Numer 10(364)    Październik 2015Numer 10(364)    Październik 2015
fot.Anna Rydzanicz
W Samborzu powstaje cerkiew
Anna Rydzanicz
12 września 2015 roku w sobotę w Samborzu w gminie Kostomłoty koło Środy Śląskiej arcybiskup wrocławski i szczeciński Jeremiasz w asyście kilkunastu duchownych, blisko dwustu wiernych i zaproszonych gości, miejscowych władz oraz proboszcza najbliższej parafii rzymskokatolickiej, księdza Stanisława Przerada z Pichorowic, po uroczystej Liturgii poświęcił kamień węgielny pod budowę cerkwi. Będzie to pierwsza w powiecie średzkim od podstaw wybudowana świątynia prawosławna.

W trakcie homilii hierarcha przybliżył postać patronki, św. Wielkiej Męczennicy Paraskiewy i historię parafii w Samborze.

– W to miejsce zaprosiła nas św. męczennica Paraskiewa. Dzięki niej tu stoimy. To ona  tym, którzy tu się modlili, dawała siłę i prosiła Chrystusa, aby dał siłę kapłanom, którzy tu przyjeżdżali odprawiać Liturgie.

 Ten dzień to wielka dla nas radość. Cieszymy się, że powstaje nowy Dom Boży. Każde miejsce poświęcone Bogu zwiększa obecność dobra, piękna, Łaski Bożej w świecie. Każda modlitwa, którą zanosimy wspólnie z innymi modlącymi się czy samotnie jest  darem Bożym. Powinniśmy dziękować Bogu za wszystkie nasze modlitwy. Bez Łaski Bożej nie moglibyśmy się modlić. Kiedy możemy sprawować wspólnie Eucharystię, tym większa to radość. Kiedy powstaje cerkiew, zmienia się wszystko. Wokół jest Łaska Boża.

Podczas czytania psalmów poświęcono i wmurowano kamień węgielny z aktem erekcyjnym i relikwiami św. Jana Złotoustego, co podkreśla związek parafii z Cerkwią pierwszych wieków. Podczas uroczystości śpiewał chór wrocławskiej katedry. Na zakończenie o. Igor Habura, proboszcz parafii w Samborzu, podziękował duchownym i gościom za przybycie, wiernym za zaangażowanie. O. Piotr Nikolski ze Świdnicy podarował budowanej cerkwi ikonę św. Katarzyny, obiecując w przyszłości ikonę św. Paraskiewy. Uroczystości zakończyły się agapą.
Parafia św. Paraskiewy Ikonijskiej w Samborze, jedna z najmniejszych w Polsce, skupiająca zaledwie siedem rodzin, powstała w 1954 roku staraniem o. Stefana Bieguna, administratora parafii w Malczycach, jako jej filia. W czerwcu i lipcu 1947 roku w okolicach Samborza, przed wojną Tschammendorf, osiedlono Łemków z Banicy koło Krynicy oraz Czyrnej, prawosławnych i grekokatolików.

Olga Kowalska w 1947 roku miała dziesięć lat. – Przywieźli nas do dużego pustego domu. Bez okien i pieca – wspomina. – Wraz z trzema młodszymi braćmi spaliśmy na gołej ziemi i płakaliśmy. Na wielkie święto jechaliśmy pociągiem do Malczyc.

Jan Żerelik, starosta parafii w Samborzu, urodził się w marcu 1954 roku, miesiąc przed pierwszą odprawioną tu Liturgią. – Zostałem ochrzczony w Malczycach – mówi. – Dużo się zmieniło, kiedy zaczęła tam, w 1950 roku,  funkcjonować cerkiew. Do tego czasu część okolicznych Łemków uczęszczała do kościoła rzymskokatolickiego, bo do Wrocławia nie było jak dojechać. Oknem na świat była  stacja kolejowa w Ujeździe Górnym, oddalona o sześć kilometrów, które pokonywało się rowerem lub furmanką.

