Numer 10(364)    Październik 2015Numer 10(364)    Październik 2015
fot.Anna Rydzanicz
W Bołtrykach przy pomniku
Michał Bołtryk
W Bołtrykach, w gminie Michałowo, nad rzeką Narwią, 5 września 2015 roku, poświęcono pomnik z krzyżem i tablicę z historią wsi. To nic osobliwego... Rzecz w tym, że wsi Bołtryki nie ma na współczesnych mapach Białostocczyzny, nie ma też w tamtym miejscu rzeki Narwi. Jest tam teraz duży zbiornik wodny Siemianówka.

A jednak miejsce, gdzie postawiono pomnik i tablicę, znajduje się na ziemi niegdyś należącej do mieszkańców wsi Bołtryki. Spod pomnika jest widok na lustro wody i w oddali wyspę zieleni. Tam było centrum wsi ze szkołą pośrodku.

W naszej wsi żyli katolicy i prawosławni. Tych pierwszych było zdecydowanie mniej. I jedni, i drudzy mówili po białorusku, a właściwie językiem bardzo zbliżonym do literackiego białoruskiego. Wszyscy uczyliśmy się w podstawówce białoruskiego.

Na uroczystość przyjechało z różnych miejscowości blisko stu mieszkańców wsi, której nie ma. Nie mogło też zabraknąć duchownych – prawosławnego (o. Sławomir Tofiluk z prawosławnej parafii Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Juszkowym Grodzie) i rzymskokatolickiego (ks. Krzysztof Andryszak z parafii Opatrzności Bożej w Michałowie, ksiądz z właściwej parafii w Jałówce nie mógł przyjechać).

Po modlitwach i poświęceniu pomnika i tablicy o. Sławomir Tofiluk mówił: – Zrobiono zalew, ludzie musieli opuścić wieś. Młodzi wyjechali do miast, niektórzy starsi znaleźli swoje miejsce blisko wsi. Starsi już odchodzą. Patrząc na tak licznie tu przybyłych, widzę że pamięć o waszej wsi zachowujecie. To bardzo dobrze. Postawiliście na pamiątkę pomnik z krzyżem i tablicę. To są informacje dla was, waszych rodzin, młodych, którzy wsi swoich rodziców nigdy nie poznali. Nie zapominajcie o tym miejscu, pamiętajcie o swoich przodkach...

Ks. Krzysztof Andryszak: – Wpatrując się w ten krzyż starajmy się wniknąć w tajemnicę naszych doświadczeń, tego przesiedlenia, porzucenia domów, cierpienia... Nie znam waszej historii, ale gdy patrzę na tak liczną grupę tu przybyłych, widzę, że więzy między wami przetrwały. I to jest najważniejsze w tym wszystkim. A ten krzyż na pomniku niech będzie zawsze znakiem waszego doświadczenia i pamięci o ziemi przodków.

Na uroczystości przy pomniku przybyli także burmistrz Michałowa Włodzimierz Konończuk i kierownik Zbiornika Siemianówka Leon Chlabicz.

– Ten krzyż, pomnik, to spotkanie po latach – mówił burmistrz – są dla nas wszystkich tu zebranych wielką chwilą. Dziękuję za tę inicjatywę i tak liczne przybycie.

Leon Chlabicz, urodzony w pobliskich Rybakach, dobrze rozumie, czego doświadczyli mieszkańcy Bołtryk.

– Kłaniam się – mówił – wszystkim mieszkańcom tu obecnym i ich przodkom. Pamiętam jeszcze z lat szkolnych, jak wiele bólu było u mieszkańców wysiedlonych wsi. A ten pomnik niech będzie symbolem odrodzenia pamięci wsi, odrodzeniem korzeni waszych. Ważne jest, aby łączyć się myślami ze swoimi przodkami, przyjeżdżać tu, spotykać się, rozmawiać, wspominać. Nie zapominajmy o naszym dziedzictwie historyczno-kulturowym.

Patrząc na ten pomnik i ludzi mi bliskich, niektórych z nich z trudem rozpoznawałem, widząc pośród wody zieloną wyspę, odbyłem szybką podróż w miniony wiek i swoją przeszłość.

Budowa zbiornika, wywłaszczenia, wysiedlenia, w pewnym stopniu stały się początkiem mojej drogi reporterskiej. Wtedy tego sobie nie uświadamiałem, ale to tam i wtedy wszystko się zaczęło.

