Numer 11(365)    Listopad 2015Numer 11(365)    Listopad 2015
fot.Michał Kość / Agencja Wschód
Święto prawosławia w górach
połomnica Anna
Wczesnym rankiem 4 września 28-osobowa grupa pielgrzymów z o. Anatolem Tokajukiem na czele wyruszyła z Podlasia w góry, by uczcić pamięć świętego Maksyma Gorlickiego. Postać świętego męczennika przynajmniej części pielgrzymów była znana bardzo ogólnikowo. To dziwne, że często organizowane są wyjazdy do miejsc świętych w głębi Rosji, Białorusi, Ukrainy, Litwy, Estonii, Grecji itd., a w swoim kraju uświęcone miejsca są pomijane.

Program czterodniowego pielgrzymowania niespodziewanie okazał się bardzo bogaty. Pierwszą zwiedzaną świątynią była katedra Przemienienia Pańskiego w Lublinie, gdzie mogliśmy przyłożyć się i pokłonić między innymi Lublińskoj Bożej Matieri, poznać historię cerkwi i prawosławia w tym mieście, a przede wszystkim pomodlić się. Następnie zatrzymaliśmy się w Rzeszowie, by podziwiać dwa lata temu wyświęconą przepiękną cerkiew Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja z Mir Licejskich do Bari. Urzekły nas ikony, a także freski w delikatnych pastelowych kolorach. Jacyż to artyści mogli dokonać takiego arcydzieła? Prawdziwy kunszt i doskonałość.

Późnym popołudniem dotarliśmy do Gorlic. W katedrze Świętej Trójcy przyłożyliśmy się do relikwii świętego męczennika Maksyma. W każdej z odwiedzanych cerkwi pielgrzymi zapalali świece, zostawiali zapiski, modlili się i wspólnie śpiewali tropariony, kondakiony, uczestniczyli w molebnach.

Obiadokolację i nocleg mieliśmy w Gładyszowie, gdzie przez dwadzieścia lat niósł posługę o. Anatol, nasz opiekun. Zatrzymaliśmy się w ośrodku prawosławnym „Eleos”. Nie spodziewaliśmy się, że nasi prawosławni bracia, Łemkowie, zorganizują tyle miejsc noclegowych, dobrze wyposażone pokoje gościnne, kuchnię, jadalnię. Można z nich naprawdę brać przykład.

Sobotni dzień przyniósł także ogrom wrażeń. Po porannych modlitwach i śniadaniu wyruszyliśmy do monasteru w Wysowie Zdroju, gdzie spotkał nas ihumen Pafnucy i ojciec Andrzej Jakimiuk. Trzej duchowni, zarówno przełożony klasztoru jak i o. Anatol oraz o. Andrzej przedstawili sytuację wiernych prawosławnych na tych terenach, okres odradzania się prawosławia, ogromne trudności i samozaparcie Łemków w kontynuacji tradycji przodków.

Po wykładzie pomodliliśmy się w pięknej odremontowanej cerkwi św. Michała Archanioła, po czym udaliśmy się na Górę Jawor. Nie była to łatwa wspinaczka, ale w nagrodę mogliśmy poznać dzieje małej cerkiewki św. Hioba Poczajowskiego. Kiedy wysiedlono stąd Łemków, cerkiew była bezczeszczona, pasterze i straż graniczna urządzili sobie z niej wychodek. Prawosławni, kiedy tu wrócili, powywozili brudy, uporządkowali i odremontowali cerkiewkę. Jednakże wciąż unici domagają się jej zwrotu. Aktualnie sprawa trafiła do Trybunału w Strasburgu.

Z Wysowej pojechaliśmy do Krynicy, jasnej, dużej cerkwi św. Włodzimierza Wielkiego. Spotkała nas tam matuszka rodem z Białostocczyzny,  Barbara Pupczyk, córka utalentowanej białoruskiej śpiewaczki Luby Gawryluk.

