Numer 10(364)    Październik 2015Numer 10(364)    Październik 2015
fot.Anna Rydzanicz
Do Senatu
Michał Bołtryk
Z EUGENIUSZEM CZYKWINEM
kandydatem na senatora RP
rozmawia Michał Bołtryk

Michał Bołtryk: – Zawsze twierdziłeś, że prawosławni muszą mieć w Sejmie swego przedstawiciela. W zbliżających się wyborach nie będziesz ubiegał się jednak o mandat posła. Dlaczego zrezygnowałeś?
Eugeniusz Czykwin: – Mam swoje lata. Wszystkie ważne dla prawosławnej społeczności i szerzej mniejszości narodowych gwarancje – mam na myśli ustawowe – udało się uzyskać. Pojawili się także młodzi ludzie, ambitni, marzący o politycznej karierze. Dla nich moja obecność na listach wyborczych stanowiła swoistą barierę. Mam nadzieję, że moja rezygnacja ułatwi im zdobycie poselskich mandatów. Nie rezygnuję jednak całkowicie z polityki. Startuję do Senatu i jeśli wyborcy obdarzą mnie zaufaniem, będę starał się dalej służyć naszym ludziom.
– Będąc posłem wiele dla Cerkwi i naszych ludzi zrobiłeś. Co było sukcesem, a co porażką w twojej parlamentarnej działalności?
– Najważniejsze a zarazem najtrudniejsze jest stanowienie dobrego prawa. Nasza Cerkiew w okresie międzywojennym była dyskryminowana i prześladowana. Zburzono setki świątyń, odebrano część, w tym supraski, monasterów. Biskup bez zgody władz nie mógł wizytować swojej parafii, a samodzielnie mógł obsadzać jedynie stróży. W czasach PRL-u, choć nie burzono świątyń, ograniczenia także były. Aż do 1991 roku Cerkiew funkcjonowała w swoistej prawnej pustce, a to oznaczało, że jej sytuacja często zależała od widzimisię urzędników. Uchwalenie 4 lipca 1991 roku ustawy o stosunku państwa do Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego stworzyło sytuację, w której Cerkiew może swobodnie wypełniać swoją misję. Z kolei dla wszystkich mieszkających w Polsce mniejszości narodowych ważne było uchwalenie ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym, do uchwalenia której po 14 latach prac udało się, w 2005 roku, przekonać sejmową większość.
Byłem inicjatorem (przygotowanie, uzyskanie poparcia co najmniej 15 posłów, prowadzenie w komisjach i w trakcie obrad plenarnych) kilkunastu projektów ustaw. Nie wszystkie zostały uchwalone.
– Twoja największa poselska porażka?
– W dwóch kadencjach, przez 6 lat, zabiegałem o nowelizację ustawy „kombatanckiej”, co umożliwiłoby wypłacanie rodzinom ofiar zbrojnego podziemia rekompensat choćby na poziomie tych wypłaconych rodzinom sprawców tych zbrodni. Tu spotkałem mur nie do przebicia. Wspierali mnie jedynie posłowie z mojego klubu.
– Kiedyś powiedziałeś, że do polityki trafiłeś przez przypadek. Zanim zostałeś posłem, wraz z kolegami prowadziliście, i to na szeroką skalę, działalność społeczną. Zakładałeś i byłeś pierwszym przewodniczącym Bractwa Młodzieży Prawosławnej. Skąd się w tobie wzięła gotowość do takiej pracy? Wyniosłeś ją z domu rodzinnego?
– Moi rodzice, wychowując czwórkę, byłem najmłodszym synem, dzieci bardzo ciężko  pracowali. Mój ś.p. ojciec nie umiał pisać, ale jego wiara w Boga i oddanie Cerkwi było bezdyskusyjne. Miałem więc, podobnie jak większość z nas, pochodzących z biednych wiejskich rodzin, przykład żywej wiary. Wiedzieliśmy, że prawosławie jest nie tylko święte, ale też piękne, ale jego uniwersalizm, także w tej intelektualnej sferze, zaczęliśmy odkrywać dzięki spotkaniom z późniejszym władyką Jeremiaszem. Później tym, co wynieśliśmy z tych spotkań, chcieliśmy się podzielić z naszymi rówieśnikami. Tak rodziły się pomysły utworzenia Bractwa, a później wydawania „Przeglądu Prawosławnego”. Od początku naszym opiekunem był ówczesny biskup białostocko-gdański, obecny metropolita Sawa. I to on, gdy pojawiła się propozycja startu do Sejmu z listy Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego, błogosławił mnie na tę drogę.
