Numer 11(365)    Listopad 2015Numer 11(365)    Listopad 2015
fot.Michał Kość / Agencja Wschód
Agent Chrystusa
Anna Radziukiewicz
W Żyrowicach w gmachu Mińskiego Seminarium Duchownego odbyła się 3 października konferencja naukowa, na której przybliżono postać o. Witalija Borowoja (1916-2008). Przybyli przedstawiciele Białorusi, Rosji, Litwy i Polski, czyli krajów, które łączy życie ojca Witalija.

Początek lat 90. minionego wieku. W Białorusi powstało Bractwo Trzech Wileńskich Męczenników i wstąpiło do Syndesmosu, światowego stowarzyszenia prawosławnych młodzieżowych organizacji. Ówczesny sekretarz generalny Syndesmosu Aleksander Belopopsky zaproponował, by spotkanie przedstawicieli organizacji odbyło się na Białorusi. Przyjechało wiele osób z Francji, Anglii, Niemiec, w tym potomkowie rosyjskiej arystokracji. – Nie wiesz, dlaczego tak chętnie i tak wiele osób przybyło na spotkanie na Białorusi? – spytał szef białoruskiego bractwa Mikoła Matrunczyk Belopopskiego. – Bo większość z nich chciała pobyć w ojczystym kraju ojca Witalija Borowoja – odpowiedział.

Tak przywołał na konferencji sytuację sprzed ćwierć wieku Mikoła Matrunczyk. W 2016 roku minie sto lat od urodzin o. Witalija. Rocznica stała się sygnałem dla Bractwa Trzech Wileńskich Męczenników, że o postaci Witalija Borowoja trzeba mówić, bo ona powinna być dla Białorusinów, i nie tylko, jak latarnia. Dlatego bractwo przygotowało cykl wydarzeń. Rozpoczęło od małej ojczyzny bohatera, czyli uroczystości w dokszyckim rejonie, miejscu urodzenia o. Witalija. W Żyrowicach odsłonięto pamiątkową tablicę z podobizną o. Witalija. Odbędą się uroczystości w Homlu, być może w Uniwersytecie Warszawskim, bo z taką propozycją wystąpił podczas konferencji poseł Eugeniusz Czykwin. Bractwo, docierając do środowisk akademickich i artystycznych, inspiruje tym samym do badania spuścizny o. Witalija. Pozostały kazania, wykłady, wystąpienia na konferencjach, stanowiska w różnych kwestiach, teraz rozproszone, spoczywające w archiwach różnych krajów.

Metropolita miński i zasławski, patriarszy egzarcha Paweł napisał w posłaniu do uczestników konferencji, że o. Witalij Borowoj, uczony, dyplomata, nauczyciel, jest jedną z najwybitniejszych postaci XX wieku nie tylko w historii Cerkwi, ale i całej wspólnoty chrześcijańskiej. Jest przykładem pasterskiej służby także dla przyszłych pokoleń.

Metropolita Filaret, honorowy patriarszy egzarcha całej Białorusi, napisał, że o. Witalij był wybitnym cerkiewnym działaczem o międzynarodowej randze. Całe życie był zachwycony wybitnym teologiem i historykiem Cerkwi pierwszych wieków Wasilijem Bołotowem. Chciał kontynuować jego dzieło. Ale życie nie pozwoliło mu w pełni pogrążyć się w akademickiej nauce. Stał się prawdziwym dyplomatą. Umiał myśleć. Szybko dochodził do istoty rzeczy. I szybko podejmował decyzje, by problem rozwiązać. Z całego serca kochał Cerkiew.

