Numer 9(363)    Wrzesień 2015Numer 9(363)    Wrzesień 2015
fot.Anna Radziukiewicz
Pod opieką świętego Mikołaja
Anna Radziukiewicz
Trzysta sześćdziesiąt osób sześcioma autokarami pojechało 23 lipca 1995 roku do Grodna na spotkanie z patriarchą Moskwy i całej Rusi Aleksym. To była pierwsza akcja, od razu zorganizowana z rozmachem, bractwa św. Mikołaja, powstałego pół roku wcześniej, czyli w końcu 1994 roku. Jego pierwszym przewodniczącym został Jan Zieniuk. Zastąpił go już w 1995 roku Jarosław Werdoni. Po sześciu latach zmienił go Aleksander Biszczuk, funkcję piastując dwa lata. Irena Treszczotko przewodniczyła organizacji siedem lat, do 2010 roku, po niej dwa lata Halina Leszczyńska. W 2012 roku na przewodniczącego wybrano Jana Kochanowicza. Zmieniali się opiekunowie duchowi bractwa. Byli nimi ojcowie Grzegorz Misijuk, Mikołaj Borowik, Jerzy Mackiewicz i do dziś Anatol Ławreszuk. Tylko skarbnik organizacji jest ciągle ten sam – Halina Leszczyńska, piastująca także funkcję wiceprzewodniczącej. I ciągle ten sam jest filar bractwa – Barbara Sidoruk, zawsze pracująca w zarządzie, ofiarna i siejąca wokół siebie szczęście.


JUGOSŁAWIA

Kolejna wielka akcja to pomoc ofiarom wojny w Jugosławii. Ruszyła w 1995 roku we współpracy z prawosławnym komitetem pomocy tym ofiarom, kierowanym przez posła Eugeniusza Czykwina. Zebrano wtedy prawie 43 tysiące złotych i wiele rzeczy, między innymi 1150 koców, mnóstwo ziemniaków. Ostatnie musiały pojechać na Białoruś. Za pieniądze kupowano żywność, leki, proszki do prania. Dary powieziono do Jugosławii czterema tirami. Dotarły szczęśliwie, choć nie bez przygód.


PRZYCHODNIA

Kolejna odważna decyzja zapada już w końcu dziewięćdziesiątego piątego roku. Tworzymy zakład opieki zdrowotnej – postanowiono. Powstał na początku następnego roku. Nazwano go Hagia Sophia – od siedziby. Mieścił się przy parafii Hagia Sophia w Białymstoku. Prawosławna przychodnia – to było wydarzenie. Gromadziła lekarzy, studentów medycyny, a kierował nią o. Anatol Konach. Pracowali rehabilitanci i stomatolog. Idea dobra, ale nie lokalizacja. Daleko od centrum. Dwa lata później zakład przeniesiono do nowego budynku przy ul. św. Mikołaja, naprzeciwko cerkwi. Zmieniono nazwę na Kendron, co po grecku znaczy centrum, czyli zgodnie z prawdą. W centrum miasta przyjmowali kardiolodzy, stomatolodzy, neurolodzy. Najbardziej znany stał się gabinet stomatologiczny, prowadzony przez siostrę stomatolog z monasteru w Dojlidach, potem Zwierkach, Julię, obecnie matuszkę Elżbietę.


AUKCJA MONASTERSKA

Bractwo zawsze reagowało na potrzeby Cerkwi. W 1996 roku najważniejszą stał się remont świeżo odzyskanych budynków monasterskiego zespołu w Supraślu. Ruszyła tak zwana aukcja monasterska. Ludzie przynosili haftowane obrusy, ręczniki, zastawy stołowe, srebrne łyżeczki, książki, obrazy. Bratczycy sprzedawali te ofiary na monaster. W ten sposób przez cztery lata uzbierano prawie 30 tysięcy złotych i razem z wyrobami ze srebra i złota przekazano monasterowi.