Chciało się dłużej pobyć w kurorcie, może nawet popróbować wód zdrowotnych, ale czas naglił. W Gładyszowie czekał na nas wyśmienity obiad, a także zaproszenie wójta i organizatorów do udziału w dożynkach. Wzięliśmy udział w modlitwach w cerkwi św. Jana Chrzciciela. Wielkie wrażenie wywarły na nas stare ikony, architektura świątyni, a także sam jegomość, o. Arkadiusz Barańczuk. Łemkowie zwracają się do batiuszki jegomość, a do matuszki imość. Siebie zaś uważają za Rusinów, od Rusi Kijowskiej.

Niedzielny poranek przyniósł nowe przeżycia. Najpierw pojechaliśmy do Żdyni, gdzie urodził się i młode lata spędził św. Maksym. Pomodliliśmy się w żdyńskiej cerkwi Opieki Matki Bożej. To cerkiew, gdzie oprócz prawosławnych msze odprawiają katolicy. Na cmentarzu w Żdyni swego czasu był pochowany o. Maksym, a do dziś spoczywa ojciec i krewni. Święty Maksym zginął, bo nie wyrzekł się prawosławia. Przed śmiercią wykrzyknął znamienne słowa: „Niech żyje święta Ruś i prawosławie”. Egzekucję wykonano na oczach więźniów, m.in. ojca i brzemiennej matuszki o. Maksyma. Ciało męczennika austriaccy wojacy zakopali w rowie w Gorlicach, ale wierni przenieśli swego rodaka i pochowali jak tradycja nakazuje na cmentarzu w Żdyni. Po kanonizacji relikwie przechowywane są w katedrze prawosławnej w Gorlicach.

Niedaleko Żdyni, w Koniecznej, tuż przy granicy ze Słowacją, na krótko wstąpiliśmy jeszcze do cerkwi św. Wasilija Wielikogo, zbudowanej w latach 1903-1905. Zawitaliśmy też na ziemię słowacką. Na granicy żadnych celników ani straży granicznej, tylko świecące pustkami pograniczne budynki.

Po dokładnym poznaniu żytija św. Maksyma, odwiedzeniu jego rodzinnej wsi i ścieżek, po których stąpał, pojechaliśmy do Gorlic na wielkie torżestwo prawosławia w górach. Liturgię celebrowali metropolita Mark z Zakarpacia, biskup Filaret ze Lwowa, arcybiskup lubelski i chełmski Abel, biskup gorlicki Paisjusz i wielu innych dostojników Cerkwi. Podlasie reprezentował o. Anatol z Orli i o. Andrzej z Siemiatycz.

Doskonały anielski chór miejscowy i chór męski z Ukrainy wznosiły pod niebiosa nasze serca, zbliżały do Boskiej sfery, czyniły nas lepszymi, czystszymi... Przyjęcie świętych sakramentów spowiedzi i pryczaszczenija jeszcze bardziej zbliżyły nas do ogromnej liczby żarliwie modlących się wiernych. Dusza się radowała – prawosławie to żywa i prawdziwa wiara, nie zginie, skoro jest nas tak dużo i tyle młodzieży podchodzącej do tego z tak wielkim zaangażowaniem. Jakież wzniosłe słowa brzmiały z ust władyków Abla i Paisjusza podczas Liturgii, a pielgrzymom z Podlasia było szczególnie przyjemnie wysłuchać gorących podziękowań obu hierarchów skierowanych do o. Anatola i o. Andrzeja za ogromny wkład w rozwój prawosławia na Łemkowszczyźnie.

