Numer 11(365)    Listopad 2015Numer 11(365)    Listopad 2015
fot.Michał Kość / Agencja Wschód
O Kazańskiej Ikonie
Ałła Matreńczyk
Zaczęło się tak. 28 czerwca 1579 roku w Kazaniu wybuchł popożar. Ogień rozprzestrzeniał się od cerkwi św. Mikołaja do Kremla, drewniana zabudowa płonęła jak zapałki. Czy pożar wybuchł samoistnie, czy wskutek podpalenia, tego nie wiadomo. „Oto kara za to, że chan zmienił wiarę”, „oto zapłata dla chrześcijan” rozeszły się słuchy w narodzie, bo od przyłączenia Kazania do Rosji minęło zaledwie 27 lat.  I wiara Chrystusowa jakby trochę osłabła.

Pożar buszował kilka dni. Potem ludzie zaczęli odbudowywać swoje domy, spieszyli się, by zdążyć przed zimą. Zaczął odbudowywać swój dom także Daniił Onyczin. Miał 10-letnią córeczkę Matronę. Pewnej nocy we śnie zjawiła jej się Matka Boża, nakazała, by dziewczynka odnalazła w ziemi jej ikonę. Dziewczynce nikt nie wierzy. Ale sen powtarza się po raz drugi i trzeci.

Wtedy mama z Matroną idą na wskazane miejsce, zaczynają kopać. I nic. Potem kopie tylko córka i na głębokości dwóch łokci odnajduje ikonę.  Jest 21 lipca 1579 roku. Władyczyca spasi nas – wykrzykują przybyli ludzie, bo wieści o niezwykłym znalezisku rozchodzą się szybko. I choć są świadkami cudu, nikt z nich jeszcze nie wie, że spośród czterystu cudownych ikon, które zajaśniały na ruskiej ziemi, ta ich, kazańska, okaże się największą ruską świętością.

Ikonę jako pierwszy wział ot ziemli o. Jermołaj, duchowny cerkwi św. Mikołaja, muż zieło premudrost’ju ukraszennyj, w kniżnom uczenii izjaszcznyj i w czystotie żytija izwiestnyj. Z krestnym chodem wnosi ją do swojej świątyni, a po molebnu odprowadza do Błagowieszczańskiego soboru. I jest świadkiem pierwszych cudów. Już po drodze odzyskuje wzrok niewidomy Józef, a w soborze Nikita. Za kilka lat, w 1589 roku,  o. Jermołaj zostaje wyświęcony na biskupa, a następnie podniesiony do godności metropolity kazańskiego i astrachańskiego. To spod jego ręki wyjdzie „Powieść o objawieniu Kazańskiej Ikony Bogarodzicy i  cudach przed nią dokonanych” oraz  służba ku czci tej ikony ze słynnym, poruszającym  troparem Zastupnice usierdnaja… 

Na razie mamy jednak rok 1579.

Wkrótce kopia, a lepiej powiedzieć spisok z kazańskiej ikony, z opisem cudów trafia do rąk cara Iwana Groźnego. Iwan Groźny jest świetnym znawcą ikon. Od razu rozumie, że ma przed sobą przedstawienie Bogarodzicy, jakiego Ruś jeszcze nie znała. Ikona z pewnością jest typem  bizantyńskiej Hodigitrii, emanującej, jak wszystkie ruskie wizerunki, delikatnym ciepłem, zmiękczającym królewską surowość bizantyńskich oryginałów. Ale nie to jest niezwykłe.  Niezwykłe jest samo przedstawienie. Matka Boża lekko pochyla się ku Dzieciątku, które jest zwrócone wprost do ludzi. Chrystus błogosławi Matkę, a w Jej osobie całą ludzkość. Wizerunek nie jest przedstawieniem do pasa, obejmuje głowę i  ramiona, co przybliża Bogarodzicę i Dzieciątko  do modlącego.

Ikona nie jest pozbawiona pewnej kompozycyjnej niedoskonałości – Matka Boża nie ma rąk, Chrystus jedną ma opuszczoną, tak, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, że przedstawienie jest częścią większej całości. Ale mnogość cudów, do jakich dochodzi dzięki modlitwom przed ikoną sprawia, że ta forma staje się uświęconą.

