Numer 11(365)    Listopad 2015Numer 11(365)    Listopad 2015
fot.Michał Kość / Agencja Wschód
Podolski Atos
Natalia Klimuk
- Tak bym chciał płynąć jak rzeka, uciec od tego świata. Żyć w skale. Z Bogiem. Jak mnich. Kiedyż wreszcie znajdę miejsce spokojne, w którym się schowam, by być tylko z Najwyższym... – miał rozmyślać urodzony w Lubeczu nad Dnieprem i Użykiem Antypa. Te poszukiwania zawiodły go daleko. Na Świętą Górę Atos. Tam składa śluby, otrzymuje nowe imię i wraca w rodzinne strony.

Za jakiś czas już Antoni zamieszka w pieczarze w Kijowie, wokół niego zaczną się gromadzić inni pustelnicy i tak powstanie Ławra Kijowsko-Pieczerska. Ale jeszcze na to nie pora...

Teraz Antypa idzie przez urodzajne czarnoziemy Podola. Teren jest pagórkowaty, porozcinany rzeczkami i strumieniami. Najmocniej w krajobrazie odcina się Dniestr. Dostojny, szeroki, zawsze z wieloma rybami w swych wodach. Jego zakola opływają wysokie lessowe brzegi. Z łatwością można wyżłobić w nich pieczary. I tu, z woli Bożej, zatrzymuje się pustelnik. To Liadowo, obecnie koło Mohylowa Podolskiego.

Miejsce już wcześniej przykuwało uwagę. Niektórzy etymologię nazwy wywodzą od słowa ledawa, czyli forteca z białego kamienia. Badania archeologiczne wskazują, że w czasach bizantyńskich stała tu katedra biskupia. Odnaleziono szczątki ikonostasu i chrzcielnicy. Z przedrewolucyjnych badań wynika, że w tutejszych grotach znajdowały się malowidła, takie same jak w rzymskich katakumbach. Stąd naukowcy datują, że chrześcijanie żyli tu już w IV czy V wieku. Może dlatego pięć wieków później zatrzymał się tu mnich Antoni i dał początek monasterowi liadowskiemu?

Wiadomo, że był tu dwa lata. Zachowała się jego kielia z kamiennym łożem. Druga jest na Atosie. Kiedyś kilka dziesiątków pomieszczeń wyżłobionych w skałach wiązał ze sobą system drewnianych kładek. Dziś zespół monasterski stanowią trzy cerkwie: Ścięcia Głowy Jana Chrzciciela, to wezwanie też całego monasteru, a także św. Paraskiewy Piatnicy i św. Antoniego Pieczerskiego. Jest też usypalnica, a w niej kości sprzed ośmiu wieków, są cudowne źródła św. Antoniego. Monaster przechodził różne koleje. We znaki dała się ekspansja turecka około 1700 roku. Wierni jednak co i rusz wracali na to święte miejsce. W czasach komunizmu teren zamknięto. Zawładnęło nim wojsko. Powadzono tu badania nad bronią. Komuniści wysadzili w powietrze część monasteru.

Teraz też do monasteru ciągną wierni. Są ich tysiące. Głównie z Podola i zupełnie niedalekiej Mołdawii, ale nie tylko. Zanim dojdą, nie bez zadyszki, do zawieszonego w skalistej ścianie świętego miejsca, kilka razy natkną się na krzyż z kotwicą, której ramiona zakończone są lilijkami. To znak monasteru liadowskiego. To znak dla pielgrzyma, że podąża w miejsce, z którego jak mówią, bliżej do Boga.

Natalia Klimuk
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token