DOMOM OPIEKI

W tym samym roku ruszyła inna akcja – Kożyno. Kożyno to wieś w parafii Klejniki. Stał w niej opuszczony zakład karny. Przedsiębiorczy proboszcz klejnickiej parafii, o. Aleksander Wysocki, postanowił urządzić w nim prawosławny dom opieki. Wtedy to była nowość, w zasadzie pierwszy taki dom. Byłe więzienie udało się, z trudem, pozyskać parafii. Zdjęto dach, dobudowano piętro, urządzono kaplicę. Ale jaka w tym rola bractwa? Otóż ono z pełnym zapałem ruszyło do pomocy o. Aleksandrowi. Pokoje i cały dom trzeba przecież wyposażyć. Rozpoczęła się wielka zbiórka.

– Dziś chyba nie do powtórzenia – mówi Jarosław Werdoni. – Zbieraliśmy pościel, ręczniki, lodówki, pralki, krzesła, stoły, łóżka, szafki, wykładziny, nawet ścierki. Dom, nazwany Arką, nie był jeszcze gotowy, a my to wszystko wieźliśmy już do Kożyna. Do wielu instytucji chodziliśmy z pytaniem, czy nie mają niczego zbędnego. Patrzono na nas jak na dziwaków, ale przekazano meble z zamykanej szkoły. Zaś stare meble z sądu okręgowego w Białymstoku trafiły za pośrednictwem bractwa do kolejnego urządzanego prawosławnego domu opieki, w Hajnówce. Sporo mebli przekazaliśmy do domu opieki w Trześciance, pomagaliśmy podobnemu domowi w Grabarce.
Tamara Iwaszko ofiarowała Arce osobowy samochód.


„ZAKARPACIE”

Akcja „Zakarpacie” ruszyła w końcu 1998 roku. Bratczycy ulitowali się nad ludnością zakarpackiej Ukrainy, dotkniętej powodzią. Znów zbierali dary. 28 grudnia 1998 roku wyruszył pierwszy tir, załadowany darami, miesiąc później drugi. Oba pilotowała Irena Treszczotko.

– Do pokoiku bractwa przychodzi kobieta – opowiada Irena Treszczotko. – Płacze. Mówi, że mąż z domu ją wygonił, bo oddała na „Zakarpacie” jego starą kurtkę, co w piwnicy wisiała. – Jaki problem? – pytam. Starej kurtki mu żal? – Ale on chował przede mną w kieszeni tej kurtki pieniądze. 700 dolarów trzymał. Wszystkie na Zakarpacie pojechały – na to kobieta. Dzwonię do batiuszki z monasteru mukaczewsko-użhorodzkiego, bo tam zawieźliśmy dary. – Mówcie szybko – na to rozdrażniony batiuszka – bo rozpaliłem ognisko i idę wrzucić do niego stare rzeczy z waszych darów, które do niczego się nie nadają. – Batiuszka, a taka kurtka... – opisuję ją. – Właśnie trzymam ją w ręku. Niosę do spalenia – słyszę. – A zajrzyjcie do kieszeni – ja do batiuszki. – 700 dolarów – na to batiuszka. Właściciel dolarów pojechał do Użhorodu. Dolary odzyskał. Dwieście zostawił w monasterze.


PIELGRZYMOWANIE

Tysiące ludzi dotarło dzięki bractwu do miejsc świętych Rosji, Białorusi, Ukrainy, Litwy, Estonii, Finlandii, do monasterów w Polsce, na ważne uroczystości życia cerkiewnego. Od 1998 roku bractwo zaczęło proponować mnóstwo pielgrzymek. W 2000 roku zorganizowano pamiętną  wyprawę do Sankt Petersburga i na Wałaam. Dla 46 osób było to odkrywanie nowego świata duchowego.

W 2003 roku zorganizowano aż trzynaście pielgrzymek. Wzięły w nich udział 633 osoby. Rok później pielgrzymowało 735 osób, w 2005 roku 782. Ale już w 2013 roku w czternastu pielgrzymkach wzięły udział 1153 osoby. W ciągu dwudziestu lat istnienia bractwa zaproszono na 213 pielgrzymek, w których wzięło udział ponad 12,5 tysiąca osób! To praca godna poważnego biura podróży. Pielgrzymi potrzebują duchowych opiekunów. Najczęściej tę odpowiedzialną rolę pełni o. Mikołaj Słokotowicz. W 2012 roku aż jedenaście razy wyjeżdżął z pielgrzmami, trzy razy o. Bazyli Kalinowski. Przez wiele pierwszych lat połomniczestwa duchowym i wspaniałym opiekunem był o. Eugeniusz Konachowicz.