W losach doktora teologii, profesora, preswitiera Witalija Borowoja jak w lustrze odbijała się cała historia Cerkwi i kraju – napisał w posłaniu do uczestników konferencji metropolita wołokołamski Hilarion, przewodniczący oddziału kontaktów zagranicznych rosyjskiej Cerkwi. Obficie dzielił się z innymi swoją miłością do Cerkwi. W 1968 roku poważnie zachorował. Szwajcarscy lekarze kategorycznie nakazali mu przerwać pracę na trzy-cztery miesiące, a potem zajmować się nią nie więcej niż 38 godzin tygodniowo. On jednak dalej wypełniał swoje obowiązki, w trudnych warunkach. Państwo bowiem totalnie kontrolowało Cerkiew. O. Witalij położył ogromne zasługi w dziele odrodzenia rosyjskiej Cerkwi. To ze słów władyki Hilariona, odczytanych przez o. Mikołaja Bałaszowa, zastępcę przewodniczącego oddziału zagranicznych kontaktów rosyjskiej Cerkwi.   

– Białoruska ziemia chroni pamięć o o. Witaliju. Kochał swój naród. Tworzył podwaliny pod współczesny system duchownego kształcenia na Białorusi – mówił gospodarz ziemi, na której znajduje się żyrowicki monaster i duchowne seminarium, arcybiskup nowogródzki i słonimski Gurij, rektor Mińskiego Seminarium Duchownego.

– Znakomity pasterz trudnej epoki – tak o bohaterze dnia mówił arcybiskup połocki i głębocki Fieodosij. – Niósł na plecach powojenną agresję wobec Cerkwi, ustawiczną zmianę miejsc swojej pracy i służby. Wytrwał. Pomogło mu w tym jego głębokie posłuszeństwo i pokora. W kontakcie z innymi był prosty i dostępny.

Biskup bobrujski i bychowski Serafin: – Niewielu takich synów wydała ziemia białoruska.
Biskup borysowski i marinogorski Beniamin: – Tacy ludzie jak o. Witalij są dziś niezwykle potrzebni, bo potrzebna jest szeroka katechizacja społeczeństwa.

Archimandryta Siergiej (Akimow), rektor Mińskiej Akademii Duchownej: – Pamięć o o. Witaliju będzie trwała wśród studentów duchownych szkół Białorusi.

Arcybiskup wrocławski i szczecinski Jeremiasz: – Miałem szczęście spotkać się z o. Witalijem w 1968 roku i spotykać się niemal każdego roku, czasem i kilka razy w roku w różnych miejscach. O. Witalija lubili niemal wszyscy, którzy mieli możliwość słuchania jego wystąpień albo osobiście z nim rozmawiania. Nawet ci, którzy się z nim nie zgadzali, zwracali się do niego jako człowieka głęboko myślącego i głęboko wierzącego. W parafiach, w których służył, wierni zachowali o nim dobrą pamięć. Jego służby, kazania, spowiedź były dla nich wydarzeniem, które utwierdzało w wierze i dawało radość życia.

O. Witalij uczestniczył w wielu międzykonfesyjnych konferencjach i spotkaniach. To były trudne czasy. (...) Bardzo często się zdarzało, że wymiana poglądów na tematy teologiczne przekształcała się gorącą słowną walkę, grożącą rozpadem dotychczasowej współpracy. W takich sytuacjach obecność i głos o. Witalija miały pokojowy wpływ na umysły i serca dyskutantów. Nawet, kiedy daleko nie wszyscy się z nim zgadzali, uważano, że należy liczyć się z jego stanowiskiem, jako decydującym o zawieszeniu konfliktu.