Wkrótce na miejscu jej odnalezienia Iwan Grożny poleca zbudować cerkiew i żeński monaster. Pierwszymi mniszkami zostają Matrona i jej mama. I mimo że przed ikoną dochodzi do wielu uzdrowień, Kazańska na razie jest znana w Kazaniu, no, może także na Powołżu. Wkrótce to się zmieni.

Nadchodzą lata smuty. „Nawet kamień by zapłakał, widząc nieszczęścia ruskiej ziemi” pisał jeden z cudzoziemskich podróżników. I z tymi nieszczęściami – walkami o tron, zbrojnym atakiem wojsk polskich i szwedzkich, zakusami wprowadzenia katolicyzmu i unii, anarchią i chaosem – musi zmierzyć się były o. Jermołaj, ten, który jako pierwszy wział ot ziemli Kazańską Ikonę, późniejszy metropolita kazański i astrachański, od 1606 roku już patriarcha moskiewski i całej Rusi Jermogien. Nie jest w sile wieku, ma ponad siedemdziesiąt lat.  Stawia opór zdrajcom i najeźdźcom, którzy chcą zniewolić ruski naród i wykorzenić prawosławie. Kieruje posłania do oddziałów drugiego Dymitra Samozwańca, które w czerwcu 1608 roku podchodzą pod Moskwę:

„Pomyślcie, na kogo podnosicie broń: czy nie na Boga, który was stworzył?” – pisze. „Nie na swoich braci? Czy nie swoją ojczyznę pustoszycie? Zaklinam was imieniem Boga, porzućcie swoje plany, póki jeszcze czas, żebyście nie zginęli do końca… Na Boga, poznajcie samych siebie i nawróćcie się, ucieszcie swoich rodziców, swoje żony i dzieci, i wszystkich nas, i  zaczniemy za was się modlić”.

I cały czas podtrzymuje na duchu obrońców Troicko-Siergijewskiej Ławry, którzy przez szesnaście miesięcy, od września 1608 roku do stycznia 1610, z wielkim poświęceniem znoszą oblężenie polsko-litewskich wojsk.

Gdy Moskwa zostaje zajęta przez polsko-litewskie wojska i większość bojarów widzi na rosyjskim tronie polskiego królewicza Władysława, syna Zygmunta III, patriarcha odprawia molebny o wybranie na carski tron ot krowiej rossijskowo roda. I wzywa cały naród do obrony ojczyzny. To z jego błogosławieństwa, co w tej historii jest chyba najważniejsze, do oddziałów pospolitego ruszenia trafia spisok z Kazańskiej Ikony, stając się ich główną świętością. I Matka Boża ich nie zostawia.  

Moskwianie, dowodzeni przez Kuźmę Minina i kniazia Dymitra Pożarskiego, rozpoczynają powstanie, w odpowiedzi na co Polacy palą miasto, a sami kryją się na Kremlu. Patriarchę zamykają pod strażą w Czudowym Monasterze. W Poniedziałek Wielkanocny 1611 roku pospolite ruszenie rozpoczyna oblężenie Kremla. Oblegani Polacy, niejednokrotnie pod groźbą śmierci, żądają od patriarchy, by rozkazał opołczencom odstąpienie od miasta.
– Dlaczego mi grozicie? – odpowiada im na to. – Boję się tylko Boga. Jeśli wy wszyscy, litewscy ludzie, opuścicie Moskiewskie Państwo, błogosławię, by rosyjskie pospolite ruszenie odstąpiło od Moskwy, jeśli wy tutaj zostaniecie, błogosławię, by  wszyscy stanęli przeciwko wam i zginęli za prawosławną wiarę.

I zwraca się z jeszcze jednym posłaniem do narodu, w którym wzywa do trwania w wierze,  do położenia, w razie potrzeby, dusz swoich „za Preczystą i wiarę”. 17 lutego 1612 roku, po dziewięciu miesiącach pozbawienia wolności, patriarcha, zamorzony głodem, umiera. Rosyjska Cerkiew kanonizuje go w 1913 roku.