– Po trzydziestu latach działalności publicznej można śmiało powiedzieć, że zrobiłeś karierę. Marzyłeś o czymś takim, chodząc do szkoły w Orli?
– Nigdy o tym nie myślałem. Angażowanie się w życie Cerkwi w czasach PRL-u mogło przynieść jedynie problemy. Zostając posłem, postanowiłem: będę mówił to co myślę i zajmował się tym, czego oczekują moi wyborcy. Dlatego, choć narażałem się rządzącym i „silnym tego świata”, sprzeciwiałem się ekonomicznym sankcjom wobec Białorusi, bombardowaniom Jugosławii, gloryfikowaniu tych, którzy mordowali niewinnych ludzi. Nigdy nie uznawałem dyscypliny klubowej, zresztą w sprawach światopoglądowych nikt ode mnie jej nie oczekiwał. I może dlatego łatwiej mi było uzyskać podpisy 121 posłów pod petycją o zwrot Supraskiej Ławry, a później ich poparcie w zdobywaniu środków na jej odbudowę.
– Od wielu lat, jako poseł, utrzymujesz wielorakie kontakty także z hierarchami Cerkwi za granicą…
– To prawda. Miałem szczęście, najpierw jako przewodniczący Bractwa, a później redaktor Przeglądu i poseł, blisko współpracować z naszym metropolitą Sawą. Metropolita nauczył mnie rozróżniać, co w Cerkwi jest naprawdę ważne, a co drugorzędne. Poznałem wielu hierarchów, m.in. metropolitę Kiryła, dziś patriarchę Moskwy i całej Rusi. Nasze kontakty trwają do dziś, a współpraca zaowocowała m.in. wydaniem fundamentalnego dzieła w dwóch tomach „Kult Bogurodzicy w kulturze i tradycji Polski i Rosji”. Wielokrotnie spotykałem się z patriarchą Aleksym II, utrzymuję kontakty z hierarchami Cerkwi na bliskich memu sercu Białorusi i Ukrainie. Dane mi było poznać i rozmawiać z niezwykłą postacią, jaką był metropolita Antoni (Bloom). Kilkakrotnie spotykałem się i rozmawiałem z serbskim patriarchą Pavle, już za życia uważanym przez wiernych za człowieka świętego. Przez wiele lat utrzymywałem kontakty ze śp. o. Witalijem Borowojem. Spotkania i rozmowy z takimi ludźmi były i są niezwykłą nagrodą za moją skromną pracę na rzecz Cerkwi.
– A z polityków? Kogo poznałeś osobiście i kogo cenisz?
– Najbliższy był mi śp. Kazimierz Morawski. Wprowadzał mnie w świat dużej polityki. Arystokrata, wnuk Zdzisława Lubomirskiego i Marii z Branickich, obdarzył mnie, wychodźcę z prawosławno-białoruskiej wsi, przyjaźnią. Pomógł, także finansowo, utworzyć redakcję „Przeglądu Prawosławnego”. Był zaprzyjaźniony z generałem Wojciechem Jaruzelskim, Mieczysławem Rakowskim, Józefem Oleksym, z którymi dość często, gdy już nie pełnili funkcji państwowych, spotykaliśmy się w jego domu w Zalesiu Górnym. Wiele z tych rozmów wyniosłem i żałuję, że nie prowadziłem dziennika. Z wdzięcznością wspominam marszałka Sejmu kontraktowego ś.p. Mikołaja Kozakiewicza. Jego ojciec był prawosławny i może to wpłynęło na jego decyzję wprowadzenia pod obrady Sejmu projektu ustawy o stosunku państwa do naszej Cerkwi. Utrzymuję bliskie, przyjacielskie kontakty z Włodzimierzem Cimoszewiczem, który przy uchwalaniu „cerkiewnej” ustawy, odzyskiwaniu monasteru w Supraślu i wielu ważnych dla nas prawosławnych sprawach, bardzo dużo dobrego uczynił.  „Kolędując” w wielu ważnych dla Cerkwi sprawach, poznałem osobiście większość, odgrywających ważne role w minionych trzydziestu latach, polityków. U zdecydowanej większości znajdowałem zrozumienie i myślę o nich z szacunkiem i wdzięcznością.
