Numer 11(365)    Listopad 2015Numer 11(365)    Listopad 2015
fot.Michał Kość / Agencja Wschód
W świecie zmian
Eugeniusz Czykwin i Anna Radziukiewicz
Z o. HEIKI HUTTONENEM z Finlandii
sekretarzem generalnym Konferencji Kościołów Europejskich laureatem nagrody im. Księcia Ostrogskiego
rozmawiają Eugeniusz Czykwin i Anna Radziukiewicz

– Czy w Finlandii bardziej niż w Polsce widać zmiany, jakie niesie współczesny świat, choćby problem uchodźstwa?
O. Heiki Huttonen: – Nie wiem, czy bardziej. I na pewno nie mamy gotowych odpowiedzi na te problemy. My kumulujemy doświadczenia.
– Które problemy zdaniem Ojca są najostrzejsze?
– Myślę, że zmiany związane z klimatem. I to one, nie wojny nawet, wywołają w niedalekiej przyszłości największe ruchy ludności. Ludzie będą opuszczać tereny, na których zabraknie wody. W południowej Europie nastąpią dramatyczne pod tym względem zmiany, nie wspominając o Afryce.
Już dziś obserwujemy ekstremalne zjawiska pogodowe. W Polsce tegoroczne lato było niezwykle suche, a tysiąc kilometrów na północ, w Skandynawii, chłodne i deszczowe.
– Ale chyba nie możemy przewidzieć klimatycznej przyszłości?
– Czynią to futurolodzy, realistycznie patrzą na przyszłość. Ale nie chcemy ich słuchać.
– Boimy się? Uciekamy przed pesymistycznymi prognozami? Nie chcemy, by ograniczenia związane z ochroną środowiska naruszały nasz dobrostan?
-Tak, to wszystko bierzemy pod uwagę. Dyrektor pewnej organizacji ONZ, finansującej projekty dla biednych krajów, powiedział, że mamy wiedzę, technologie, znamy sposoby powstrzymania zmian klimatycznych ale nie mamy woli, by to czynić. Od ćwierćwiecza spotykają się państwa, poszukując konsensusu na ten temat, ale nie potrafią porozumieć się w zasadniczych kwestiach, czyli realnej ochrony środowiska.
– W tym kryzysie jest widziana rola Kościołów?
– Ten sam wysoki urzędnik ONZ podczas kameralnego spotkaniu w Finlandii powiedział, zastrzegając iż nie można jego wypowiedzi upubliczniać, że ludzie powinni zdać się na wolę Bożą, w pokajaniju i modlitwie.
– O tym głośno mówi patriarcha ekumeniczny Bartłomiej.
– Jego poprzednik, Dymitr, błogosławił, by 1 września, początek cerkiewnego roku według nowego stylu, był dniem modlitwy o Boże stworzenie. Patriarcha Bartłomiej stał się pierwszym chrześcijańskim liderem, który powiedział, że zanieczyszczenie przyrody, jej degradacja, to grzech. Patriarcha co dwa lata organizuje międzynarodowe, głośne już, konferencje na temat niezbędności ochrony środowiska, najpierw na tureckiej dziś wyspie Halki, a potem w innych miejscach, także na morzach. W konferencjach biorą udział teologowie, filozofowie, specjaliści od ochrony środowiska. Materiały z tego spotkania są publikowane i szeroko rozpowszechniane.
– Uczestniczył Ojciec w tych konferencjach?
– W kilku. Ale zawsze staram się śledzić pokonferencyjne materiały.
– Papież Franciszek wydał w tym roku encyklikę Laudato Si, dotyczącą ochrony środowiska. Cytował w niej wypowiedzi patriarchy Bartłomieja.
– I na promocję encykliki, która miała miejsce w Watykanie, zaprosił prawosławnego metropolitę Pergamonu Jana Zazulasa, wybitnego teologa. Papież zaproponował, by 1 września także był dniem modlitwy za stworzenie w Kościele zachodnim.
– Od kiedy prawosławni teolodzy zaczęli mówić o potrzebie ochrony przyrody?
– Od lat 60. ubiegłego wieku. To wtedy amerykańska filozofka obarczyła chrześcijan winą za degradację przyrody, twierdząc że dla całej tradycji judeo-chrześcijańskiej przyroda nie jest rzeczą świętą, co daje podstawę do nieodpowiedzialnego jej traktowania.
– Co takiej filozofce należałoby odpowiedzieć?
