Numer 11(365)    Listopad 2015Numer 11(365)    Listopad 2015
fot.Michał Kość / Agencja Wschód
Jeńcy radzieccy w niemieckiej niewoli
Włodzimierz Koper-Koperkiewicz
Z chwilą wybuchu wojny pomiędzy Niemcami a Związkiem Radzieckim na terenie dawnego województwa kieleckiego powstawały obozy jenieckie zwane „stalagami” i „lagrami”, gdzie umieszczano żołnierzy radzieckich wziętych do niewoli. Tylko z nazwy obozy jenieckie, właściwie stanowiły niezabudowaną przestrzeń otoczoną drutami kolczastymi i budkami strażniczymi, na których umieszczono gniazda karabinów maszynowych.

Jeńcy sami musieli wznosić pomieszczenia dla załogi oraz baraki dla siebie. Do chwili zbudowania obozu spali na gołej ziemi, na deszczu, żyli bez ciepłej strawy, żywili się tylko roślinami.

W zimie mieszkali w nieopalanych barakach, bez ciepłej odzieży, prawie bez jedzenia, pozbawieni opieki medycznej i lekarstw.

Codziennie rano przed bramą miały obowiązek czekać furmanki, na których układano martwe ciała jeńców. Na wozach umieszczano nieprzytomnych, za wozami kroczyli pod nadzorem jeńcy, „półcienie żywych ludzi”, którzy grzebali kolegów w dużych rowach leśnych.
W Kielcach zmarłych chowano w lesie Bukówce, w Końskich w lesie Barycz, a w Opocznie na cmentarzu cholerycznym.

Takie obozy powstały w Kielcach na Bukówce, w Końskich na Budowie oraz w Opocznie przy ul. Inowłodzkiej w pobliżu tartaku Sitkowski i Sitkowska. Jeden taki barak dotrwał do obecnych czasów.

Ponadto jeńców radzieckich używano do prac wymagających wielkiego wysiłku fizycznego, który przyspieszał ich zgon. W Opocznie wykonywali oni umocnienia wojskowe, np. bunkry w Spale i Jeleniu, okopy oraz rowy w Sulejowie i Inowłodzu. Na stacji kolejowej w Opocznie rozładowywali wagony z amunicją. Bardzo dokuczał im głód. Okoliczni mieszkańcy dzielili się z nimi tym co sami mieli.

W Opocznie na trasie przemarszu jeńców do pracy niektóre rodziny wystawiały w saganach ziemniaki gotowane w skórkach. Jeńcy sprytnie chwytali po kilka ziemniaków, które były dla nich żelazną porcję pożywienia.

Jeńcy głodowali. Na terenie obozu nie było trawy, gdyż zjadali oni wszystko, co było zielone.
święta, w niedziele i w wolne od pracy chwile zbierali się przed barakami i na kilka głosów nucili. Były to najczęściej smutne dumki rosyjskie, ukraińskie i wołoskie, wyrażające tęsknotę za ojczyzną, domem i rodziną, skargę do nieba na okrutny jeniecki los i powolną głodową śmierć.

Dumki chwytały słuchających za serca. Osoby znające się na muzyce powtarzały, że jest on wielką zbiorową modlitwą narodu rosyjskiego, na którego żywym organizmie dopuszczono się wielkiej zbrodni.

W wolnych chwilach jeńcy wyrabiali z drewna, kawałków drutu, puszek po konserwach, rozbitego kolorowego szkła pomysłowe zabawki dla dzieci, które wymieniali na żywność. Były one proste, ale bardzo oryginalne i funkcjonalne.

Najczęściej wytwarzano kadelki (kalejdoskopy), misie grające na bębenku z przykrywki od konserwy i koniki. Zabawki, wystrugane z drewna, nie były malowane. Kolory nadawano im przypalonym do czerwoności metalowym prętem. Pomysłowość jeńców była niewyczerpana. Wielu z nich wytwarzało instrumenty ludowe – bałałajki, bandury, itp. Szkoda, że te wyroby nie dotrwały do chwili obecnej. 

W obozie zdarzały się ucieczki, za które rozstrzeliwano co dziesiątego jeńca. Opocznianie udzielali zbiegłym wszelakiej pomocy. Ze zbiegłych żołnierzy w Końskich utworzono specjalną kompanię w 25 Pułku Piechoty Armii Krajowej im. Ziemi Piotrkowsko – Opoczyńskiej. Nosiła ona nr 2 i liczyła 52 ludzi – oficerów, podoficerów i szeregowców. Dowodził nią lekarz major Mikołaj Cybulski, oficer armii radzieckiej.

