Numer 9(363)    Wrzesień 2015Numer 9(363)    Wrzesień 2015
fot.Anna Radziukiewicz
I już nie mam z kim rozmawiać po rosyjsku
Ałła Matreńczyk
Piękna rodzinna fotografia: Bazyli Kocyk z żoną Elżbietą otoczeni dziewięciorgiem dzieci. Dostojna mama i najstarsza córka, już panienka, z książką w ręku, papa w mundurze służb celnych z szablą u boku. Który to był rok? 1907 może 1908, zdjęcie wykonano prawdopodobnie w Częstochowie, dokąd młode małżeństwo dotarło w 1882 roku, porzucając na zawsze rodzinne Podlasie. Elżbieta z Tymińskich, urodzona w Boćkach, miała wówczas osiemnaście lat, Bazyli Kocyk rodem z Sobiatyna – dwadzieścia sześć. Bazyli zatrudnił się w służbie celnej, szybko awansował, dochodząc do posady kierownika komory celnej pierwszej klasy w Maczkach, ówczesnym uroczysku Granica (dziś część Sosnowca), ważnej stacji kolejowej na granicy Rosji z Austrią, która w latach osiemdziesiątych XIX wieku, po połączeniu z koleją iwanogrodzko-dąbrowską, stała się największym węzłem kolejowym imperium Romanowych.

Kocykowie w Częstochowie kupili dom, na świat zaczęły przychodzić dzieci, sześciu synów i trzy córki.

 – Wszyscy byli bardzo pogodni i muzykalni – wspomina pani Tatiana Altman, wnuczka Bazylego i Elżbiety. – I bardzo oddani cerkwi.

W Częstochowie kilkutysięczna wspólnota prawosławna korzysta z kilku świątyń, w tym z usytuowanej w centrum miasta pięknej cerkwi św.św. Cyryla i Metodego, którą wzniesiono według tego samego projektu co warszawski sobór św. Marii Magdaleny. W Maczkach, gdzie pracował Bazyli, też jest cerkiew, św. Aleksandra Newskiego, jedna z sześciu, jakie dla służb granicznych zbudowało Ministerstwo Handlu Zagranicznego Rosji.

– Niech ta świątynia będzie dla was, bracia, i środkiem, i zachętą do gorliwości w wierze prawosławnej – mówił podczas jej wyświęcenia w 1884 roku do siedmiuset czterdziestu dziewięciu parafian arcybiskup Leoncjusz. – Na was spoczywa obowiązek ukazywania swojej wiary w chrześcijańskim działaniu, żeby innowiercy, widząc waszą pobożność, widzieli też wartość prawosławia, ku swojemu pouczeniu. 

I Bazyli, i Elżbieta są pobożni, tę pobożność i gorliwość przekazują dzieciom. Dzieci są zdolne, zdobywają wykształcenie, a najstarszy syn Sergiusz oprócz studiów ekonomicznych kończy konserwatorium w Rzymie. Pierwsza wojna światowa burzy rodzinny ład. Z czterech  synów, którzy znaleźli się w Rosji,  naturalną śmiercią zmarł tylko jeden – Konstanty. Piotr zginął na wojnie, w 1918 roku, Wania i Mikołaj później, w tragicznych okolicznościach.

Gdy nastaje pokój, starszy brat Sergiusz podejmuje pracę dyrygenta chóru w soborze Aleksandra Newskiego w Łodzi, z żoną i dwiema córkami mieszka w domu parafialnym. Raz po raz odwiedza Częstochowę. Tam mieszkają rodzice, siostra i najmłodszy brat Włodzimierz. Wszyscy z bólem patrzą, jak piękną cerkiew św.św. Cyryla i Metodego przejmują katolicy. A prawosławni? No cóż, muszą wynajmować pomieszczenie na potrzeby cerkwi,  adaptują  starą kuźnię. Wiernych nie brakuje, dochodzą przecież biali emigranci, wśród nich zdolny prawnik Wsiewołod Łopuchowski. Żeni się z Nadią, najmłodszą córką Kocyków, nauczycielką języka rosyjskiego i francuskiego w miejscowym gimnazjum. Za mąż wychodzi też córka Zina, niestety, związek się rozpada. Syn Włodzimierz, absolwent seminarium duchownego, pracuje w „Częstochowiance”, prowadzi chór cerkiewny i chór białych emigrantów. Żeni się  z Nadieżdą z domu Kryłową, na świat przychodzą dwie córki. Podczas kryzysu w latach trzydziestych traci pracę.