– Bardzo dobrze problem opisał hinduski prawosławny biskup teolog Paul Max Grigorius. Wskazał na różnice między zachodnim i wschodnim pojmowaniem przyrody. Świat zachodni widzi jako oddzielne byty Boga, człowieka i przyrodę. Wschodni natomiast widzi Boga i Jego stworzenie. Cerkiew mówi, że człowiek jest częścią przyrody, częścią stworzenia, jest modlącym się „zwierzęciem”. Ale i tak najważniejsze w tym wszystkim jest to, czy pamiętamy o Bogu. Kiedy zapominamy o Nim, zrywamy najgorsze owoce rezultatów naszych postępowań. Przyroda jest wtedy traktowana jako własność, masa do wykorzystania już, teraz, jak najobficiej. Rodzi to problemy ekologiczne. Ale nie tylko. To jak odnosimy się do przyrody, zwierząt, kształtuje i naszą postawę wobec ludzi.
Bez Boga człowieka także zaczynamy traktować jak biomasę, która ma służyć tylko naszym wygodom i rozkoszom.
– Darwin ogłosił w XIX wieku swoją teorię ewolucji? Dlaczego nie spotkała się ona z mocną reakcją prawosławnych teologów?
– Prawosławni nie odrzucają ewolucji. Ale pojmują ją jako ewolucję duchową. Chrześcijańska wiara to nie mapa uniwersum, a droga, po której należy iść, nieustannie się zmieniając. W Finlandii odbyło się seminarium, dotyczące teorii ewolucji z chrześcijańskiego punktu widzenia. Przybył znany amerykański biolog Scott Ilbert, zajmujący się ewolucją na poziomie współpracy komórek w organizmie. Jego główna teza – w biologii wszystko rozwija się poprzez współpracę. To o czym mówił, przypomina chrześcijańskie pojmowanie kinonii, komunii. A jeśli chodzi o darwinowską teorię ewolucji, została ona użyta do usprawiedliwienia kapitalistycznego modelu rozwoju. Ten zakłada, że przetrwają tylko najsilniejsi. Dopuszcza więc bezwzględną konkurencję, ordynarną walkę o byt, która  w żaden sposób nie mieści się w chrześcijańskim pojmowaniu relacji między ludźmi.
– Świat domaga się, byśmy się zmieniali. Nie kłóci się to z tradycyjnym sposobem życia?
– Cerkiew musi pozostać Cerkwią. A my musimy znać swoje korzenie i żyć życiem chrześcijańskim. Wtedy, jeśli nawet cały świat będzie się zmieniał, Bóg nam pomoże i znajdziemy wspólny język ze zmieniającym się światem.
– Najwięcej Finów należy do Kościoła luterańskiego. Pracuje ojciec w fińskiej radzie ekumenicznej. Czy obie konfesje – luterańska i prawosławna – mogą czegoś od siebie się nauczyć?
– Mogą, ale czynią to bardziej podświadomie niż świadomie. Nasza Cerkiew od dawna uczyła się od luteran, jak pracować z dziećmi i młodzieżą, jak prowadzić katechizację. I nie była to niegdyś nauka w duchu przyjaźni, tylko konkurencji. Ale model pracy przyswoiliśmy od luteran. Potem znaleźliśmy też drogę do luteran, jako naszych przyjaciół. Z kolei luteranie uczyli się od nas paschalnej radości. Jeszcze ze czterdzieści lat temu świętowali oni głównie Ukrzyżowanie Chrystusa, święto smutne i poważne. Zmartwychwstania Pańskiego prawie nie odznaczali. Dzięki nam poznali radość Paschy. Teraz śpiewają nasz tropar Zmartwychwstania, paschalne hymny.
– A wasze kontakty z katolikami?
– Do katolików jest nam bliżej – podobnie czcimy Matkę Bożą, świętych, pojmujemy sakramenty, choć są różnice na poziomie psychologicznym, odbioru procesów politycznych zachodzących na świecie, pojmowania historii. Ale ostatni aspekt w Finlandii bardzo się spłaszczył. O historii niemal zapomniano. Chcę podkreślić, że w Europie zachodniej żyjemy w epoce postchrześcijańskiej. I nie tyle mamy trudności w kontaktach między poszczególnymi Kościołami, ile z zsekularyzowanymi władzami, społeczeństwem, szkołą.
– Wiele lat swojej pracy ofiarował Ojciec na rzecz rozwoju międzynarodowego ruchu młodzieży prawosławnej, będąc generalnym sekretarzem Syndesmosu, wtedy pozostającego u szczytu swego rozwoju. Teraz ta federacja prawosławnej młodzieży przeżywa głęboki kryzys. Dlaczego?
– To bardzo trudne pytanie. Ale rzeczywiście, gdy dwa lata temu byłem w Rumunii na generalnym zgromadzeniu tej organizacji, uczestniczyło w nim dwanaście osób.
– W latach 90. minionego wieku gromadziło się po kilkaset osób.
