Numer 11(365)    Listopad 2015Numer 11(365)    Listopad 2015
fot.Michał Kość / Agencja Wschód
Duchowny uczony dyplomata
Anna Radziukiewicz
O. Witalij Borowoj urodził się na dziwnej ziemi. Nikt na niej nie był mniejszością – ani prawosławni, ani katolicy, ani Żydzi. Wszystkich było mniej więcej po tyle samo. Tak wyglądały ziemie dokszyckiego rejonu, witebskiej guberni Imperium Rosyjskiego w 1916 roku, czyli w roku przyjścia na tej ziemi na świat Witalija Borowoja, syna Krystyny i Michała, który zmarł po pół roku od urodzenia syna, wycieńczony pracą w Ameryce. Chciał kupić kawałek ziemi we wsi Nieścierauka koło miasteczka Parafianawa w dokszyckim rejonie, dziś na północy Białorusi. Marzył, by syn nie był parobkiem.

Matka Krystyna też o tym samym marzyła. Szkoła była jedynym wyjściem z tunelu międzywojennej nędzy w II Rzeczypospolitej.

Wilno, duchowne seminarium. Tu trafił 13-letni Witalij. Kiedy je opuścił, miał 20 lat. Rektor seminarium, protojerej Puczewski, ogłaszając po siedmiu latach nauki swoistą listę sukcesów, rzekł: – Na początku listy jest Witalij Borowoj. Po tym nazwisku należy postawić linię i dalej porządkować innych uczniów jeden, dwa, trzy, cztery, pięć… Powiedziałem tak, jak niegdyś, ogłaszając wyniki nauki, powiedział rektor seminarium o Wasiliju Wasilewiczu Bołotowie, wybitnym historyku, autorze czterotomowego dzieła o historii Kościoła.

Stać się jak Bołotow, to było przez długie lata marzenie Witalija, młodzieńca, który już w seminarium dysponował ogromną wiedzą, daleko wychodzącą poza ramy seminaryjnego kursu. Od siedemnastu lat seminarium nie wypuściło wybitniejszego od niego absolwenta.

– O. Witalij lubił naukową pracę – wspomina arcybiskup wrocławski i szczeciński Jeremiasz. – Kilka razy w osobistej rozmowie wypowiadał swoje marzenie: zebrać w jednym miejscu wszystkie swoje książki i osiąść w pobliżu solidnej biblioteki i na koniec napisać, o czym się myślało i co jawi się jako niezbędne do przekazania przyszłym pokoleniom. Prawie zawsze rozmowa kończyła się  słowami: „Ostatecznie jak wyjdzie, da Bóg inni napiszą”.

Uniwersytet Warszawski, sekcja teologii prawosławnej i wydział historyczny – tu Witalij Borowoj uczył się dalej. Ruska, określił swoją narodowość jako jedyny student. Choć był świadomym Białorusinem, w ten sposób prostestował przeciwko próbom przeciwstawiania i budowania wrogości między bratnimi słowiańskimi narodami. I na nic się zdały rozmowy z rektorem uczelni. Narodowości nie zmienił. Cierpiał z tego powodu, bo nie był posyłany, jako najzdolniejszy na tych wydziałach student, na zagraniczne konferencje, nie mógł się spotykać ze światowymi sławami ówczesnej bizantologii. A ta najbardziej go fascynowała. Jego wyjazd na studia do Jerozolimy zablokował protest stowarzyszenia prawosławnych Polaków.

W trzydziestym dziewiątym musiał wrócić na ojczystą ziemię. Uczył w szkole białoruskiej mowy i literatury. W czterdziestym pierwszym szkołę zamknięto. Służył jako psalmista w cerkwi w Sitce w dokszyckim rejonie. Czas wojny rzucał go do różnych obowiązków, zawsze na krótko – do Mińska jako sekretarza duchownego konsystorium, do Nieściarouki, tak bez zajęć, znów do Mińska do tych samych zadań i w czterdziestym czwartym do Homla, już jako duchownego, proboszcza parafii św.św. Piotra i Pawła. Mógł czuć się szczęśliwy, że przeżył wojnę. Od śmierci dzieliło go słowo. Niemcy bombardowali miasto. Siedział w piwnicy z żoną w ciąży i innymi ludźmi. Po dobie się uspokoiło. Pierwszy wyszedł z piwnicy, zobaczyć co się dzieje. – Komm, komm zu mir – usłyszał po niemiecku. Podszedł do niego oficer i dwaj niemieccy żołnierze. Otoczyli go. – Rozstrzelamy ciebie – usłyszał. Szli. Oficer ciągnął rozmowę, zorientowawszy się, że ofiara zna niemiecki: – Bardzo nie chciałem iść na wojnę. Jestem pastorem – mówił. – Ja też jestem duchownym – na to o. Witalij. Oficer zaprowadził go do lasu. Wystrzelił w powietrze. – Teraz uciekaj – powiedział do o. Witalija.

W Homlu dał się poznać jego talent jako propowiednika. Ludzie tłumnie zaczęli ciągnąć na jego kazania. Ale po Ewangelii i kazaniu cerkiew pustoszała. O. Witalij przechytrzył wiernych. Kazania zaczął mówić na koniec Liturgii. Wtedy na początku Liturgii cerkiew świeciła pustkami. O. Witalij jeszcze raz przechytrzył homlan. Kazania głosił w różnym czasie. Ale nie przechytrzył sowieckich władz. Sekretarz partii powiedział: – Wy nam przeszkadzacie. O. Witalij: – Nie uprawiam antysowieckiej propagandy. Sekretarz: – Tak, ale przeszkadzacie w naszej pracy. My was stąd zabierzemy. Sekretarz przerwał więc homelski okres w życiu o. Witalija, który po latach nazwał najszczęśliwszym.