Wtedy metropolita Dionizy kieruje go na wschód, do Bereźnego w województwie wołyńskim, na psałomszczyka.  

 Jest rok 1930.

 – Tata zabrał tylko mnie – wspomina pani Tatiana, córka Włodzimierza i Nadieżdy. – Mama musiała zostać z chorą siostrą, Ludmiłą. Dołączyły do nas po sześciu tygodniach. 

Razem z mamą przyjechała babcia Sonia Kryłowa z domu Ogińska. Dziadek Kryłow też wyruszył w ślad za nimi, ale jako Rosjanin i wojskowy nie mógł uzyskać zameldowania na wschodzie Polski, pomieszkiwał więc to tu, to tam.

W Bereźnem mieszkają Ukraińcy, ale też Żydzi, a nawet Niemcy.  Wszyscy się dobrze znają. Między ludźmi nie ma żadnych animozji. W miasteczku są dwie cerkwie, w jednej  odprawia się po ukraińsku, w drugiej po cerkiewnosłowiańsku. Włodzimierz Kocyk jest psałomszczykiem w tej drugiej. Wraz z rodziną mieszka w parafialnym domu. Stosunki z proboszczem układają się doskonale. Zresztą wszyscy mieszkańcy Bereźnego traktują ich, przybyłych z odległej Częstochowy, z dużym szacunkiem. 

W miasteczku są trzy szkoły – żydowska, polska i ukraińska.

Tania uczy się w ukraińskiej, potem  w gimnazjum w Równem.

Wybucha II wojna światowa. Wkraczają wojska radzieckie. Zaczyna być niespokojnie, noce spędzają na chutorze. W 1941 roku napadają Niemcy. Wkrótce tata zostaje wcielony do Armii Radzieckiej, walczy pod Leningradem, ranny trafia do szpitala.

Kiedy do Bereźnego weszli Niemcy, w miasteczku zorganizowano wielką uroczystość, po obu stronach wysokiej sceny zawieszono tryzuba i swastykę. Ale kiedy pewnej nocy Niemcy wywieźli całą ukraińską elitę, ten entuzjazm jakby trochę opadł.

W każdym bądź razie do końca wojny nikt nikogo z wywiezionych już nie zobaczył. 

 Tania zaczyna naukę w gimnazjum w Równem. Szkołę kończy w 1943 roku, ze świadectwem maturalnym w dwóch językach – ukraińskim i niemieckim, z tryzubem i swastyką i jej zdjęciem pośrodku. Tata Włodzimierz Kocyk zostaje przeniesiony do polskiej armii, uczy radzieckich oficerów  języka polskiego. Za tę służbę po wojnie zostanie odznaczony medalem  Komisji Edukacji Narodowej.

Gdy Berlin pada, Włodzimierz Kocyk wraca w rodzinne strony. Jako były żołnierz dostaje mieszkanie w Łodzi, przy ulicy Głównej, obecnie Adama Mickiewicza, i z niecierpliwością czeka na powrót rodziny z Bereźnego, które w powojennym ładzie znalazło się za granicą. W końcu 1945 roku transport z repatriantami dociera do Łodzi. Odtąd rodzina Włodzimierza osiada w tym mieście na stałe. Ani Bazyli Kocyk, który zmarł w 1942 roku, ani jego żona Elżbieta, która odchodzi rok później, nie doczekują tej chwili.  To nie koniec złych wieści. Nie żyje siostra Zina, zamordowana w tragicznych okolicznościach w świętokrzyskim w 1944 roku,  nie żyją  Mikołaj i Wania, których los rzucił aż do Kazachstanu.