– Tak. Syndesmos jest w kryzysie. Pod względem liczby skupianych przez niego organizacji członkowskich – doszedł do ponad 120 – stał się kiedyś największą organizacją w chrześcijańskim świecie. Inne padały, a on rósł. Teraz proces upadku sięgnął i Syndesmosu. Może nastąpiło duchowe zmęczenie tak szybkim rozwojem? Może ludzie, którzy pozostawali u władz, nie mieli świadomości, że taką organizację należy prowadzić profesjonalnie, czyli pozyskiwać pieniądze poprzez pisanie projektów, ich realizację i rozliczanie tych projektów. A to oznacza dużo pracy. Powstaje wtedy pytanie – kto ma to robić? Być może istniało przywiązanie do pierwotnej koncepcji organizacji, której twórcy widzieli ją jako forum głębokiej dyskusji teologicznej? Ale dlaczego duch takiej dyskusji nie może żyć razem ze zwyczajnym forum młodzieżowej pracy, tego nie rozumiem. Syndesmos nadal mógłby być międzynarodowym forum spotkań prawosławnej młodzieży, jej pracy i doskonalenia się na różnego rodzaju obozach czy festiwalach. Trzeba dać możliwość spotkania. Uważam, że sekretariat Syndesmosu, by wzmocnić organizację, powinien wrócić do Polski. Dopiero jeśli Polska nie zechce go przyjąć, należy szukać innych lokalizacji.
– W zglobalizowanym świecie ludzie z łatwością mogą się ze sobą kontaktować.
– I mogą to robić bez czapki Syndesmosu. Tyle, że w tych kontaktach prawosławie nie odgrywa żadnej roli. I to jest smutne. To jest nasz paradoks – mamy możliwości kontaktów, ale ich nie wykorzystujemy. Nie tworzymy prawosławnej sieci. Wiem, że w poszczególnych krajach istnieją prawosławne organizacje. Tak jest w Finlandii, w Polsce. Ale kontaktów między nimi jest bardzo mało.
– Żywy kontakt między ludźmi, braćmi w wierze, jest niezwykle budujący. Wiemy o tym jako dziennikarze Przeglądu Prawosławnego. Brak kontaktów, wymiany choćby doświadczeń, zsuwa całe grupy w prowincjonalizm.
– Zgadzam się. Trzeba się jednak cieszyć, że w prawosławnym świecie istnieją przynajmniej małe wyspecjalizowane grupy, jak na przykład Peace Movement w Amsterdamie. Są spotkania teologów.
Ale niestety oficjalne kontakty między lokalnymi Cerkwiami nie są teraz najlepsze.
– U nas świetne. Przy metropolicie Sawie naszą Cerkiew odwiedzili chyba wszyscy patriarchowie i metropolici lokalnych Cerkwi.
– To bardzo dobrze.
– W 2016 roku ma być zwołany panprawosławny sobór w Konstantynopolu. Czego się Ojciec po nim spodziewa?
– Najpierw zaznaczę, że oficjalne osoby w Konstantynopolu mówią, iż trwają prace przygotowawcze do soboru, ale sobór odbędzie się, jeśli Bóg tego zechce. Myślę i mam taką nadzieję, że na soborze nie przejdą jakieś modernistyczne propozycje, które by burzyły jedność prawosławnego świata.
Przygotowania do soboru trwają od pół wieku i na pewno decyzje, które na nim zapadną, będą głęboko przemyślane.
– Dlaczego prawosławne Cerkwie nie zwracają się jednym głosem, choćby do władz świeckich, w sprawach dla nas ważnych, na przykład zwrotu kanonicznej Cerkwi kijowskiej Hagia Sophii czy Ławry Kijowsko-Pieczerskiej, okupacji części Cypru, sytuacji w Kosowie? Głos prawosławnych jest w tych kwestiach mało słyszalny.
– Myślę, że nasz głos jest mało wiarygodny. Jeśli będzie on bronił tylko praw prawosławnych, nikt nie będzie się nim interesować. Tu trzeba być jasnym i rzetelnym. Pamiętam, kiedy trwała wojna NATO przeciw Serbii, amerykańscy i kanadyjscy biskupi wszystkich prawosławnych jurysdykcji jednym głosem protestowali przeciw tej operacji. Natomiast kiedy trwała wojna w Czeczenii, tylko arcybiskup Amerykańskiej Cerkwi Prawosławnej Serafin pytał, dlaczego nie protestujemy przeciw tej wojnie, jeśli giną w niej ludzie. Ale tym protestem nie byliśmy zainteresowani. Obawiam się że i ukraiński kontekst jest bardzo trudny dla prawosławnego świata. Prawosławny głos może zostać wykorzystany przez polityczne zbrojne ugrupowania z obu stron.
– Dziękujemy za rozmowę.

fot. Anna Radziukiewicz


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token