Tak w skrócie wygląda ta historia.
W 1974 roku w prasie centralnej ukazała się krótka informacja o decyzji budowy zbiornika wodnego Siemianówka na górnej Narwi, w województwie białostockim.

Dla mnie ta wiadomość miała znaczenie konkretne. Wsie leżące w dolinie górnej Narwi – Bołtryki, Budy, Garbary, Łuka, Rudnia przestaną istnieć. W Bołtrykach rodzili się i umierali moi przodkowie, tu gospodarzyli moi rodzice Włodzimierz i Wiera, przed nimi rodzice ojca – Wincenty i Anastazja.

Ja, wówczas student polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, wiedziony nieuświadomionym przeznaczeniem, na wakacjach zachodziłem do sąsiadów bliższych i dalszych – wszyscy w Bołtrykach, można powiedzieć, byliśmy sąsiadami – słuchałem opowieści o przeszłości. Niektóre z nich zapisywałem w zeszycie.

W 1978 roku zostałem słuchaczem Podyplomowego Studium Dziennikarstwa przy Uniwersytecie Warszawskim. W pracowni Krzysztofa Kąkolewskiego, znanego reportera, miałem napisać reportaż o mojej wsi, jej ludziach i nieuniknionym końcu.

Przydały się teraz dawno zasłyszane opowieści. Uzupełniłem je nowymi historiami. Wszyscy moi bohaterowie reportażu i ja znaliśmy bliski koniec. Nikt z nas nie znał początku. A przecież wszystko ma swój początek.

W rozmowach z moim ojcem ustaliliśmy, że grunty wsi składały się z 14 „uczastków”, każdy po 30-32 hektary. Każdy „uczastek” posiadał miejscową nazwę. Co więcej, doszliśmy do tego, że w dawnych czasach właściciel każdego z „uczastków” nosił nazwisko Bołtryk. Było zatem czternastu Bołtryków, zapewne połączonych bliższymi lub dalszymi więzami pokrewieństwa.

Z czasem „uczastki” uległy podziałowi na mniejsze działki, wraz z usamodzielnianiem się synów i córek w poszczególnych rodzinach. Im liczniejsza była rodzina, tym działki stawały się mniejsze.

Potem we wsi pojawiły się inne nazwiska. Były to nazwiska przybyszy z sąsiednich wsi albo dalszych miejscowości, którzy pożenili się z kobietami z Bołtryk i tu zamieszkali. Do 1978 tylko na trzech „uczastkach” utrzymali się sami Bołtrykowie. Na innych były nazwiska miejscowe, ale i przybyszy: Barszczewski, Borowski, Charkiewicz, Chren, Kardasz, Kazberuk, Krętowski, Linkiewicz, Leszczuk, Nowicki, Sikora, Szamko, Szmyga, Zdanowski.
Ojciec mi mówił, że z opowieści swojego ojca wie, iż Bołtryki nigdy nie należały do żadnego dworu, nigdy nie było tu pańszczyzny.

Wciąż podążałem ku początkowi naszego świata, świata Bołtryk i pierwszych Bołtryków.
Dalsze kroki skierowałem ku dokumentom pisanym.

„Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”( 1880-1902) informował krótko: „Bołtryki, wieś, pow. Wołkowyski, 3 okręg polski, gmina Juszków, 52 wiorsty od Wołkowyska, 369 dziesięcin”.

Nazwę wsi znalazłem także na mapie guberni grodzieńskiej z 1886 roku.
W Pracowni Atlasu Historycznego PAN na Starym Mieście w Warszawie szukałem Bołtryk na mapach z początku XIX wieku i starszych, z wieku XVI. Nie znalazłem.

Otrzymałem od pracowników PAN-u w Warszawie adres prof. Jerzego Wiśniewskiego – historyka zajmującego się dziejami Białostocczyzny.

Po paru tygodniach profesor nadesłał mi list, w którym przedstawił skrótową historię tej ziemi, a także wzmiankę w dokumentach o wsi Bołtryki i jej pierwszych mieszkańcach.

Dawne dzieje. W XV wieku ziemie te pokrywała ogromna puszcza podległa namiestnikowi z Wołpy. Po wyodrębnieniu się osobnej królewszczyzny, zwanej starostwem jałowskim – staroście z Jałówki. Starostwo obejmowało grupę wsi, które rozwinęły się w XVII i XVIII wieku i pozostałość dawnej puszczy, zwanej teraz Puszczą Jałowską. Zarządzał nią leśniczy, mający do pomocy osoczników, strzelców, bartników i rybaków. Wszyscy byli poddanymi królewskimi.