Mikołaj, z niepełnym wyższym wykształceniem, pracował jako starszy księgowy w Pietropawłowsku. W 1937 roku został aresztowany i wysłany do łagrów w Kostromie, skąd już nie wrócił. 

Podobnie tragiczny los spotkał w 1938 roku Iwana, który pozostawił po sobie trwały ślad w kazachskiej kulturze. Pracował jako nauczyciel w słynnym Technikum Pedagogicznym, prowadził chór, z którego uformował się  pierwszy zawodowy kazachski  chór wielogłosowy. W 1928 roku  koncertował z nim na Kremlu, przed przywódcami partii i rządu.  Wiele lat poświęcił na zapisywanie kazachskiej muzyki ludowej, był  współzałożycielem kazachskiego Teatru Opery im. Abaja. I współautorem pierwszego widowiska muzycznego, które w styczniu 1934 roku zainaugurowało działalność tej placówki.

Ale to nie koniec rodzinnych tragedii.

W 1945 roku, tuż po wyzwoleniu Łodzi, zginął z rąk NKWD i UB najstarszy z braci, Sergiusz Kocyk. Podczas okupacji pracował jako prokurent w banku, wynajmował z rodziną piękne mieszkanie na Piotrkowskiej.

O mały włos tragiczny los spotkałby również jego córkę Lalę.

– Akurat wtedy razem z  tatą, jeszcze w wojskowym mundurze, odwiedziłam rodzinę wujka Sergiusza – wspomina pani Tania. – Razem z ciocią i dwiema kuzynkami, Lalą i Niną, siedziałyśmy przy stole, gdy rozległ się dzwonek.

 Lala natychmiast zerwała się na równe nogi. Podbiegła do drzwi i ukryła się za ciężką kotarą. Gdy domownicy otworzyli, cichutko wymknęła się na klatkę. A potem ukryła się u sąsiadów. Ubowcy zaczęli legitymować panią Tanię, bo obie dziewczyny były w podobnym wieku, ale  szybko zorientowali się, że to nie jej poszukują. Lali  udało się wyjechać na Ziemie Odzyskane, do Bystrzycy.

Zmiany następują także w życiu cerkwi. Ta w Częstochowie, zamieniona na kościół św. Jakuba, nie ma już nawet kopuł. Ta w Maczkach, gdzie przez wiele lat kierownikiem Izby Celnej był Bazyli Kocyk, zostaje rozebrana w 1955 roku. Rozbiórkę zaczęła jednostka wojskowa ze Szczakowej, kontynuowała Gminna Spółdzielnia Samopomoc Chłopska z Włodowic koło Zawiercia, materiały budowlane sprzedając miejscowej ludności. Na próżno interweniuje, post factum, metropolita Makary. Nie otrzymuje odpowiedzi. Prawosławnym pozostaje jedynie piękne, długie na 150 metrów i wysokie na półtora metra żelazne ogrodzenie, które dziś okala posesję seminarium duchownego w Warszawie.

Łódzka parafia wychodzi z tych zawieruch w stosunkowo dobrym stanie.

Mało tego, w 1951 roku staje się siedzibą biskupa. Katedrę obejmuje urodzony w Carskim Siole władyka Jerzy (Korenistow), molitwiennik,  o dużej kulturze osobistej i pokorze.

Włodzimierz Kocyk podejmuje pracę – najpierw jako nauczyciel w szkole, potem dyrektor administracyjny łódzkiego domu dawnej YMCA, dyrektor szkoły, Klubu Inżynierów Budownictwa. Tym klubem zajmuje się razem z żoną Nadieżdą.

Córki rosną, studiują. Starsza  Tania po przerwanych studiach medycznych kończy kosmetologię, zostaje nauczycielką zawodu. Młodsza Ludmiła, z zawodu ekonomistka, pracuje jako tłumacz, zostaje kierownikiem działu współpracy zagranicznej w przemyśle maszyn włókienniczych.

