Numer 10(364)    Październik 2015Numer 10(364)    Październik 2015
fot.Anna Rydzanicz
Jaka przyszłość czeka Greków?
Ałła Matreńczyk
Radość Greków po wygraniu wyborów przez Syrizę pamiętamy wszyscy. Tańce, śpiewy na ulicach, nastrój wielkiego święta. – Koniec z upokarzaniem Grecji – zapowiadał lider zwycięskiego ugrupowania  Aleksis Tsipras. Już jako premier przekonywał, że czas memorandów dobiegł końca, przeciwko zaciąganiu kolejnych kredytów „na ratowanie gospodarki” w międzynarodowych instytucjach finansowych wypowiedzieli się też w referendum obywatele tego kraju. Wkrótce jednak parlament grecki przegłosował  nowe pożyczki, a premier podpisał trzecie memorandum z kredytodawcami, na znacznie gorszych od wcześniejszych warunkach. Co dzieje się w Grecji? – na to pytanie odpowiada w wywiadzie opublikowanym na stronach pravoslavie.ru profesor nadzwyczajny na Wydziale Historii Uniwersytetu Moskiewskiego, autor monografii poświęconej  św. Kosmie Etolskiemu, zastępca głównego redaktora wydawnictwa „Święta Góra”, Atanasios Zoitakis

Grecja traci niezależność, głównie w sferze finansów – podkreśla na wstępie. Gospodarka jest zarządzana zgodnie z dyrektywami płynącymi z Brukseli, rolnictwo coraz bardziej pogrąża się w kryzysie, następuje  prywatyzacja transportu kolejowego i portów morskich – w Pireusie i Salonikach, co oznacza wyprzedaż majątku narodowego. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży popłyną bezpośrednio do kredytodawców, a Grecy utracą resztki tego, co pozwalało im  na prowadzenie niezależnej polityki. Lotnisko w Atenach już znajduje się pod całkowitą kontrolą niemieckiej kompanii, most łączący Peloponez z Grecją  – francuskiej. 
Utracona została nie tylko suwerenność w sferze polityki finansowej, ale i polityki zagranicznej, podkreśla Atanasios Zoitakis.

Jeszcze do niedawno Grecja, wchodząc w skład Unii Europejskiej i NATO, prowadziła w miarę niezależną politykę zagraniczną. Odmówiła np. wykorzystania swoich lotnisk do przeprowadzenia bombardowań Serbii. Ale jej niezależność, w miarę zadłużania gospodarki, topniała. Na przykład większość obywateli przeciwna była  nakładaniu sankcji na Rosję, a rząd się na nie zgodził, także gdy na jego czele stanął premier Tsipras. 

Jaki więc może być dalszy rozwój wydarzeń?
– Taki jak na Ukrainie, z użyciem przemocy, z obaleniem władzy, z majdanem, nie wchodzi w rachubę – podkreśla Atanasios Zoitakis. – Po pierwsze dlatego, że greckie siły zbrojne nie odgrywają samodzielnej roli politycznej. Od czasu obalenia dyktatury czarnych pułkowników w 1974 roku armia nie ma prawa uczestniczyć w życiu politycznym. Jeśli chodzi o protesty polityczne, to potrzebni byliby liderzy, którzy poprowadziliby naród za sobą, ale nikt nie zobył takiego zaufania. Droga manifestacji też do niczego nie prowadzi. Na każdej demonstracji, w której bierze udział sto, dwieście, trzysta tysięcy osób, pojawiają się prowokatorzy, którzy doprowadzają do starć z policją, wtedy ta sięga po gazy łzawiące. Możliwe jest natomiast, że ludzie wyjdą na ulicę i rozpoczną bunt, bezsensowny i bezlitosny, który nie doprowadzi ani do zmiany ustroju, ani do zmiany władzy, a będzie po prostu żywiołowym sprzeciwem zdesperowanych ludzi.

Stanowisko Cerkwi wobec niepokojów społecznych nie jest jednoznaczne.  
Zwierzchnik greckiej Cerkwi, arcybiskup Aten, i władycy najważniejszych katedr – w Salonikach, Pireusie – opowiadają się za pozostaniem Grecji w Unii Europejskiej i w strefie euro. Nie można powiedzieć, że są ugodowcami – wybierają po prostu mniejsze zło, uważają bowiem, że jeśli Grecja wyjdzie z Unii, zapanuje chaos, a w sprawy kraju wtrącać się będą sąsiedzi, Turcja i Albania.

Natomiast zdecydowana większość mnichów ze Śwętej Góry Atos wypowiada się przeciwko Unii.
– Oba rozwiązania byłyby bardzo dotkliwe dla Grecji – podkreśla Atanasios Zoitakis. – Jeśli Grecja wystąpi z Unii, natychmiast dojdzie do zapaści gospodarki, kryzysu w stosunkach z sąsiadami, nawet głodu, ale ludzie nie będą tracili nadziei, że kiedyś nastąpi poprawa.
Jeśli Grecja pozostanie w Unii,  nowe memorandum z kredytobiorcami doprowadzi do tego, że dług Grecji  wzrośnie. Nawet jeśli kraj będzie wypełniać wszystkie zalecenia, odda swoje narodowe bogactwa, jego należności wzrosną – tego nie kryje nawet Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Społeczeństwo byłoby gotowe zacisnąć pasa – przecierpieć pięć albo nawet dziesięć lat. Ale jeśli lata wyrzeczeń nie przyniosą żadnych pozytywnych zmian, jedynie kredytodawcy będą otrzymywać swoje pieniądze a bankierzy procent od spekulacyjnych transakcji, to rozczarowanie je zniszczy.