Został przeniesiony do Mińska. Ale to wtedy pojawiła się możliwość otworzenia duchownego seminarium. Gdzie? – zastanawiano się, w Mińsku, mirskim zamku czy Żyrowicach? Wybrano Żyrowice. Posłano w czterdziestym piątym do nich o. Witalija, by tam organizował najpierw teologiczno-pasterskie kursy, po dwóch  latach przekształcone w mińskie duchowne seminarium. W Żyrowicach spędził dwa lata. Robił wszystko, poczynając od prostych kancelaryjnych prac, kończąc na wykładach. Ciągle marzył, by trafić do Leningradu lub Moskwy i zgłębiać tam wiedzę w duchownych akademiach.

– Z trudem, ale tam trafiłem. Chciałem naśladować wielkiego uczonego Bołotowa. Cały czas zajmowałem się historią Cerkwi – powie o. Witalij w dokumentalnym filmie, nakręconym na 90-lecie urodzin.

W Żyrowicach był jednym z najlepszych nauczycieli. Uczył między innymi angielskiego na takim poziomie, że ci, którzy potem szli na studia, mieli już zaliczony kurs tego języka obowiązujący na studiach. Dopiero potem odkryto, że. O. Witalij uczył się angielskiego równolegle ze swoimi uczniami.

W 1953 roku skończył eksternistycznie Leningradzką Duchowną Akademię. Wykładał na niej historię Cerkwi. Tu obronił doktorat i otrzymał tytuł doktora teologii.

Od 1959 roku pracował w wydziale stosunków zagranicznych patriarchatu rosyjskiej Cerkwi, dochodząc do stanowiska zastępcy przewodniczącego tego wydziału. W 1960 roku wszedł w skład komisji do spraw międzychrześcijańskich kontaktów rosyjskiej Cerkwi.

Od 1962 roku przez trzynaście lat o. Witalij reprezentował rosyjską Cerkiew w Światowej Radzie Kościołów (ŚRK), pracując w Genewie w Szwajcari, wcześniej przygotowując ten ważny krok – wstąpienia rosyjskiej Cerkwi do ŚRK. Przez 30 lat był wybierany do centralnego komitetu ŚRK.

Uczestniczył w charakterze obserwatora na II Watykańskim Soborze, odbywającym się w latach 1962-1965. O. Witalij Borowoj i archimandryta Kotlarow, reprezentujący ruską Cerkiew, uczestniczyli w spotkaniu z Janem XXIII. W Watykanie określono to jako cud. Mieli możliwość uczestniczenia we wszystkich posiedzeniach, nawet zamkniętych, i mieli dostęp do wszystkich dokumentów, nawet tajnych. Jeden z zachodnich uczestników soboru powiedział, że gdyby Cerkiew miałaby dziesięciu takich Borowojów, to potrafiliby odeprzeć nieustanny nacisk sowieckich władz na Cerkiew.

O. Witalij nawiązywał stosunki z Konferencją Europejskich Kościołów, Narodową Radą Kościołów Chrystusowych w USA i innymi chrześcijańskimi organizacjami. Brał udział w wielu kongresach pokojowych. Jednocześnie służył jako proboszcz cerkwi Narodzenia Bogarodzicy w Genewie.

– Do Moskwy wróciłem w 1985 roku półżywy, zupełnie chory – mówił w filmie o. Witalij. – Nie daj Boże! Było gorzej niż we wcześniejszych czasach sowieckich. Trzeba było milczeć, bo od razu powiedzą, żeś zapadnik (człowiek Zachodu). Milczałem. Sowieci wychowali dwa-trzy antyreligijne pokolenia. Dopiero pod koniec lat 80. można było zacząć dyskusję. A naszym zadaniem jako Cerkwi było pojednać trzy ruskie narody – rosyjski, białoruski i ukraiński w rozpadającym się Związku Radzieckim. Trzeba było stworzyć przyjaźń tych trzech narodów, taką Trójjedną Ruś, ale nie pod hegemonią Moskwy. Trójjedna Ruś będzie siłą i będą z nią liczyć się na całym świecie – mówił w 2006 roku 90-letni o. Witalij, duchowny, uczony i dyplomata, uważny obserwator i komentator XX wieku i początku XXI.

W Moskwie był proboszczem patriarszego soboru Objawienia Pańskiego. Został jednak odsunięty od tej służby. Nie podobał się władzom komunistycznym. Zbyt dużym autorytetem się cieszył.

O. Witalij Borowoj wychował wielu uczonych, znanych hierarchów i działaczy rosyjskiej Cerkwi. Miał tytuł doktora teologii Moskiewskiej Duchownej Akademii, Uniwersytetu w Brnie, Uniwersytetu Karola w Pradze i Seminarium św. Włodzimierza w Nowym Jorku. Otrzymał wiele medali i odznaczeń, m.in. św. Brata Alberta, przyznawany przez warszawską Fundację Tolerancja, prowadzoną przez Kazimierza Morawskiego.

O. Witalij często odwiedzał Białoruś, swoją ojczyznę. Zmarł 7 kwietnia 2008 roku w święto Błahawieszczenija w Moskwie i tam został pochowany.

Anna Radziukiewicz
fot. pravoslavie.ru


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token