Po wspólnym obiedzie z pielgrzymami z różnych miejscowości Polski i zagranicy pojechaliśmy na Słowację, do osady Ladomirowa, gdzie jest piękna cerkiew św. Archanioła Michała. Odnowa prawosławia na tym terenie rozpoczęła się w 1921 roku, a budowa cerkwi została zakończona w 1923. Murowana monumentalna budowla jest postawiona w duchu staroruskich klasztornych cerkwi z trójramiennym krzyżem i trzema kopułami. Wewnątrz są ikony w stylu bizantyńskim i staroruskim. Do tej cerkwi w 1931 roku jerozolimski patriarchat ofiarował 9 relikwii świętych oraz krzyż z cząsteczką krzyża, na którym umęczony był Chrystus. Dotarło tu też wiele ikon ze Świętej Góry Atos. Część tych świętości pod koniec drugiej wojny światowej przeniesiono do monasteru Świętej Trójcy w amerykańskim Jordanville. W okresie międzywojennym w Ladomirowej powstał monaster, który dysponował drukarnią, wydawał księgi cerkiewne, czasopisma, kalendarze. Działały tu kursy seminaryjne oraz szkoła ikonopisców, monaster służył pomocą humanitarną mieszkańcom i pielgrzymom. Gdy w 1944 roku zbliżał się front, większość mnichów wyemigrowała z cennościami do różnych zakątków świata. Historię cerkwi i byłego monasteru opowiedział proboszcz parafii, o. Paweł.

Późnym wieczorem dojechaliśmy do Morochowa, by najpierw pomodlić się w cerkwi Spotkania Pańskiego, potem zjeść kolację i udać się na spoczynek. Z wielką serdecznością gościli nas o. Julian Felenczak z matuszką (Francuzką) oraz ich pomocnicy – Beatka, studentka medycy i pan Kamil. W Morochowie nad Osławą przez dwadzieścia lat posługę kapłańską niósł nasz o. Anatol. Okazuje się, że służył aż w czterech górskich parafiach jednocześnie.

Ostatni dzień pielgrzymki spędziliśmy także bardzo intensywnie. Najpierw poznaliśmy dzieje i pomodliliśmy się w katedrze Świętej Trójcy w Sanoku, skąd przez Przemyśl, Jarosław dotarliśmy do Zapałowa, gdzie znajduje się cerkiew św.św. Kosmy i Damiana, a służy nasz rodak z Hajnówki, o. Jan Plewa. Cerkiew i parafię utrzymuje tylko osiem prawosławnych rodzin, z tego połowa już mieszanych. To prawdziwi tytani pracy, remontują zawilgoconą, zniszczoną świątynię, bowiem w czasach socjalizmu służyła ona jako magazyn soli i innych nawozów sztucznych. Skromniutko w cerkwi i na plebanii, ale jaki błogosławiony duch miłości i spokoju tam panuje. Gruszki, którymi częstował proboszcz, smakowały jak nigdy w życiu.
Podobne przeznaczenie miała świątynia w Tomaszowie Lubelskim. W cerkwi św. Mikołaja trwa teraz generalny remont. Parafia otrzymała unijne dotacje, ale potrzebny jest także wielki wkład własny.

Następnie odwiedziliśmy cerkiew św. Jana Teologa w Chełmie, której historię opowiedział proboszcz, a potem wznosiliśmy wspólnie modlitwy.

Ukoronowaniem okazywanej pielgrzymom gościnności i miłości był nasz pobyt w monasterze w Turkowicach. Podczas obiadu siostry przedstawiły historię tego świętego miejsca i odśpiewały wspaniałą pieśń. W moim osobistym odczuciu brzmiała ona jak hymn do Turkowickiej Matki Bożej. W świątyni monasteru pomodliliśmy się i zaopatrzyliśmy w literaturę religijną.

Tak nasz pobyt na odległych od Białostocczyzny terenach dobiegł końca. Wszyscy ogromnie wzbogaceni duchowo wróciliśmy szczęśliwie do swoich domów. Miejmy nadzieję, że wszechmogący Bóg wysłuchał nas modlących się w szesnastu cerkwiach i będzie czuwał nad nami i naszymi rodzinami. Wierzymy głęboko, że okaże szczególną łaskę o. Anatolowi za trud, poświęcenie i doskonałą organizację pielgrzymki, a także matuszce Marii Bogusz, wspomagającej pielgrzymów, oraz Aleksandrze Sidoruk i Ninie Golonko – inicjatorkom tej wspaniałej religijnej wyprawy, zaś doskonałemu kierowcy z Bielska Podlaskiego, panu Arkadiuszowi pomoże w odszukaniu swych korzeni i będzie prowadził stale „szeroką drogą”.

połomnica Anna
fot. W. Kalinowska


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token