NAUCZYCIEL
O. Witalij Antonik, profesor Mińskiej Duchownej Akademii: –  Z o. Witalijem Borowojem spotkałem się w 1952 roku. Przyjechałem wtedy do Żyrowic. Poszedłem do niego z papierami, bo chciałem uczyć się w duchownym seminarium. „Za wcześnie dla ciebie” – powiedział o. Witalij. Zdziwiłem się. Po roku znów przyjechałem. Spóźniłem się, wszyscy już napisali egzaminacyjne wypracowanie. Wtedy o. Witalij posadził mnie w kancelarii i kazał napisać, dlaczego chcę zostać duchownym. Postawił mi piątkę i od tego czasu zaczął szanować. W Żyrowicach uczył mnie rok, potem jeszcze rok w Leningradzie w duchownej akademii. Jako wykładowca był wyjątkowy. Takiego nigdy więcej nie spotkałem. Miał niespotykaną metodę wykładania. Jego frazy były równe i wyraziste. Umiał dotrzeć do istoty problemu i wyłożyć go konkretnie i wyraziście, tak, by słuchacz o nim nie zapomniał. Był zawsze jak na tej fotografii, w płomieniu, ekspresji. Dlatego nie słuchać go i nie przyjmować tego co mówił było po prostu niemożliwe, słuchało się go z wielkim zainteresowaniem. Potem spotykaliśmy się w moskiewskich szkołach jako koledzy. Bolał, że jego życie ułożyło się nie tak, jak marzył o tym w młodości. Rzecz w tym, że marzył, by stać się drugim Bołotowem. „Hospod’ mnie ukorzył” – mawiał wtedy.

Starał się podnosić wiedzę innych nie tylko przez seminaryjne wykłady. Kiedy wracał z Leningradu, taszczył na plecach całe paki związanych sznurkami książek, które kupował gdzieś u leningradzkich bukinistów. W ten sposób kompletował seminaryjną bibliotekę. Wspaniała była.

CZŁOWIEK DIALOGU
Przy Nikicie Chruszczowie radzieckie władze chciały dać sygnał Zachodowi, że nie prześladują Cerkwi, to znaczy, że są gotowe, by otworzyć jej możliwość dialogu na międzynarodowym forum z innymi chrześcijańskimi Kościołami. Taką platformą dialogu była Światowa Rada Kościołów. Radzieckie władze zgodziły się na wstąpienie rosyjskiej Cerkwi do tej struktury. Cerkiew została przyjęta do ŚRK w 1961 roku podczas generalnego zgromadzenia w New Delhi. O. Witalij Borowoj stał u początków tego procesu.

O ekumenicznej twarzy o. Witalija mówił o. Wasilij Nowiński, proboszcz parafii św. Mikołaja w Wilnie, który przez cztery lata pracował Genewie w ŚRK razem z o. Witalijem. O. Wasilij zauważył, że są różne definicje ekumenizmu. Przedstawił skrajne. Ruch dążący do pojednania wszystkich chrześcijan, rozpoczęty na początku XX wieku, w celu ograniczenia rozwoju ateizmu. I druga: zjednoczenie wszystkich chrześcijan, niezależnie od prawdziwości obranej przez nich drogi, niezależnie od błądzenia każdej z denominacji. Do ekumenizmu wielu podchodzi wrogo, nazywając go herezją XX wieku.

O. Wasilij: – Moje wystąpienie nie jest apologetyką ani odrzuceniem ekumenizmu. Jest przedstawieniem, w jak trudnym środowisku musiał pracować przez ponad ćwierć wieku o. Witalij. Przez 30 lat, do 1991 roku, był członkiem centralnego komitetu ŚRK, pełniąc funkcję przewodniczącego komisji Wiara i Kościelny Ustrój. Ogromna była jego odpowiedzialność w ramach ŚRK. Musiał reprezentować oficjalne stanowisko Cerkwi w sprawach ekumenicznego dialogu. Z zadania wywiązywał się doskonale. Zwykła praktyka w ramach tej struktury była taka, że delegowano kogoś do określonego zadania na trzy lata. Po ich upływie następowała zmiana na stanowisku. Nie dotyczyło to o. Witalija. On był dobrym taktykiem, strategiem i erudytą. Wszyscy w ŚRK, gdzie dominowali protestanci, szanowali go i słuchali.