Cerkwią stała się domowa kaplica miejscowego pałacu, należącego od 1840 roku do rodziny Ecke, który po II wojnie stał się własnością PGR-u. Podobno dolna część pałacu, w tym kaplica, zostały zbudowane dwieście lat wcześniej niż górna, gdzieś po 1600 roku. Z końcem października 1946 roku rodzina właścicieli opuściła Tschammendorf i bydlęcymi wagonami, wraz z innymi niemieckimi rodzinami, odtransportowana została w okolice Drezna.

Zanim kaplica zaczęła ponownie być świątynią, trzeba było ją wyremontować. Niewielka powierzchnia, niecałe dwadzieścia metrów kwadratowych, do okien zawalona była gruzem. Okna pozabijane deskami, drzwi blokował gruz. – Trzeba było zrobić otwór w drzwiach – wspomina Olga Kowalska. Śmieci wywieziono, kaplicę pomalowano. 7 kwietnia 1954 roku odprawiono pierwsze nabożeństwo. Założenie parafii upamiętnia żeliwny krzyż przed świątynią. Oldze Kowalskiej, niespełna osiemnastoletniej, w kaplicy ślubu 22 lipca 1954 roku udzielił o. Stefan Biegun.

NA PIERWSZYM NABOŻEŃSTWIE
było ponad siedemdziesiąt osób. O. Biegun w dokumentach wymienia osiemnaście prawosławnych rodzin, potrzebujących opieki duszpasterskiej w Samborze. Potem do cerkwi zaczęto dojeżdżać z okolic, z Piersna, Kostomłot, Pielaszkowic, Pichorowic, Jarostowa, Jarosławia i Ujazdu Górnego. W latach świetności ludzie stali na zewnątrz, bo nie można było się zmieścić. W 1963 roku kilkanaście rodzin wróciło na Łemkowszczyznę, do Czyrnej, Brunar i Gładyszowa.

W liczącej dziś dwieście sześćdziesięciu mieszkańców wsi prawosławna kaplica była i jest jedyną świątynią. W końcu lat 50. wyremontowaną kaplicę  katolicy chcieli przekształcić  na kościół, ale niewielka społeczność prawosławna cerkwi nie oddała.
– Mój ojciec był w Samborzu przez dwadzieścia lat sołtysem. Cieszył się autorytetem – mówi Jan Żerelik. Z niewielką społecznością liczono się zawsze. Pani Olga pamięta lekcje religii katolickiej w szkole podstawowej. – Widzicie, oni znają „Ojcze nasz” i po polsku, i po swojemu – stawiał prawosławne dzieci za wzór ksiądz Dziedzic. – Trzeba było zostać w domu, święta macie – mawiał pochodzący ze wschodu kapłan.

W rodzinie Żerelików przywiązanie do cerkwi było silne. Dziadek ze strony ojca, Onufry Żerelik, był pierwszym cerkiewnikiem. Z kolei dziadek ze strony mamy, Jan Żerelik, w Banicy był psalmistą. Na początku lat trzydziestych, po powrocie większej części mieszkańców do prawosławia, podarował ziemię pod budowę cerkwi.

Wiosną 2015 roku Grzegorz Żerelik poszedł w ślady pradziadka. Niespełna ośmioarową działkę w centrum wsi podarował pod budowę świątyni.

– Cerkiew tworzą ludzie i to od nich zależy, jaka ona będzie – mówi Jan Żerelik. Parafia zawsze miała w ich rodzinie priorytet. W domu rodziców odbywała się nauka religii, kiedy w cerkwi było zimno. Przez lata nocowali u nich  kolejni proboszczowie, bo dojazd był trudny. Liturgie w Samborze odbywały się co drugą niedzielę. O. Jerzy Hnatów przez dziewiętnaście lat, najczęściej z Malczyc, dojeżdżał PKS-em do Cesarzowic, skąd pięć kilometrów szedł pieszo lub wyjeżdżał po niego ktoś rowerem czy motocyklem.