Jak przyjmują wieść o jego śmierci opołczency?

Jeszcze bardziej jednoczą się w walce. Zbliża się decydująca bitwa. Trzy dni przed nią ruskie oddziały spędzają  na poście i modlitwie przed Kazańską Ikoną Matki Bożej. Tymczasem przebywający w więzieniu na Kremlu grecki arcybiskup Ellason Arseniusz ma widzenie: św. Sergiusz z Radoneża zapewnia go, że dzięki wstawiennictwu Matki Bożej stolica zostanie wyzwolona.

I tak się dzieje. To dzięki Jej duchowej pomocy w decydującym starciu 22 października (4 listopada) oddziały Minina i Pożarskiego odniosą zwycięstwo. Z wielkimi honorami wnoszą do wyzwolonej stolicy Kazańską Ikonę, która od tej pory staje się wielką narodową świętością. Postanawiają też prazdnik torżestwiennyj praznowati o takoj diwnoj pobiedie.

Kniaź Pożarski na tym nie poprzestaje, na swój koszt wznosi drewnianą cerkiew Kazańskiej Ikony Matki Bożej. Wkrótce w 1636 roku na Placu Czerwonym na Kremlu staje już, wzniesiony za cara Michała Romanowa, piękny murowany sobór pod tym wezwaniem z cudownym spiskom z ikony, który przyniósł zwycięstwo. Od razu zajmuje drugie miejsce w hierarchii świątyń stolicy.

A Kazańska Ikona Matki Bożej, którą bardzo często błogosławią młodych przed ślubem, pomaga w trudnych chwilach ruskiemu narodowi nieraz, stając się najbardziej rozpowszechnionym wizerunkiem Bogarodzicy.

Przed jednym z jej  spisków modli się w Petersburgu, nim wyruszy na zwycięską wojnę z Napoleonem, generał Michał Kutuzow. To z Kazańską Ikoną na pokładzie radzieckie samoloty na polecenie Stalina okrążają stolicę i mimo klęski sowieckiej armii na szosie wołokołamskiej w 1941 roku, Niemcy do Moskwy nie wchodzą. To Kazańską Ikonę niosą w krestnym chodzie ludzie w oblężonym Leningradzie i miasto pozostaje niezdobyte. To od molebnia przed Kazańską Ikoną rozpoczyna się przełomowa stalingradzka bitwa.

Ale ikona, którą Matrona odnalazła w 1579 roku w Kazaniu, nie doczekuje tych wydarzeń. Jej historia urywa się w 1904 roku. Aż do początku XX wieku przebywała w kazańskim monasterskim soborze. Jej złotą rizę zdobiło 475 brylantów, wiele pereł, sto diamentów, ponad tysiąc innych kamieni. Niewykluczone, że tak drogi okład  przesądził o jej dalszym losie. W noc z 28 na 29 czerwca 1904 została ukradziona. W czasie przesłuchania Bartłomiej Czajkin, bo tak się nazywa złodziej, przyznaje, że cenny okład sprzedał, a samą ikonę spalił. Ale nadzieja, że ikona mimo to przetrwała, nie opuszcza wiernych.

Z wiarą powtarzają, że ihumenia Margarita, ówczesna przełożona kazańskiego monasteru, zleciła wykonanie kilku kopii ikony, wierzą, że na noc chowała oryginał, a na jego miejsce pod okład wkładała kopie. Wspominają, że gdy po kradzieży siostry lamentowały, jak dalej teraz mają żyć, matuszka spokojnie  odpowiadała „Nie bójcie się, wszystko będzie dobrze, Matka Boża nie zostawi nas”.

Te słowa matuszki Margarity mają  swoje konsekwencje.