W lecie 1943 roku żandarmi niemieccy, kwaterujący w  Opocznie przy ul. Piotrkowskiej 20, zatrzymali zbiegłego jeńca, dziewiętnastoletniego chłopca. W czasie przesłuchania nie wydał Polaków, którzy mu pomogli w ucieczce.

Hitlerowcy, widząc że przesłuchania nie dają rezultatów, postanowili jeńca rozstrzelać. Zatrzymali dorożkę, do której wepchnęli jeńca i sami zajęli miejsce. Powożącemu kazano jechać w stronę Lasu Januszewskiego. Po drodze z domu Bronisława Grzegorczyka (syna Michała) wypożyczyli łopatę i kazali ją nieść jeńcowi. Grupa żandarmów z jeńcem przeszła tory i udała się skrajem lasu na północ. W pobliżu dawnego ZPC nr 3 (dziś Opoczno S.A. Śląsk) zmuszono chłopca do wykopania sobie grobu. Przez cały czas zachowywał się spokojnie i od czasu do czasu mówił: „Batko Stalin zapłaci wam za wszystko i za moją śmierć również”.

Gdy grób był gotowy, jeńca zastrzelono. Żandarmi sami zakopali ciało. Miejscowi usypali mogiłę i obłożyli ją polnymi kamieniami, z których ułożono również krzyż. W czasie okupacji i po wojnie dzieci odwiedzające mogiłę zostawiały na niej kwiaty.

W 1968 roku szczątki jeńca ekshumowano  i pochowano na cmentarzu wojskowym w Opocznie przy ul. Granicznej. Dyrekcja dawnego Zakładu Płytek Ceramicznych nr 3  wybudowała w tym miejscu symboliczną kamienną mogiłę.

Podczas ekshumacji jeńca znaleziono dobrze zachowane długie buty z cholewami, których używała Armia Czerwona, zegarek kieszonkowy oraz dwa kieszonkowe lusterka. Na jednym z nich była dobrze zachowana podobizna bardzo ładnej aktorki, a pod napis: „Brygida Helm”. Była to w okresie międzywojennym berlińska aktorka.

Późną jesienią 1943 roku jeńcy z obozu w Opocznie zostali zatrudnieni przy budowie drewnianych pomieszczeń stacji kolejowej, które miały być przeznaczone na restaurację dworcową dla Niemców. Restaurator nazywał się Antoni Teichert. Był to dziwny Niemiec, gdyż pomagał wszystkim potrzebującym Polakom. Był już starszym człowiekiem i pamiętał I wojnę światową. Bywało, że żandarmi przyprowadzali do restauracji zatrzymanego Polaka. Gdy jedli, restaurator po kryjomu podawał jedzenie także i zatrzymanemu. Na własny koszt upijał żandarmów i w ten sposób ułatwiał jeńcowi ucieczkę lub po prostu wykupywał zatrzymanego. Jeńcy radzieccy, pracujący u niego, otrzymywali posiłki z kotła dla Niemców. Początkowo wartownik protestował, ale otrzymawszy dodatkową porcję mięsa, zamilkł. 

Pracujący przy budowie budynku na restaurację pozostawili wypisane na wewnętrznych ścianach swoje imiona, nazwiska i adresy. Sądzili, że takie ślady zainteresują wywiad partyzancki. Próbowałem je odczytać, ale wówczas jeszcze nie znałem cyrylicy.

Jesienią 1943 roku na ulicach Kielc spieszący do pracy ludzie zobaczyli starszą kobietę, której twarz wyrażała wielkie zmęczenia i cierpienie. Jej oczy łzawiły, a odmienny od polskiego strój budził zainteresowanie. Było widać po niej oznaki długiej i wyczerpującej podróży.

Zatrzymywała przechodniów i prosiła o udzielnie informacji. Niestety nikt nie rozumiał języka, którym się posługiwała.

Wreszcie ktoś kto poznał, że po ukraińsku pyta o drogę, zapytał kobietę, skąd pochodzi i dokąd zmierza. Usłyszał, że jest Ukrainką spod Kijowa, a jej jedyny syn dostał się do niewoli niemieckiej i obecnie przebywa na Bukówce. Słyszała, że tam jeńcy nie mają chleba i cierpią głód. Z resztek mąki upiekła chleb, który przywiozła ze sobą. Podróżowała pieszo, wozem konnym i koleją. Kilkakrotnie zawracana przez Niemców, uparcie przedzierała się przez kordony i wreszcie dotarła do Kielc. Teraz spieszy, aby podać zgłodniałemu synowi chleb.