O. Lubomir Worhacz z Legnicy zaczął służyć w Samborzu w kwietniu 2006 roku. – Wiadomość, że mam tam dojeżdżać wraz z psalmistami legnickiej parafii, Adamem Barną i Adamem Kondraciukiem, była dla mnie zaskoczeniem – przyznaje. Nie chciał traktować parafii z doskoku, a dojazd, kiedy autostrada była w remoncie, zajmował godzinę w jedną stronę.

Przed nim parafię w latach 1985-2005 obsługiwał o. Michał Szlaga z Malczyc, następnie o. Michał Żuk, proboszcz parafii w Lubinie wraz z wikariuszem, o. Bogdanem Repełą. Latem 2005 roku parafianie zrobili gruntowny remont. Zbili tynki ze ścian, pomalowali. Kaplica w bryle budynku z daleka, od drogi, wyróżnia się żółtą elewacją i zadbanym obejściem.

Zimą warunki były trudne. – Bywało, że zamarzał kielich, bo nie można było domknąć okna – wspomina o. Worhacz. Stolarka była mocno sfatygowana. Kiedy zebrało się piętnaście osób, od wydychanej pary ściany były mokre. Po zimie wychodziła wilgoć i co roku trzeba było kaplicę malować.

– Kiedyś tak jakoś mimochodem zapytałem: A może by tak wybudować nową cerkiew? – wspomina o. Worhacz. Trwał wówczas remont cerkwi w Legnicy, który znacząco wsparli wierni z Samborza. Anna i Jan Żerelikowie ufundowali część ogrodzenia oraz podjęli się konserwacji krzyża z wieży legnickiej cerkwi. – Taka mała parafia, a taka prężna – dawał za przykład parafian z Samborza o. Lubomir. Każdej rodzinie przywoził Przegląd Prawosławny, Besidę czy kalendarze cerkiewne, bo byli spragnieni wiedzy. W  domach parafian na prośbę władyki organizował prelekcje przy herbacie. O monasterach w Grecji, o zejściu Świętego Ognia itp. W tym czasie rozwinęło się też życie liturgiczne.

PRZESTALI STAĆ NA UBOCZU
Parafie legnicka i w Samborzu za sprawą proboszcza tworzyły naczynia połączone. Na drugi dzień Paschy, święto parafii w Legnicy, przyjeżdżali wierni z Samborza, 10 listopada, w dzień św. Paraskiewy, w Samborzu śpiewał chór legnickiej parafii. Czasem za sprawą dyrygenta Adama Kondraciuka przyjeżdżał „Błahodar”, młodzieżowy chór diecezji wrocławsko-szczecińskiej, który chodził i po domach z kolędą. W święta trzydzieści osób z trudem mieściło się w cerkwi.

W  2014 roku o. Lubomir poprosił władykę Jeremiasza o zwolnienie z funkcji proboszcza w Samborzu. Przez rok dojeżdżał tam tylko raz w miesiącu, na zmianę z o. Bogdanem Repełą. – Pożegnanie było mokre – wyznaje.  Osiem i pół roku dojazdów do Samborza, jak mówi, to był dobry czas. Dwa śluby i cztery chrzty. Zero pogrzebów.