1996 rok, Brześć, obchody 400-lecia unii brzeskiej. Uczestniczy w nich o. Witalij Borowoj. Eugeniusz Czykwin, uczestnik żyrowickiego spotkania, przywołuje słowa o. Witalija z 1996 roku, wypowiedziane z trybuny. Słuchał ich i metropolita Filaret. „To ja przekonywałem patriarchę i naszych władyków, że są możliwe przyjacielskie, braterskie kontakty z katolikami. Myliłem się”. Mówił tak 80-letni człowiek, który połowę swego życia poświęcił dialogowi. Niestety, w latach 90. pozostawał pod silnym wrażeniem tego, co czynili wspierani przez bojówki ukraińskich nacjonalistów grekokatolicy na zachodniej Ukrainie, z jaką siłą, nie stroniąc od przelewu krwi, odbierali prawosławnym cerkwie. I obserwował, jak nikt ze zwierzchnich kościelnych władz, z papieżem Polakiem włącznie, nie wstrzymywał tego bratobójczego procesu. O. Witalij głęboko to przeżył. Jego słowa wszystkim zapadły w pamięci.  

PROPOWIEDNIK
– Ci, którzy słuchali kazań o. Witalija zapalali się, zmieniali, przeobrażali, znajdowali wiarę – mówił o. Anatolij Frołow, proboszcz cerkwi św. Tichona w Klinie koło Moskwy. Ludzie zapalali się, bo wiedzieli, że życie i kazania o. Witalija są tożsame, że mówi od serca, żyje Cerkwią. Był w tym emocjonalny. Chodził po solei, jakby wykładał, gestykulował, czasem uderzył w anałoj. Mówił o trudnych sprawach w zrozumiałym języku. Gdy przedstawiał wydarzenia historyczne, ludzie wzdychali: toż to nasza dzisiejsza historia, gdy o świętym, czuli, czego powinni uczyć się od niego dzisiaj. Choćby o św. Tatianie. Mówił, jak chodziła po domach i opowiadała o Chrystusie, jak przed rewolucją spotykali się studenci i profesorowie i razem modlili się w tym dniu do swojej patronki Tatiany. I na koniec proroczo: „Przyjdzie taki czas, kiedy w dniu św. Tatiany znów będą spotykać się studenci i ich profesorowie na modlitwie w cerkwi św. Tatiany”.  Tak się stało, po trzydziestu latach od tamtego kazania.

Podobnie prorocze słowa powiedział mówiąc o Tichwińskiej Ikonie Matki Bożej. Znajdowała się ona wtedy w Stanach Zjednoczonych. A on mówił, że ta świętość wróci do Rosji, będzie wywyższona i monaster, w którym zostanie umieszczona, zostanie odbudowany. Mówił, kiedy cała Cerkiew na ten temat milczała. Ikona wróciła w 2004 roku.

O. Anatolij zaprzyjaźnił się z o. Witalijem. O. Witalij służył kilka razy w cerkwi w Klinie. Z bólem mówił wtedy o rozchodzeniu się słowiańskich narodów i o pewnych błędach Cerkwi. 

Kazania o. Witalija były krótkie, ale niektóre trwały 50 minut i przypominały klasyczny wykład. O. Witalij na tyle zapalał swoimi kazaniami, że ludzie ich słuchali, ale i zmieniali się pod ich wpływem. Miał doskonałą dykcję, mimo charakterystycznego dla niego jąkania. O. Anatolij zapisywał kazania o. Witalija na dużym, trudnym do ukrycia dyktafonie, kiedy w drugiej połowie lat 70. chodził na Liturgie do patriarszego soboru w Moskwie. Z tego materiału powstała książka i płyta z kazaniami (2010).

O. Anatolij: – Bez tego typu świadectwa, jakie dał nam o. Witalij, Cerkwi byłoby trudniej wytrzymać nacisk sowieckich władz. Był wierny Bogu do końca. Miał silne oparcie w żonie, matuszce Galinie Walentinownej.

