Numer 11(365)    Listopad 2015Numer 11(365)    Listopad 2015
fot.Michał Kość / Agencja Wschód
Krzyże pamięci
Dorota Wysocka
Rok temu, kiedy zawiązywał się komitet obchodów setnej rocznicy bieżeństwa, prof. Irena Matus z Uniwersytetu w Białymstoku, rodem z Dawidowicz w puchłowskiej parafii,  zaproponowała, by parafie i wsie wystawiały memorialne krzyże. Odzew nie był duży.

Ona sama w marcu porozmawiała na ten temat z mieszkańcami Dawidowicz. Zaczęto zbiórkę. Pierwsi złożyli się stali mieszkańcy, ale wieści szybko się rozeszły po ludziach z Dawidowiczami związanymi, którzy zadziałali solidarnie, jak w latach bieżeństwa. Sprawnie zebrano ponad 7 tys. złotych. Wystarczyło na nowy kamienny postument z ikoną i okolicznościowym napisem, zwieńczony kutym metalowym krzyżem (projekt wykonał i uznał za swoją ofiarę na upamiętnienie bieżeńców prof. Jerzy Uścinowicz),  oszlifowany głaz, na którym cyrylicą i łacinką wyryto dawne i współczesne nazwy wsi oraz datę pierwszej o niej wzmianki w dokumentach, i metalowe ogrodzenie. Nowy krzyż ustawiono obok starego,  przy którym żegnano zmarłych odprowadzanych na cmentarz.

Wyświęcono go 8 sierpnia, dokładnie w rocznicę bieżeństwa, ale na ten dzień przeniesiono też obchód pól, związany ze świętem wsi, przypadającym w dniu św.św.  Borysa i Gleba  (o uroczystości pisaliśmy już w numerze 9/2015).

Irenie Matus udało się w Pomianniku zebrać ponad trzysta czterdzieści imion bieżeńców z Dawidowicz. Udało się, gdyż trzydzieści lat temu, pisząc monografię swojej wsi, wysłuchała z pierwszej ręki wielu opowieści i precyzyjnie ustaliła dane bieżeńców i trasy ich wędrówek. Tak nie została upamiętniona żadna podlaska wieś. Wszystkie imiona przy krzyżu odczytał archimandryta supraski o. Andrzej Borkowski. Inicjatorka ma nadzieję, że odtąd będą przywoływane co roku.

Udało się jej jeszcze więcej. Podczas wizyty w zakładzie kamieniarskim, który przygotowywał krzyż do Dawidowicz, zauważyła na uboczu stary, kamienny, ręcznie ciosany postument. Kamieniarz, stawiając nowy nagrobek, na prośbę rodziny zabrał poprzedni i miał zamiar go pociąć. Bez wahania zgodził się go odstąpić za nieduże pieniądze. Wystarczyło tylko kamień oczyścić, oszlifować, wyryć napis i ustawić metalowy krzyż. Takie, nawet kilka, dawnej  kowalskiej roboty, przechowywano w puchłowskiej cerkwi. W puchłowskiej, gdyż pomysł nasunął się od razu. Pamiątkowy krzyż powinien stanąć nie tylko w Dawidowiczach, ale i przy cerkwi, przypominając o dramacie  mieszkańców całej parafii. W sprawę zaangażował się pochodzący z Puchłów architekt Leon Kozłow, Olga Jakubowska, dyrektor Banku Spółdzielczego w Narwi, ofiarowała na ten cel osiemset złotych i w tym koszcie się zamknięto.

Przy pomniku, wyświęconym 14 października przez metropolitę Sawę, będą się odtąd z modlitwą, wspominając przodków,  zatrzymywać duchowni i wierni.

Dorota Wysocka
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token