– A z polityków zagranicznych?
– Jako członek sekretariatu Międzyparlamentarnego Zgromadzenia Prawosławia (MZP), organizacji skupiającej parlamentarzystów z 26 państw, spotkałem wielu polityków. Były to jednak raczej oficjalne, w większym gronie rozmowy. Raz trochę dłużej o stosunkach polsko-rosyjskich rozmawiałem z Władimirem Putinem.
– A z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką?
– Spotkałem się z nim dwukrotnie. Raz na przyjęciu u egzarchy Białorusi  metropolity Filareta. Byłem wówczas przewodniczącym polsko-białoruskiej grupy parlamentarnej i poprosiłem go o zgodę białoruskiego rządu na otwarcie dwóch nowych, w Białowieży i na Kanale Augustowskim, przejść granicznych. Nie wiem, czy ta rozmowa miała znaczenie, ale zgodę na otwarcie tych przejść Białoruś szybko wyraziła. Drugi raz, gdy przyjmował delegację MZP.
– Przez dwie kadencje (1985-1991) byłeś posłem z ramienia Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego, następnie na jedną kadencję (1991-1993) wybrany zostałeś z Komitetu Wyborczego Prawosławnych i byłeś posłem niezależnym, i następnie, od roku 2001, już czwartą kadencję jesteś posłem lewicy. Dlaczego?
– Moim marzeniem było stworzenie, na wzór mniejszości niemieckiej, w województwie opolskim samodzielnej reprezentacji naszej mniejszości w parlamencie i samorządach. Poświęciłem temu wiele sił. Niestety, poza kadencją 1991-1993, o której wspomniałeś, nasz komitet przegrywał wybory. Przez osiem lat (1993-2001) nie byłem posłem, choć gdybym przyjął propozycję startu z listy lewicy, na pewno mandat bym uzyskał. Moja koncepcja budowania szerokiego porozumienia, mającego za podstawę naszą prawosławną tożsamość, bez dzielenia na Białorusinów, Ukraińców, Polaków, nie została zaakceptowana przez część, dziś związanych z Radiem Racja, liderów białoruskich organizacji. Nie oni jednak byli główną przyczyną naszej porażki, środowiska związanego z Cerkwią. Nie potrafiliśmy do naszej idei przekonać większości naszej społeczności. Ale jak mówi przysłowie „niet chuda biez dobra”. Będąc posłem rządzącej (lata 2001-2005), a później opozycyjnej, partii mogłem załatwić o wiele więcej spraw niż gdybym był niezależnym „elektronem”.
– Co konkretnie masz na myśli?
– Prócz wspomnianych już spraw niezwykle ważna była nowelizacja „cerkiewnej” ustawy, która przywróciła możliwość zgłaszania wniosków o zwrot odebranych Cerkwi nieruchomości. Na ich podstawie Komisja Majątkowa wydaje korzystne dla Cerkwi decyzje. Ważne też było uchwalenie ustawy o finansowaniu z budżetu państwa prawosławnego seminarium w Warszawie.
– Jeśli zostaniesz wybrany, to czym w Senacie będziesz się zajmował?
– Za najważniejsze uważam poprawę stosunków z naszymi wschodnimi sąsiadami. W ubiegłym roku przyjeżdżający do nas Białorusini w sklepach naszego województwa zakupili towary za ponad 300 milionów dolarów. Podobną sumę wydali w rejonie Terespola i Białej Podlaskiej. Handlowych turystów z Białorusi mogłoby być znacznie więcej, gdyby udało się wprowadzić w strefie przygranicznej ruch bezwizowy. Nawet obecnie mogłoby ich być więcej, gdyby zwiększyć liczbę przejść granicznych i usprawnić proces wydawania polskich wiz.