Tak więc historia, przekazywana z pokolenia na pokolenie, o braku u nas pańszczyzny była prawdziwa.

Co najmniej od XV wieku istniało w Puszczy Jałowskiej bartnictwo, które z czasem przekształciło się w planowe zakładanie pasiek na polanach w pobliżu łąk. Inwentarz starostwa jałowskiego z 1621 roku – pisał profesor Wiśniewski– wspomina o „miedach przaśnych z Puszczy Jałowskiej z pasiek przychodzących, a za wiadomością pana podstarościego wybieranych”.

Z czasem pasiecznicy za zgodą czy też na polecenie starosty lub jego urzędników osiedlali się na stałe w prowadzonych przez siebie pasiekach. Wyrabiali przy nich małe poletka, płacąc za nie daninę z owsa i chmielu i stawiali swoje domy.

W jednej z takich pasiek, w pobliżu ujścia Łuplanki do Narwi, osiadł pasiecznik – mój przodek. Kiedy to nastąpiło, nie wiadomo. Z inwentarza z roku 1623 wynika, że już wtedy niektórzy pasiecznicy siedzieli w puszczańskich uroczyskach.

Profesor Jerzy Wiśniewski pisał: „W roku 1750 siedzą w „obrembie Bałtruków” dwaj pasiecznicy: Bazyli Bałtruk i Pawluk Bałtruk. Byli to zapewne bracia, już mający osobne gospodarstwa, chyba synowie pierwszego osadnika. Od nazwiska rodu „Bołtruk”, czy też „Bałtruk”, które wcześniej było jedną z białoruskich form zdrobnienia imienia Bartłomiej – pochodzi nazwa wsi Bołtryki”.

W drugiej połowie XVIII wieku ród Bołtryków stopniowo się rozrastał i już w roku 1784 w wykazie parafii Jałówka Bołtryki wymieniane są jako zaścianek, osada położona za ścianą, czyli granicą lasu. W 1798 roku Bołtryki były wsią liczącą „10 dymów”.

Na początku XIX wieku Bołtryki zostały „urządzone”, to znaczy przebudowano strukturę wsi. Zlikwidowano dawny podział ziemi i podzielono cały obszar na ustaloną z góry liczbę jednakowej wielkości nadziałów i jednakową liczbę gospodarstw. Było to właśnie tych 14 „uczastków”, które ustaliliśmy z moim ojcem.

W 1921 roku, po powrocie bieżeńców z Rosji (katolicy nie wyjeżdżali) w Bołtrykach stały trzydzieści cztery domy, żyło stu osiemdziesięciu sześciu mieszkańców, w tym czterdziestu katolików i stu czterdziestu trzech prawosławnych.

Wieś do końca drugiej wojny światowej była zwrócona w stronę wschodnią. Droga na wschód przechodziła obok naszego podwórka. Nasz dom, ten zbudowany po wojnie, miał tabliczkę z numerem „48”. Ta droga prowadziła do Bud, Szymek, Jałówki i jeszcze dalej. W pamięci starszych ludzi przetrwały wspomnienia z podróży, najczęściej pieszych, do jakże egzotycznych dla mnie, kilkunastoletniego chłopca, miejscowości – Baranowicz, Wołkowyska, Prużan, Grodna. Egzotycznych, bo po wojnie znajdujących się za granicą.

Przez kilka wieków w Jałówce prawosławni mieli swoją cerkiew, katolicy kościół. Tam były nasze cmentarze. Każdy kto umarł we wsi, był odprowadzany do uroczyska zwanego „Dalniejszy Kryży”. Po modlitwie cała wieś żegnała zmarłego. Potem trumnę wieziono na furze do Jałówki.

Istotna zmiana nastąpiła w 1907 roku. Wieś postanowiła ufundować kamienny pomnik z napisem, zwieńczony krzyżem. W pomnik była wmontowana ikonka. Dzieła dokonał miejscowy zdolny kamieniarz – Aleksy Bołtryk. Pomnik stanął przy rozwidleniu dróg, w zagrodzie Kazberuków. Jedna droga prowadziła do Jałówki, druga do Juszkowego Grodu. Od tego czasu pożegnania odbywaly się w tym miejscu.

