergiusza Radoneskiego. W 1990 roku stanęła też tam chrzcielnica św. Jana Chrzciciela i męczennika Izydora Jurjewskiego. Dużo dorosłych tu przyjmuje chrzty w soboty i niedziele. Są chrzty pojedyncze i grupowe. Chrzczone są także dzieci.

Warto przybliżyć historię św. Izydora Jurjewskiego, którą opowiedziała nam matuszka Eufrozyna

Tartu – miasto w Estonii – w swoim czasie nosiło nazwę Jurjew. W mieście było dwóch duchownych prawosławnych i niewielka liczba wiernych. Katolicy stanowili wówczas zdecydowaną większość. Duchowny Joann został wypędzony z miasta. Poszedł do Pskowa i tam założył monaster. Izydor i jego 72 wiernych, w tym dzieci, zostali w mieście. Nie zgodzili się na zmianę wyznania. Wszyscy zginęli na Emołży (Emajgi) podczas święcenia wody. Po roztopach, na wiosnę, ciała ich wypłynęły w górze rzeki i zatrzymały się koło Jurjewa – Tartu. Dziś – mówi matuszka – każdego dnia modlimy się do nich słowami: Światy muczenik Isidor i iże s nim moli Boha o nas. Dzień Estońskich Świętych jest obchodzony 1 grudnia.

Z góry od cerkwi św. Sergiusza rozciąga się piękny widok na monasterską pasiekę. Jeden z uli jest nawet kopią  monasterskiego soboru (w tym roku był w remoncie). Za pasieką są warsztaty monasterskie i gospodarskie zabudowania. Na terenie monasterskim zwracają uwagę pielgrzymów wielki stogi drewna na opał. Stogi takie stoją też poza terenem monasterskim. Takich nigdzie nie widziałem.

Poza murami monasterskimi do klasztoru należy 70 hektarów ziemi. Są na niej łąki, uprawy zbóż, ogrody z warzywami, szklarnie, folie, obory dla krów, kurniki... Siostry w Piuchcicy ciężko pracują. My także, ale tylko przez kilka godzin, za to w bardzo upalny dzień, nieśliśmy posłuszanije – na polu z kartoflami, przy szklarniach, w ogrodzie warzywnym i w soborze.

Na koniec naszego „pielgrzymowania” po monasterskim terenie matuszka Eufrozyna opowiada historię z czasu II wojny światowej: – Kilka lat po powrocie do Piuchcicy ikony, napisanej i podarowanej Joannowi Kronsztadzkiemu, przyjechał do monasteru pilot samolotów wojskowych. Opowiedziano mu, jak podczas wojny cudem ocalał monaster, choć wokół spadały bomby i uczyniły wiele szkód. – I ja – powiedział w pewnej chwili pilot – miałem rozkaz zrzucać na tę górę bomby. Nadlatywałem nad monaster przy jasnej pogodzie i raptem wszystko osnuła mgła. Zrobiłem drugi krąg – to samo. Trudno, uznałem, i zacząłem zrzucać bomby według obliczeń. Raptem niebo zajaśniało i ujrzałem kobietę w niebieskiej sukni. Powiedziała: Synu, nie burz mojego domu!

Lotnik, opowiedziawszy to, wszedł do soboru i stanął przed ikoną Matki Bożej „Przy Źródle”. Kobieta w niebieskiej sukni... to była Ona – powiedział.

Tę opowieść znalazłem także w monasterskim latopisie, wydanym przez monaster w 2009 roku.

Michał Bołtryk, fot. autor

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token