Prof. o. Siarhiej Hardun: – Pierwszy raz kazanie o. Witalija Borowoja usłyszałem w 1978 roku. Było nadawane przez radio BBC z londyńskiego soboru Zaśnięcia Bogarodzicy. W tamtych czasach kazania w cerkwiach Związku Radzieckiego stanowiły rzadkość. Duchowny musiał je wcześniej napisać. Wygłosić mógł dopiero po sprawdzeniu przez partyjnych czynowników. Dlatego jako student wydziału filologicznego języków obcych chłonąłem każde nadawane przez BBC kazanie. Ale tamto o. Witalija z siedemdziesiątego ósmego pamiętam, jakbym teraz słyszał. Mówił do londyńskich parafian: „Wiecie, jakie ciężkie próby przechodziła i przechodzi ruska Cerkiew, nasza z wami ojczysta Cerkiew, nasz z wami rodny naród”. Dalej stwierdził, że Cerkiew i naród te próby przeżyli i mogą o tym świadczyć przed całym światem. Zastrzegał, że może jeszcze trudniejsze przed nimi próby. I zwracał uwagę na ruch, który już się rozpoczął wśród inteligenckiej młodzieży, na wchodzenie do Cerkwi nowego pokolenia, choć wychowanego w niewierzących rodzinach, na setki i tysiące takich młodych ludzi, którzy może i nie są szczególnie wocerkowleni, ale są większymi wyznawcami „niż my z wami”. I zauważył, że tego procesu już nikt na świecie wstrzymać nie może, ani go umniejszyć. Ten ruch będzie tylko przyspieszać, bo za nim stoi Boża błagodat’. Pan bowiem doświadczył swój naród w uniżeniu i ucisku, trwającym dziesiątki lat. „Tak, jesteśmy grzeszni i historycznie ruska Cerkiew jest grzeszna, ale Pan zobaczył, że przechodziła próby, że przez te sześćdziesiąt lat zyskała tysiąc razy więcej świętych niż przez całą swoją historię, że teraz chodzą żywi święci. I gdy przyjdzie czas, a ten czas przyjdzie, ruska Cerkiew obwieści świętymi i kanonizuje nie setki a tysiące nowych świętych”.

Dla mnie, dziewiętnastolatka, należącego do grupy może dziesięciu młodych osób, które regularnie chodziły w Mińsku na nabożeństwa, czytały Ewangelię i marzyły o tym, by było nas więcej, te słowa były natchnione, prorocze, dawały siłę i nie można już było usunąć ich z serca.

W innym kazaniu, z osiemdziesiątego ósmego roku, o. Witalij dał jasny obraz Cerkwi. „Oto wielka rzeka” – mówił. „Człowiek realizuje swój historyczny rozwój na jednym brzegu rzeki, ale zbawienie, Królestwo Niebieskie, znajduje się na drugim brzegu. Każdy człowiek musi przejść przez tę rzekę, by osiągnąć Królestwo Niebieskie. By znaleźć się na drugim brzegu, próbuje płynąć, budować jakieś tratwy czy czółna i często nie zauważa, że obok stoi most. Cerkiew jest tym mostem, naturalnym sposobem kontaktowania się człowieka z Bogiem. My, wierzący, powinniśmy świadczyć, wołać, tłumaczyć ludziom, na czym polega sens życia i służyć przykładem, jak przechodzić przez most”.

– Wiele razy słuchałem o. Witalija na różnych międzynarodowych zgromadzeniach. Mówił tak, jak żył. Podczas generalnego zgromadzenia Światowej Rady Kościołów w Vancouver w Kanadzie jako jeden z głównych mówców przekonywał, że pełnia ludzkiego życia może być realizowana tylko w jedności z Bogiem, a jedność najpełniej przejawia się w sakramencie Eucharystii.