– Polska dopełniła wszystkich czynności związanych z wprowadzeniem strefy małego ruchu bezwizowego. Dziś problem leży po stronie białoruskiej.
– To prawda. Wcześniej to Białorusini zabiegali o ruch bezwizowy, a Polska go nie chciała. Dopiero po debacie w Sejmie, która odbyła się na mój wniosek, zmieniliśmy zdanie.
– Czy uważasz, że i Białoruś mogłaby zmienić zdanie w tej sprawie?
– Myślę, że tak. Białoruś jest zainteresowana dialogiem i współpracą, w tym także międzyparlamentarną. W ramach Zespołu Współpracy z Republiką Białoruś, którego jestem przewodniczącym, taki dialog nawiązaliśmy. Pytany w sprawie bezwizowego ruchu ambasador Białorusi odpowiedział: „Będą normalne stosunki między naszymi krajami, będzie ruch bezwizowy”.
– A czy stosunki z Rosją mogą ulec zmianie?
– Działając w ramach Unii Europejskiej Polska w spawach sankcji wobec Rosji nie powinna być jastrzębiem. Tymczasem rusofobia, co stwierdził profesor Bronisław Łagowski – jest obecnie ideologią państwową. Polskie państwo przyjęło taką orientację polityczną, za którą idzie odpowiednia propaganda – mówi w wywiadzie dla onet.pl profesor. W Niemczech czy Austrii nikt nie rusza pomników Armii Radzieckiej, my je wyrzucamy.
Obawiam się, że w odzyskiwaniu rosyjskich rynków – sankcje prędzej czy później zostaną zniesione – kraje Europy Zachodniej nas wyprzedzą.
– Co więc twoim zdaniem powinniśmy czynić?
– Zresetowałbym realizowaną dziś politykę Partnerstwa Wschodniego i zamienił ją na Politykę Dobrego Sąsiedztwa. Do takiej zmiany potrzebne jest jednak szersze, ponad podziałami politycznymi, porozumienie. A o takie łatwiej jest w Senacie niż w Sejmie, który stał się ostatnio areną nieustających sporów i kłótni.
– W budowaniu korzystnych dla obu stron relacji z Rosją ważną rolę mogą odegrać instytucje i organizacje pozarządowe, w szczególności środowiska chrześcijan. Po wizycie patriarchy Kiryła w Polsce w 2012 roku rozpoczął się dialog między Kościołem katolickim a rosyjską Cerkwią. Czy twoim zdaniem jego kontynuacja jest możliwa?
– Dialog nie został zerwany i mógłby być wznowiony. W czasie spotkania z patriarchą w kwietniu bieżącego roku w Moskwie rozmawialiśmy o tym.
– Do Sejmu miałbyś pewny mandat. Na zdobycie mandatu senatora masz dużo mniejsze szanse.
– Startuję z okręgu, który tworzą powiaty bielski, hajnowski, siemiatycki i wysokomazowiecki, a to oznacza, że ani mieszkańcy Białegostoku i okolic, ani mieszkający w gminach Michałowo czy Gródek nie będą mogli na mnie zagłosować.
– Ale ci z powiatu bielskiego, hajnowskiego i siemiatyckiego już tak. Masz tam stały elektorat.
– To prawda, ale frekwencja wyborcza w miejscowościach zamieszkałych przez prawosławnych jest zawsze znacznie niższa niż na terenach zamieszkałych przez ludność polskokatolicką. W ostatnich wyborach prezydenckich w powiecie wysokomazowieckim uczestniczyło 10 tysięcy ludzi więcej niż w powiecie hajnowskim, a zdecydowana większość z nich, w niektórych gminach ponad 90 procent, głosowała na kandydata PiS-u.
Mój ewentualny sukces, podobnie jak kolegów startujących do Sejmu, w dużym stopniu zależeć będzie od frekwencji.
– Pozostaje więc poprosić czytelników PP, by 25 października wzięli udział w wyborach.
– Tak, bardzo o to proszę i jednocześnie dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie w mojej poselskiej działalności.

fot. archiwum E. Czykwina

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token