Niepokoją nie tylko problemy ekonomiczne. Także np. narzucanie przez Brukselę w ramach walki z dyskryminacją legalizacji małżeństw homoseksualnych. Ostro sprzeciwia się temu Cerkiew.

Jej autorytet zawsze był dość znaczący,  teraz – kiedy w tak trudnych czasach, udziela swym rodakom moralnego i materialnego wsparcia –  jest jeszcze wyższy. Tysiące ludzi żyją tylko dzięki cerkiewnym bezpłatnym stołówkom czy pomocy żywnościowej.

Atanasios Zoitakis zwraca uwagę, że postępuje  dechrystianizacja Grecji. I to nie tyle za sprawą ateizacji czy szerzenia niemoralnych postaw, ile dużej liczby imigrantów.

Według oficjalnych danych ONZ, od początku 2015 roku do Grecji przybyło 124 tys. uchodźców, teraz ich liczba lawinowo rośnie – każdego dnia na greckie wyspy dociera co najmniej tysiąc osób, w 95 procentach z muzułmańskich krajów, m.in. Pakistanu i Afganistanu.

Z Brukseli stale rozlegają się głosy, że Grecy źle się do nich odnoszą. Ale z wysp, na których lądują migranci, napływają alarmujące doniesienia – Grecy nie  czują się na nich bezpiecznie, na jednego stałego mieszkańca na wyspie przypada niejednokrotnie pięciu migrantów.
– Pamiętam kiedy byłem mały, miałem pięć-sześć lat, w latach osiemdziesiątych, rodzice wysyłali mnie do innej dzielnicy po chleb bez obawy, że może mnie coś złego spotkać – wspomina Atanasios Zoitakis. –  Klucze nawet w Atenach zostawiano pod wycieraczką albo zwyczajnie w drzwiach.

A dzisiaj przestępczość kwitnie – rozwija się biznes narkotykowy, handel bronią, prostytucja, kontrolowane najczęściej przez obce narodowościowo grupy.

W Atenach są całe dzielnice, do których Grecy boją się zaglądać.  Muzułmanie, których według różnych szacunków jest już w kraju kilka milionów – rozpowszechniają swoje ekstremistyczne ulotki nawet w ateńskim metrze. Organizują  akcje protestacyjne… Na wyspie Kalimnos imigrant zerwał grecką flagę. W innym miejscu grecką flagę spalono.

Plany sąsiadów też niepokoją. Albańczycy nie porzucili swych planów utworzenia Wielkiej Albanii, aktywnie działa ich podziemie, w Grecji znajdowano nawet ich magazyny z bronią – mogą w każdej chwili powtórzyć wariant kosowski. I otwarcie roszczą  pretensje do północnej Grecji.

Turcja z kolei aktywnie pomaga imigrantom w przedostawaniu się do Grecji, która dławi się od tego napływu, imigrantów trzeba przecież nakarmić, napoić, zapewnić im należyte warunki.

Czy Grecy są religijni? Badania dowodzą, że ponad 90 procent określa  siebie jako prawosławnych. Tych, którzy przestrzegają postów, jest mniej. Ale w warunkach wojny albo okupacji ci prawosławni z urodzenia mogą  szybko zamienić się w głęboko wierzących ludzi.
W latach kryzysu  liczba wiernych powoli rośnie. Grecy są znacznie bardziej religijni niż ich sąsiedzi, Bułgarzy, a nawet Serbowie, chociaż media prowadzą antyreligijną politykę.

Cały czas podnosi się w nich, że Cerkiew dysponuje ogromnym majątkiem, który powinna ofiarować państwu. Ten majątek to przede wszystkim zarosłe krzakami odłogi,  a Cerkiew niejednokrotnie apelowała o ustawę, na mocy której te ziemie mogłyby być przekazane potrzebującym rolnikom.

Cerkiew pomaga narodowi i naród o tym wie, tak więc te medialne ataki są adresowane do zagranicznego audytorium. Europejscy politycy żądają, żeby bogactwa greckiej Cerkwi były wywłaszczone albo poszły na spłatę długów.

Mimo że sytuacja jest trudna, Grecy nie tracą optymizmu. Św. Paisjusz Hagioryta mówił: „Dzięki Bożej Łasce wszystko będzie dobrze”. Św. Paisjusz wierzył, że nawet jeśli na całej ziemi pozostanie tylko jeden chrześcijanin, Chrystus i tak wypełni Swój Boży plan. „Diabeł orze ziemię – obrazowo mówił starzec – ale siać w niej będzie tylko Chrystus”. Św. Paisjusz wierzył, że Bóg nie dopuszcza zła, jeśli z niego nie wyjdzie dobro, albo jeśli w ten sposób nie zapobiegnie jeszcze większemu złu.

Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token