PASTERZ
O. Fiodor Pownyj, proboszcz parafii Wszystkich Świętych w Mińsku: – Moja młodość w Cerkwi przypadła na koniec lat 70. i początek 80. Miałem wtedy częste kontakty z o. Witalijem. Pamiętam posiedzenie synodalnej komisji rosyjskiej Cerkwi, na którym stanęła kwestia świętowania 1000-lecia chrztu Rusi. Prowadził je patriarcha Pimen. Odbywało się w Troice-Siergijewskiej Ławrze. Wszystkie wykłady i wypowiedzi były wcześniej sprawdzone, zgodnie z praktyką tamtych lat. Każda wypowiedź zaplanowana. Kończy się posiedzenie. Patriarcha Pimen mówi: „Wydaje mi się, że coś chce dodać do wcześniej powiedzianego protopreswitier Witalij Borowoj”. Na sali zapadła absolutna cisza, czuło się napięcie. Po tonie wypowiedzi patriarchy widać było jasno, że wystąpienie o. Witalija nie było planowane. O. Witalij, pracując w wydziale kontaktów zagranicznych ruskiej Cerkwi i będąc proboszczem patriarszego soboru, zyskał sobie sławę człowieka szczerego i prostolinijnego. Doskonała znajomość historii powszechnego Kościoła czyniły jego rady wprost niezbędnymi dla hierarchów. Wejść w spór z o. Witalijem, teologiem o światowym imieniu, o żywe słowo Prawdy, nie było prosto.

Wzrok wszystkich skierował się na o. Witalija. O. Witalij wstał. Widać było, że nie oczekiwał takiego zwrotu w posiedzeniu. Jak zwykle, jąkając się, z białoruskim u niego akcentem, gestykulując rękoma, rwącym się ze zdenerwowania głosem, zaczął: – Nie zamierzałem mówić, ale jeśli Jego Świątobliwość dał mi słowo, to powiem. Powiem to co myślę, mimo że to wam może się nie spodobać.

To co powiedział, stało się głównym głosem w posiedzeniu komisji. Mówił o tym, co było drogie i zrozumiałe dla wszystkich, ale o czym w tych warunkach naszej cerkiewnej historii nikt nie mógł powiedzieć głośno i to jeszcze na tak oficjalnym posiedzeniu. Nam, słuchającym, wydawało się, że zupełnie stracił poczucie realności i zapomniał, gdzie jest i do kogo mówi. Ale to było natchnione słowo proroka, który nie mógł milczeć. Nie wiem, czy to słowo trafiło do protokołu, raczej nie, ale dla mnie jest zupełnie jasne, że dało ono impuls do konkretnych działań hierarchów i że kształt świętowania 1000-lecia chrztu Rusi został nakreślony na tamtym historycznym posiedzeniu.

O. Witalij mówił wtedy o Cerkwi wiecznie żywej, nigdy niezwyciężonej. Mówił, że nasza Cerkiew jest żywa i dlatego godna i gotowa do przygotowania się do tak wielkiego jubileuszu. Proroczo nakreślił  ogromny plan pracy w dziele przyjęcia do Cerkwi nowych wiernych. Mówił o konieczności rozszerzenia duchowego kształcenia, otwarcia cerkwi, kanonizacji nowych zastępów świętych, męczenników i wyznawców.

AGENT
– O. Witalij Borowoj jako delegat rosyjskiej Cerkwi przyjechał do USA na wydział teologiczny Uniwersytetu Harvarda. Tam spotkała go pikieta z hasłem „agent KGB” – mówiła Anastasija Buden, doktorantka Uniwersytetu Katolickiego w Waszyngtonie. O. Wasilij wtedy powiedział: – W USA nazywają mnie agentem KGB, w Związku Radzieckim agentem burżuazyjnego imperializmu, a w istocie rzeczy jestem agentem Jezusa Chrystusa.
– Był prawdziwym świadkiem Chrystusa – ktoś inny uzupełnił. – Podczas Paschy dodał od siebie: A wsio taki On woskres!

Anna Radziukiewicz
fot. autorka


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token