Numer 11(365)    Listopad 2015Numer 11(365)    Listopad 2015
fot.Michał Kość / Agencja Wschód
Opiekuńcza Matka
Dorota Wysocka
Święto Opieki Matki Bożej w Puchłach nigdy nie ograniczało się do jednej parafii. Zawsze, choć w okolicy kilka cerkwi nosi to samo wezwanie, ściągało tysiące wiernych, nawet z dalekich stron. Wielką sławą cieszyła się tutejsza ikona Opieki Matki Bożej, uważna za cudowną, łaskami słynącą. Opiekowała się całym swym ludem, ale w szczególny sposób za swoją patronkę uważali ją hodowcy, gdyż na słabych, piaszczystych glebach uprawy nie dawały dużych plonów. Co roku w dniu święta przyprowadzali tutaj drób, prosięta, dawniej nawet krowy i woły, do cerkwi zanosili owczą wełnę, przed  ikoną stawiali słoje z miodem i prosili o powodzgjnie w hodowli. Wśród gospodarzy bywali też rzymscy katolicy. Kobiety przynosiły również przędzę lnianą albo gotowe zwoje płótna. Wszystkie te ofiary drugiego dnia święta – bo w Puchłach trwało ono niegdyś zawsze dwa dni i ta tradycja wygasła dopiero w ostatnich dziesięcioleciach – rada parafialna sprzedawała, pieniądze przeznaczając na potrzeby wspólnoty.

Rolników w puchłowskiej parafii i w sąsiednich już niewielu, rzadko kto trzyma krowę, wsie się wyludniły, ale na święto wciąż zjeżdża się tłum ludzi. Obok miejscowych to głównie pielgrzymi z miasta, więc i dary całkiem już inne.

Tłumnie zatem było tego roku w puchłowskiej świątyni 13 i 14 października. Wieczorem, po nabożeństwie całonocnego czuwania, odsłużono akatysty do Matki Bożej i św. Mikołaja Cudotwórcy, a także modlono się za zmarłych. O pierwszej w nocy Liturgię sprawowali proboszcz, o. Sławomir Troc i o. Andrzej Misiejuk. Rano Liturgii przewodniczył metropolita Sawa w asyście licznie przybyłych na uroczystości duchownych.

Władyka, zwracając się do wiernych, nawiązał do sięgającej wiele pokoleń wstecz tradycji pielgrzymowania do Puchłowskiej Ikony, by prosić Matkę Bożą o wstawiennictwo i opiekę we wszelkich trudnych sprawach.

Taką trudną sprawą sto lat temu było bieżeństwo. Parafianie, nim wyjechali, razem ze swoją cudowną ikoną, żarliwie się przed nią modlili. Losów ikony w Rosji nie udało się dokładnie ustalić, ale wróciła, choć bez srebrnego okładu (nowego, już nie tak cennego, doczekała się dopiero w latach dziewięćdziesiątych). Nie wszystkim było to dane. Największe straty poniosła wieś Dawidowicze. Nie wrócił co trzeci jej mieszkaniec, a ci którym się udało, zastali pogorzelisko (pisaliśmy o tym w numerze 7/2015).

Stulecie bieżeństwa puchłowskich parafian upamiętnił memorialny krzyż, ustawiony na cerkiewnym pogoście od wschodniej strony, bo w tę wyruszyli,  podczas krestnego chodu wyświęcony przez metropolitę Sawę.

Świątynia w dniu święta Pokrowy  prezentowała się wspaniale. Jeszcze w ubiegłym roku udało się oczyścić i odmalować jej zewnętrzne ściany. Odkryto wtedy, że szalówkę zrobiono z wysokiej klasy modrzewiowych desek. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych stopniowo dach pokryto miedzianą blachą.

Warto przypomnieć, że puchłowska cerkiew jest dosłownie wiekowa. Parafianie, wyjeżdżając, zostawili nieukończoną budowę. Po powrocie zastali ją zbezczeszczoną, ale, choć z trudem, udało się ją wykończyć w zamierzonym kształcie. Jest po prostu piękna, niektórzy uważają, że najpiękniejsza na Białostocczyźnie, niepowtarzalna, zatem mimo niezbyt długiej metryki bezdyskusyjnie wpisano ją w 2003 roku do rejestru zabytków.

W ubiegłym roku ustawiono przy niej dodatkowe lampy parkowe, dzięki którym uroda cerkwi zachwycać może także wieczorem, w tym obłożono kamieniem polnym boczne ganki, odmalowano wszystkie okna, uporządkowano i odmalowano pritwor, pierwszą nawę  i ołtarz, na odnowiony chór prowadzą imponujące schody z dębiny. Dużej pracy będzie jednak wymagała nawa główna, na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, wraz z wnętrzem kopuły, pokryta przez cenionego malarza, Włodzimierza Wasilewicza, polichromiami, też już wpisanymi do rejestru zabytków.

To bardzo kosztowne prace. Na razie parafia prowadziła remont własnymi siłami, głównie dzięki odszkodowaniu za bezprawnie odebraną ziemię, którym podzieliła się z parafią w Trześciance, niegdyś tworzącą z nią jedność.

Puchłowscy parafianie i o. Sławomir Troc nie lękają się wyzwań. Czują, że znajdują się pod opieką Matki, która pomaga w potrzebie i spełnia ich prośby. Z czcią, tak jak przodkowie, całują Jej Ikonę i ufnie zawierzają kłopoty.

Dorota Wysocka
fot. Łukasz Troc

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token