Gdy na Zachodzie, już po rewolucji,  pojawiła się nieznana kopia Kazańskiej Ikony Matki Bożej, wielu  wierzy, że jest to ta, która objawiła się Matronie. Jej pochodzenie wciąż nie jest jasne. Wiadomo, że w 1920 roku pojawiła się wśród innych przedmiotów sztuki zabranych rosyjskiej Cerkwi i wystawionych przez bolszewików na sprzedaż. Nabywcy często się zmieniają, z uwagi na bardzo bogatą rizę traktują ją jako cenną lokatę kapitału.

Jednym z jej ostatnich posiadaczy jest Anglik Frederick Albert Mitchell-Hedges. W 1950 roku proponuje jej zakup arcybiskupowi San Francisco i Zachodniej Ameryki Janowi (Szachowskiemu) z Zarubieżnej Cerkwi, który wierzył, że ma do czynienia z oryginałem. Inny zarubieżny władyka, św. Jan Szanghajski (Maksymowicz) oraz wybitny znawca ikon i ikonopisiec Leonid Uspienski są zdania, że to dużo późniejszy wizerunek. Arcybiskup Jan pragnie wykupić ikonę, ale cena – 500 tys. dolarów – okazuje się zbyt wysoka.

Frederick Albert Mitchell-Hedges umiera 12 czerwca 1959 roku. Po latach Kazańska Ikona trafia do Jana  Pawła II. Papież umieszcza ją w swoich prywatnych pokojach, modli się przed nią dwa razy dziennie. A w 2004 roku postanawia zwrócić rosyjskiej Cerkwi.

Rzym z wielkim nabożeństwem żegna kazańską świętość, Moskwa, na Uspienije, w Uspienskim Soborze Kremla, wita.  Ale rosyjscy specjaliści są zgodni, to XVIII-wieczny wizerunek. Patriarcha Aleksy II przekazuje ikonę do Kazania.

Cerkiew prawosławna obchodzi dzień Kazańskiej Ikony Matki Bożej dwukrotnie, 4 listopada i 21 lipca.

Czego uczy nas to drugie święto? Może tego, byśmy pamiętali, co jest w życiu najważniejsze.
– Na popiołach spalonego Kazania kobieta i jej mała córka pośród rozwalin i duszącego dymu kopały dół, żeby znaleźć w nim nie kufer ze złotem, nie posag, nie ukryty skarb, ale to, co było dla nich ważniejsze od pieniędzy, ważniejsze od bogactwa – widoczną oznakę Bożego miłosierdzia, odczuwalną oznakę obrony i wstawiennictwa, którymi Matka Boża obdarowuje swój prawosławny lud – mówił w mądrym kazaniu w 1999 roku o. Siergiej Gańkowski. – Niejednokrotnie my także pośród naszego codziennego życia znajdujemy się na pogorzelisku, na zgliszczach, kiedy wszystko co nam drogie, wszystko co kochaliśmy, wszystko do czego przyzwyczailiśmy się, nagle okazuje się zniszczone i spalone. Zdarza się tak zarówno w życiu rodzinnym, jak i w przyjacielskich relacjach, zdarza się tak, o czym, dobrze wiemy, w życiu poszczególnych państw.

Czego będziemy szukać na pogorzelisku? Kufra ze złotem, żeby za to złoto zbudować szczęśliwe życie, lepsze od poprzedniego, spalonego? Czy może pałki, żeby ukarać sprawcę naszego nieszczęścia? Albo w głębokiej beznadziejności, załamawszy ręce, zapłaczemy nad swym gorzkim losem?

Popatrzmy w głąb swojej duszy i postarajmy się dowiedzieć, jak reagujemy na biedę, jak przyjmujemy trudności naszego życia. Pomyślmy o tym teraz, kiedy wspominamy cudowne znalezienie Kazańskiej Ikony Matki Bożej. Przypomnijmy, jak mała Matrona ze swoją mamą kopała dół w spalonej ziemi, żeby znaleźć tam obiecaną przez Boga ikonę.
A my na co czekamy, czego szukamy na pogorzelisku naszego nieuporządkowanego życia?

Ałła Matreńczyk
fot. z albumu Bogurodzica, Kolory prawosławia.Rosja, Anna Radziukiewicz, pravoslavie.ru



Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token