OGRODY

Odtwarzanie barokowego ogrodu przy monasterze w Supraślu rozpoczęto w 2006 roku. Duża działka, ciągnąca się wzdłuż całej południowej pierzei monasteru, wymagała mnóstwa pracy, ciężkiej, bo przy ziemi. Bractwo dostarcza rąk do pracy. Zawozi tam w różnych dniach i miesiącach aż trzysta osób, którzy pracują w sumie 1039 godzin. Dwanaście autokarów do przewozu ludzi posyła Nina Zielińska z biura podróży Kosmos, połowę z nich za darmo. Do akcji włącza się Jan Klimczuk, pracujący w Białostockiej Fabryce Mebli. Nie tylko on, na jego zachętę reaguje wielu pracowników fabryki.


WIERBY I KWIATY

Od dziesięciu lat bratczycy przygotowują na Niedzielę Palmową wierby. Zaś na święto Zaśnięcia Bogarodzicy wiązanki kwiatów i zbóż do poświęcenia podczas Liturgii. Ludzie wrzucają wtedy w ofierze pieniądze. Uzbierane stąd, ale i z innych źródeł, na przykład z organizacji pielgrzymek, przekazują bratczycy na potrzeby różnych cerkwi czy festiwalu cerkiewnego śpiewu w Hajnówce – po pięćset, tysiąc pięćset złotych. Choćby w 2007 roku przekazali 7747 złotych i 120 dolarów. Dużo. Dlaczego? Bo bratczycy pracują społecznie. Za pracę, jak Basia Sidoruk, niemal codzienną, nie pobierają żadnych wynagrodzeń. 

Kiedy w 2007 roku przywieziono z monasteru na Synaju relikwie św. Katarzyny Aleksandryjskiej, bratczycy ułożyli kwiatowy dywan o szerokości trzech metrów, biegnący od drzwi siedziby arcybiskupa do drzwi katedralnej cerkwi św. Mikołaja. Pięćset wiązanek kwiatowych przygotowała nieżyjąca już Irena Cybik, która dwadzieścia lat walczyła z rakiem.
– To wspaniała osoba – mówi o niej Barbara Sidoruk. – Plastyczka, wszystko czego się dotykała, jakby zamieniała w piękno. To ona podczas świąt Bogorodicznych dekorowała w cerkwi św. Mikołaja kwiatami wiele ikon. To ona przyszła do bractwa z inicjatywą czytania Psałterza i ona zaproponowała, by dokonać jego przekładu na polski. Odeszła w wieku sześćdziesięciu lat.


SAMOTNYM

Bratczycy organizują wigilijne kolacje i wielkanocne śniadania. Po modlitwie w cerkwi i za stołem 60-70 samotnych osób spożywa razem z batiuszką i bratczykami ten wyjątkowy posiłek, zostawiając swoją samotność. W ostatnich dwóch latach te spotkania gromadzily po 100-150 osób.