Ich mężowie związani są z filmem, Mikołaj Altman, mąż pani Tani, jest operatorem dźwięku, mąż pani Ludmiły – Arkadiusz Orłowski – kierownikiem produkcji (pracował m.in. u Kawalerowicza przy „Faronie”).

A Włodzimierz Kocyk cały czas jest blisko cerkwi, śpiewa w łódzkim chórze, potem nim dyryguje. Przez kilka lat dyryguje też chórem w Orli, potem chórem w zarubieżnej rosyjskiej cerkwi w Kopenhadze.

Tej, która stanęła nieopodal królewskiego zamku i na zawsze pozostaje związana z imieniem carycy Marii Fiodorownej (1847-1928), duńskiej księżniczki Dagmary, która wyszła za mąż za carewicza Aleksandra Aleksandrowicza, przyszłego cara Aleksandra III. Przed ślubem przyjęła prawosławie, całe swoje dalsze życie związała z Rosją, ale co roku wraz z rodziną odwiedzała „miłą Kopenhagę”. To na jej prośbę w 1880 roku zakupiono posesję pod budowę cerkwi. Wzniesiona w ciągu trzech lat świątynia pozostaje do dziś ważnym celem wszystkich wycieczek. Po I wojnie światowej stała się centrum życia rosyjskich białych emigrantów z wdową carycą Marią Fiodorowną i dwiema jej córkami, księżnymi Ksenią i Olgą na czele, które  przed bolszewickim terrorem w 1920 roku schroniły się w Kopenhadze.

Odtąd co niedziela caryca przychodziła do tej cerkwi, by modlić się za swego syna, Mikołaja, w którego śmierć do końca swych dni nie chciała uwierzyć. Odeszła w 1928 roku, jej pogrzeb odbył się właśnie tutaj, w kopenhaskiej cerkwi, otpiewał ją metropolita Eulogiusz (Gieorgijewski) w obecności członków kilku europejskich dworów. 

Włodzimierz Kocyk przez kilka lat dyrygował chórem w tej cerkwi. Po ukończeniu filologii rosyjskiej odwiedziła go Basia, córka pani Tani.  Dziadek powrócił do Łodzi, wnuczka pozostaje w Danii do dziś. Pracuje w szpitalu jako tłumacz rosyjskojęzycznych pacjentów.
Tłumaczy nie tylko w szpitalu. Gdy w 1983 roku z okazji stulecia poświęcenia kopenhaskiej cerkwi, do świątyni przybyła królowa Danii Małgorzata, Basia Altman była także jej tłumaczem.

A prawosławie, jak to u Kocyków, odgrywa dużą rolę w jej życiu.

W 1980 roku Włodzimierz Kocyk zostaje uhonorowany orderem św. Marii Magdaleny III stopnia.

I jak może, stara się podtrzymywać więzy rodzinne, także z rodzinami braci, którzy zginęli w Rosji radzieckiej. Spotyka się więc z dziećmi Iwana, Iriną i jej mężem Mikołajem Ponomariowem, przewodniczącym Rosyjskiej Akademii Sztuki w latach 1991-1997, którego prace można oglądać w Tretiakowskiej Galerii i Rosyjskim Muzeum, czy Mikołaja.

W 1986 roku Włodzimierz Kocyk umiera,  w 2012 odchodzi  jego młodsza córka Ludmiła.

– I  już nie mam z kim na co dzień rozmawiać po rosyjsku – przyznaje pani Tania. – Tylko w niedzielę, w cerkwi.

Ałła Matreńczyk
zdjęcia pochodzą
z archiwum rodziny Kocyków

Opinie

[1] 2016-02-11 05:05:00 Eryk Wiśniewski
Witam,muszę przyznać że wspaniała i tragiczna historia rodziny Kocyków mnie wzruszyła.
prawnuk Sergiusza Kocyka, Eryk Wiśniewski z Warszawy

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token