W 1910 roku nastąpiły dalsze zmiany. Wtedy założono prawosławny cmentarz w Juszkowym Grodzie. Parafia prawosławna powstała w 1909 roku. Teraz prawosławni jechali do Juszkowego Grodu, katolicy jak dawniej do Jałówki.

I tak było do końca istnienia wsi.
Konstanty Kazberuk, właściciel posesji, gdzie stał nasz pomnik, był jednym z ostatnich, którzy opuścili Bołtryki. Wyjechał do Białegostoku, gdy już pod dom zbliżała się woda. Wkrótce z zagrody Kazberuka zniknął także pomnik. Zniknął, ale nie przepadł, jak się okazało.

Tu opowieść wraca do naszej uroczystości z 5 września 2015 roku.
Staliśmy i modliliśmy się przy tym pomniku, który wieś ufundowała w 1907 roku. To szczęśliwe zakończenie „peregrynacji” pomnika zawdzięczaliśmy kilku ludziom – wnukowi wykonawcy – Mikołajowi Bołtrykowi i Janowi Borowskiemu, synowi Józefa, kowala z Bołtryk.
Pierwszy, widząc nadchodzącą wielką wodę, wywiózł pomnik do Walił koło Gródka. Tam, po opuszczeniu Botryk, wyjechali Mikołaj i jego ojciec, też Mikołaj.

Jan Borowski po opuszczeniu Bołtryk mieszkał w bloku w Bondarach, potem kupił w tej wsi plac i zbudował dom. Mieszka tam do dziś i pracuje na zaporze. Można powiedzieć, że jest strażnikiem wody, ale i strażnikiem pamięci o Bołtrykach.

– Całe lata myślałem o tym – mówił Janek na spotkaniu – jak upamiętnić naszą kilkuwiekową obecność w Bołtrykach. Tak się stało, że prawie wszyscy stąd wyjechali, zapomnieli o swoich korzeniach. Z Mirkiem Bołtrykiem, który mieszka w Warszawie, i Jankiem Leszczukiem z Hajnówki postanowiliśmy przywrócić pamięć właśnie naszym starym pomnikiem. Wiedziałem, że główna część pomnika jest w Waliłach, ale ja miałem samą podstawę – fundament z litego kamienia tego postumentu. Wydobyłem ten kamień spod wody i przywiozłem na swoje podwórko w Bondarach. O tym mało kto wiedział. Teraz przywieźliśmy dwie części pomnika z Walił i usadowiliśmy na kamieniu, który przechowywałem. Płytę przy pomniku, a na niej napisy po polsku i białorusku, ufundował Eugeniusz Oksentowicz z Dubin. Nie chciał od nas zapłaty. Powiedział, że uczestniczy w takiej inicjatywie bezinteresownie. Wspomagał w ten sposób inne wsie.

Gmina i Urząd Miejski zrobiły projekt obiektu. Przy ogrodzeniu pomnika stanęła tablica z informacją o historii Bołtryk.

Jeszcze trzeba wspomnieć o jednym strażniku pamięci o Bołtrykach. Był na tym spotkaniu, przyjechał z Elbląga. To Paweł Bołtryk, syn Konstantego, urodzony w Hajnówce w 1980 roku. Paweł nie widział „żywych” Bołtryk. Jest z wykształcenia geodetą, mieszka i pracuje w Elblągu. Jego pasją od lat jest tworzenie drzewa genealogicznego Bołtryków. Na Facebooku dołączyło do tej inicjatywy już stu Bołtryków z całej Polski. Paweł ma już w swoim spisie sieciowym i na papierowym wydruku ponad pół tysiąca osób o nazwisku Bołtryk. Ojciec i stryj Sławek pomogli mu sporządzić mapę domów w Bołtrykach oraz nazwiska ich właścicieli. Praca Pawła dalej trwa.

W 1991 roku zanotowałem sobie: „Latem w Bołtrykach była już tylko woda. Ponad trzy tysiące hektarów ziemi leżało pod wodą. Po wsi nie zostało nawet śladu”.

Myliłem się. Jest pamięć i jest pomnik. Przy tym pomniku żegnaliśmy swoich bliskich. Teraz ten sam pomnik zgromadził prawie setkę ludzi związanych pamięcią o Bołtrykach. Za rok znów tam się spotkamy.

Michał Bołtryk, fot. autor

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token