CZYTANIE PASŁTERZA

Nieustanne czytanie Psałterza znamy jako praktykę monasterską. Przejęli ją bratczycy. W 2007 roku utworzyli pięć dwudziestoosobowych grup do czytania Psałterza do Matki Bożej. Każda rozpoczynała jego czytanie w pierwszym dniu któregoś z postów. Jak wiemy, księga ta zawiera 20 kafizm, stąd powstają 20-osobowe grupy. Każda z osób grupy ma codziennie przeczytać wyznaczoną jej na 40 dni kafizmę. Potem przechodzi do czytania kolejnej. W ten sposób jedna grupa przeczyta w ciągu dnia cały Psałterz. – Ludzie, którzy czytają Pasłterz, są uskrzydleni, mówią, że przybywa im sił duchowych i cielesnych. To uczta duchowa – stwierdza Barbara Sidoruk, która grupy organizuje i każdej osobie z kilkuletnim wyprzedzeniem wyznacza, w jaki sposób ma Psałterz czytać. – Czytając Psałterz modlimy się jednocześnie za metropolitę Sawę, arcybiskupa Jakuba, archimandrytów i ihumenów wszystkich monasterów, braci, duchownych. Oprócz tego każdy czytający ma osobistą listę osób – żyjących i zmarłych, za które się modli. „Basiu, jestem ci tak wdzięczna, że namówiłaś mnie do czytania Psałterza” – przychodzą do nas ludzie z podziękowaniami. „Psałterz stał się moim życiem”. Są ludzie, którzy uczynili z czytania stałą praktykę modlitewną. „Budzę się, zapalam świecę, otwieram Psałterz i czytam. Tak zaczynam dzień. To są wspaniałe chwile” – zwierza się jedna z kobiet.
– Równolegle czytamy Psałterz Dawidowy – mówi pani Basia. – Teraz organizujemy dziewiątą grupę czytania Psałterza.
– Jest to ogromna praca, by wszystko skoordynować – zauważam.
– Ale jednocześnie radość, że sławimy Pana, Bogarodzicę, modlimy się za świat – odpowiada Barbara Sidoruk. – Gdy grupa zakończy swój cykl czytania, zapraszamy wszystkich do bractwa, ugaszczamy ich, cieszymy się sobą, opowiadamy o swoich duchowych doświadczeniach. To fantastyczne spotkania. One też są nagrodą za trud. Wyznaczamy kolejny cykl czytania, pomijając Świetłą Siedmicę, bo w paschalnym tygodniu nie czyta się Psałterza.

Czytanie Psałterza pobłogosławili władyka Jakub i opiekunowie duchowi bractwa, o.o. Eugeniusz Konachowicz, Jerzy Mackiewicz, Jan Fiedorczuk, Anatol Ławreszuk.

W 2014 roku staraniem bractwa ukazało się tłumaczenie Psałterza do Matki Bożej, dokonane przez o. Stanisława Stracha. Księga zawiera trzy wersje – cerkiewnosłowiańską, transliterację cs i łacinkę.


NOWE

Wraz z wyborem nowego przewodniczącego bractwa, dr hab. Jana Kochanowicza, neurologa, pojawiły się nowe formy działalności, które starych, sprawdzonych, nie usunęły w cień.

Nowe skierowano głównie do młodych. 8 i 9 sierpnia młodzi pielgrzymi płyną kajakami rzeką Supraśl na święto Supraskiej Ikony Matki Bożej. W pierwszym roku płynęło 40 osób. Ich duchowym opiekunem jest o. Mikołaj Ostapczuk, proboszcz gródeckiej parafii. Kajakowi pielgrzymi popłynęli w tym roku po raz piąty. Jan Kochanowicz organizuje także sprzątanie rzeki Supraśl – w pierwszej akcji wzięło udział 76 osób, zapusty dla prawosławnej młodzieży, rajdy rowerowe, podczas których poznaje się cerkwie, kaplice i święte dla prawosławia miejsca.

Nowy przewodniczący nawiązał współpracę z radiem Orthodoxia i Gazetą Współczesną. Audycja „Pytanie do specjalisty” pojawia się w każdy poniedziałek na antenie radia, potem na łamach „Gazety Współczesnej”.
Przy Janie Kochanowiczu szeroko rozwinęła szkrzydła przychodnia Kendron, która przeniosła się do nowej siedziby przy ulicy Marjańskiego, też w centrum Białegostoku, pozyskała najwyższej klasy rezonas magnetyczny. Z usług przychodni chętnie korzystają prawosławni i katolicy.

W ten sposób Bractwo św. Mikołaja obejmuje swą ofertą prawosławnych różnych pokoleń i ludzi innych wyznań, tak jakby chciał patron bractwa.
 
Anna Radziukiewicz
Fotografie pochodzą z kroniki Bractwa św. Mikołaja
prowadzonej przez Barbarę Sidoruk


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token