– Myśl o budowie cerkwi zrodziła się w trakcie kolędy – mówi Jan Żerelik. Inspiracją stała się pielgrzymka o. Igora Habury na przełomie listopada i grudnia 2014 roku do monasteru Paraklitu w Grecji. – Kiedy zobaczyłem niewielkie, przydrożne kapliczki, pomyślałem o cerkwi w Samborzu. Dlaczego miałoby się nie udać? – mówi o. Igor, od lutego tutejszy proboszcz. Odtąd Liturgie odbywają się tam co tydzień. Młody duchowny, rocznik 1990, pierwszy raz przyjechał 10 listopada 2014 roku, na święto parafialne. – Początkowo parafianie przyjęli to za żart – wspomina proboszcz. Odwiedzając kolejne domy pokazywał zdjęcia greckich kapliczek i szybko uwierzyli, że w Samborzu może stanąć cerkiew. Wiosną 2015 roku uporano się z dokumentacją i formalnościami związanymi z placem pod budowę. Pojawiła się też koncepcja świątyni. Z niewielkiej, prostokątnej bryły, zwieńczonej krzyżem, projekt wykonany przez zaprzyjaźnionego architekta ewoluował w kierunku minibazyliki wykończonej kopułą. Wzorowana na świątyniach greckich, nawiązuje do patronki parafii, a i nie można nie podkreślić związków Łemków z Bałkanami. Będzie przypominała świątynię wczesnochrześcijańską. Parafię w Samborzu, jak twierdzi o. Igor, łączy z nimi wiele cech pokrewnych. Mała, rodzinna. Taka, jakie były parafie pierwszych wieków. – Zapał tych ludzi jest wczesnochrześcijański – stwierdza o. Igor Habura. – To niewielka parafia o wielkim sercu. Niewielka będzie też cerkiewka, trzynaście i pół na sześć i pół metra, wewnątrz 65 m2.
18 lipca 2015 roku, w sobotę, arcybiskup Jeremiasz poświęcił plac pod budowę cerkwi, a tydzień później zajęto się zbrojeniem fundamentów. 1 sierpnia stanęła na placu grupa gotowych do pracy. 12 września 2015 roku przyjeżdżający na uroczystości poświęcenia kamienia węgielnego mogli zobaczyć w centrum wsi białe mury, wysokie na dwa metry.

POSTANOWILI BUDOWAĆ WSPÓLNIE,
systemem gospodarczym. Dopóki się da, bez udziału firmy. Każdego dnia na budowie, w miarę wolnego czasu, najczęściej popołudniami, ktoś pracuje. W soboty po pięć-sześć osób. Parafianie, ich krewni i znajomi. Prawosławni i katolicy oraz sympatycy prawosławia. Pieniądze, które musieliby zapłacić wykonawcom, inwestują w materiały budowlane.

– To, że się udało, to efekt duszpasterskiej pracy o. Lubomira i o. Bogdana. Zasiali dobre ziarno – mówi proboszcz o. Igor. Planują, jeśli pozwoli pogoda, przed zimą zamknąć stan surowy z zadaszeniem. Jeśli się uda, latem cerkiew wyświęcić.

Wystrój ma współgrać z charakterem parafii. Skromny, niewysoki ikonostas ma nadać wnętrzu modlitewny charakter.

– Najważniejsze, że będziemy mieć prawdziwą cerkiew – mówi Barbara Kowalska, córka pani Olgi. – Energii nam nie brakuje. Wszystko będzie zależało od finansów.

Jak dotąd nie tylko sprzyja im pogoda, ale ludzie dobrej woli i miejscowe władze. Wójt gminy Kostomłoty często przejeżdża obok budowy, by zerknąć, jak postępują prace. Wpływają pierwsze wpłaty. 

– W czasie poświęcenia kamienia węgielnego stałam i płakałam – przyznaje Olga Kowalska. Wróciły obrazy z 1947 roku. – Na tej drodze czekaliśmy na furmance na przydział domu. Kto by wtedy pomyślał, że tu stanie cerkiew – wzdycha pani Kowalska. Mają nadzieję, że z nową cerkwią pojawią się nowi parafianie. 

Anna Rydzanicz
fot. z archiwum o. Lubomira Worhacza oraz autorka

Parafia Prawosławna św. Paraskiewy
Samborz 21, 55-311 Kostomłoty
Nr konta: 84 1090 2590 0000 0001 3017 3940

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token