Numer 11(365)    Listopad 2015Numer 11(365)    Listopad 2015
fot.Michał Kość / Agencja Wschód
Szamotuł Pani
Ałła Matreńczyk
Szamotulska kolegiata. S ponikszej gołowoj stoję przed XVI-wieczną Kazańską Ikoną Matki Bożej, którą tutaj nazywają cudownym obrazem Matki Boskiej Pocieszenia, Szamotuł  Panią. Dowiedziałam się o niej poprzedniego dnia, podczas konferencji, i mimo napiętego programu, wiedziałam, że muszę tu przyjść.

- Bez trudu Ją pani zauważy – uspokaja mnie hotelowa recepcjonistka, gdy pytam, gdzie znajduje się ikona, bo nie chcę przeszkadzać w mszy. I rzeczywiście.  W pięknej gotyckiej kolegiacie odnajduję ją bez trudu. Jest najważniejszym, długim na 32 i szerokim na 28 centymetrów, otoczonym bogatą ramą wizerunkiem w bocznej, południowej nawie. Kościoł jest pełen, w ławkach miejscowi i pielgrzymi, niestety, nie zapamiętuję z jakich parafii. I  dużo świeżych kwiatów, bo i duże w Szamotułach święto. 45 lat temu prymas Wyszyński ukoronował Kazańską Ikonę papieską koroną, zmieniając jednocześnie wezwanie kościoła (co rzadkie) ze św. Stanisława Biskupa na Matki Bożej Pocieszenia i św. Stanisława biskupa. Jak Kazańska Ikona Matką Bożą Pocieszenia się stała?

Nad Wisłę przybyła dawno, w drugiej połowie XVII wieku, wraz z ruskim kniaziem i jego żoną, którzy za panowania Jana Kazimierza trafili do polskiej niewoli. Byli przetrzymywani w Warszawie, na Zamku Królewskim, gdzie pewnego razu zjawił się też właściciel szamotulskiego zamku, Aleksander Wolff. Zapragnął ikony tak bardzo, że  rozpoczął z jej właścicielem negocjacje. Proponował pieniądze, nawet wolność,  ale „Moskwicin odmawiał mu zawsze”. Kniaź pewnie nie rozstałby się nigdy ze swoją świętością, gdyby Pan nie powołał go do siebie. Przekazała ją Wolffowi, odzyskując wolność, żona kniazia. 

Nowy właściciel przywozi ikonę do Szamotuł, umieszcza wizerunek w swojej zamkowej kaplicy. Wkrótce  z oczu Bogarodzicy płyną krwawe łzy. Zarówno Wolff jak i jego domownicy zauważają to 25 kwietnia 1665 roku.  Zjawia się pierwsza komisja – nakazuje ikonę przenieść do skarbca kolegiaty. Ale wieść o cudzie rozchodzi się po okolicy, wierni modlą się do przebywającej w skarbcu ikony, doznają łask. Przyjeżdża druga komisja – po niej wizerunek zostaje wniesiony do ołtarza głównego w kolegiacie. Jest dzień Świętej Trójcy 1666 roku, w uroczystej procesji bierze udział około 11 tysięcy wiernych. Potem specjalnie dla niej Aleksander Wolff funduje nowy, boczny ołtarz. Przed ikoną pojawiają się wota, tysiące wotów. Także od Jana Kazimierza, który przysłał dla Szamotuł Pani „lampę wielką, sukienkę złocistą, ornaty, lichtarze”.

„Lampę wielką”, my powiedzielibyśmy łampadę, można zobaczyć i dziś, wisi przed głównym ołtarzem.

Kolejny właściciel Szmotuł zabrał ikonę  najprawdopodobniej  na wyprawę wiedeńską. W siedemnastym wieku do ikony spieszą katolicy z bliska i daleka, doznają wielu cudów. Później liczba pielgrzymów słabnie,  w latach międzywojennych znowu rośnie. To właśnie wtedy, dokładnie w 1930 roku, Feliks Nowowiejski komponuje utwór wokalno-muzyczny „Motet o Najświętszej Pannie z Szamotuł” (o prostej ludowej treści z wyraźnym nawiązaniem do wiktorii wiedeńskiej).

Ikona szczęśliwie zdołała  przetrwać drugą wojnę światową. Gdy  Niemcy rekwirują skarby kolegiaty, kościelnemu Henrykowi Ciężkiemu udaje się ich przekonać, że tak naprawdę cenna jest tylko jej złoto-srebrna koszulka, a napisanym na desce wizerunkiem nie warto sobie głowy zaprzątać.

Potem kościelny do końca wojny przechowuje ikonę w swoim mieszkaniu. Do kolegiaty wizerunek wraca po 1945 roku. 

Ludzie znów do Kazańskiej Ikony zanoszą swoje modlitwy, nazywając ją Matką Pocieszenia i Szamotuł Panią. W 1970 roku prymas Stefan Wyszyński koronuje ikonę papieskimi koronami, zmieniając nawet przy okazji wezwanie kościoła.

W każdy wtorek rano i wieczorem przed ikoną odprawiana jest nowenna.

Ałła Matreńczyk
fot. Swietłana Bil

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token