Rozmówca popadł w głęboką zadumę nad kochającym sercem matki. Myślał, czy kobieta zastanie syna przy życiu, gdyż na Bukówce codziennie kilka wozów konnych wywoziło martwe ciała do pobliskiego lesu oraz czy Niemcy pozwolą jej zbliżyć się do bramy obozowej, czy zechcą wysłuchać prośby i spełnić ją. 

W marcu 1954 roku w okresie Wielkiego Postu przed Świętami Wielkiej Nocy w kościele św. Bartłomieja w Opocznie odbywały się rekolekcje wielkopostne. Ksiądz rekolekcjonista mówił do młodzieży dużo i długo o poszanowaniu rodziców. Jako przykład matczynej miłości podał wyżej opisane zdarzenie. Nazwisko kobiety nie zachowało się w ludzkiej pamięci, ale słuchały o niej kolejne pokolenia. Kazania tego sam wysłychałem.

Opoczno zostało wyzwolone 17 stycznia 1945 roku (środa) przez 7 Gwardyjski Korpus Kawalerii, 33 Armii, 1 Frontu Białoruskiego. 16 stycznia 1945 roku (wtorek) radzieckie lotnictwo zbombardowało hitlerowskie kolumny pancerno – samochodowe, które na specjalnej rampie naprzeciw stacji ładowały sprzęt na wagony kolejowe.

W tym czasie Niemcy zmuszali jeńców radzieckich do załadunku dwustulitrowych beczek wypełnionych benzyną. Załadunek odbywał się na bocznicy kolejowej „Składziska drzewnego”, które prowadził Polak wysiedlony z poznańskiego, Baranowski. Wokół trwało bombardowanie i ostrzał z broni pokładowej samolotów.

Jeńcy zdawali sobie sprawę, że benzyna i składowane w pobliżu drewno stanowią zagrożenie pożarowe dla jednorodzinnych domków „Śmiglówki” i ich mieszkańców, którzy mogą stracić dobytek całego swojego życia. Jeńcy wykorzystali to, że podczas nalotów Niemcy rozbiegali się do schronów i powykręcali wszystkie korki wlewowe beczek, wylali z nich benzynę i schowali się w okolicznych domach. Tym sposobem uratowali całą dzielnicę od pożaru.
Korzystając z zamieszania niektórzy jeńcy radzieccy zbiegli z obozu przy ulicy Inowłodzkiej i schronili się w domach opocznian. Tych, których Niemcy spotkali na ulicach miasta, natychmiast rozstrzeliwali. Najwięcj martwych jeńców leżało koło dawnej fary św. Bartłomieja.

Do Opoczna Armia Czerwona wkroczyła od strony Woli ZaZałężnej około godziny czternastej, a za nią NKWD, które z miejsca rozstrzeliwało napotkanych jeńców. Jeńcy radzieccy wychodzili naprzeciw rodaków. Sądzili, że zostaną wcieleni do armii i będą walczyć z Niemcami. W domu pana Romana Pasikowskiego schroniło się kilku młodych Ukraińców z nad Donu.

Ktoś o tym usłużnie doniósł. Żołnierze NKWD wyciągnęli ich i rozstrzelali pod urwiskiem skalnym. Chłopcy przed śmiercią płakali i mdleli z rozpaczy. Nic to nie pomogło. Polskie kobiety płakały jak matki.

Jeńcy, którzy pozostali w obozie, zostali uwięzieni przez NKWD, a potem rozstrzelani jako zdrajcy ojczyzny, innych zaś ułożono na jezdni pl. Kilińskiego i rozjechano czołgami. Krwawe szczątki zbierali pracownik opoczyńskiego magistratu Antoni Grabowski z synem Stanisławem. Ręcznym wózkiem szczątki wożono na cmentarz wojskowy z I wojny światowej i grzebano w kwaterze prawosławnej (rosyjskiej).

Dziś w miejscu, gdzie znajdował się obóz jeniecki, na ściaścianie Starostwa Powiatowego umieszczono tablicę pamiątkową poświęconą zamordowanym jeńcom. Tablicę poświęcił ks. prał. Jan Wojtan z dawnej fary św. Bartłomieja w Opocznie oraz proboszcz prawosławny ojciec Jan Jakimiuk z cerkwi Wszystkich Świętych w Piotrkowie Trybunalskim. Na odsłonięciu tablicy obecny był przedstawiciel ambasady ukraińskiej w Warszawie. 

Włodzimierz
Koper-Koperkiewicz

Opinie

[1] 2016-05-17 15:46:00 Adam
Ten restaurator z Opoczna - Antoni Teichert - to był mój pradziadek. I jestem z tego dumny.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token